Jak się pisze #5

Męczą terminy, męczy UJ-owski USOS, paraliżując mnie w swej mętnej sieci. To ta zła strona pisania – brak czasu, kiedy weźmiemy na siebie zbyt dużo. Ja wziąłem. Obecnie piszę trzy opowiadania na raz – każde z nich posuwa się powoli. Każde z nich jest już po terminie.
Skarżę się, a nie powinienem – po co brałem tyle na siebie? Zwykła nieuwaga, że już terminy mam pozajmowane? A może chora ambicja? Terminy męczą, niedługo mają ruszyć prace wydawnicze nad książką, niedługo ma ruszyć pismo z moim opkiem (to na szczęście już dawno w redakcji), czas goni, zegar tyka. Usos męczy, co chwile się przeciążając, kot miauczy – głodna, listonosz zostawił awizo, a nie mam nawet kiedy pójść na pocztę. Bolesna świadomość, że muszę jeszcze wygrzebać się z publicystyki – dodatkowo daje po garach.
Wygrzebię się. Obiecałem, więc dotrzymam słowa. Znów śpię po 3 godziny na dobę, ale dam radę. Najważniejsze, to przeć naprzód, nawet, jeśli okazało się głupotę – jak ja. Następna rzecz, którą osoba pisząca musi pamiętać – nie być głupim.
Zapomniałem.
Comments
Powered by Facebook Comments
Wędrówka do źródeł
Dzieje się!
Może Ci się spodobać
Mury runą!
26 stycznia 2014
Gdyby Wiedźmin nie był rasistowski…
10 czerwca 2015