Fantastyka a fantasy. O Gatunków rozróżnianiu.

– Czytam fantastykę! – pochwalił mi się kiedyś znajomy przy okazji  spotkania.
– Wspaniale – ucieszyłem się. – Jaka jest Twoja ulubiona książka Lema?
– Kogo?
– Lema. Taki pisarz science-fiction.
– Eee… ja nie czytam bajek o UFO.
– Mówiłeś, że czytasz fantastykę. To, no nie wiem, co sądzisz o ostatniej książce Kinga?
– A on nie pisze przypadkiem horrorów?
– Tak. Tak właśnie.
– Ja nie czytam horrorów.
– Mówiłeś, że czytasz fantastykę!
– Czytam. Wiesz, Tolkien. Paolini. Sapkowski. Fantastykę czytam.

FELIETON UKAZAŁ SIĘ PIERWOTNIE NA STRONIE POLSKAGROZA.PL KTÓREJ MAM ZASZCZYT BYĆ REDAKTOREM NACZELNYM.

Grozobicie felieton naczelnego

To nie była jedyna taka rozmowa, jaką odbyłem. Nie jedyna, o jakiej słyszałem i przez jaką przebrnąłem w dyskusjach forumowych. Można by pomyśleć, że im bardziej jesteś oczytany, tym więcej wiesz – tymczasem przerażająco wysoki odsetek zafascynowanego książkami społeczeństwa (także w fandomie) nie ma za bardzo pojęcia CO tak naprawdę czyta. Fantastyka staje się fantasy, science-fiction to tylko „bajki o ufo” – „Gwiezdne Wojny” to sztandarowy przykład dobrego i poważnego SF. Nie tak dawno przejrzałem ranking dziesięciu najlepszych horrorów dla dzieci, w którym wyszczególniono „Zmierzch”. Ani to horror, ani dla dzieci, ani nawet „najlepszy”.

Niewłaściwe nazewnictwo znajduję nawet tam, gdzie teoretycznie być go nie powinno – jakiś czas temu w kinach pojawił się film „MAMA” sygnowany nazwiskiem Guillermo del Toro (chociaż reżyserem był Andres Muschietti). Na plakacie napisano, iż jest to „Niesamowity Thriller”. Słowo „Horror” najwyraźniej nie przeszło komuś przez gardło, a szkoda, bo thrillerem film ten na pewno nie jest.

Zastanawiam się, skąd u pewnych osób ta wesoła ignorancja. I chyba znajduję odpowiedź – a przynajmniej jej część. Jedną z najważniejszych rzeczy dla wykształconego człowieka po maturze (a nawet przed) jest rozpoznawanie gatunków i rodzajów literackich. Powie tak każdy polonista. To absolutna podstawa, by wiedzieć, czym jest dramat, epika, liryka. Jeszcze dzisiaj mogę z pamięci zacytować definicję powieści, pamiętnika, podania, czy eposu. Ale gdzie w tym wszystkim podział gatunków literatury popularnej? O tym też się uczyłem. Częściowo. Ballada. Romans. Farsa. Parę słów o westernie, jako ciekawostka – pod koniec lekcji, kiedy każdy już patrzył na zegarek. Pamiętam też fantastykę – czy raczej fantasy. W podręczniku ze szkoły podstawowej  poświęcono ćwierć strony „Wiedźminowi”, ilustrując treść fotosem z filmu. Czym oczywiście wyrządzono temu dziełu jeszcze większą krzywdę. W szkole gimnazjalnej przeznaczono na  fantastykę  jedną(!) lekcję – ale tylko dlatego, że ładnie o to poprosiłem i sam miałem ją poprowadzić. Temat? Narzucony – Lem. Dla mnie super sprawa, dla   rówieśników temat do żartów, albo godzina na sen. Nie rozumieli Lema. Był dla nich za trudny, zbyt niejasny – zbyt głęboki. Nie uczy się przecież dziecka pływać, wrzucając go od razu na głęboką wodę, prawda? Pomijam temat pływających noworodków – one tak naprawdę nie zdążyły się jeszcze pływać oduczyć.

To, że system edukacji jest przestarzały, a jego naprawa notorycznie spychana na dalszy plan, ma uzasadnienie w obecnej (i przyszłej) kondycji narodu. W końcu, jak pisał Zamoyski „Takie będą Rzeczypospolite, jak ich młodzieży chowanie” – a nawet nieuzbrojone w wiedzę o nauczaniu oko widzi, że XIX-wieczny pruski system edukacji mający kształcić żołnierzy, robotników i urzędników ma się nijak do rzeczywistości XXI wieku. Przestarzały jest system i przestarzały jest program. Młody człowiek, wychodząc z lekcji Języka Polskiego, ma wiedzę o lekturach i pisarzach przeszłych, o pisaniu ku pokrzepieniu serc i romantyzmie, literaturze powstańczej i wolnościowej. I bardzo dobrze, bo nie można deprecjonować i zapominać o przeszłości (co obecnie dzieje się na nielicznych lekcjach Historii) – tak samo jednak nie powinno się ignorować teraźniejszości. A co wychodzący ze szkoły człowiek wie o dzisiejszej literaturze? A przede wszystkim, co wie o teraźniejszych polskich pisarzach? To już zostawia się przypadkowi. Jeśli ktoś czyta i się interesuje – to zna. Jeśli ktoś jednak nie miał kontaktu z książką (prócz przymusowych lektur) – to czytać nie będzie. Szkoła się kończy, zaczynają się studia – czyli  imprezy – i w końcu praca. Nie ma już czasu, by wyrobić sobie nawyk czytania, ani tez zagłębić się w literaturę. Kolejny idealny urzędnik/żołnierz/robotnik – pracownik gotowy do służby.

Generalizacja jest zła, dlatego powiem, że znam przypadek osoby, która sięgnęła po książki już w późniejszym wieku. Dzisiaj nadrabia zaległości. Ale także i ona nie wie, co tak naprawdę czyta. Fantastykę – ale czym jest ta fantastyka?  Czy tylko tym, na czym napisano, że to fantastyka właśnie?

Szkoła to pewien ograniczony okres czasu. Aby coś dodać, trzeba coś zabrać – albo też inaczej ten czas upakować. Jestem zwolennikiem myśli, że dobre nauczanie to takie, które popycha do samodzielnego odkrywania. zahaczające o różne tematy i dające możliwość rozwijania talentów, tworząc silne i wyspecjalizowane jednostki, nie armię uśrednionych do linii idealnych pracowników. W takiej szkole uczeń z pewnością  poznałby różnicę między fantastyką a fantasy. Między thrillerem a horrorem.

No, ale dobrze. Skoro już tu jesteśmy, to wyjaśnijmy sobie raz a dobrze:

Fantastyka to pewna konwencja. W niej zawierają się gatunki takie jak fantasy, science-fiction, horror z różnymi odgałęzieniami (jak np. bizarro, cyberpunk, gore, space opera). Thriller to nie jest horror – to dreszczowiec. Za zadanie postawiono mu w zasadzie to samo, co horrorom – wzbudzanie napięcia, dreszczu emocji, pewnego strachu. Wykorzystuje on napięcie, tajemniczość, czy niepewność. Tak, jak horror. To, co od horroru thriller odróżnia, to fantastyczność właśnie. Horror to FANTASTYKA GROZY. Upiory, strachy, zjawiska nadprzyrodzone, wprowadzone po to, by wywołać strach, napięcie, niepewność, tajemniczość. Dobrym thrillerem jest „Dziewczyna z sąsiedztwa” Jacka Ketchuma. Dobry horror to – „Dom na wyrębach” Stefana Dardy. Obie te książki należą do literatury grozy, która podobnie jak fantastyka, zawiera w sobie pewne gatunki i podgatunki. W tym rozumieniu horror to  pomost pomiędzy grozą a fantastyką właśnie.

Science-fiction to nie są „Bajki o UFO” – to w ogóle nie są bajki. Moim zdaniem – chyba najpoważniejszy gatunek z całej fantastyki. Pytamy, jak nasze obecne działania  wpłyną na przyszłość. Jak będzie ona wyglądała? Wskazujemy na zagrożenia, przestrzegamy, ale i mamimy nowymi możliwościami. Autorzy science-fiction przewidzieli sporą część wynalazków, których dzisiaj używam… i sporą, na jakie czekam (latające samochody). „Gwiezdne Wojny” nie są i nigdy nie były SF – stykają się ze space operą- prawda, ale to w zasadzie rasowe fantasy: Opowieść o świecie, w którym mamy pewną formę magii (moc) i magów-wojowników (Jedi i Sithowie) walczących między sobą, oraz wybrańcu, i przepowiedni na jego temat., Wybraniec spotyka starego mistrza, ten z kolei uczy go wszystkiego, co sam wie, po czym umiera. Albo też o wybrańcu, który dał się zwieść. To, że zamiast standardowych mieczy mamy miecze świetlne, a całość odbywa się w innej galaktyce i są tam statki kosmiczne, jest tak naprawdę marginalne. Zwykła scenografia.

Tym bardziej „Zmierzch” nie jest  horrorem. W ogóle z grozą nie ma wiele wspólnego. Czy „Zmierzch” ma przerazić? Czy jest tajemniczy, wykorzystuje napięcie i niepewność? Czy też kanwą opowieści jest po prostu… paranormalny romans? Ale… jak by to wyglądało na plakacie?

Czytajmy ze zrozumieniem. I nade wszystko, wiedzmy CO czytamy. Jeśli nie nauczy nas tego szkoła (a nie nauczy), to zainteresujmy się sami. Nie bądźmy idealnymi pracownikami z XIX wieku.

Comments

comments

Powered by Facebook Comments