Od Krakonu minęło parę dni, podczas których milczałem, bądź też starałem się milczeć w sprawie tego konwentu… choć ostatecznie i mnie puściły już nerwy. Zdaję sobie sprawę, że jako Koordynator Bloku Horroru mam idealną pozycję do obserwacji, będąc jednocześnie w samym środku wydarzeń, oraz patrząc na to z boku. 
Mogę więc trochę więcej powiedzieć na temat samego konwentu i… pewnych przemyśleń z tym związanych. 

Ale uderzę z innej strony – ostatnie konwenty, nie tylko Krakony uświadomiły mi pewną rzecz, która została trafnie zdefiniowana przez Marcina Przybyłka w ostatnim wywiadzie w „COŚ na progu”. Obecnie „fantastyka” – mimo swojej definicji słownikowej – nie oznacza już Horroru, Fantasy i Science fiction. Na Konwentach fantastyki bawią się głównie mangowcy (i nie, moi drodzy, dalej nie mówię tylko o Krakonie), gracze RPG i fani literatury fantasy. Sf zostało zepchnięte na bok, zaś horror pełni rolę „tego dziwnego wujka, o którym u nas w domu się nie wspomina”.

Miał rację Marcin Przybyłek mówiąc o „bandzie fantasy”. Literatura Sf stała się mniej potrzebna, kiedy minęły czasy podniecania się wyścigiem kosmicznym i PRL, o którego koniec zacięcie walczyła. Jeśli dobrze pamiętam, literatura fantastyczna miała później, w latach ’90 wielki kłopot, na rynku panowała „zadyszka”, aż wreszcie pod koniec tysiąclecia – pojawił się boom na fantasy, powstała Fabryka Słów, której nazwa wcale nie jest przypadkowa.

Wrócę do konwentów, które niespodziewanie urosły do roli gigantów – a tych, jak dobrze wiemy – nie da się w 100% kontrolować. I nie usprawiedliwiam w tym momencie organizatorów Krakonu na którym sam byłem Koordynatorem horroru. Ilekroć jestem na większym konwencie (wspominam tutaj Pyrkony), mam wrażenie, że trafiłem do kolorowego piekła. Wszystkiego jest dosłownie za dużo i w momencie, kiedy jedni roztyli się do niesamowitych rozmiarów, dla drugich (Sf, horror) zaczyna brakować miejsca.

Do czego piję – Blok horroru na tym i poprzednim Krakonie wyszedł znakomicie, pomimo pewnych niedociągnięć spowodowanych przez szczeble wyższego stopnia (chaos organizacyjny i obsługę klubu Studio), wszyscy bawili się znakomicie i mają jak najlepsze wspomnienia. Jednak o tym, że horror był w jakiejś postaci w ogóle obecny na Krakonie, dowiadujemy się tylko dzięki skandalu z Grahamem Mastertonem w roli głównej. Skandalu, będącego wynikiem totalnego nieporozumienia… ale ja nie o tym.

Jednak zarówno na tym, jak i na poprzednim Krakonie, oraz przez ostatnie parę lat przekonałem się, jak prężne i coraz większe jest środowisko polskiego horroru – myślę, że w tej chwili to wielka, rozproszona społeczność czekająca tylko na znak.

I tak sobie myślę, że jeśli w środowisku fandomu fantastyki horror to coś, co się pomija, to czemu… Fandom Horroru… miałby na siłę się mieszać z tym fantastycznym bałaganem? A może obecna kondycja rynku, tak bardzo przypominająca tę z lat ’90 ubiegłego wieku to znak, że właśnie za chwilę ma nadejść czas Horroru? Może ludzie, którzy nie mają bodźca ze strony „science” i znudzeni cukierkowymi światami fantasy zwrócą się teraz w stronę tej najbardziej związanej z rzeczywistością gałęzi fantastyki, jaką jest horror?

Potrzeba tylko iskry. I ta iskra się pojawi – już na jesieni startuje konwent grozy – Krakowski Festiwal Amatorów Strachu, Obrzydzenia i Niepokoju – KFASON. Być może pierwsza podwalina do stworzenia środowiska fanów grozy? Pomyślmy, w co może się to przerodzić!

Ja sam jestem w trakcie paru ciekawych projektów, projektów, które mają szansę na zebranie fanów horroru w jeden fandom. Bo to środowisko istnieje i aż kipi od energii i pomysłów. Wystarczy je teraz zrealizować.

Comments

comments

Powered by Facebook Comments