Tag: horror (Page 1 of 6)

Opowieści o zabawkach

topka

Kiedy wróciłem z ostatniej wędrówki świat napadł mnie, przytłoczył, potargał i nawrzeszczał mi do ucha. Wystarczyło parę dni w lesie, bym odzwyczaił się od wszędobylskiego rwetesu i natłoku informacji. A mówię o tym dlatego, że wkrótce pojawią się moje kolejne gawędy, ale wcześniej – no właśnie – informacje.  

Informacji nie ma dużo. W zasadzie – z tych naglących – jest jedna, ale za to ważna. Chciałem mianowicie zaprosić serdecznie wszystkich Was, każdego z osobna i Ciebie też na spotkanie z autorami antologii „Toystories”, do których należy także moja skromna osoba.

W „Toystories” przeczytać można mojego szorta „Lalka”, o której piszą m.in. tak:

Nigdy nie potrafiłem zrozumieć, o co chodzi z tymi całymi zastrzykami i dlaczego dzieci tak bardzo się ich boją. Opowiadanie Michała Stonawskiego otworzyło mi poniekąd oczy na lęk przed igłami… Historyjka jest krótka, ale nastrojowa. Autor pokazał, że nawet z prostego pomysłu da się stworzyć coś strasznego. Osobiście bardzo doceniam taką umiejętność — cechuje ona grozopiewców z najwyższej półki. Przeczytanie „Lalki” zajmuje dosłownie kilka chwil. Polecam lekturę do poduszki — szybki, literacki strzał na dobranoc, a potem gasimy światło i czekamy na efekty… Brrr! Dodam jeszcze, że bardzo spodobała mi się ilustracja do opowiadania Stonawskiego. Klimatycznie dopełnia niepokojącą historyjkę.

Cała recenzja TUTAJ

Autor tworzy klimat zagrożenia już od pierwszych akapitów, opisując deszcz jako swego rodzaju monstrum. Mimo że ideą jest proste „nie rób drugiemu, co tobie niemiłe”, utwór zapada w pamięć.

KLIK

Opowiadanie Michała Stonawskiego pod tytułem „Lalka” na nowo przeniosło mnie w świat, w którym przed snem nieśmiało spoglądałam na swoją kolekcję uszkodzonych Barbie, Dian i innych plastikowych panien. Króciutka nowelka z dreszczykiem.

KLIK

Spotkanie odbędzie się już 12go kwietnia w Artetece WBP w Krakowie. WIęcej informacji na plakacie i WYDARZENIU FACEBOOKOWYM 

Książkę można kupić w sklepie wydawnictwa Morpho.

toystories

Co się dzieje w Krakowie?

kraków smok

Kraków miastem kultury! I choć fakt to niepodważalny, tak jak to, że obok kultury Kraków jest też miastem smoka imieniem Smog (nie mylić z kuzynem Smaugiem), oraz – sporadycznie – miastem długich noży, to co jakiś czas warto o tym przypomnieć. Zwłaszcza, jeśli kultura ta wzrasta niemal na naszych oczach, jak grzyby po smogu. Deszczu. 

Oczywiście, szczególnie cieszy mnie fakt nowych inicjatyw związanych z tym segmentem kultury, który mnie interesuje najbardziej – środowiskiem fanów grozy, oraz fandomem fantastyki. Zwłaszcza, jeśli dzieje się to po długim śnie, w jaki zapadł Kraków z początkiem pierwszej dekady drugiego milenium.

Jak to drzewniej bywało

Był taki czas, kiedy Kraków wydawał się jeśli nie stolicą, to jednym z najważniejszych punktów na fantastycznej mapie Polski. Tu odbył się pamiętny Cracon – połączony z Polconem Eurocon, tu też organizowano pierwsze Krakony, które przez długi czas rządziły w mieście królów, jako najbardziej popularne w Polsce. Tu też Galicyjska Gildia Fanów Fantastyki organizowała Imladrisy – nie mniej popularne, być może jeszcze bardziej żywiołowe. A potem przyszło nowe – z roku na rok w zasadzie Krakony i Imladrisy przestały być organizowane, rozwiązał się klub fanów fantastyki. Kraków zamilkł, a schedę po nim objęły inne miasta, jak Poznań, w którym po dziś dzień bije się rekordy popularności na Pyrkonach (ostatnim razem było chyba 12 000 ludzi).

Ptaszki ćwierkają

Myli się ten, kto sądzi, że Kraków całkowicie się wycofał, bo to raczej nie zdarzy się nigdy. Pamiętamy takie wydarzenia, jak konwent stolikowy – ZamiastCon, Confuzja, czy Game Fusion. I o ile ZamiastCon był w pewnym stopniu prześmiewczy, pozostałe dwa eventy odegrały tylko rolę subtelnych zapowiedzi… jutra. I ono nadeszło, bo w 2011 roku został wznowiony Krakon. Zabrała się za niego ekipa zupełnie nowa, niedoświadczona, ale też pełna wigoru. Krakon 2011 miał być też eksperymentem „łączenia fandomów” mangowego i fantastycznego. Eksperyment, cóż, nie udał się. Fantaści zwyczajnie uciekli, a ci którzy zostali skazani byli na samotność w prelekcyjnych salach. Nie wspominając już o zwykle i tak pomijanym horrorze. Skądinąd – udało mi się przeprowadzić wtedy najlepsze chyba spotkanie autorskie. Cóż z tego, że publika była drewniana, a w konkursie, który zorganizowałem główną nagrodę wygrały odpowiednio: Krzesło 1 i Krzesło 2…

Byłem też na Krakonie rok później. Już jako organizator wziąłem w swoje macko-szpony blok horroru. 2012 przyniósł poprawę, choć konwent jako całość znów został okrzyknięty „klapą” (niektórzy lubią duże słowa), to wiele osób spisało się na medal, jak choćby przy organizacji bloku literackiego. I tym razem Horror – a jakże, na uboczu – dał sobie radę. Wystarczy wspomnieć Ramseya Campbella, który wręcz zachwycał się Krakowem i obecnymi na jego spotkaniach ludźmi. Poprawę też przyniósł rok 2013, choć Krakon organizowany był przez znów odnowioną ekipę. I znów coś poszło nie tak, pojawiły się wątpliwości organizacyjne, na skutek dosyć niemiłej plotki obraził się główny gość konwentu – Graham Masterton… fatum, można by powiedzieć. Nowe Krakony – wszystkie razem i każdy z osobna – przebijały się przez rosnącą falę niechęci i kłótni pomiędzy potrzaskanymi, małymi grupkami krakowskiego fandomu… w czym osobiście widzę główną przyczynę niepowodzeń. A gdzieś w tym wszystkim była groza – stając z boku, pomijana, ale – co najważniejsze – radząca sobie doskonale.

I wtedy stało się wiele rzeczy w bardzo krótkim czasie.

Wiele rzeczy w bardzo krótkim czasie

Jeśli rok 2013 rozpoczął się cokolwiek mgliście, to po paru miesiącach – a już na pewno po Krakonie – mgła ta została rozwiana. Zupełnie, jak gdyby na dawne włości wrócił potężny smok. Oto zostaje zapowiedziany powrót Imladrisu, stare fandomowe (doświadczone) dinozaury wracają, zakasując rękawy. A później…

kfason Klikaj, klikaj!

Groza bierze sprawy w swoje własne ręce, za sprawą inicjatywy Mady Szostak i Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej powstaje KFASON, pierwszy w historii polski konwent fanów grozy. Ten ruch jednoznacznie pokazuje, że polska groza dorosła do zjednoczenia, skupienia w sobie. Zresztą, w niedługi czas później całe środowisko ożywa, pojawiają się nowe pisma, nowe antologie i projekty!

nagroda grabiKlik.

Na KFASONIE zostaje ujawniona Nagroda Polskiej Literatury Grozy im. Stefana Grabińskiego. Od tej pory literacka groza radzi sobie sama, dumnie krocząc w świetlaną (mroczniejszą?) przyszłość. Zachował się zresztą zapis wideo z pogadanki, na której ogłoszona została nagroda. Choć sam moment ogłoszenia pozostanie już na zawsze tylko w pamięci tych, którzy tam byli.
(Od lewej za stołem: Kazimierz Kyrcz Jr, Michał Stonawski (niżej podpisany), Dawid Kain, Stefan Darda i Michał Gacek)

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=eKJ08HDAg7Q[/youtube]

smokiKlik?

Aż w końcu przełom 2013/2014 przynosi wiadomości radosne i z dawna oczekiwane – utworzony zostaje nowy Krakowski Klub Fantastyki „Krakowskie Smoki”. Kraków znów oddycha pełną piersią (o ile można tak powiedzieć w tym smogu), po ponad dekadzie fandom znów się zrzesza, co daje nadzieję na następne lata pokoju i stopniowego budowania mocnej społeczności fanów szeroko pojętej fantastyki – od Science Fiction, przez Fantasy, do Horroru i poprzez niego – do szeroko rozumianej Grozy.

Nowy początek

Co przyniosą następne lata? Orzec może i trudno, za to pofantazjować – łatwo, zwłaszcza, kiedy są ku temu podwaliny. Przyszłość jest bowiem optymistyczna – już nie skrycie i cicho a głośno i na pokaz marzę o silnej krakowskiej komórce fandomu, o silnej, rozwijającej się grozie, o jeszcze silniejszych konwentach, o Polconach w mieście królów, o być może powrocie Euroconu do Krakowa, o nowych, licznych inicjatywach… i część, może nawet całość się sprawdzi. Bo z kulturą to jest tak, że działa jak samonapędzający się silnik. Wystarczy tylko iskra, wystarczy lekko popchnąć, a cała maszyneria zaczyna działać jak ciemny, lśniący Bentley. Pchajmy więc – z całej siły. A potem – na autostradę.

Zobaczymy wreszcie, dokąd ten tramwaj jedzie.

Być może zainteresuje Cię również: 

Horror masakra2

Mój artykuł w piśmie „Horror Masakra” o nagrodzie Grabińskiego

 

 

 

 

 

po krakonie

Moje refleksje po Krakonie 2013

 

 

 

 

 

pzyszlosc

Parę słów o przyszłości horroru – po KASONie

 

Rozmawiałem z Nerd Kobietą

topkaaa

Zdarzyło się ostatnio, że znów miałem okazję porozmawiać sobie z kimś. Tym kimś okazała się Nerd Kobieta. I rozmawialiśmy – o konwentach, o nagrodzie Grabińskiego, o moim pisaniu, o antologii Zombiefilia… było miło, sympatycznie i szybko. 

Więc, czemu by nie przeczytać?

1. Jesteś jednym z organizatorów Krakonu, krakowskiego konwentu miłośników fantastyki. Organizacja konwentu to ciężka i wymagająca praca – co zdecydowało, że postanowiłeś się w to zaangażować?

[Michał Stonawski]:
Potrzeba.
Kiedy zaproponowano mi współorganizowanie KRAKONu, wiedziałem, że ten konwent nie ma dobrego zaplecza horrorowego – rok wcześniej, na konwencie KRAKON 2011 prowadziliśmy z kumplem spotkanie autorskie z Kazimierzem Kyrczem i Dawidem Kainem. Wyszło naprawdę super – chyba jedno z lepszych, które udało mi się poprowadzić. Problem w tym, że za publiczność mieliśmy tylko rząd krzeseł. Horror został upchnięty gdzieś w salce na uboczu, podczas kiedy na korytarzach królowało anime i fantasy. Uznałem, że tak być nie może, więc kiedy główny organizator edycji 2012 zapytał mnie, czy chciałbym poprowadzić blok grozy – zgodziłem się prawie natychmiast.

2. Jesteś jednym z współtwórców nagrody im. Grabińskiego. Jak bardzo forma wyróżnienia twórców grozy w Polsce jest potrzebna?

[Michał:] Bardzo. Ostatnie lata jasno pokazały, że polski horror jest niesamowicie szybko rozwijającym się gatunkiem – przybywa nowych nazwisk, wydawców i pism. Myślę, że środowisko fanów grozy dojrzało do tego, by się zaktywizować i skupić wokół… no właśnie, czego? Tu pojawia się nagroda, która spełnia parę ważnych funkcji – jak właśnie skupienie rozproszonego jeszcze środowiska, uhonorowanie dawnego mistrza grozy, czy w końcu zwrócenie uwagi wydawców na literacki horror. To zadziwiające, ale od kiedy ogłosiliśmy powstanie nagrody na KFASONie, zgłosiło się już do nas wielu znanych i cenionych pisarzy pozornie nie związanych z grozą i każdy z nich nie tylko gratulował pomysłu, ale też deklarował, że sam chciałby napisać horror – jeśli sama idea potrafi spowodować ruch, to co się stanie, jeśli słowo stanie się ciałem?

Reszta TUTAJ

 

A jeśli to Cię zainteresowało, może zainteresują Cię również:

2linia

Rozmowa o książkach na Papierowej Orchidei

 

 

 

1linia

Kulisy Polskiego Horroru – wywiad W Świecie Słów

3linia

Dla odmiany wywiad, który ja przeprowadziłem: Z Andrzejem Sapkowskim dla Interia.pl

 

Cienie w Księdze Cieni

halloween31-600x216

Pamiętacie ten wspaniały rok, rok pełen przełomów i ciekawych inicjatyw, rok mroczny i – wydawałoby się – zapowiadający coś… coś nadeszło – w roku 2011 ukazał się pierwszy e-book z serii „31:10” – Halloween po polsku, a w nim moje opowiadanie „Jego wola”. Wtedy nikt z nas, autorów i redaktórów, nie miał pojęcia, gdzie nas to zawiedzie… 

Projekt? Był przełomowy. Nie dość, że po raz pierwszy zebrało się tylu różnych autorów, z których tylko paru było kojarzonych z literacką grozą, to jeszcze udało im się wypuścić w sieć zbiorek. Za darmo. Dla czytelników – ot tak, z okazji Halloween. W dodatku na rynek dosyć niepewny i już tłoczny.

Czytelnicy nie zawiedli. Po premierze „31:10 Wioska przeklętych”, w której to książce także miałem swoje opowiadanie („Wioska przeklętych”) szybko okazało się, że liczba ściągnięć przekroczyła 15 000 i ciągle rosła. Po raz drugi wydawca dał nas na główną stronę, we wszystkich formatach. Ludzie pchali się drzwiami i oknami.

Było pięknie. Okazało się, że już pierwsza antologia była przełomem na rynku e-booków. Pchnęliśmy to własnymi siałam o lata świetlna naprzód. Przygoda i satysfakcja gwarantowane.

Dzisiaj, a w zasadzie wczoraj odbyła się premiera trzeciej już części – „31:10 Księga Cieni”. 

"Cienie" (2013)

„Cienie” (2013)

A w niej… moje opowiadanie „Cienie”.

Projekt zaś dopiero się rozkręca. Serdecznie zapraszam do ściągania, czytania i halloweenowej zabawy na naszym fanpage.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=aXRySf77o84[/youtube]

Przydatne linki:

Strona WWW: http://3110.pl/

Fanpage na FB: https://www.facebook.com/halloween.po.polsku?fref=ts

ŚCIAGNIJ KSIĄŻKĘ: http://virtualo.pl/31_10_ksiega_cieni/i136166/?q=31.10

Przyszłość polskiego horroru.

kfass

Przyszłość nadeszła w sobotę, 19-go października roku 2013. Pierwszy w Polsce konwent stricte w tematyce horroru i tylko horroru nie był jedyną niespodzianką – to na nim została ogłoszona wiadomość, która raz na zawsze zmieni – i zmieniła – oblicze polskiej literatury grozy. Jestem szczęśliwy, mogąc być częścią… schizmy? Reformacji? Narodzin…? 

Ale o tym za momencik – najpierw parę słów o samym Kfasonie, bo peany się należą. Tak dobrego konwentu nie miałem bowiem przynajmniej od 2-3 lat, zaś jego atmosfera jest zupełne nieporównywalna z żadnym.

Pisałem już o tym parę miesięcy temu i dziś jest to rzeczywistością – Horror ostatecznie oddziela się od zbyt głośnego i kolorowego fandomu fantastyki. Wraz z wzrostem aktywności literatury grozy okazało się, że nie każdy horror to fantastyka – że horror musi być oddzielny, by dalej się rozwijać. Że dosyć już bycia tym wujkiem, o którym się nie mówi.

Koniec. Wujek wstał od stołu, obrócił się plecami i poszedł w swoją stronę.

Na KFASONie było to widać – nagle nie było tłumu rozwrzeszczanych ludzi, nie było wszech-hejtu, nie było kłótni i niesnasek. Na Kfasonie panował surowy klimat wyższej klasy – ktoś nawet się uśmiechnął, że brakuje tylko kieliszków z winem/krwią. Bowiem patrząc na odbywające się w skupieniu prelekcje (do których wcale nie trzeba było oddzielnych sal! Krzesła i pufy!) można wywnioskować to samo, co wieczorem powiedział Stefan Darda  – ci ludzie przyszli tutaj w konkretnym celu, by rozmawiać, może dowiedzieć się więcej, a wszystko to w szacunku do siebie nawzajem.

Kfason odbywał się też w innych warunkach – kiedy większość konwentów fantastycznych rozgrywa się w szkołach, my mieliśmy Ogród Sztuki biblioteki wojewódzkiej. Oszklony, pachnący jeszcze nowością budynek ze wszelkimi technicznymi udogodnieniami na miejscu. Wstęp? Darmowy. Dodatkowo dla gości Vouchery na kawkę i kanapki w Cofeebook’u.

Jak jednym zdaniem opisałbym KFASON? Chyba… „Dystyngowany szept o trupach„. No, może oprócz zdania którym go opisałem później i które dalej podtrzymuję:

Tu i teraz zaczęła się przyszłość. 

przyszłość

Od lewej: Kazimierz Kyrcz, Michał Stonawski, Dawid Kain, Stefan Darda, Michał Gacek

Przyszłość zaczęła się wieczorem, byłem już po warsztatach literackich, panelu o Zombiech i prelekcji o klątwie rodziny Beksińskich (tyle ode mnie^^) na której miałem zaszczyt poznać człowieka, który osobiście znał Tomka Beksińskiego i mógł zebranym powiedzieć o rzeczach, o których w mediach się nie pisze. Tutaj raz jeszcze – dziękuję.

Ale do rzeczy 

Już od jakiegoś czasu myśleliśmy razem z pisarzami Stefanem Dardą, Kazimierzem Kyrczem, Dawidem Kainem i Michałem Gackiem nad pewną koncepcją, którą – jak się okazało – wymyśliliśmy oddzielnie i niemal w tej samej chwili. Wystarczyło tylko się zebrać razem i omówić szczegóły. A potem – tego pamiętnego wieczoru – ogłosić szerokiej publiczności. I było mi szczególnie miło, że to mi przypadł ten zaszczyt.

Z wielką przyjemnością mogę ogłosić, że polski horror dojrzał już do tego, by wreszcie się zespolić. Oto zostaje ustanowiona Literacka Nagroda Horroru im. Stefana Grabińskiego.

Pierwsza uroczysta gala odbędzie się za rok na Kfasonie 2014. Nagroda będzie przyznawana za rok 2013 w kategoriach Powieść i Opowiadanie.

Aby nie powtarzać błędów nagrody im. Zajdla, na każdą z kategorii wypadają dwie statuetki – od Czytelników oraz Kapituły.

Szczegóły – wkrótce.

Przyszłość? Przyszłość jest tu i teraz, mój przyjacielu. Atakuje znienacka, cicho i skrycie, ale kiedy nadejdzie, robi to z wielkim grzmotem i błyskiem – w blasku jupiterów i fleszy.

***

A kiedy tak siedziałem na afterze, już po zakończeniu KFASONu naszła mnie taka myśl – jak się poczułem na tym właśnie konwencie.

Jak w domu, wśród rodziny.

I to właśnie – moim zdaniem – cechuje najlepsze konwenty.

Dzieje się!

Dzieje

Co robi Stonawski, kiedy się nie odzywa? I wszyscy razem – Stonawski coś kombinuje. Zawsze. Nawał pracy ma te zalety, że daje efekty. A te mogą być różne, od rychłych i bardzo ciekawych publikacji w pismach, antologiach i… innych książkach (ale o tym nie dzisiaj), po ciekawe eventy, na które z radością mogę zaprosić. Tak, jak dzisiaj. 

Pierwszym wydarzeniem jest odbywający się 19 Października 2013 roku w Krakowie pierwszy w Polsce konwent fanów grozy. Tylko i wyłącznie grozy, moi mili. Horror oddziela się od fantastyki – następuje rewolucja a mi miło jest być jej… większą, lub mniejszą… częścią. A szczegóły? Już na samym konwencie, bo właśnie tam będzie mi miło (mnie, oraz paru gigantom polskiego horroru) ogłosić pewną nowinę. A, żeby nie było mało:
– Pogadam o żywych trupach i…
– Wygłoszę prelekcję o klątwie, jaka miała wisieć nad rodziną Beksińskich.

Wszystko to w jeden dzień. Wstęp wolny.

kfason2

Drugim wydarzeniem jest, a właściwie są WARSZTATY LITERACKIE – to już druga edycja warsztatów, o których prowadzenie poprosiła mnie krakowska ArtZona. Startujemy już 13 października – nie zwlekajcie zawiadamiać o tym znajomych i krewnych królika, prosiaczka i reszty :)

plakat warsztatów

Tyle na dziś.

Wracam do kombinowania :)

 

Po Krakonie, oraz co z tego wynika

Od Krakonu minęło parę dni, podczas których milczałem, bądź też starałem się milczeć w sprawie tego konwentu… choć ostatecznie i mnie puściły już nerwy. Zdaję sobie sprawę, że jako Koordynator Bloku Horroru mam idealną pozycję do obserwacji, będąc jednocześnie w samym środku wydarzeń, oraz patrząc na to z boku. 
Mogę więc trochę więcej powiedzieć na temat samego konwentu i… pewnych przemyśleń z tym związanych. 

Ale uderzę z innej strony – ostatnie konwenty, nie tylko Krakony uświadomiły mi pewną rzecz, która została trafnie zdefiniowana przez Marcina Przybyłka w ostatnim wywiadzie w „COŚ na progu”. Obecnie „fantastyka” – mimo swojej definicji słownikowej – nie oznacza już Horroru, Fantasy i Science fiction. Na Konwentach fantastyki bawią się głównie mangowcy (i nie, moi drodzy, dalej nie mówię tylko o Krakonie), gracze RPG i fani literatury fantasy. Sf zostało zepchnięte na bok, zaś horror pełni rolę „tego dziwnego wujka, o którym u nas w domu się nie wspomina”.

Miał rację Marcin Przybyłek mówiąc o „bandzie fantasy”. Literatura Sf stała się mniej potrzebna, kiedy minęły czasy podniecania się wyścigiem kosmicznym i PRL, o którego koniec zacięcie walczyła. Jeśli dobrze pamiętam, literatura fantastyczna miała później, w latach ’90 wielki kłopot, na rynku panowała „zadyszka”, aż wreszcie pod koniec tysiąclecia – pojawił się boom na fantasy, powstała Fabryka Słów, której nazwa wcale nie jest przypadkowa.

Wrócę do konwentów, które niespodziewanie urosły do roli gigantów – a tych, jak dobrze wiemy – nie da się w 100% kontrolować. I nie usprawiedliwiam w tym momencie organizatorów Krakonu na którym sam byłem Koordynatorem horroru. Ilekroć jestem na większym konwencie (wspominam tutaj Pyrkony), mam wrażenie, że trafiłem do kolorowego piekła. Wszystkiego jest dosłownie za dużo i w momencie, kiedy jedni roztyli się do niesamowitych rozmiarów, dla drugich (Sf, horror) zaczyna brakować miejsca.

Do czego piję – Blok horroru na tym i poprzednim Krakonie wyszedł znakomicie, pomimo pewnych niedociągnięć spowodowanych przez szczeble wyższego stopnia (chaos organizacyjny i obsługę klubu Studio), wszyscy bawili się znakomicie i mają jak najlepsze wspomnienia. Jednak o tym, że horror był w jakiejś postaci w ogóle obecny na Krakonie, dowiadujemy się tylko dzięki skandalu z Grahamem Mastertonem w roli głównej. Skandalu, będącego wynikiem totalnego nieporozumienia… ale ja nie o tym.

Jednak zarówno na tym, jak i na poprzednim Krakonie, oraz przez ostatnie parę lat przekonałem się, jak prężne i coraz większe jest środowisko polskiego horroru – myślę, że w tej chwili to wielka, rozproszona społeczność czekająca tylko na znak.

I tak sobie myślę, że jeśli w środowisku fandomu fantastyki horror to coś, co się pomija, to czemu… Fandom Horroru… miałby na siłę się mieszać z tym fantastycznym bałaganem? A może obecna kondycja rynku, tak bardzo przypominająca tę z lat ’90 ubiegłego wieku to znak, że właśnie za chwilę ma nadejść czas Horroru? Może ludzie, którzy nie mają bodźca ze strony „science” i znudzeni cukierkowymi światami fantasy zwrócą się teraz w stronę tej najbardziej związanej z rzeczywistością gałęzi fantastyki, jaką jest horror?

Potrzeba tylko iskry. I ta iskra się pojawi – już na jesieni startuje konwent grozy – Krakowski Festiwal Amatorów Strachu, Obrzydzenia i Niepokoju – KFASON. Być może pierwsza podwalina do stworzenia środowiska fanów grozy? Pomyślmy, w co może się to przerodzić!

Ja sam jestem w trakcie paru ciekawych projektów, projektów, które mają szansę na zebranie fanów horroru w jeden fandom. Bo to środowisko istnieje i aż kipi od energii i pomysłów. Wystarczy je teraz zrealizować.

Wędrówka #2 – Strach

 

Otworzyłem oczy, obudzony przez głosy przyjaciół. Był środek nocy, coś uwierało mnie w plecy (chyba korzeń). Poraziło mnie jasne światło.
Moi dwaj kumple siedzieli w kucki przy zapalonej latarce.
– Co…? – zapytałem jeszcze zaspanym głosem.
– Ced, coś tu łazi…!

Teraz się z tego śmiejemy, ale wtedy, w środku nocy, o mało nie posraliśmy się ze strachu.

Boisz się? Bo ja czasami bardzo.

Porozmawiajmy o strachu, Ty i ja. To jedna z tych emocji, które są z nami na dobre i złe, choć niekoniecznie tego chcemy. Porozmawiajmy o tym, że się boimy. Że czasami lubimy mieć włączone jakieś światło, kiedy jesteśmy sami w domu. W szafie nie ma żadnego potwora, oczywiście. Ale mimo to skrzypi. I mógłby tam być.

Jeśli tylko byśmy o tym pomyśleli.

Tak sobie czasami myślę, że strach niejako wpisany jest w wędrówkę. I to bez znaczenia, czy oglądałeś „Blair Witch Project”, czy nie. On po prostu jest, a idąc w miejsca zupełnie Ci nieznane, musisz się z nim zmierzyć.

Ostatnio mówiłem o tym strachu, jaki żywią niektórzy ludzie, widząc trzech typów z plecakami i kosturami w dłoniach. Wspomniałem, że im dalej od miasta, tym mniej tej niekoniecznie miłej emocji. Im więcej ludzi w jednym miejscu – tym więcej strachu o jutro. Ludzie robią sobie nawzajem bardzo złe rzeczy i wszyscy o tym wiemy. Mieszkając w mieście, dużym mieście, obawiamy się mijanych na ulicy łysych gości w dresach, zarośniętych, długowłosych metali w skórach i małych dziewczynek stojących jak gdyby nigdy nic, samotnie, o 12 w nocy w jakimś ślepym zaułku.

Skąd więc strach w lesie? 

Bo wszystko w mieście znamy bardzo dobrze (no, może poza małymi dziewczynkami w zaułkach. One ciągle są dosyć niepokojące). Jeśli decydujemy się na ten specyficzny wymiar wolności jakim jest wędrówka, decydujemy się też na nieznane. Bierzemy wszystko w pakiecie, a strach dostajemy w promocji.

Już parę kilometrów od mojego miasta zaczynają się tereny, które mógłbym nazwać w pewnym stopniu dzikimi. Oczywiście, nie są takie. Gdyby coś się stało, najbliższe domy znalazłyby się parędziesiąt minut marszu od miejsca naszego obozowiska. Czasami więcej, może dwie godziny. Ale zawsze blisko. I to jest dosyć niepokojące.

A poza tym, kto wie, co tak naprawdę dzieje się w lasach w porach, kiedy mało kto się do nich zapuszcza, późną jesienią, czy wczesną wiosną?
Kto wie.

Pamiętam tą sytuację, kiedy obudziłem się w środku nocy. „Coś tu łazi”, powiedział Maciek. Chciałem go wyśmiać, ale wtedy usłyszałem wyraźnie łamiące się gałęzie i kroki. A jedyne miejsce na obóz znaleźliśmy  niedaleko jakiegoś pola uprawnego i spalonego samochodu. Kładąc się spać, jeszcze żartowaliśmy, że pewnie jakieś porachunki przestępczego światka.

W środku nocy to już nie było takie śmieszne.

Możliwości jest sporo, zwierzę, wiatr, duchy, wampiry, zombie, małe dzieci bez oczu, samotne wiedźmy chcące tylko się napić ciepłej krwi. Byle nie człowiek. Człowiek to najgorsze draństwo w lesie, szczególnie, jeśli jest trzecia w nocy.

To coś krążyło dobre dziesięć minut wokół.

– To jeż – powiedziałem wreszcie. – Jeże tak tupią.

Chwilę później „Jeż” uderzył w „sufit” naszego namiotu. Parę razy.
Jedyną możliwością jest wyjrzeć, co się dzieje.
Ale jak to zrobić? Jak wyjść? Głową do przodu? Za cholerę. No to nogami. Najwyżej zostaną odgryzione.

W świetle latarki oczywiście wszystko wokół było puste. Ani dzieci, ani wiedźm. Jeży też. Pustka, cisza. Niewinność i oddanie Matki Natury.

Wszystko ma swoją cenę

Zapłatą za wolność są napięte nerwy nocami. A przecież kocham to, siedzenie przy ogniu, rozmowy, przygotowywanie posiłków (nigdy się tak nie najadłem, jak na ostatniej wędrówce!). Kocham to nawet, kiedy o drugiej w nocy trzeba wyjść w zimną noc pod krzaczek. Nawet wtedy, kiedy – jak ostatnio – coś dziwnego stoi nad namiotem.

Rozbiliśmy się koło cmentarza. Nie wiedzieliśmy tego, w całą sprawę wtajemniczył nas pan grzybiarz – już rano. Cmentarz stary, zapomniany. W zasadzie wiele z niego nie zostało, zarósł cały. Drzewa łapczywie wyciągnęły korzenie po zawartość grobów i pożywiły się.

Mamy jakiś talent do rozbijania się obok cmentarzy. Tej wiosny też nocowaliśmy niedaleko jednego, znów dzikiego. Ale wtedy nic się nie wydarzyło. Przynajmniej nie tamtej nocy. Bo ostatniej coś chodziło wokół ogniska, ale raczej było to zwierzę. Tak myślę.

Ostatnio rozbiliśmy się na dwie noce w małej kotlince, niedaleko źródła. I rzeki, potoczku w zasadzie, gdzie poszedłem złowić rybę. Niestety, wróciłem z pustymi rękami. Tak martwego potoku nie widziałem chyba nigdy. Tylko trochę śmieci – żadnego życia. W myślach nazwałem go „Martwą rzeką”. Oryginalnie, prawda?

Po powrocie dowiedziałem się, że kiedyś policja wyławiała stamtąd topielca.

To była chyba druga noc, tak, raczej na pewno. Tym razem to ja obudziłem się pierwszy, potem Maciek. Franek przespał wszystko jak małe dziecko.
Dziwne, bo cokolwiek stało niedaleko (ze słuchu, jakieś 10 metrów) naszego namiotu, było tak głośne, że i martwego by obudziło.

Kroki, coś jakby łamane gałązki. A potem gardłowe dźwięki dławienia się, czy może gardłowy krzyk. Coś, co mógłbym zapisać tylko jako  „Aaaarrrrrhhhh, aaaarrrrgggg, arrrrhhhh!”. Donośne, odbijające się echem wśród drzew. Szybkie, głośne. Parę minut później zaczęło się dosyć szybko oddalać, aż wreszcie zupełnie ucichło.

To śmieszne, ale moje pierwsze (wyszeptane)słowa brzmiały:
– Looool… (cóż Internet robi z człowiekiem).
– Zawsze coś… – jęknął Maciek.

A potem przez godzinę gadaliśmy o najlepszych i najstraszniejszych książkach Stephena Kinga i Jacka Ketchuma.

Wszystko ma swoją cenę, nawet ta wolność, którą kocham. Wolność wybierania własnej ścieżki. Dosłownie i w przenośni.
Cenę, którą mogą zapłacić tylko tacy popieprzeni ludzie jak my.
Lub Ty, drogi Czytelniku, jeśli oczywiście chcesz.

Kończę, dobrze?

Bo się trochę rozgadałem. A miałem iść spać. Teraz kończę, ale następnym razem opowiemy sobie trochę o weselszych rzeczach, dobrze? Może o… kuchni. Jedzenie zawsze poprawia humor.

 

31.10 – Wioska Przeklętych

 

Czy pamiętasz…? Rok temu przyszedł na świat pierwszy tom e-booka „31.10: Halloween po polsku”. Jeszcze nie wiedziałem, jaką furorę zrobi. Nikt nie wiedział. W tym roku już wiemy, że marka „31.10” jest warta wiele, co nie przeszkadza nam udostępniać zbioru za darmo.

Dlatego też z wielką przyjemnością oddaję w Twoje, drogi Czytelniku, ręce moje nowe opowiadanie w antologii „31.10: Wioska Przeklętych”, noszące – a jakże! – tytuł „Wioska Przeklętych” właśnie. Zapraszam do Strzyżewa, wioski do której dostać się można na wiele sposobów, choć nikt nie wie, czy i gdzie dokładnie istnieje.

I tak jak w zeszłym roku, można obejrzeć sobie trailer:

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=wOBXSKVY0yE[/youtube]

Wejść na stronę internetową

Facebooka (to polecam szczególnie, do zgarnięcia wiele bardzo smakowitych nagród!)

Czy wreszcie na naszą stronę główną – www.3110.pl

No i oczywiście – najważniejsze:

Ściągnąć książkę.

Będę w Masadzie (a poza tym to duchy)

 

Jutro, czyli w czwartek 18 października 2012 będę gościem wydarzenia o nazwie „Kulturkampf”, które tym razem zagościło w klubie Masada na Kazimierzu w Krakowie. 

Od 18:00 będą tam się odbywać odczyty prozy i poezji, a także pewnie trochę muzyki. Standardowo, postaram się wydukać do mikrofonu parę zdań z kartek (proza, czyli).
Oczywiście, zapraszam serdecznie!

Druga sprawa to moje ostatnie…hmmm… hobby. Zapraszam do subskrybcji kanału na YT (który niedługo zostanie dopracowany), oglądania filmów i… czekania na rozwój wypadków. Bo to nie koniec. Jak już gdzieś wspominałem – Stonawski zawsze coś kombinuje :)

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=YtIm0fWk6aI&feature=plcp[/youtube]

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=bUY-ZSsAr6Q&feature=plcp[/youtube]

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=NcuZnbBP_xM&feature=plcp[/youtube]

 

Horrory to tylko bajki

… prawdziwy horror rozgrywa się za ścianą.

To nie będzie długi wpis, bo i wiele powiedzieć się nie da. Historia dziewczyny ze stanów.  Jedna z wielu i to nie tylko w USA, ale i u nas. W Twoim mieście. Być może u sąsiadów.

Warto jednak zauważyć. Osobiście zastanawiam się, czemu dopiero teraz o tym głośno. Niby odpowiedź prosta, ale… oddam głos Amandzie Todd, która miesiąc temu wpuściła swój film na You Tube, a dzisiejszej nocy się zabiła.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=vOHXGNx-E7E[/youtube]

Śledziłem strumień wiadomości z całego świata, komentarzy na YT pojawiających się w ilościach hurtowych co sekundę, przez dziesięć minut. Przetłumaczyłem niektóre z nich.

„wygląda na niezłą cipkę, szkoda, że umarła”,
„Dwa słowa: Selekcja naturalna, błehłehłe”,
„Co za marnotrawstwo ropy”,
„To jej wina!”
„Mam jej nagie zdjęcie i spuszczam się na nie”
” Chora cipa!”
„Ona była kurwą”
„Chora cipa, pieprzyć ją”
„(link do jej nagich zdjęć)”
„To śmieszne XD”
„Morał tej historii – nie wchodź do internetu, jeśli chcesz być samolubną dziwką”
” Niech idzie do piekła i płonie!”

Dziękuję, dobranoc.

Wydawniczo, prozatorsko

 

No i zaczęły się studia. Mniej czasu, więcej alkoholu – te rzeczy. Niemniej, jeśli Stonawski nic nie mówi, to Stonawski zwykle kombinuje coś nowego.

Miło mi zatem poinformować coś, o czym subskrybenci już wiedzą, bo wieści spadły na mnie w trakcie pisania ostatnich WL. Mianowicie:

Jedna z moich inicjatyw doczekała się wydawcy!

Oczywiście, ta najbardziej tajemnicza, więc szczegółów nie będzie… póki co. Mogę za to powiedzieć, że to będzie naprawdę COŚ :)
(A Lecznica pisze się dalej :>)

Poza tym będzie mnie wkrótce można zobaczyć w paru miejscach. Na ten przykład w pewnym   e-zinie, pewnej antologii pewnego wydawnictwa i… i dosyć sekretów. Ostatnią rzecz mogę już ogłosić publicznie .

Pamiętacie „31.10: Halloween po polsku”? W zeszłym roku był to jedyny e-book i rewolucyjna akcja. W tym namnożyło się straaaasznie dużo podobnych inicjatyw (czyżby nasz przykład coś dał? :)). W żadnej z nich jednak nie wziąłem udziału.

Dalej trzymam z „31.10”, którego druga edycja już bardzo, bardzo niedługo i – jak zawsze – z rozmachem. Oj, będzie się działo.

A tymczasem – okładka.

Page 1 of 6

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén