Kategoria: Wywiady

Rozmawiałem z Nerd Kobietą

topkaaa

Zdarzyło się ostatnio, że znów miałem okazję porozmawiać sobie z kimś. Tym kimś okazała się Nerd Kobieta. I rozmawialiśmy – o konwentach, o nagrodzie Grabińskiego, o moim pisaniu, o antologii Zombiefilia… było miło, sympatycznie i szybko. 

Więc, czemu by nie przeczytać?

1. Jesteś jednym z organizatorów Krakonu, krakowskiego konwentu miłośników fantastyki. Organizacja konwentu to ciężka i wymagająca praca – co zdecydowało, że postanowiłeś się w to zaangażować?

[Michał Stonawski]:
Potrzeba.
Kiedy zaproponowano mi współorganizowanie KRAKONu, wiedziałem, że ten konwent nie ma dobrego zaplecza horrorowego – rok wcześniej, na konwencie KRAKON 2011 prowadziliśmy z kumplem spotkanie autorskie z Kazimierzem Kyrczem i Dawidem Kainem. Wyszło naprawdę super – chyba jedno z lepszych, które udało mi się poprowadzić. Problem w tym, że za publiczność mieliśmy tylko rząd krzeseł. Horror został upchnięty gdzieś w salce na uboczu, podczas kiedy na korytarzach królowało anime i fantasy. Uznałem, że tak być nie może, więc kiedy główny organizator edycji 2012 zapytał mnie, czy chciałbym poprowadzić blok grozy – zgodziłem się prawie natychmiast.

2. Jesteś jednym z współtwórców nagrody im. Grabińskiego. Jak bardzo forma wyróżnienia twórców grozy w Polsce jest potrzebna?

[Michał:] Bardzo. Ostatnie lata jasno pokazały, że polski horror jest niesamowicie szybko rozwijającym się gatunkiem – przybywa nowych nazwisk, wydawców i pism. Myślę, że środowisko fanów grozy dojrzało do tego, by się zaktywizować i skupić wokół… no właśnie, czego? Tu pojawia się nagroda, która spełnia parę ważnych funkcji – jak właśnie skupienie rozproszonego jeszcze środowiska, uhonorowanie dawnego mistrza grozy, czy w końcu zwrócenie uwagi wydawców na literacki horror. To zadziwiające, ale od kiedy ogłosiliśmy powstanie nagrody na KFASONie, zgłosiło się już do nas wielu znanych i cenionych pisarzy pozornie nie związanych z grozą i każdy z nich nie tylko gratulował pomysłu, ale też deklarował, że sam chciałby napisać horror – jeśli sama idea potrafi spowodować ruch, to co się stanie, jeśli słowo stanie się ciałem?

Reszta TUTAJ

 

A jeśli to Cię zainteresowało, może zainteresują Cię również:

2linia

Rozmowa o książkach na Papierowej Orchidei

 

 

 

1linia

Kulisy Polskiego Horroru – wywiad W Świecie Słów

3linia

Dla odmiany wywiad, który ja przeprowadziłem: Z Andrzejem Sapkowskim dla Interia.pl

 

Wprost W świecie słów

topka

Niewiele czasu minęło, od ostatniego wywiadu ze mną, w którym opowiadałem o najlepszej z najlepszych książce – mojej orchidei. Tymczasem na poczytnym blogu http://wswiecieslow.blogspot.com pojawił się wywiad ze mną w serii „Kulisy polskiego horroru”. Prowadzącą była cudowna Paulina Król – i powiem Wam, że dawno mi się tak dobrze nie rozmawiało sieciowo (nawet z Sapkowskim). A to oznacza właściwą osobę na właściwym miejscu. A skoro tak, to i sama rozmowa musiała wyjść dobrze – tym bardziej zapraszam do przeczytania jej zapisu. 

Paulina Król: Dokończ zdanie: Jestem Michał i…
Michał Stonawski: Jestem Michał i jestem maniakiem książek – o, może tak. To cholernie trudne pytanie, bo dużo się ciśnie na usta. I piszę grozę. I jem orzeszki. I potulnie służę memu kotu :)
Paulina: Moim kotom spodobałaby się ta odpowiedź ;) Co spośród tych rzeczy najbardziej Cię inspiruje?
Michał: Orzeszki.
To oczywiście jedyne, co mogę w jakiś sposób wyróżnić, pozostałe czynności są na równi. Będąc bardziej serio – trudno mi oddzielić moje bibliofilstwo od pisania. To po prostu nierozerwalnie związane. Nie umiałbym zrezygnować z jednego i kontynuować drugie.
Paulina: Wyczytałam, że piszesz, odkąd skończyłeś 8 lat, więc prawie tyle czasu, ile umiesz czytać. Co takiego pisał ośmioletni Stonawski?

Odpowiedź na to i inne pytania znajdziecie TUTAJ

A skąd „Wprost” w tytule? Ano, bonusowo dodam, iż moje nazwisko pojawiło się na stronie tego popularnego pisma – razem z innymi, w artykule o podboju internetu przez antologie z serii „31:10”.

TU KLIKAJ 

Skoryguję tylko jedną rzecz: 

(…) A tymczasem Halloween 31.10 pobrano już 16 500 razy.

To nie jest prawda. Z dumą mogę powiedzieć.

20

Jak się pisze #6

topk

Tym razem niech fakty mówią same za siebie. 

 

Ukazał się wywiad ze mną w projekcie Papierowa Orchidea: 

Co interesującego postanowiłeś nam przedstawić Michale?
Długo zastanawiałem się, jaką to książkę mógłbym przytoczyć, jako „Tą jedyną”, która wywarła na mnie największy wpływ. Za każdym razem, kiedy o tym pomyślę, jako pierwsza pojawia się jedna konkretna powieść. Oczywiście, potem uwagi żądają dziesiątki innych, jak choćby „Hobbit” Tolkiena, „Trylogia Marsjańska” K. S. Robinsona, czy wreszcie trylogia „Złoto gór czarnych” Szklarskich. Widzę książki Verne, Lema, Mastertona, Sapkowskiego, czy Żwikiewicza. Widzę znakomite zbiory Dona Wollheima, wspaniałe książki Żelaznego, Clarke’a, braci Strugackich – moje czytelnicze dzieciństwo. Pierwszeństwa domagają się książki młode, jak „Ślepowidzenie” Wattsa i stare, jak „David Copperfield” Dickensa. Atencji pragną najpierw pojedyncze tytuły, potem ich dziesiątki, następnie setki, by wreszcie przeobrazić się w morze skandujących okładek.
Więcej -> TU
Już w Halloween ukaże się 31:10 – Księga Cieni, a w niej moje opowiadanie „Cienie” (odkrywcze, prawda?). 
 [youtube]http://www.youtube.com/watch?v=aXRySf77o84[/youtube]
A później? 
Później… 
wampiry
I jeszcze bonus – KFASON. Tak było.
[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=BmdWOYTi6sU[/youtube]

O tym, jak rozmawiałem z Sapkowskim

sapekkk

Chociaż wywiad rozmową nazwać ciężko, udało mi się takowy przeprowadzić dla serwisu Interia.pl. A że (mam nadzieję) o ciekawe rzeczy pytałem – zapraszam. 

 

– Nastały takie czasy, że książka to już nie tylko papier, ale także postać elektroniczna – jak e-booki i audiobooki. W środowisku czytelniczym temat ten jest powodem wielu sporów – jaki jest pana stosunek do tej sprawy? Książka ewoluuje, czy traci na wyrazistości?

 Andrzej Sapkowski:

– Nie da się zwolnić ani tym bardziej zahamować postępu, który niesie z sobą wygodę użytkowania. Komputery osobiste migiem odesłały w niebyt maszyny do pisania z wałkiem, karetką i wkręcanym papierem, bo nikt przy zdrowych zmysłach nie używałby takiej maszyny, gdy mógł mieć komputer z edytorem tekstu. E-booki i audiobooki są wygodne – i dlatego przyszłość do nich właśnie należy. Dla mnie, szczerze rzekłszy, bez różnicy, czy to papier, czy nośnik elektroniczny, liczy się treść. Wiem, że są już tacy, którzy kolekcjonują i czytają wyłącznie e-booki. Zawsze jednak będą ludzie, którzy wolą książki papierowe i dla nich będą one drukowane, zawsze, po wieki wieków.

 

– Audiobooki „Trylogii husyckiej” przypominają bardziej dawne słuchowiska radiowe, niż standardowe książki audio. Był pan wcześniej odbiorcą słuchowisk? Wspomina Pan któreś szczególnie dobrze?

– Byłem zapalonym miłośnikiem i odbiorcą słuchowisk. W latach mojej wczesnej młodości, w latach pięćdziesiątych, telewizji praktycznie nie było, słuchało się więc radia. Doskonale pamiętam adaptacje „Winnetou” Karola Maya, „Inwazji jaszczurów” Karela Capka, opowiadań Edgara Allana Poe i Wellsa, było tego mnóstwo. A ja siedziałem przy radiu marki Aga i słuchałem z zapartym oddechem.

– Zarówno w przypadku filmu, jak i gry komputerowej na podstawie Wiedźmina odsunął się Pan niejako w cień, dając przyzwolenie, ale w zasadzie nie ingerując. Audiobooki „Trylogii husyckiej” to jednak inny projekt – był pan obecny w studiu? Twórcy się z panem konsultowali, czy dał im Pan wolną rękę? I od razu zapytam się też o rzecz pokrewną – co pan sądzi o efekcie finalnym?

– Adaptatorów mojej twórczości zwykłem traktować jako niezależnych twórców, ze wszystkimi przysługującymi twórcom prawami, zwłaszcza prawem do twórczej swobody. Nie ingeruję w prawa innych twórców z zasady. A efekt finalny? Jest godny podziwu.

Więcej: INTERIA.PL

Stonawski w Nowinkach – podcast już dostępny!

W piątek (30.08) miałeś okazje rano i po południu posłuchać mnie, oraz Adama Ochwata w radiu. Opowiadaliśmy o Krakonie, a ja napomknąłem coś o swojej twórczości.

Trochę terma była (co słychać, czasami mi się zabełkotało), ale i tak wyszedłem stamtąd z przeświadczeniem, że nie poszło aż tak źle :)

Zapraszam do przesłuchania.

 

 

Stonawski w Radiu Alfa

Kolejna noc pełna pisania za mną. Opowiadanie tytułowe zbioru jest już na ukończeniu, pewnie jutro je zamknę. Potem nocna przerwa na premierę Batmana (nie omieszkam podzielić się wrażeniami, więc pilnuj mojego kanału bloga na Facebooku) i wreszcie upragniony powrót do „Lecznicy”. Myślę, że uda się skończyć do końca września.

Tymczasem zostałem zaproszony do radia, w ramach krakowskiej audycji „Kulturkampf”. Audycja z moim udziałem odbywać się będzie 30 lipca między godziną 20:00 a 22:00 na antenie radia Alfa. Można go słuchać na częstotliwości 102.40 FM, albo też online (co polecam, gdyż zasięg tegoż radia jest ograniczony na część małopolski).

TUTAJ jest Event na FB dotyczący samej audycji.
A TU z kolei informacje co do odbierania radia przez internet. Uwaga – bardzo ważne, gdyż trzeba mieć odtwarzacz Vinamp!

Będę opowiadał o planach literackich, dotychczasowo wydanych opowiadaniach i pewnie wielu jeszcze rzeczach (o ile mnie trema nie zje, co jest prawdopodobne). Oprócz mnie, w audycji będzie można posłuchać:

20.00-20.40 BRUNO GRIGORI- BORYS ZAJĄCZKOWSKI, autor ZŁEGO CZŁOWIEKA
20.40-21.20 EWA SONNENBERG- poetka
21.20-22.00 MICHAŁ ŚWIĄTEK- autor przed debiutem

Ja też tam jestem wpisany, spokojnie. Wydarzenie nie zostało jeszcze zaktualizowane, co powinno stać się w przedziale najbliższych godzin.

Tymczasem rzecz najważniejsza – każdy gość ma możliwość wyboru oprawy muzycznej swoich pięciu minut. Jeszcze się zastanawiam nad swoim wyborem. Chciałbym Cię prosić, drogi Czytelniku, byś zaproponował od siebie propozycje utworu, który chciałbyś usłyszeć w trakcie tej audycji na antenie radia.

Spośród nadesłanych propozycji wybiorę jedną, lub dwie i podeślę redaktorom. Być może to właśnie „Twój” utwór pojawi się w poniedziałek wieczorem w radiu Alfa?
Zapraszam serdecznie :)

Na propozycje utworów pod wpisem tu, na stonawski.efantastyka.pl, czekam do niedzieli 12 w samo południe.

(Boże. Ależ już mam tremę!)

Edycja i sprostowanie (26 lipca, 17:55):
Właśnie się dowiedziałem, że organizator programu w terminie natychmiastowym zakończył współpracę z radiem. Niestety, wyklucza to także samą audycję, która została odwołana.

Sama audycja została podobno zdjęta z powodu jej kontrowersyjności. Wnioski pozostawiam każdemu z osobna.

Cóż, szkoda, ale przynajmniej nie mam już tremy :)

Bibliofil bez mapy – Wywiad

Jakoś tak się złożyło, że przeprowadzono ze mną wywiad. Monika Olasek męczyła się, dwoiła i troiła, by wyszło to w miarę dobrze – myślę, że się udało.
Więc jeśli ktoś jest zainteresowany tą rozmową, zapraszam :)

MO: Zostawmy podróże, przejdźmy do pisania. Debiutowałeś opowiadaniem Wyrok po zajęciu II miejsca w ogólnopolskim konkursie Horyzonty Wyobraźni w 2010 r. Czy Twoim zdaniem konkursy literackie pozwalają odkryć talenty, są przepustką do literackiej kariery?
Michał: Zależy jakie. Największe na to szanse mają takie, w których młodzi autorzy mają szansę zadebiutować. Ale tak naprawdę – na papierze, nie na portalu, czy forum. To daje takiego „literackiego kopa”, który sprawia, że zaraz po debiucie można publikować następne opowiadania. Poza tym każda publikacja jest dowodem na to, że nasza praca ma sens, że można gdzieś tym dojść. To daje nadzieję, a nadzieja to wielka siła. Jest wiele dróg do otwarcia literackiej kariery, dobre konkursy literackie są jedną z nich.
MO: W Twoim przypadku to pomogło?
Michał: Nawet nie wiesz, jak bardzo. Przed Horyzontami, moja samoocena w sensie pisarskim była niemal równa zeru. Pisałem, to prawda. Głównie dlatego, że było parę osób – w tym pisarzy – którym się to podobało. Dla mnie moje teksty były ciągle niedopracowane i niepoprawne. W czasie, kiedy brałem udział w HW nałożyły się dwie rzeczy – bardzo mocne wsparcie jednego z poznanych pisarzy, który po prostu powiedział „Michał, to jest dobre. Pisz, do jasnej…” i, rzecz jasna, zajęcie tego drugiego miejsca. To było coś, jeden z najlepszych dni w moim życiu. Kiedy wróciłem do Krakowa, w przeciągu bodajże miesiąca napisałem około dwudziestu opowiadań, z czego przynajmniej piętnaście nadawało się do wydania. Dalej mam bardzo krytyczny stosunek do tego, co napiszę, ale publikacje dały mi pewność, że potrafię. A to bardzo dużo.
MO: Rozumiem, że zamierzasz wykorzystywać stale ten rozpęd. Nadal piszesz w takim tempie czy nieco zwolniłeś?
Michał: Tempo nigdy nie jest stałe, w przeciwnym razie mogłaby pojawić sie rutyna. Zdarzają się też wzloty i upadki, blokady twórcze, albo też okresy wzmożonej aktywności.
Zaś rozpęd zależy w tej chwili już od innych sukcesów. Z pisaniem jest trochę jak z ogniskiem – trzeba ciągle je karmić, by płonęło.

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén