Kategoria: Książki (Page 1 of 7)

Dwa spotkania autorskie i inne rzeczy

Pamiętacie, co oznacza to, że Stonawski milczy? Oznacza to, że coś szykuje. No i dzieje się – w  związku z premierą „Mapy Cieni” zapraszam Was na spotkania autorskie ze mną i z resztą ekipy książki. Pierwsze dwa (acz nie ostatnie) odbędą się już niebawem w Krakowie i Oświęcimiu! Ponadto zapraszam na inne wydarzenia, w których maczam w ten czy inny sposób swe paluchy. 

Krakowskie odbywać się będzie w Artetece Wojwódzkiej Biblioteki Publicznej w Krakowie, 19 maja o 18:00. Więcej na facebookowym wydarzeniu pod tym linkiem: https://web.facebook.com/events/205412313309984/

Mapa Cieni spotkanie arteteka

Oświęcimskie spotkanie z kolei odbędzie się 24 maja o 18:00 w Auli Biblioteki Galeria Książki w Oświęcimiu. A tutaj jest plakat:

Mapa Cieni - spotkanie Oświęcim

Czy to wszystko? Jasne, że nie!

27 maja będzie można łapać na stopa… nasz statek! Galar wiślany, który jest tak naprawdę historycznym okrętem wojennym. O co chodzi? Kliknijcie tu: https://web.facebook.com/events/1358442490875970/

Galar

Dość? Ani trochę! Od 16 czerwca trwał będzie (także na galarze) festiwal na falach – bezprecedensowe wydarzenie kulturalne, ale tutaj na szczegóły musicie jeszcze poczekać.

Póki co klikajcie tutaj: https://web.facebook.com/KrakowskiFestiwalNaFalach/ 

Stonawski na Polconie

Topka

Już 4 września 2014 roku rozpocznie się najbardziej prestiżowy konwent fantastyki w Polsce – czyli Polcon. Wśród gości tego zacnego wydarzenia znalazła się także i moja, skromna, osoba. 

Mapa Cieni – kto jeszcze nie zna, powinien poznać. Ponieważ czas nie stoi, a płynie – zabieram się do promocji książki. ZabiaraMY się, w zasadzie, bo razem ze mną o „Mapie” będzie gadał Krzysztof „Korsarz” Biliński, mój dobry przyjaciel i człowiek, bez którego cała inicjatywa by się po prostu nie miała szans powieźć.

Ale to nie wszystko, więc po kolei:

Jak mówi tabela programowaStonawskiego będzie już można odwiedzić w piątek o godz. 13:00 w bloku Literackim 2. Tam Stonawski wygłosi prelekcję:  Kanibal z Rotenburga – O człowieku, który dobrze pojadł.

Mogę tylko wyrazić nadzieję, że będzie… smacznie.

Zaś w niedzielę o 13:00, rozpocznie się (ciągle w literackim 2) rzecz główna, czyli:

mapa

Mam nadzieję, widzimy się na Polconie? 

Gosc

Groza w Polskich szkołach

groza - topka

Polska wyzwoleńcza, Polska pod zaborami, dzielni i odważni rycerze, wojna, holokaust, obozy śmierci i getta – tak przedstawia się obecnie tematyka tego, co uczniowie muszą czytać w szkołach. Było tak zawsze – czytamy o umęczonym kraju, wiecznie wojującym i ciemiężonym. Na podstawie Mickiewicza, Słowackiego, czy Orzeszkowej uczymy się o polskiej literaturze. To o Sienkiewiczu się mówi, o Barańczaku wspomina, z Gombrowicza przepytuje. A gdzie w tym wszystkim bardziej współczesna beletrystyka? 

Tekst został napisany pod wpływem pewnej akcji, o której mowa na jego końcu. 

 

Nie chcę w żadnej mierze nawoływać do usunięcia wyżej wymienionych autorów z kanonu lektur. Przynajmniej nie wszystkich – zbyt wyjątkowa to literatura. Mrożek, czy Gombrowicz to jedni z najważniejszych pisarzy w polskiej literaturze, obdarzeni wartkim stylem i mający dużo do powiedzenia – nawet nam, w XXI wieku. Ile jednak można wracać do „Lalki”, czy przedzierać się przez chaszcze opisów Orzeszkowej w Nad Niemnem?

Żeby było jasne – tej literatury też nie chcę piętnować. Każda ma prawo dowodzić swoich racji i wielkości. Warto by jednak pomyśleć, że świat poszedł naprzód, a Polscy uczniowie mogą chcieć czegoś więcej od literatury. I że interpretacje i analizy lektur, które mówią o rzeczach zupełnie już nie związanych z rzeczywistością – i owszem – powinno się przeprowadzać, ale w zupełnie innym niż dziś kontekście. Uwzględniając, iż nie jest to jedyna i słuszna literatura.

Choroba…

Wydaję mi się, że Język Polski w szkołach zatracił swój sens i kierunek. Został w tyle, kiedy świat ruszył do przodu. Zamiast zajmować się literaturą, wszedł na wody z góry ustalonych interpretacji ciągle tych samych dzieł. Bo tak łatwiej, bo nie trzeba się starać – nie trzeba być na bieżąco. Można korzystać ze starych, utartych schematów, gdyż Słowacki wielkim poetą był.

Przypominam sobie, jak to było – jeszcze niedawno – z czytaniem lektur u mnie w szkole. Jednym z najbardziej renomowanych polskich liceów, było nie było. Otóż lektur nikt nie czytał. Bez uogólnień – mało komu się chciało. Było ich, oczywiście, bardzo dużo w klasie o rozszerzonym profilu humanistycznym. I zwyczajnie nie opłacało się ich czytać, gdyż wszelkie próby samodzielnej interpretacji kończyły się zwykle marną tróją, jeśli nie gorzej. Nauczyciel w końcu ma zawsze rację, a nawet jeśli nie – to rację ma program. A w programie napisane jest jak należy dane dzieło interpretować – i trzeba tak zrobić, jeśli chce się zdać maturę.

Czytając bryk byłeś o krok dalej niż ci, którzy „męczyli się” z książką ostatni tydzień.

Gdzie tutaj jest miejsce na ćwiczenie wyciągania wniosków? Myślenia? Gdzie tu jest miejsce na zaszczepienie w młodzieży miłości do czytania? Wreszcie – w jaki sposób lekcje „Języka Polskiego” mają pokazać, iż Polska literatura jest warta czytania… i że w ogóle jakaś jest?

Czemu więc się dziwimy, że młodzież nie czyta, albo, że na półkach tych księgarń, które jeszcze nie zostały zamknięte, stoją zagraniczne dzieła pokroju „Zmierzchu”, czy „40 twarzy Greya”, a pytając Polaków o ich własnych autorów, napotyka się zwykle brak odpowiedzi, albo chęć wyśmiania?

… i lekarstwo

Polski system edukacji potrzebuje naprawy. Najlepiej byłoby zbudować go od nowa, rezygnując z kluczy i ciasnych programów, ale póki co, może warto byłoby przynajmniej spróbować wyciągnąć rękę po lek?

Można by było zacząć od odświeżenia kanonu lektur. Nie, by wyeliminować dobrych i ważnych autorów, a by pokazać, iż istnieje ciągle coś takiego, jak Polska książka. Pokazać uczniom, że poza nowelami pozytywistycznymi, poza literaturą wyzwoleńczą, istnieje coś jeszcze.

Nawet Orzeszkowa pisała przecież o pracy u podstaw – zróbmy więc coś więcej, niż analiza jej słów, i rzeczywiście u tych podstaw popracujmy. Analizujmy polskie dramaty, kryminały, fantastykę. Analizujmy polską grozę. Wywołajmy burzę na lekcjach Języka Polskiego, dyskutując o tym, co w swoich książkach mówi Miłoszewski. Co przekazuje Grochola, jaki obraz Polskiej wsi maluje Darda, jakie motywy przywołuje Sapkowski. Dyskutujmy o grozie miejskiej w prozie Kyrcza i o grotesce w powieściach Kaina.

Polska literatura jest piękna i bogata, rozbudowana na wszystkie możliwe gatunki.

Tyle i aż tyle.

Zanim pozwolimy umrzeć kulturze słowa, pytając się co poeta miał na myśli i oczekując odpowiedzi z kartki.

Duch zmiany

Parę dni temu wystartowała akcja, promująca „Pradawne zło” Łukasza Radeckiego i Roberta Cichowlasa do rangi lektury szkolnej. Wystarczy kliknąć ten L I N K.

Może to będzie dobry początek?

pz lekturą

O tym, jak z szalonego pomysłu zrobić książkę.

Mapalogo

 

Dwa lata. 17 lipca 2012 roku, razem z moim przyjacielem, muzykiem i fotografem, Krzysztofem Bilińskim, zaczęliśmy pracę nad czymś, co roboczo nazywało się „Projektem domków strasznych”. Ale historia tego przedsięwzięcia sięga o wiele głębiej w przeszłość. Zanim rozwinę, chciałbym tylko powiedzieć jedno: Przez ostatnie dwa lata ukrywałem prawdę, wspominając o „tajemniczym, nawiedzonym projekcie”. Przez ostatnie dwa lata 16 Polskich autorów grozy pracowało w pocie czoła, by mój szalony pomysł stał się czymś namacalnym, udoskonalając go i uświetniając swoją obecnością. Dwa lata czekałem na dzisiejszy dzień – bym mógł wreszcie ujawnić w czym rzecz. Od wczoraj jest to możliwe. 

Czym jest Mapa Cieni? 

Myślę dziś o dniu, kiedy wszystko się zaczęło – zanim 19 maja 2014 roku pojechaliśmy z Krzyśkiem do Warszawy, by rozmawiać z jednym z największych Polskich wydawców o wydaniu książki. Dla mnie cała sprawa zaczęła się, kiedy pierwszy raz trafiłem do rzekomo nawiedzonego domu na ul. Kosocickiej w Krakowie. Coś się tam stało – to już nie ważne, ale nie byłbym sobą, gdybym nie zainteresował się tematem… głębiej. Zacząłem szperać i szperałem tak długo, aż pomyślałem sobie – a może by zrobić z tego… książkę?

Szalony pomysł, przyznacie. Traf chciał, że na jednym ze spotkań literackich w Krakowie, o nazwie Kulturkampf, spotkałem człowieka, który pochwalił mi się, iż jest fotografem. Bardzo dobrym fotografem (o tym, że był także członkiem zespołu Vedymini i grał m.in na Nordconie w 96 dowiedziałem się później). Uderzyłem więc z szalonym pomysłem do niego, a ten człowiek, zamiast mnie obśmiać – zapalił się jak pochodnia.

A chwilę później byliśmy już przyjaciółmi.

W niedługi czas później powstała na facebooku specjalna, tajna grupa, w której wkrótce zagościli znani polscy autorzy grozy. Ale chwileczkę, po co? Dlaczego?

Wyobraźcie sobie książkę, której dotychczas nie było na Polskim rynku wydawniczym – połączenie fikcji literackiej i literatury faktu.

Mapa Cieni by Krzysiek

Grafika: Krzysztof Biliński

Literatura faktu:

Składa się z 16 reportaży mojego pióra. W reportażach tych zawarta jest wiedza historyczna 16 miejsc, o których mówi się, iż są nawiedzone. Są też opowieści mieszkańców, świadków, sąsiadów, których udało się nam przepytać. Są wreszcie nasze wrażenia i opis danego miejsca – czymkolwiek jest, czy hotelem, czy domem, mieszkaniem, czy wreszcie nawet… nawiedzonym lasem. Każde z tych miejsc jest całkowicie prawdziwe, do każdego można bez problemu trafić i poznać, dzięki fenomenalnym zdjęciom Krzyska Bilińskiego.

Praca nad tą częścią trwała od 17 lipca 2012 do 6 marca 2013.

Beletrystyka:

Do każdego z reportaży dołączone jest opowiadanie Polskiego autora grozy. Mamy na pokładzie zarówno starych wyjadaczy, młodych początkujących, jak i nawet debiut. Wszystkie opierają się na tym, co razem z Krzyśkiem znaleźliśmy w badanych lokacjach. A oto i autorzy:

Kazimierz Kyrcz Jr.
Dawid Kain
Łukasz Radecki
J. D. Bujak
Piotr Roemer
Sylwia Błach
Aleksandra Zielińska
Krzysztof Maciejewski
Magdalena Kałużyńska
Krzysztof Biliński
Michał Stonawski
Marek Grzywacz
Rafał Christ
Franciszek Zgliński
Michał Gacek
Krzysztof T. Dąbrowski

 

Wydawca: 

To była tytaniczna praca – tak zgromadzonych autorów, jak i Krzyśka i moja. Wiele zrobionych kilometrów, dziesiątki spotkanych i przepytanych osób. Setki notatek. Miesiące tracenia i odzyskiwania wiary, kiedy szukaliśmy wydawcy.

Aż ten się znalazł.

I w rekordowym czasie zawezwał nas do siebie, do stolicy. Na już – szybko. Gdyż potencjał jest wielki. Tam też dowiedziałem się, dzięki radzie pani Ewy od marketingu, że mogę już napisać ten wpis.

Z dniem 19 maja 2014 wydawcą Mapy Cieni zostało wydawnictwo Bellona. Oficjalne zapowiedzi pojawią się pewnie już niedługo. I wtedy też ujawnione zostanie, kiedy książka trafi do księgarń. Póki co wiem to tylko ja i wyżej wymienione osoby – a co, niech zostanie trochę tajemnicy.

Ciekawostka: 

W trakcie prac, razem z Krzyśkiem utworzyliśmy kanał na YT, na który wrzucaliśmy filmowe ścinki z wizyt w nawiedzonych miejscach. Szybko zgłosiło się do mnie parę portali, bym napisał o swojej pracy, oraz… TVN.

https://www.youtube.com/user/HauntedProjectKrakow/videos

A kiedy ostatnio zajrzeliśmy w ten zakątek internetu, spodziewaliśmy się zobaczyć pajęczyny – miast tego, ujrzeliśmy 90 tyś wyświetleń i partnerstwo reklamowe z serwisem YouTube.com.

Jesteśmy pełni optymizmu.

A ja? A ja jestem zmęczony, ale szczęśliwy.

Internet podbity. To co teraz?

busted

To miał być zupełnie inny wpis – i będzie, bo zebrało się mi tematów, a to jakieś tęczę, a to rozmowy z Universtity of California… ale nie uprzedzajmy faktów. I zajmijmy się faktami. A Fakty są takie: „Zombiefilia”( w której wyżej/niżej podpisany umieścił dwa opowiadania) w przeciągu paru dni całkowicie podbiła Internet. I mówiąc „podbiła” mam na myśli absolutny rekord jeśli chodzi o e-booki w Polsce.

To nie żart i nie fake. I chociaż od wczoraj sam przecieram oczy ze zdumienia – prawda jest jedna i potwierdzona przez tak samo zdumionego wydawcę. Jeśli myślałem, że antologie 31:10 (w których też brałem i biorę udział) rekordowo się ściągają – nie myliłem się, bo tak jest. 20 000 pobrań to bardzo duża liczba jak na rynek polski. Rekordowa. Do wczoraj.

Wczoraj bowiem internet obiegła wieść, że antologia „Zombiefilia” osiągnęła ponad 25 000 pobrań. A dzisiejszy dzień przyniósł potwierdzone (wiele razy) wieści – antologia została pobrana 40 000 razy. 

oooo

I tym samym podbiliśmy Internet. Całkowicie. Bo nikt przed nami nie osiągnął takiego wyniku. Nikt. Żodyn, jak mówią w internetach.

http://wydaje.pl/e/zombiefilia

 

Tymczasem: Studio Truso ogłosiło właśnie na Facebooku „Dzień z Michałem Stonawskim” – jest to przygotowanie do premiery pierwszej polskiej antologii o wampirach, w której niecnie także wziąłem udział.

seriosly

Zapraszam na Fanpage: https://www.facebook.com/StudioTruso

 

Trwa właśnie akcja, koleżanka po piórze – Sylwia Błach stwierdziła, że na przerobionym zdjęciu wyglądam, jak panda. Chwilę później na fanpage wydawnictwa można już zaobserwować akcję „Przytul pandę” – udostępnij zdjęcie na swoim facebooku i daj miłość autorowi. Nie omieszkałem napisać na tę okazję tekstu okolicznościowego:

Podziel się miłością. Michał jest autorem od 8 roku życia. To upośledzenie ma trwały wpływ na jego życie. Niedawno Michał zachorował na Pandowiznę pospolitą. Ta straszna choroba przekreśliła jego i tak już małe szanse na normalne życie w społeczeństwie.
Jeśli chcesz pomóc Michałkowi, wyślij sms o treści „Przytul Pandę” na facebooku wydawnictwa Studio Truso.

Nie bójmy się pomagać.

Cienie w Księdze Cieni

halloween31-600x216

Pamiętacie ten wspaniały rok, rok pełen przełomów i ciekawych inicjatyw, rok mroczny i – wydawałoby się – zapowiadający coś… coś nadeszło – w roku 2011 ukazał się pierwszy e-book z serii „31:10” – Halloween po polsku, a w nim moje opowiadanie „Jego wola”. Wtedy nikt z nas, autorów i redaktórów, nie miał pojęcia, gdzie nas to zawiedzie… 

Projekt? Był przełomowy. Nie dość, że po raz pierwszy zebrało się tylu różnych autorów, z których tylko paru było kojarzonych z literacką grozą, to jeszcze udało im się wypuścić w sieć zbiorek. Za darmo. Dla czytelników – ot tak, z okazji Halloween. W dodatku na rynek dosyć niepewny i już tłoczny.

Czytelnicy nie zawiedli. Po premierze „31:10 Wioska przeklętych”, w której to książce także miałem swoje opowiadanie („Wioska przeklętych”) szybko okazało się, że liczba ściągnięć przekroczyła 15 000 i ciągle rosła. Po raz drugi wydawca dał nas na główną stronę, we wszystkich formatach. Ludzie pchali się drzwiami i oknami.

Było pięknie. Okazało się, że już pierwsza antologia była przełomem na rynku e-booków. Pchnęliśmy to własnymi siałam o lata świetlna naprzód. Przygoda i satysfakcja gwarantowane.

Dzisiaj, a w zasadzie wczoraj odbyła się premiera trzeciej już części – „31:10 Księga Cieni”. 

"Cienie" (2013)

„Cienie” (2013)

A w niej… moje opowiadanie „Cienie”.

Projekt zaś dopiero się rozkręca. Serdecznie zapraszam do ściągania, czytania i halloweenowej zabawy na naszym fanpage.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=aXRySf77o84[/youtube]

Przydatne linki:

Strona WWW: http://3110.pl/

Fanpage na FB: https://www.facebook.com/halloween.po.polsku?fref=ts

ŚCIAGNIJ KSIĄŻKĘ: http://virtualo.pl/31_10_ksiega_cieni/i136166/?q=31.10

O tym, jak rozmawiałem z Sapkowskim

sapekkk

Chociaż wywiad rozmową nazwać ciężko, udało mi się takowy przeprowadzić dla serwisu Interia.pl. A że (mam nadzieję) o ciekawe rzeczy pytałem – zapraszam. 

 

– Nastały takie czasy, że książka to już nie tylko papier, ale także postać elektroniczna – jak e-booki i audiobooki. W środowisku czytelniczym temat ten jest powodem wielu sporów – jaki jest pana stosunek do tej sprawy? Książka ewoluuje, czy traci na wyrazistości?

 Andrzej Sapkowski:

– Nie da się zwolnić ani tym bardziej zahamować postępu, który niesie z sobą wygodę użytkowania. Komputery osobiste migiem odesłały w niebyt maszyny do pisania z wałkiem, karetką i wkręcanym papierem, bo nikt przy zdrowych zmysłach nie używałby takiej maszyny, gdy mógł mieć komputer z edytorem tekstu. E-booki i audiobooki są wygodne – i dlatego przyszłość do nich właśnie należy. Dla mnie, szczerze rzekłszy, bez różnicy, czy to papier, czy nośnik elektroniczny, liczy się treść. Wiem, że są już tacy, którzy kolekcjonują i czytają wyłącznie e-booki. Zawsze jednak będą ludzie, którzy wolą książki papierowe i dla nich będą one drukowane, zawsze, po wieki wieków.

 

– Audiobooki „Trylogii husyckiej” przypominają bardziej dawne słuchowiska radiowe, niż standardowe książki audio. Był pan wcześniej odbiorcą słuchowisk? Wspomina Pan któreś szczególnie dobrze?

– Byłem zapalonym miłośnikiem i odbiorcą słuchowisk. W latach mojej wczesnej młodości, w latach pięćdziesiątych, telewizji praktycznie nie było, słuchało się więc radia. Doskonale pamiętam adaptacje „Winnetou” Karola Maya, „Inwazji jaszczurów” Karela Capka, opowiadań Edgara Allana Poe i Wellsa, było tego mnóstwo. A ja siedziałem przy radiu marki Aga i słuchałem z zapartym oddechem.

– Zarówno w przypadku filmu, jak i gry komputerowej na podstawie Wiedźmina odsunął się Pan niejako w cień, dając przyzwolenie, ale w zasadzie nie ingerując. Audiobooki „Trylogii husyckiej” to jednak inny projekt – był pan obecny w studiu? Twórcy się z panem konsultowali, czy dał im Pan wolną rękę? I od razu zapytam się też o rzecz pokrewną – co pan sądzi o efekcie finalnym?

– Adaptatorów mojej twórczości zwykłem traktować jako niezależnych twórców, ze wszystkimi przysługującymi twórcom prawami, zwłaszcza prawem do twórczej swobody. Nie ingeruję w prawa innych twórców z zasady. A efekt finalny? Jest godny podziwu.

Więcej: INTERIA.PL

O, wygrałem.

Nie tak dawno posłałem jeden z moich tekstów (który mieliście okazję już przeczytać, a o czym uprzedziłem organizatorów) – „Najcenniejszy Prezent” na konkurs literacki organizowany przez portal http://paradoks.net.pl o wdzięcznej nazwie „Groźny Mikołaj„.

Jakoś tak przed chwilą mi się przypomniało, że powinienem to sprawdzić, co też zrobiłem. Okazuje się, iż mój tekst zdobył miłe bardzo trzecie miejsce w konkursie i (prócz nagród) zostanie opublikowany także i na stronie Paradoksu.

Dziękuję pięknie :)

Sprawa druga: Zapraszam Was serdecznie na 49 KULTURKAMPF organizowany w ten czwartek, czyli dnia 31 stycznia o 18:00 w Kawiarni Naukowej (Szeroka 10, 31-053, Kraków).

Będą koncerty, będzie piwo, będą autorzy. I będę też ja, czytając któryś ze swoich tekstów.

A tu część repertuaru:

19 -20 prezentacje autorskie
KRYSTIAN KAJEWSKI
MONIKA ŁOKAJ
LEA PRADZIŃSKI
MICHAŁ RZOŃCA
MICHAŁ STONAWSKI
BARTŁOMIEJ MIŁOBĘDZKI

Zapraszam serdecznie :)

I teraz, kuźwa, nie zasnę.

 

KING, ty pieprzony skur…czybyku! 

Już drugi raz w życiu tak krzyczę. Pierwszy raz zrobiłem to w (bodajże) 2007 roku, czytając ostatnie 200 stron „Mrocznej Wieży”. Wtedy miałem go ochotę zabić, potem przytulić, potem dać psom na pożarcie, a następnie wznieść mu pomnik.

Teraz jest trochę lepiej.

Ale nie zasnę. Gdybym tej nocy pisał, to pewnie w tej chwili bym już grzecznie lulał, świadomy, że za dwie godziny mam pobudkę. Trza załatwić narty, odwiedzić rodzinę, która warczy, że się lenię i nie mam dla nich czasu, potem pewnie wyprowadzić psa dziewczyny. Wrócę wieczorem, pewnie się prześpię chwilę, naparzę herbaty i znów zacznę pisanie. W lodówce już leży jeden z lepszych szampanów. Czeka, aż skończę. Poczeka jeszcze chwilę.

Nie pisałem. Wczoraj zacząłem książkę Kinga, której jeszcze nie czytałem. dzisiaj skończyłem. „Wielki Marsz” zmęczył tak bohaterów, jak i mnie.

 

Czy widziałeś swoją twarz? – zapytała mnie ostatnio zatroskana babcia. Byłem na obiedzie. Jak zawsze pysznym – bo babcinym.

Widziałem. Odbijała się w szybie tramwaju, którym jechałem. Wiesz, co? Najbardziej popieprzone w tej całej sytuacji jest to, że przypominające czaszkę odbicie mnie tylko i wyłącznie zafascynowało.

Więc nie spałem i spać już nie będę. Nie teraz, bo po prostu nie potrafię. Ostatni raz czytając książkę bałem się jeszcze w gimnazjum. To była „Misery”. Ostatni raz czytając książkę miałem łzy w oczach… nigdy.

To prawda, było wiele książek wywołujących u mnie burzę emocji – „Dziewczyna z sąsiedztwa” Ketchuma, „Gniazdo światów” Marka Huberatha, czy choćby „David Coperfield” Dickensa. Ale nigdy nie zostałem wzruszony. Nie przez książkę. Beczałem jak dziecko przy „Imperium słońca”, dalej mnie to niszczy, kiedy oglądam.

Ale nie książka.

No więc bałem się, wzruszyłem, rozgniewałem i targałem włosy. Ponad 260 stron powieści, która mi spać nie pozwoliła i dalej nie pozwala. „Wielki Marsz”, który będzie mi się śnił po nocach, odsłaniając nagą prawdę, co tak naprawdę mnie przeraża – chorzy ludzie, chora cywilizacja.

Boże, jak ja kocham potwory. Demony. Jak ja się boję ludzi.

I King to wiedział. Że są tacy, dla których ta książka będzie zmorą, powodem do niezrozumiałego i zapewne niedługo skrytykowanego przez moich najbliższych, którzy te słowa przeczytają, zerwania nocy.

Mieszaniną papieru, kleju i farby drukarskiej, dzięki której jeszcze bardziej Kinga nienawidzę, szanuję i wielbię.

Nic więcej nie powiem. Mam chwilę czasu, zjem dobre śniadanie, wypiję mocną herbatę, wezmę długi prysznic. I zapieprzam dalej.

Zmęczony po Wielkim Marszu, jakbym sam całą drogę przebył, tylko mózgiem chodził, zamiast stopy na ziemi stawiać.

Merry Creepstmas! – Top 10 książek na święta.

Najpierw życzenia

Jest kicz, jest śnieg (nawet na ulicach, o dziwo), jest Last Christmas w radiu, jest karp i opłatek.  Mamy wigilię Bożego Narodzenia, czyli czas na życzenia.

Życzę Ci, drogi czytelniku, naprawdę wielu udanych prezentów (kolejne skarpetki to dopiero frajda, nie?), świetnych książek , samych dobrych historii, udanego świątecznego klimatu, naprawdę dobrego karpia i poczucia dobrze spędzonego czasu.
I niech pójdzie w cycki tym, którym pójść może.

Dla umilenia – naprawdę świetna kolęda, polecam odsłuchać do końca, a potem kliknąć ten czerwony krzyżyk  po prawej u góry, złapać jakąś naprawdę dobrą książkę i usiąść w fotelu, najlepiej zwróconym do okna tak, by było widać padający za nim śnieg.

[youtube]http://youtu.be/tra1zPqj9T8[/youtube]

 A teraz świąteczna TOPka :)

Co? Jeszcze tu jesteś? No to poczekaj chwilę, bo mam dla Ciebie mój własny świąteczny TOP10 naprawdę dobrych książek na wolny czas.
A przy okazji zapraszam Cię do małego wyzwania. Zróbmy razem taki prawdziwy, świąteczny TOP 10. Wypisz w komentarzu swój TOP10, a pierwsze punkty zarówno z moich, jak i Twoich propozycji wylądują w tym ostatecznym, wielkim świątecznym TOP10.

Gotowy? No, to zaczynamy!

1. Stephen King – Mroczna Wieża.

 Naprawdę mało jest powieści, które wciągają na tyle, że odradzam ich czytanie każdemu, jeśli ma zbyt mało czasu… co w kontekście 7,5 książek w całej serii ma naprawdę wielkie znaczenie. Tom pierwszy może nie nastrajać tak pozytywnie, jak wszystkie pozostałe, ale gwarantuję, że maksymalnie do połowy drugiej części przestaniesz jeść, pić i reagować na bodźce, a podstawowe czynności wykonywać będziesz z książką w ręku.

2. Peter Watts – Ślepowidzenie

Jeśli istnieje książka Sf, która zasługuje na miano „Książki dekady” z zakresu fantastyki naukowej, jest to zdecydowanie „Ślepowidzenie”. Peter Watts pokazał, że science fiction nie umarło i ciągle da się napisać coś innowacyjnego w tym gatunku.

3. Stephen King – Misery

Krótka, acz bardzo klimatyczna powieść Kinga. Jeśli nie czytałeś, nie możesz się nazwać prawdziwym fanem Kinga. Śniegi i samotna kobieta potrzebująca trochę ciepła, akceptacji i bliskości kogoś sławnego…

4.  J.R.R Tolkien – Hobbit

Jeśli jest czas, by odświeżać klasyki i znów zanurzyć się w magiczny świat baśni, to są to właśnie święta. Szczególnie teraz, kiedy przecież film pod tym samym tytułem (czy tej samej treści – się okaże) wchodzi do kin.
A jeśli już nie sami, podsuńmy tę książkę młodszym. Mój brat, który właśnie patrzy mi przez ramię stwierdził przed chwilą:
– O, masz Władcę pierścieni!
– Jak to? – pytam zdziwiony.
– No Tolkien, czyli Władca pierścieni!
– Ale przecież to Hobbit, młody.
– No Hobbit to Władca pierścieni.
– Nie, Hobbit to nie jest…
– To taka gra jest.
Jeszcze nie rozumiem. Jeszcze się dziwię. Przecież to nie możliwe, by…
– Gra?
– Taka gra Lego, komputerowa…

Tak więc podajmy dalej. Przekażmy Hobbita młodszym.
Proszę.

5. K.A Szklarscy – Złoto gór czarnych

Ileż ja przeżyłem przygód z Indianami, dzięki Szklarskim! Ich trylogia to bezkresne przestrzenie prerii i niezwykłe życie czerwonoskórych braci, opisane w mistrzowski sposób. Na święta – jak znalazł.

6. Karol Dickens – David Copperfield 

Naprawdę magiczna opowieść o chłopcu, buncie, złym losie i mężczyźnie, który się mści. I to nie tak, jak myślisz. Subtelniej. Po… angielsku, rzekłbym.

7. C.S. Lewis – Opowieści z Narnii 

Jeśli kiedyś wracać do klasyków…
Cóż więcej powiedzieć? Jeszcze raz, przygoda czeka.
Dalej wzwyż, dalej w głąb!

8. Andrzej Pilipiuk – Norweski Dziennik

Kiedyś się pochwaliłem Andrzejowi, że czytałem, że uznaję to za jego najlepsze dzieło powieściowe, bo szkoła, bo bunt, bo PRL, bo Norwegia wreszcie. Uniósł brwi, zdziwiony. „To ktoś to czyta…?” spytał. Ano, czyta. I zachęcam do tej lektury każdego. Przygodowa, lekka ale bardzo wymowna.

9. Marcin Wolski – The BESTlarium

Science Fiction? Taaak. Wolski? No, to będzie się działo. Naczelny satyryk RP pokazał klasę. I to już dawno, ale dalej, mimo upływających lat, nie mogę wyjść z podziwu nad ciętym, cynicznym humorem i zajmującą fabułą tych paru opowiadań.
Gratka dla fanów czytelnictwa!

10. Janusz A. Zajdel – Paradyzja

Czy muszę cokolwiek pisać? Po prostu wybitna powieść jednego z najwybitniejszych pisarzy na świecie. I zarazem pokaz naprawdę dobrej walki z PRL-owską głupią cenzurą.

I to koniec TOP10. Czekam na Twoje propozycje z ciekawością.
Aha, no i pamiętaj, że to są książki szczególne, naprawdę umilające święta.

Wesołych, raz jeszcze… i tym razem poważnie :)

Masterton i Stonawski…

 

…w jednej książce byli.

 Całkiem niedawno chwaliłem się na moim profilu autorskim na Facebooku, że tworzę opowiadanie i jeśli dam radę czasowo, będzie go można czytać na papierze. No i stało się. Dzisiaj mogę zaprezentować nową antologię wydawnictwa Replika w hołdzie Grahamowi Mastertonowi, a w dodatku ze wstępem i premierowym opowiadaniem mistrza horroru – „Obserwator„.

Wśród wielu znanych nazwisk polskiej grozy znalazło się też i moje, umieszczone gdzieś nad tytułem „POŚPIECH JEST DOBRYM DORADCĄ” (ciekawe… czyżbym wymyślił ten tytuł przez bardzo napięty deadline?)

A teraz okładka:

Więcej informacji na oficjalnym polskim blogu Mastertona – TUTAJ

Wszystkich współautorów (jeszcze nie ujawnionych oficjalnie, ale ja wiem, wiem) serdecznie pozdrawiam. A i czytaczy horroru zapraszam do śledzenia informacji na moim Facebooku autorskim, tym blogu i w subskrypcjach.

Kłaniam się, uśmiecham, oddaję głos do studia (gdziekolwiek ono jest).

31.10 – Wioska Przeklętych

 

Czy pamiętasz…? Rok temu przyszedł na świat pierwszy tom e-booka „31.10: Halloween po polsku”. Jeszcze nie wiedziałem, jaką furorę zrobi. Nikt nie wiedział. W tym roku już wiemy, że marka „31.10” jest warta wiele, co nie przeszkadza nam udostępniać zbioru za darmo.

Dlatego też z wielką przyjemnością oddaję w Twoje, drogi Czytelniku, ręce moje nowe opowiadanie w antologii „31.10: Wioska Przeklętych”, noszące – a jakże! – tytuł „Wioska Przeklętych” właśnie. Zapraszam do Strzyżewa, wioski do której dostać się można na wiele sposobów, choć nikt nie wie, czy i gdzie dokładnie istnieje.

I tak jak w zeszłym roku, można obejrzeć sobie trailer:

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=wOBXSKVY0yE[/youtube]

Wejść na stronę internetową

Facebooka (to polecam szczególnie, do zgarnięcia wiele bardzo smakowitych nagród!)

Czy wreszcie na naszą stronę główną – www.3110.pl

No i oczywiście – najważniejsze:

Ściągnąć książkę.

Page 1 of 7

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén