Kategoria: Pisanina (Page 1 of 9)

Dwa spotkania autorskie i inne rzeczy

Pamiętacie, co oznacza to, że Stonawski milczy? Oznacza to, że coś szykuje. No i dzieje się – w  związku z premierą „Mapy Cieni” zapraszam Was na spotkania autorskie ze mną i z resztą ekipy książki. Pierwsze dwa (acz nie ostatnie) odbędą się już niebawem w Krakowie i Oświęcimiu! Ponadto zapraszam na inne wydarzenia, w których maczam w ten czy inny sposób swe paluchy. 

Krakowskie odbywać się będzie w Artetece Wojwódzkiej Biblioteki Publicznej w Krakowie, 19 maja o 18:00. Więcej na facebookowym wydarzeniu pod tym linkiem: https://web.facebook.com/events/205412313309984/

Mapa Cieni spotkanie arteteka

Oświęcimskie spotkanie z kolei odbędzie się 24 maja o 18:00 w Auli Biblioteki Galeria Książki w Oświęcimiu. A tutaj jest plakat:

Mapa Cieni - spotkanie Oświęcim

Czy to wszystko? Jasne, że nie!

27 maja będzie można łapać na stopa… nasz statek! Galar wiślany, który jest tak naprawdę historycznym okrętem wojennym. O co chodzi? Kliknijcie tu: https://web.facebook.com/events/1358442490875970/

Galar

Dość? Ani trochę! Od 16 czerwca trwał będzie (także na galarze) festiwal na falach – bezprecedensowe wydarzenie kulturalne, ale tutaj na szczegóły musicie jeszcze poczekać.

Póki co klikajcie tutaj: https://web.facebook.com/KrakowskiFestiwalNaFalach/ 

Okładka „Mapy Cieni”!

No i co – tutaj nie ma co gadać, tu trzeba pokazywać. Więc proszę. Oto okładka mojej (i nie tylko, ale jednak) książki i – mam nadzieję – pierwszej z serii książek o polskich nawiedzonych miejscach. 

 

mapa-cieni-okladka_full-v7-1

CIASTECZKOWY POTWÓR

Ukazało się moje opowiadanie „CIASTECZKOWY POTWÓR” w rocznicowym numerze Magazyn Histeria. Opowiadanie dla mnie bardzo ważne, bo chociaż może wydawać się lekkie i „mało soczyste”, to zawiera w sobie cały mój strach, moją obawy i panikę. A przy tym jest też powrotem do dzieciństwa, chwil spędzonych w uroczym pałacu w Janowicach.

Rzadko też mi się zdarza pisać przy czymś innym, niż soundtrack z „Solaris”. Tym razem jednak pisałem tylko przy jednym kawałku i go też polecam do czytania: https://www.youtube.com/watch?v=DaH4W1rY9us

Zostawiam Was z odkryciem, jakiego dokonałem – To jestem ja, to są Janowice.
I serio, serio NIE MAM POJĘCIA co to jest za dziewczynka. A na pewno nie inspirowałem się tym zdjęciem przy pisaniu, bo znalazłem je dopiero niedawno…

Janowice

„Zarlivec” – Howard Horror #22

„Michał Stonawski, tłumaczony na…” – takie zdanie było do niedawna dla mnie abstrakcją. Byłem wydawany, ale tłumaczony? Zmieniło się to, kiedy moje opowiadanie „Totolot” zostało wydrukowane w niemiecko-polskiej antologii „Dzieciństwo w Niemczech/dzieciństwo w Polsce”. Ale jeden raz to ciągle jeden raz. Wypadek przy pracy, można powiedzieć. Tymczasem z dniem dzisiejszym moje pisanie zawędrowało znów poza granice naszego kraju – tym razem do Czech. 

W kraju dobrego piwa wydawany jest magazyn „Howard” zaś w jego 22 numerze ukazało się moje opowiadanie „Zarlivec”, co po polsku oznaczać będzie „Zazdrośnik”. Jednocześnie mogę powiedzieć, że to akurat opowiadanie będzie niedługo publikowane także w ojczystym języku, więc jeśli nie umiecie czeskiego – to się nie przejmujcie.

 

Zapraszam na stronę magazynu.

O Dyscyplinie i strachu

Nie umiem pisać. Jakkolwiek by to nie zabrzmiało u osoby wydającej co jakiś czas swoje pisanie – nie umiem pisać dobrze. Nie umiem pisać higienicznie. Moje pisanie jest brudne i męczące, jak zmaganie się z samym sobą. Dlaczego? Brakuje mi dyscypliny. 

Im dłużej żyję i piszę, tym bardziej widzę swoje braki. Lenistwo, głupotę, łatwowierność. No i właśnie – brak dyscypliny. I wstyd. Jako piętnastolatek po raz pierwszy zmierzyłem się z poważną krytyką zupełnie obcych (i znających się na swojej pracy) osób, poddając moje blogowe opowiadania pod ich szkiełko i oko. I oczywiście – zabolał mnie ich odzew bardzo. Zamiast zachwytów, dostałem solidnie skopany. Co w takiej sytuacji zrobiłby mądry człowiek? Wziął krytykę na klatę. Co zrobiła moja młodsza wersja? Zaczęła perorować o wenie, wiatrach i innych tego typu rzeczach. Bo jak to tak – wy, wielcy pisarze, nie znacie WENY?

A oni na to: nie ma weny. Jest ciężka praca.

I mieli rację.

A mimo tego, wiele lat później, traktując krytykę jako błogosławieństwo (o ile jest konstruktywna, a nie sprowadza się do wymyślania mi od debili bo coś się komuś nie spodobało ideologicznie), którego doświadczam niestety coraz mniej, walczę ze wstydem pozostałym po tamtym spotkaniu. Nie, nie chodzi o teksty – sam bym siebie ostro skrytykował za nie i jestem wdzięczny tym, którzy to zrobili. Chodzi o to poczucie, że jednak jest coś więcej w tym pisaniu. Że robię to, bo niesamowicie lubię to – dosyć osobiste i mistyczne – uczucie jakie towarzyszy tworzeniu. Nie wyzbyłem się z siebie dziecka. Ani naiwności. Często to pokutuje, ale ma też swoje dobre strony. Chociaż zgadzam się, że to „coś więcej” to tylko mała część procesu pisania. Reszta to naprawdę ostra praca bez perspektyw – bo tak to trzeba traktować, aby się nie rozczarowywać i być zaskakiwanym, jeśli jakieś perspektywy się pokażą.

W całym tym jednak procesie odczuwam u siebie poważny brak. Lukę. Wadę, której mimo 26 lat na karku nie umiem załatać – brak dyscypliny. Nigdy nie miałem dyscypliny. Różni ludzie próbowali mi ją wpoić – z reguły groźbą, szantażem, albo pasem czy kablem od żelazka. A ja zawsze byłem niepokorny i im bardziej ktoś naciskał, tym bardziej szedłem w drugą stronę. I ta cecha charakteru mi została, co… ma swoje wady i zalety (do wad i zalet zaliczę wkurzanie ludzi w internetowych dyskusjach, którzy próbują na mnie szantażu czy gróźb właśnie. To się nigdy nie uda).

Problem w tym, że dyscypliny nigdy nie zyskałem. Cicho zazdroszczę takim ludziom jak Andrzej Pilipiuk, którzy codziennie potrafią się zebrać do pisania. To będzie dziwne, co powiem, ale kiedy nie piszę – to boję się zacząć. Nie rozumiem tego mechanizmu, nie wiem do końca czego się boję, ale się boję. Kiedy już zacznę – nie istnieje nic prócz pisania. Problem w tym, żeby zacząć. Nie mam problemów z blokiem pisarskim – nauczyłem sobie z tym radzić. Znalazłem wytrych, który całkiem nieźle działa w moim przypadku – bo by się odblokować, wystarczy po prostu zacząć pisać. Cokolwiek.  Ale usiąść i zabrać się do pracy?

Trzeba posprzątać mieszkanie.

Umyć naczynia.

Zrobić obiad.

Wyczyścić biurko.

Posegregować dokumenty.

Napisać na blogu wpis o pisaniu.

Z kolei, jak już zacznę, to nie mogę skończyć. Wpadam w ciąg. Budzę się – piszę, potem czekam do następnego dnia tylko po to, by się obudzić i pisać. Ale wystarczy jedno wydarzenie, które mi ten proces, ten ciąg zaburzy – wyjście na piwo zamiast pisania. Ktoś przyjdzie i będzie czegoś chciał. Cokolwiek. I znów mija parę dni, w skrajnych przypadkach nawet tydzień, zanim znów usiądę do pracy.

Boję się także po pisaniu. Kiedy skończę, mam wrażenie, że mogłem napisać gniota. Może przegadałem, albo popadłem w grafomanię? Może fabuła jest zbyt oczywista? Może ja tak naprawdę nigdy nie powinienem pisać? Wydają mnie – ale cóż z tego. Dzisiaj wydają dużo gniotów. Moje pisanie może być jednym z nich. Ludziom się podoba, ale cóż z tego – znajdą się i tacy, którym podoba się „Zmierzch”.

To uczucie umiem okiełznać – nauczył mnie tego Adam Zalewski, człowiek, którego mogę nazwać swoim mistrzem – bo pomógł mi swego czasu tak, jak nikt inny nigdy mi nie pomógł. Nauczył mnie poczucia wartości. Od wielu innych pisarzy dostałem cenne rady i nigdy nie zapomnę ich pomocy, jak Romek Pawlak, Andrzej Pilipiuk czy Kazek Kyrcz, ale właśnie dzięki Adamowi Zalewskiemu zapanowałem nad strachem.

Nikt mnie nie nauczył dyscypliny. Dyscypliny nie da się nauczyć i nie da się jej wpoić – można kogoś wytrasować, prawda, ale to nie to samo. Tresura pozbawia osobowości. Próbowano mnie tresować i widziałem dzieciaki tresowane przez swoich rodziców tak, jak tresuje się psy. Za każdym razem chciało mi się rzygać.

Puenty nie będzie. Wyrzuciłem co chciałem i jednocześnie obnażyłem się przed Internetem, co może zostać wykorzystane przeciwko mnie. Chyba czas znów wpaść w „ciąg”. Znów walczyć z lenistwem, samym sobą i ubrudzić się przy pisaniu w walce o samodyscyplinę. I chyba tak już zostanie – na tym może polegać samodoskonalenie się. W walce z samym sobą.

O siebie.

Mapa Cieni – Wątpliwości przed wydaniem

Zdaję sobie oczywiście sprawę, że wpis ten – z wizerunkowego punktu widzenia – jest bardzo ryzykowny. Bo albo odbiorca zrozumie, co mam do przekazania, albo pomyśli – autor nie jest pewien swojej książki? A kto ma być, jak nie on? Nie kupuję. Nie czytam. To pewnie szajs. I o ile to ostatnie zostaje oczywiście do oceny po premierze, to w żadnym wypadku nie mam zamiaru zniechęcić przyszłych czytelników. Problem polega na tym, że nie chcę ich też zawieść. 

Czy myślę, że „Mapa Cieni” może okazać się złą książką? Nie. Czytałem złe książki i widziałem, jak wyglądają. Jednego jestem pewien – grafomanii w niej nie znajdziecie. Choćby dlatego, że tak wielu w tej książce jest wspaniałych autorów grozy. Problem jest gdzie indziej – „Mapa Cieni”, a przynajmniej moja „lwia część” tej książki to teksty napisane już jakiś czas temu. Ostatnio coraz więcej wiadomości kierowanych i do mnie i gdzieś w przestrzeń – zapytań czytelniczych – mówi o „Mapie”. Kiedy będzie? Za ile czasu Van Der Book wreszcie wrzuci książkę do sprzedaży? Ile jeszcze trzeba czekać? Naczelny OLS i Okiem Na Horror, Seba Sokołowski wrzucił „Mapę Cieni” do „rozczarowań roku 2016” – nie dlatego, że wie co znajduje się między okładkami, a dlatego, że jeszcze nie wyszła. Tylko i aż tyle. Mnie pozostaje zrozumieć te pytania, żale i wątpliwości.

W rzeczy samej, „Mapa” zapowiadana jest od długiego czasu. Boję się, żeby ten długi okres oczekiwania nie okazał się dla niej zgubny. Bo apetyt nie rośnie tylko w miarę jedzenia, ale i przed nim. Okoliczności, na które wpływu nie miałem kazały czekać wszystkim cierpliwym (i niecierpliwym) na tę książkę długo. Bardzo długo, od kiedy w ogóle zaczęto o niej mówić. To wzbudza też i nadzieje – a te mogą okazać się zabójcze. Tak, jak zabójcze nadzieje okazały się dla gry „No men sky”, ostatecznie grzebiąc ją i wywołując wściekłość na twórców – wściekłość w pewien sposób zasadną, ale też i nie do końca sprawiedliwą, bo wiele ze złożonych obietnic (jak się okazało bez pokrycia) było dziełem wydawcy. Ja obietnic bez pokrycia składać nie chcę – nie mówię, że „Mapa” będzie najdoskonalszym (czy choćby „dobrym”), co ludzkość przeczyta. Czas oczekiwania robi jednak swoje. I w kwestii oczekiwań i tego, że książka zwyczajnie – starzeje się.

Popatrzmy na daty. Na pomysł, by taką książkę napisać wpadłem gdzieś w okolicach 2011 roku. Blisko połowę 2012 i początek 2013 roku zajęła gigantyczna praca, jaką był research, odwiedziny w każdym z miejsc, wypytywanie mieszkańców i wreszcie spisywanie ich zeznań. Oraz pisanie reportaży i pierwsze opowiadania. Kropkę postawiłem późną wiosną 2013 roku i od tego czasu szukaliśmy wydawców. I znajdywaliśmy – po czym po pewnym upływie czasu byliśmy przez nich porzucani, chodziło o pieniądze. Z Van Der Book związaliśmy się oficjalnie w sierpniu 2015 roku. Książka zaś wyjdzie z początkiem roku 2017.

Osoby, które czytają moje opowiadania zwracają często uwagę na to, jak zmienia się mój styl – chociaż (podobno) da się powiedzieć, że ja coś pisałem (nie wiem jak, nie znam się), to teksty z początku i końca roku znacząco się od siebie różnią. Moim zdaniem – jakością. Tutaj zaś mamy przepaść ponad czterech lat…! To dużo jak na książkę. Prawdę mówiąc, ostatnia akcja na wspieram.to i umowa z VDB to była ostatnia szansa, by ją wydać. Gdybym musiał szukać wydawcy raz jeszcze – nie zrobiłbym tego, bo oznaczałoby to kolejne dwa lata (razem z szukaniem wydawcy) do premiery. Książka zwyczajnie byłaby już stara i nieaktualna jak na wydanie. Poniósłbym klęskę – zarówno w oczach moich, jak i zapewne kolegów po piórze i Was – to czytających.

Tymczasem przerwa czasowa sprawia, że nie mogę powiedzieć, by „Mapa Cieni” była najlepszą książka, jaką w tej chwili mogę napisać. Na pewno jest najlepszą książką, jaką mogłem napisać w 2013 roku. Jeśli to nie wystarczy, pozostaje mi wiara w zaproszonych autorach, którzy dodali do niej swoje opowiadania – wiem, że te nazwiska znaczą dużo i ci ludzie piszą dobrze. Przynajmniej połowa książki jest więc naprawdę dobra – tym się nie martwię. Chciałbym jednak – zwyczajnie, po ludzku – by to, co ja zaprezentowałem nie okazało się dla czytelnika rozczarowaniem. Jestem za to odpowiedzialny i dobitnie czuję ten ciężar na swoich barkach. Cała droga jaką przeszedłem, by ta książka zaistniała dodaje teraz temu wszystkiemu wagi.

A może powinieneś książkę napisać od nowa? – zapyta ktoś. To jednak mijałoby się z celem. Moje wspomnienia o nawiedzonych miejscach nie są już tak ostre, żadne zdjęcia czy filmy tego nie naprawią. Wiązałoby się to też z opóźnieniem, na które pozwolić sobie nie mogę ani ja, ani wydawca. Nie. To wyjdzie tak, jak zostało napisane. Nie ma już czasu na „second thoughts„. Ten wpis to też nie są do końca wątpliwości – ja wierzę, że to co zaprezentuję będzie dobre. Jednocześnie nie mogę jednak ignorować faktów – gdybym robił „Mapę Cieni” teraz, cztery lata później – zrobiłbym ją pewnie jeszcze lepiej. A może nie. Kto wie? Być może postęp będzie widoczny przy części drugiej…?

Jedno jest jednak pewne – jestem za ten twór odpowiedzialny. I mogłem się starać, mogli zawinić wydawcy, sytuacja nie ta, zawirowania na rynku wydawniczym – wszystko prawda. Ale odbiorca ma gdzieś starania, czy winę osób trzecich. Liczy się tylko autor – twarz inicjatywy. To dosyć gorzka (i oczywista) lekcja, której nauczyłem się na przykładzie organizowania Nagrody Grabińskiego.

Mam też pewną potrzebę – chciałbym sprawić, by moi czytelnicy (aż się poprawić muszę) czytelnicy mojej literatury (w większości) byli zadowoleni. Taka jest moja odpowiedzialność jako twórcy. Czy tak się stanie – czas pokaże. Ale jednego jestem pewien – dałem z siebie wszystko. Teraz tylko wyrzucam myśli kłębiące się w mojej głowie.

Wywiadowo

W ostatnich dniach zostałem przepytany – i to podwójnie. Na stronie Lovekrakow.pl, oraz w Radio Oświęcim – tu z Krzyśkiem Bilińskim. Obie rozmowy dotyczyły oczywiście „Mapy Cieni”. Dodam jeszcze, że rozmowy w radiu będzie można jeszcze posłuchać we wtorek! 

Czy według Pana istnieją niewytłumaczalne zjawiska? Czy tłumaczymy sobie racjonalnie coś, czego nie rozumiemy?

Myślę, że istnieją zjawiska, których nie umiemy jeszcze wytłumaczyć. Prędzej czy później to się zmieni, nauka odkryje kolejne karty. Dokonają się przełomowe odkrycia. Ale póki co nie można negować istnienia pewnych rzeczy bez uprzedniego ich całkowitego zbadania i pewnych doświadczeń. Żyjemy w dosyć ciekawych czasach, kiedy to, co wcześniej było fikcją odnajduje wytłumaczenie. Telepatia to w pewnym sensie stan splątania kwantowego. Teoria wymiarów równoległych jest dziś postrzegana jako bardzo prawdopodobna, a nawet mówi się o istnieniu świadomości po śmierci – w sensie naukowym. Jeszcze paręnaście lat temu takie rzeczy byłyby postrzegane jako bełkot. Nigdy nie szukałem duchów, ani nie próbowałem udowodnić, że są są prawdziwe. Ale dopuszczam taką możliwość. A na pewno są zjawiska, których na naszym stopniu zaawansowania jeszcze nie rozumiemy. Część osób neguje taki obraz „niepewnego świata”. Ja myślę, że dosyć butnie byłoby twierdzić, że świat jest dokładnie taki jakim go widzimy w momencie, kiedy nawet kolory to w pewnym sensie iluzja.

 

kulturalna-jazda

A tu link do Radio Oświęcim :)

Cztery lata do szczęścia – „Mapa Cieni”

Ręce mi drżą. Przed chwilą musiałem się wykrzyczeć. Zaparzyłem herbaty, mogę napisać część słów, które kłębią się w głowie. Był taki pomysł, wiecie? By napisać książkę o nawiedzonych – prawdziwych – miejscach w Krakowie i okolicach. I wiecie co? Po czterech latach ciężkiej pracy udało się mi się spełnić to marzenie. Nie tylko o pierwszej książce, ale i po prostu – o wielkim i unikalnym projekcie, który udało się wprowadzić w życie. 

WSPIERAM.TO

Czemu muszę komplikować sobie życie? Nie chodziło o to, by zrobić zwykłą książkę. Nie. „Mapa Cieni” musiała być czymś, czego nikt jeszcze nie zrobił. Nie z założenia, nie na siłę. Jest czymś niezwykłym, bo taka jest jej idea: aby odwiedzić 16 nawiedzonych miejsc z Krakowa i okolic, wypytać ludzi, sąsiadów, przeszukać fora, bazy danych, archiwa miasta. A potem z tego wszystkiego stworzyć 16 reportaży. Tym się zająłem.

Ale nie sam. 

Już na początku zorientowałem się, że sam nie dam rady udźwignąć tak wielkiego tematu. To było ponad cztery lata temu. Zaprosiłem więc do współpracy Krzysztofa Bilińskiego – człowieka, którego spotkałem na piwie i który pokazał mi, że jest świetnym fotografem. I miał samochód. W dodatku pasjonował się grozą, jak ja.

Ale to nie koniec. 

Mapa Cieni to nie tylko reportaże. To także opowiadania – 16 tekstów od wspaniałych polskich pisarzy. Kiedy ich zaprosiłem – bez namysłu przyjęli propozycję i wierzyli w ten projekt. Także wtedy, kiedy przyszły…

Trudności. 

To nie tak, że nie mogliśmy znaleźć wydawcy. Tematem interesowali się ludzie, telewizja i radio. Wydawcy też chcieli w to wejść – wielu nie miało pieniędzy na dobrą kampanie promocyjną. I w końcu znaleźliśmy wydawcę, który przez rok mówił o wydaniu, ale ostatecznie… tylko mówił. Nie poddałem się – poszukałem innego wydawcy. I szybko znalazłem. Było to jedno z największych wydawnictw w Polsce. Byliśmy z Krzyśkiem w Warszawie, spotkaliśmy prezesa, obmyślaliśmy marketing, podpisaliśmy umowy przedwstępne. I po pewnym czasie wydawca nas porzucił. Brak pieniędzy. W końcu natrafiliśmy na Van Der Book, małe krakowskie wydawnictwo. Zgodzili się nas przyjąć pod swoje skrzydła, chociaż tu też nie obyło się bez sporych opóźnień. W międzyczasie doszlifowywaliśmy książkę, opisaliśmy jeszcze jedno miejsce. Przeszliśmy przez kryzys wiary. Tak minęły cztery lata pracy, pracy i zwykłej upartości. Wierzyłem w „Mapę Cieni”.

I udało się. 

Właśnie teraz wystartowała akcja na wspieram.to – „Mapa Cieni” to faktycznie kosztowny i duży projekt. Coś, z czym mały wydawca bez wsparcia może mieć kłopoty. Dlatego możesz kupić książkę już teraz – w dowolnej formie. A już za trochę ponad miesiąc czeka nas upragniona premiera. Chociaż to zwieńczenie mojej (i nie tylko) wieloletniej pracy, jest to tak naprawdę początek.

I, Boże, dalej mi się łapy trzęsą.

lll

Lista autorów, którzy dołączyli do projektu, oraz miejsc, które odwiedziliśmy:

NAWIEDZONY DOM W WIELICZCE #1

– „Cięcie” – Magdalena M. Kałużyńska

NAWIEDZONY DOM NA WOLI JUSTOWSKIEJ

– „Muzeum snów” – Dawid Kain

NAWIEDZONY DOM W WIELICZCE #2

– „Biel” – Łukasz Radecki

NAWIEDZONY DOM W GŁOGOCZOWIE

– „Zapomniane marzenie” – Francieszek Zgliński

NAWIEDZONY HOTEL W KRAKOWIE

– „Granice synestezji” – Joanna D. Bujak

NAWIEDZONE MIESZKANIE NA STAROWIŚLNEJ

– „Porcelanowe pieski z zakurzonymi oczami” – Piotr Roemer

NAWIEDZOLNY LAS W WITKOWICACH

– „Ratunku! Trup i inne wypadki…” – Krzysztof T. Dąbrowski

NAWIEDZONY DOM W WITKOWICACH

– „Ostatnia podróż Zu” – Aleksandra Zielińska

NAWIEDZONA HALA W NOWEJ HUCIE

– „Wszyscy jesteśmy samotni” – Sylwia Błach

CZARNA DAMA Z PODGÓRZA

– „Trucizny w żyłach miasta” – Marek Grzywacz

NAWIEDZONY DOM NA KOSOCICKIEJ

– „Każdy człowiek ma swoją godzinę” – Michał Stonawski

MOST SAMOBÓJCÓW

– „Most samobójców” – Krzysztof Maciejewski

NAWIEDZONY FORT GRĘBAŁÓW

– „Jeździec” – Michał Gacek

CZŁOWIEK-PIES Z NOWEJ HUTY

– „Pies” – Rafał Christ

NAWIEDZONE OSIEDLE KALINOWE

– „Ładnym Łatwiej” – Kazimierz Kyrcz, Michał Walczak

NAWIEDZONY DOM W CHRZANOWIE

– „Galeria IX Mrocznych Obrazów” – Krzysztof Biliński

Stonawski na Polconie 2016

Ku mojemu zaskoczeniu i zaszczytowi, zostałem w tym roku zaproszony na najbardziej prestiżowy konwent w naszym kraju – Polcon, w tym roku organizowany we Wrocławiu. Jako gość tego zacnego wydarzenia, będę uczestniczył w paru punktach programu. Serdecznie więc chciałbym na nie zaprosić… 

Nawiedzone miejsca i jak je znaleźć
czwartek 18:00 1h, Sala 4 (Horror i Groza)
Michał Stonawski

Polski horror na tle grozy światowej
czwartek 20:00 1h, Sala 4 (Horror i Groza)
Edward Lee Jack Ketchum Michał Stonawski

Apokalipsa zombie czyli nieumarli ponad konwencjami
piątek 15:00 1h, Sala 4 (Horror i Groza)
Łukasz Radecki, Michał Stonawski, Krzysztof Haladyn

Promotorem grozy być…
piątek 21:00 1h, Sala 4 (Horror i Groza)
Michał Stonawski, Łukasz Śmigiel, Tomasz Siwiec, Łukasz Radecki

Wampir w popkulturze – przeżytek, sztampa czy wciąż potencjał?
niedziela 12:00 1h, Sala 4 (Horror i Groza)
Sylwia Błach, Michał Stonawski, Marcin Rusnak, Witold Jabłoński

Horror w Polsce – recepcja, opinie, perspektywy
niedziela 15:00 1h, Sala 4 (Horror i Groza)
Michał Stonawski, Sylwia Błach i inni

Jak z szalonego pomysłu zrobić książkę cz.2

17 lipca 2012 roku, razem z moim przyjacielem, muzykiem i fotografem, Krzysztofem Bilińskim, zaczęliśmy pracę nad czymś, co roboczo nazywało się “Projektem domków strasznych”. Od tego czasu minęły długie trzy lata z kawałkiem – jak wiecie, a może i nie, od paru miesięcy mamy już wydawcę. Bardziej pewnego, niż poprzedni dwaj – Dobre Historie i Bellona. Jest nim krakowskie wydawnictwo Van Der Book.

Czym jest Mapa Cieni? 

Myślę dziś o dniu, kiedy wszystko się zaczęło. Dla mnie cała sprawa zaczęła się, kiedy pierwszy raz trafiłem do rzekomo nawiedzonego domu na ul. Kosocickiej w Krakowie. Coś się tam stało – to już nie ważne, ale nie byłbym sobą, gdybym nie zainteresował się tematem… głębiej. Zacząłem szperać i szperałem tak długo, aż pomyślałem sobie – a może by zrobić z tego… książkę?

Szalony pomysł, przyznacie. Traf chciał, że na jednym ze spotkań literackich w Krakowie, o nazwie Kulturkampf, spotkałem człowieka, który pochwalił mi się, iż jest fotografem. Bardzo dobrym fotografem (o tym, że był także członkiem zespołu Vedymini i grał m.in na Nordconie w 96 dowiedziałem się później). Uderzyłem więc z szalonym pomysłem do niego, a ten człowiek, zamiast mnie obśmiać – zapalił się jak pochodnia.

A chwilę później byliśmy już przyjaciółmi.

W niedługi czas później powstała na facebooku specjalna, tajna grupa, w której wkrótce zagościli znani polscy autorzy grozy. Ale chwileczkę, po co? Dlaczego?

Wyobraźcie sobie książkę, której dotychczas nie było na Polskim rynku wydawniczym – połączenie fikcji literackiej i literatury faktu. Tym jest właśnie „Mapa Cieni”.

Literatura faktu:

Składa się z 15 reportaży mojego pióra. W reportażach tych zawarta jest wiedza historyczna 15 miejsc, o których mówi się, iż są nawiedzone. Są też opowieści mieszkańców, świadków, sąsiadów, których udało się nam przepytać. Są wreszcie nasze wrażenia i opis danego miejsca – czymkolwiek jest, czy hotelem, czy domem, mieszkaniem, czy wreszcie nawet… nawiedzonym lasem. Każde z tych miejsc jest całkowicie prawdziwe, do każdego można bez (większego) problemu trafić i poznać.

Praca nad tą częścią trwała od 17 lipca 2012 do 6 marca 2013.

Beletrystyka:

Do każdego z reportaży dołączone jest opowiadanie Polskiego autora grozy. Mamy na pokładzie zarówno starych wyjadaczy, młodych początkujących, jak i nawet debiut. Wszystkie opierają się na tym, co razem z Krzyśkiem znaleźliśmy w badanych lokacjach. A oto i autorzy:


Dawid Kain
Łukasz Radecki
J. D. Bujak
Piotr Roemer
Sylwia Błach
Aleksandra Zielińska
Krzysztof Maciejewski
Magdalena Kałużyńska
Krzysztof Biliński
Michał Stonawski
Marek Grzywacz
Rafał Christ
Franciszek Zgliński
Michał Gacek
Krzysztof T. Dąbrowski

Co, gdzie i kiedy? 

Tego jeszcze nie mogę powiedzieć, ale obserwujcie uważnie mój profil na facebooku, oraz stronę wydawnictwa Van Der Book otagowaną na tą właśnie książkę. Promocja rozpocznie się już za miesiąc, kiedy ruszy akcja na serwisie wspieram.to – to od Waszego zaangażowania będzie zależeć, jak książka ostatecznie będzie wyglądać i jakie bonusy dostaniecie razem z nią.

Dalsze informacje? Będę informował na bieżąco.

Spotkajmy się na Kfasonie

Kfason Topka

Jest takie miejsce i taki czas – raz do roku w Krakowie spotyka się całe polskie środowisko grozy i horroru, na najbardziej prestiżowym i najważniejszym konwencie grozy w całej Polsce. To wydarzenie nazywa się KFASON, co tłumaczymy jako Krakowski Festiwal Amatorów Strachu Obrzydzenia i Niepokoju. Rok temu pisałem o nim jako o pierwszym konwencie grozy w ogóle – dziś jest to protoplasta dla innych tego typu wydarzeń. W obu wydarzeniach maczałem swoje paluchy, ale prawdziwą bohaterką jest Paluch. Magda Paluch, koordynatorka i pomysłodawczyni tego eventu, która własnym potem i krwią je okupiła. Dodatkowo, w trakcie KFASONu wręczona zostania po raz pierwszy Nagroda Polskiej Literatury Grozy im. Stefana Grabińskiego, której mam zaszczyt być współpomysłodawcą i współorganizatorem. A wszystko to i jeszcze więcej – 18 października 2014. 

Było takie zdanie, które sobie zapamiętałem. Kapitularz, ledwie parę tygodni temu. Ktoś, chyba Dawid Kain pyta się chyba Marka Grzywacza, czy ten wybiera się na Kfason. I pada taka odpowiedź: Będę. Wszyscy będą na Kfasonie.

To zaledwie druga edycja, a już dorobiła się wielkiego uznania fanów polskiej grozy. To miejsce, gdzie odbywa się swoisty zjazd miłośników polskiej grozy. Tu są wszyscy – tu trzeba być.

I tak jest w tym roku. To, że będę nie ulega dyskusji. Ale co będę robił (poza sprawami organizacyjnymi Grabińskiego)?

O 12:00 rozpocznie się spotkanie autorsko-prelekcyjne, O tym, jak z szalonego pomysłu zrobić książkę – Mapa Cieni. O Książce będę mówił ja, Krzysiek Biliński, a poprowadzi je Franciszek Zgliński.

O 14:00 opowiem o Smakoszu z Rotenburga. Będzie z obrazkami. Ostatnio na Kapitularzu parę osób prawie zwymiotowało, wspominam to z pewną dumą.

Od 17:00 trwać będzie panel, na którym razem z Kazimierzem Kyrczem i Arturem Olchowym opowiemy O grozy pisaniu, czyli jak straszyć czytelnika.

10373804_697663413663787_3266167630316796752_n

PROGRAM

GODZINA
I P.
II P.
IIIP.
BIBLIOTEKA SZTUKI – PARTER
10:00 – 11:00 Seryjni rekordziści – kto zabił najwięcej? – Sylwia Błach Nieznani klasycy polskiej grozy – Paweł Mateja Powieść okultystyczna – Krzysztof Biliński
11:00 – 12:00 Andrzej Wardziak – spotkanie autorskie, prow. Michał Górzyna Stefan Grabiński – pisarz fantazmatyczny – Jacek Piekiełko Światło w filmie – Kamil Bernatek
12:00 – 13:00 Wojciech Gunia – spotkanie autorskie, prow. Paweł Mateja Jak z szalonego pomysłu zrobić książkę? – Mapa Cieni – Michał Stonawski, Krzysztof Biliński Dlaczego oglądamy złe filmy- fenomen kina klasy z – Marcin Rojek
13:00 – 14:00 Zbigniew Woźniak – spotkanie autorskie, prow. Michał Górzyna Ziemia maleje razem z grozą – kulisy jasnych stron rozwoju – Andrzej Tucholski Od 13.30 – Project Escape – Peti Nowacki Stephen King w krótkiej formie, Paulina Król, Jarek Turowski, Juliusz Wojciechowicz
14:00 – 15:00 „Co w Horrorze i Fantastyce na północy wyje. Rzecz o Okiem na Horror, Konwencie Gryfcon i Bestii.”Piotr Rozmus i Sebastian Sokołowski O przemijaniu efektów specjalnych i o tym jak straszą horrory z lat 70., a jak dzisiejsze – Robert Ziębiński Crossed-horror ekstremalny w formie komiksu – Karol ZdechlikUWAGA!!! 18+ Smakosz z Rottenburga – Michał Stonawski
15:00 – 16:00 Łukasz Henel – spotkanie autorskie prow. Franciszek Zgliński Historia efektów specjalnych – Kornel Danielewicz Bizarro – Michał Reut Thomas Ligotti – Udręka samoświadomości. Psychotopografia w literaturze weird fiction – Wojciech Gunia
16:00 – 17:00 Magda Kałużyńska – spotkanie autorskie, prow. Paulina Król Odludzie – jak zrobić film grozy? Kornel Danielewicz, Kamil Bernatek Panel GOREfikacje S. Błach, T. Czarny, Ł. Radecki, D. Kain prow. Marek Grzywacz Pewien Apacz i groza w oparciu o najnowsze badania amerykańskich naukowców- Dariusz Kuchniak
17:00 – 18:00 Panel: „O grozy pisaniu, czyli jak straszyć czytelnika. Estetyka gore kontra klimatyczne niedopowiedzenie”– Kazimierz Kyrcz Jr, Artur Olchowy, Michał Stonawski, Jarek Turowski, Juliusz Wojciechowicz, prow. Michał Gacek Miejskie legendy Japonii – Marek Grzywacz Najstraszniejsze momenty w popkulturowej papce medialnej– Łukasz Radecki Recenzowanie horrorów – dlaczego jest z tym sporo zabawy – Krzysztof Maciejewski
18:00 – 19:00 Stefan Darda – spotkanie autorskie, prow. Magdalena Paluch Pokaz filmu krótkometrażowego Lament Paranoika i dyskusja na jego temat – Darek Kocurek Postapokalipsa – Robert J. Szmidt
19:00 – 20:00 Pokaz filmów krótkometrażowych Smakosze cz.1 i cz. 2 (PREMIERA!!) Aleksandra Zielińska, Dawid Kain, Kazimierz Kyrcz Jr + koncert grupy Cry of Pain
20:30 Po raz pierwszy w Polsce: Uroczysta Gala wręczenia Nagrody im. Stefana Grabińskiego !!

Ponadto poza murami Arteteki odbędzie się spotkanie „Jak straszy Kraków – warsztaty z wyobraźni” – literacki spacer z udziałem Łukasza Orbitowskiego i Jana Krasnowolskiego. Będziemy poruszać się tropem krakowskiego mroku i wątków prozy bohaterów wieczoru. Moderatorem spaceru jest Jan Bińczycki. Wymarsz o g. 18:00 spod Arteteki przy ul. Szujskiego, finał w pubie Select przy ul. Wilhelma Feldmana 1a. Ilość miejsc ograniczona, obowiązują zapisy.

Przydatne LINKI

– Wydarzenie na Facebooku
fanpage KFASONu na Facebooku
fanpage Nagrody Polskiej Literatury Grozy im. Stefana Grabińskiego
strona nagrody

GOSCIE KFASONU
ALEKSANDRA ZIELIŃSKA
JOANNA WIDOMSKA
DAWID KAIN
KAZIMIERZ KYRCZ JR
MICHAŁ STONAWSKI 
STEFAN DARDA
KRZYSZTOF „KORSARZ” BILIŃSKI
MICHAŁ GACEK
MICHAŁ JANKOWSKI
SYLWIA BŁACH
MAGDALENA KAŁUŻYŃSKA
MAREK GRZYWACZ
KRZYSZTOF MACIEJEWSKI
ŁUKASZ RADECKI
ROBERT ZIĘBIŃSKI
WOJCIECH GUNIA
PIOTR ROZMUS
SEBASTIAN SOKOŁOWSKI
ROBERT J. SZMIDT
ANDRZEJ WARDZIAK
ANDRZEJ TUCHOLSKI
DAREK KOCUREK
…i inni!
[youtube]https://www.youtube.com/watch?v=LpkJdzPOEsA[/youtube]

Mrowienie w mózgu

Mrowienie topka

Grywam z reguły w dobre gry – posiłkuję się opinią znajomych, poleceniami i tak dalej. W ten sposób odkryłem takie cacuszka, jak „Antichamber”, czy „Dear Esther”. Z polecenia kumpla, zagrałem w mojego pierwszego RPGa „Might and Magic VIII”. W Heros III zagrałem, kiedy przebrnąłem przez pierwszą rozgrywkę u kolegi i tak dalej, i tak dalej. To były dobre gry, ale kończąc je, za każdym razem czułem się inaczej. I mało było takich, które mnie w jakiś sposób nie zmęczyły (w tym dobrym kontekście), a w jakiś taki dziwny sposób naładowały. 

Dziś się tak poczułem. Znacie ten dziwny stan, kiedy mózg zaczyna mrowić? To to uczucie. Jakby mi ktoś zakręcił korbką. Zresztą, być może tak się stało?

To nie jest recenzja, sam rzadko czytam recenzje, chyba, że dotyczą produktu, co do którego już jestem przekonany. To polecenie. Zwłaszcza, że „The Vanishing of Ethan Carter” to debiut polskiego studia „The Astronauts”. I choć sama gra jakimś dziwnym trafem dostosowana jest do dubbingu angielskiego, na czym straszliwie traci nasz polski język (słowa zupełnie nie pokrywają się z ruchem ust. Nawet nie próbują udawać), nie mogę powiedzieć o niej złego słowa. W niezrozumiały dla mnie sposób, już od pierwszych minut zostałem nią omotany. Co o tym zadecydowało? Czy to przepiękna grafika, stawiająca tę pozycję w absolutnej czołówce, jeśli chodzi o najpiękniejsze i najbardziej klimatyczne gry, w jakie udało mi się zagrać, czy muzyka, która… cóż, nie szarpnęła moją duszą. Nie zachwyciła – zrobiła coś lepszego. Stała się tłem, które idealnie skomponowało się z obrazem. Delikatnie sterowała moimi emocjami, czasem wzbudzała zachwyt, czasem napięcie. Jeśli mówimy o mózgach, to ścieżka dźwiękowa z gry mój mózg masowała.

I wreszcie fabuła. Prosta, ale wciągająca. Dobrze rozegrana, bo spotkałem się z zagadką, z dochodzeniem i sam musiałem poskładać całość do kupy. Fabuła literacka, bowiem już od początku „Zaginięcia Ethana Cartera” moim ruchom towarzyszył narrator – czyli moja postać, detektyw. I zawsze, kiedy się odzywał, słuchałem go tak, jak czytam dobrą książkę. A jeśli już przy nich jesteśmy – gra nie tylko oscyluje wokół literackości. Jest nią wręcz nasiąknięta. Wnikliwy gracz od razu dostrzeże nawiązania do Lovecrafta, Poego, czy paru innych pisarzy.

I tu skończę. Bo nie ma sensu mówić więcej – nie trzeba, kto miał zostać zachęcony – został. Nie jest to gra dla każdego, ale dla tych, co lubią wsiąknąć i się zrelaksować, by potem wyjść z przygody bogatszym o nowe doświadczenie.

Ogłoszenia

Korzystając z okazji.

W najbliższych miesiącach będę gościł na paru konwentach, na które serdecznie zapraszam:

Już 3-5 października będę gościem Krakowskiego Imladrisu. A tam:
Sobota
– 11:00 – 11:30 Michał Stonawski – spotkanie autorskie
– 20:00 – 21:00 Panel Groza w Krakowie, prowadzi Jakub Kumecki.

18 października będę gościem również Krakowskiego konwentu miłośników grozy KFASON. 
Gdzie opowiem trochę o Kanibalu z Rotenburga i wezmę udział w paru interesujących panelach.

24-26 października będę gościem Sosnowieckiego Porytkonu. 
Gdzie wezmę udział w panelach, będzie okazja przyjść na moje spotkanie autorskie (gdzie będzie mowa o Mapie Cieni)

7-10 listopada będę gościł na konwencie Falkon 2014
A tam parę paneli, kanibal z Rotenburga i Mapa Cieni.

O szczegółach będę oczywiście informował na swoim profilu autorskim, także nie zapomnijcie go obserwować.

Aha – i już niedługo, bo 14 października 2014 premierę będzie miała antologia wydawnictwa Replika „Oblicza Grozy”, w niej moje opowiadanie „Klatka”. I oczywiście nie jest to ostatnie, co w tym roku zostanie zaprezentowane – zostajemy w kontakcie?

Page 1 of 9

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén