Zdaję sobie oczywiście sprawę, że wpis ten – z wizerunkowego punktu widzenia – jest bardzo ryzykowny. Bo albo odbiorca zrozumie, co mam do przekazania, albo pomyśli – autor nie jest pewien swojej książki? A kto ma być, jak nie on? Nie kupuję. Nie czytam. To pewnie szajs. I o ile to ostatnie zostaje oczywiście do oceny po premierze, to w żadnym wypadku nie mam zamiaru zniechęcić przyszłych czytelników. Problem polega na tym, że nie chcę ich też zawieść. 

Czy myślę, że „Mapa Cieni” może okazać się złą książką? Nie. Czytałem złe książki i widziałem, jak wyglądają. Jednego jestem pewien – grafomanii w niej nie znajdziecie. Choćby dlatego, że tak wielu w tej książce jest wspaniałych autorów grozy. Problem jest gdzie indziej – „Mapa Cieni”, a przynajmniej moja „lwia część” tej książki to teksty napisane już jakiś czas temu. Ostatnio coraz więcej wiadomości kierowanych i do mnie i gdzieś w przestrzeń – zapytań czytelniczych – mówi o „Mapie”. Kiedy będzie? Za ile czasu Van Der Book wreszcie wrzuci książkę do sprzedaży? Ile jeszcze trzeba czekać? Naczelny OLS i Okiem Na Horror, Seba Sokołowski wrzucił „Mapę Cieni” do „rozczarowań roku 2016” – nie dlatego, że wie co znajduje się między okładkami, a dlatego, że jeszcze nie wyszła. Tylko i aż tyle. Mnie pozostaje zrozumieć te pytania, żale i wątpliwości.

W rzeczy samej, „Mapa” zapowiadana jest od długiego czasu. Boję się, żeby ten długi okres oczekiwania nie okazał się dla niej zgubny. Bo apetyt nie rośnie tylko w miarę jedzenia, ale i przed nim. Okoliczności, na które wpływu nie miałem kazały czekać wszystkim cierpliwym (i niecierpliwym) na tę książkę długo. Bardzo długo, od kiedy w ogóle zaczęto o niej mówić. To wzbudza też i nadzieje – a te mogą okazać się zabójcze. Tak, jak zabójcze nadzieje okazały się dla gry „No men sky”, ostatecznie grzebiąc ją i wywołując wściekłość na twórców – wściekłość w pewien sposób zasadną, ale też i nie do końca sprawiedliwą, bo wiele ze złożonych obietnic (jak się okazało bez pokrycia) było dziełem wydawcy. Ja obietnic bez pokrycia składać nie chcę – nie mówię, że „Mapa” będzie najdoskonalszym (czy choćby „dobrym”), co ludzkość przeczyta. Czas oczekiwania robi jednak swoje. I w kwestii oczekiwań i tego, że książka zwyczajnie – starzeje się.

Popatrzmy na daty. Na pomysł, by taką książkę napisać wpadłem gdzieś w okolicach 2011 roku. Blisko połowę 2012 i początek 2013 roku zajęła gigantyczna praca, jaką był research, odwiedziny w każdym z miejsc, wypytywanie mieszkańców i wreszcie spisywanie ich zeznań. Oraz pisanie reportaży i pierwsze opowiadania. Kropkę postawiłem późną wiosną 2013 roku i od tego czasu szukaliśmy wydawców. I znajdywaliśmy – po czym po pewnym upływie czasu byliśmy przez nich porzucani, chodziło o pieniądze. Z Van Der Book związaliśmy się oficjalnie w sierpniu 2015 roku. Książka zaś wyjdzie z początkiem roku 2017.

Osoby, które czytają moje opowiadania zwracają często uwagę na to, jak zmienia się mój styl – chociaż (podobno) da się powiedzieć, że ja coś pisałem (nie wiem jak, nie znam się), to teksty z początku i końca roku znacząco się od siebie różnią. Moim zdaniem – jakością. Tutaj zaś mamy przepaść ponad czterech lat…! To dużo jak na książkę. Prawdę mówiąc, ostatnia akcja na wspieram.to i umowa z VDB to była ostatnia szansa, by ją wydać. Gdybym musiał szukać wydawcy raz jeszcze – nie zrobiłbym tego, bo oznaczałoby to kolejne dwa lata (razem z szukaniem wydawcy) do premiery. Książka zwyczajnie byłaby już stara i nieaktualna jak na wydanie. Poniósłbym klęskę – zarówno w oczach moich, jak i zapewne kolegów po piórze i Was – to czytających.

Tymczasem przerwa czasowa sprawia, że nie mogę powiedzieć, by „Mapa Cieni” była najlepszą książka, jaką w tej chwili mogę napisać. Na pewno jest najlepszą książką, jaką mogłem napisać w 2013 roku. Jeśli to nie wystarczy, pozostaje mi wiara w zaproszonych autorach, którzy dodali do niej swoje opowiadania – wiem, że te nazwiska znaczą dużo i ci ludzie piszą dobrze. Przynajmniej połowa książki jest więc naprawdę dobra – tym się nie martwię. Chciałbym jednak – zwyczajnie, po ludzku – by to, co ja zaprezentowałem nie okazało się dla czytelnika rozczarowaniem. Jestem za to odpowiedzialny i dobitnie czuję ten ciężar na swoich barkach. Cała droga jaką przeszedłem, by ta książka zaistniała dodaje teraz temu wszystkiemu wagi.

A może powinieneś książkę napisać od nowa? – zapyta ktoś. To jednak mijałoby się z celem. Moje wspomnienia o nawiedzonych miejscach nie są już tak ostre, żadne zdjęcia czy filmy tego nie naprawią. Wiązałoby się to też z opóźnieniem, na które pozwolić sobie nie mogę ani ja, ani wydawca. Nie. To wyjdzie tak, jak zostało napisane. Nie ma już czasu na „second thoughts„. Ten wpis to też nie są do końca wątpliwości – ja wierzę, że to co zaprezentuję będzie dobre. Jednocześnie nie mogę jednak ignorować faktów – gdybym robił „Mapę Cieni” teraz, cztery lata później – zrobiłbym ją pewnie jeszcze lepiej. A może nie. Kto wie? Być może postęp będzie widoczny przy części drugiej…?

Jedno jest jednak pewne – jestem za ten twór odpowiedzialny. I mogłem się starać, mogli zawinić wydawcy, sytuacja nie ta, zawirowania na rynku wydawniczym – wszystko prawda. Ale odbiorca ma gdzieś starania, czy winę osób trzecich. Liczy się tylko autor – twarz inicjatywy. To dosyć gorzka (i oczywista) lekcja, której nauczyłem się na przykładzie organizowania Nagrody Grabińskiego.

Mam też pewną potrzebę – chciałbym sprawić, by moi czytelnicy (aż się poprawić muszę) czytelnicy mojej literatury (w większości) byli zadowoleni. Taka jest moja odpowiedzialność jako twórcy. Czy tak się stanie – czas pokaże. Ale jednego jestem pewien – dałem z siebie wszystko. Teraz tylko wyrzucam myśli kłębiące się w mojej głowie.

Comments

comments

Powered by Facebook Comments