Wydałem chyba najmniej rzeczy w dotychczasowej historii – jednocześnie, najwięcej na tym polu zdziałałem. Do wielkich sukcesów należy publikacja w Nowa Fantastyka, na której nie mam zamiaru się zatrzymywać i na pewno będę walczył o więcej. Tekst został też porównany (trochę) do opowiadania Jacka Dukaja, co mnie niesamowicie zaskoczyło. Z dwóch powodów – po pierwsze poczułem się zaszczycony. Po drugie proza Dukaja jest jedyną mi znaną, do jakiej nie dorosłem – a przynajmniej wiem to po mojej ostatniej próbie czytania „Lodu” trzy lata temu. Jednocześnie w Magazyn Histeria ukazało się moje opowiadanie WDŻ gorsząc przy tym bardzo wiele osób, które przy okazji zarzuciły mi też kłamstwo – mimo, że to co napisałem było fikcją opartą o scenariusze nauczania Gender – co do słowa.

Niewątpliwym sukcesem była też akcja crowdfundfingowa na Wspieram.to, na której udało się na wydanie #Mapacieni uzbierać prawie 9 000 zł – z zakładanych 8.500. Przyznacie, że jak na debiutanta jest to całkiem dobra liczba. Jednocześnie musiałem odpierać prawdziwą burzę ataków i osądów, że mój sposób prowadzenia akcji i marketingu się nie powiedzie. Jak widać – powiódł się. Teraz czekam na Van Der Book i wydanie książki. Z tych pieniędzy nie sądzę, bym zyskał cokolwiek, prócz satysfakcji.

W tym roku przestałem także nadzorować pracę Nagroda Polskiej Literatury Grozy im. Stefana Grabińskiego, która jednocześnie została zawieszona przez teraźniejszych organizatorów… i o samej Nagrodzie nastała cisza. Mam nadzieję i ufam, że projekt będzie kontynuowany przez osoby bardziej kompetentne i znające się na rządzeniu ludźmi twardą ręką. Jednocześnie kontynuowałem pracę jako naczelny polskagroza.pl, dopóki strona nie została wyłączona przez osoby do których należała domena. Jako naczelny, razem z Marta Sobiecka i osobami zamieszanymi w prace redakcji: Brunon Hawryluk czy Piotr Borowiec stworzyliśmy i kontynuowaliśmy konkurs „Jakie czasy taki diabeł” (także na fanpage Nagroda Polskiej Literatury Grozy im. Stefana Grabińskiego – która jest z tego, co w tym momencie widzę bardziej fanpage strony, niż Nagrody per se) w którym jurorami zgodzili się być:
Maciej Parowski
Michał Gacek
Marek Zychla
Marek Żelkowski
Wiktor Żwikiewicz

Co mnie miło zaskoczyło i dało niesamowitego kopa. A wszystko dzięki wspaniałemu zaangażowaniu w sprawę Marty, która naprawdę jest jakimś demonem produktywności. Z tego samego konkursu pokłosiem będzie antologia, którą w pocie czoła przygotowujemy a do której zgodziło się dołączyć paru świetnych autorów.

Co jeszcze? W wakacje udało mi się trochę pouczyć kreatywnego pisania młodzież na obozie survivalowym – i było, że się tak wyrażę, „w dechę” – niesamowici ludzie, do których coraz więcej szacunku nabieram. Zarówno współkadra, jak i „wychowankowie” rzecz jasna :)
Później razem z Fundacja Horyzont Zdarzeń – Akademia Aktywności i Rozwoju przeprowadziliśmy wodowanie galara, którym później udało się trochę popływać po Wiśle i wreszcie zostawić go na zimę w ustronnym miejscu. Jednocześnie dokonałem cudu bilokacji, będąc w tym samym miejscu i czasie w dwóch różnych lokacjach – w Krakowie i wodowaniu, oraz będąc gościem Polcon 2016 Wrocław. Nie mam pojęcia jakim cudem mi się to udało, ale się udało. Byłem też gościem paru innych konwentów, jak choćby Imladris – Krakowskie Weekendy z Fantastyką – od których zaproszenia zdobią moją ścianę, bo dają mi niezmiennego kopa do motywacji. Ogólnie rok konwentowo udał mi się… bardzo. Jak chyba każdy od paru lat. I chociaż mogę marudzić, to całym swoim fantastycznym serduszkiem kocham ten nasz polski Fandom.

Dowiedziałem się też w tym roku czym jest prawdziwa przyjaźń – wydarzenia i dużo złych emocji od niektórych osób odcisnęły piętno na bliskich i – jak mawia porzekadło – prawdziwego przyjaciela poznaje się w biedzie. Los pokazał, że mogę liczyć na przyjaciół, szczególnie na jednego z którym znamy się już ponad 20 lat. Jednocześnie rok 2016 zabolał zniknięciem innego „przyjaciela” z mojego życia, co pewnie będę odczuwał jeszcze przez dłuższy czas, bo 10 lat to nie w kij dmuchał. Doczekałem się też różnych granicznych emocji wśród znajomych – kiedy jedni stoją murem, inni nie potrafią ukryć niechęci. Nie powiem, bym nie miał z tym różnych przemyśleń związanych, ale jedno wiem na pewno – jestem „zimny albo gorący”. Mam swoje myśli i przekonania, których się nie wstydzę, chociaż często są przeinaczane.

I wreszcie… to, czym powinienem zacząć by ustosunkować się do zeszłorocznego podsumowania i podsumowania sprzed dwóch lat: Witajcie, mam 25 lat, czuję się trochę młodziej, ale czasami ciągle myślę o śmierci.

Ale kiedy o niej myślę wiem, że na dzień dzisiejszy gdybym miał kończyć swoje życie powiedziałbym, że było ono trudne, ale dobre i że jestem z niego zadowolony.
I takie mam postanowienie na całe życie – być zadowolonym. Często niestety wbrew przyjętym kanonom, ale jednak – być szczęśliwym człowiekiem w gronie szczęśliwych osób mi bliskich.

I tego i Wam życzę na ten nadchodzący rok.

Comments

comments

Powered by Facebook Comments