pisanie topka

Długo nad tym myślałem – kiedyś Perfect śpiewał, że należy zejść ze sceny niepokonanym. Nie jestem niepokonany – dopiero zacząłem wyścig, więc o żadnym pokonywaniu nie może być mowy. A jednak trzeba umieć powiedzieć dość we właściwym momencie i, myślę, chyba dla mnie ten moment nadszedł. 

Kończę z pisaniem recenzji, rzecz jasna. Ale jest to dosyć trudne – krytyka literacka jest tym, co wciągnęło mnie do świata literatury i fandomu fantastyki, a potem dalej – do środowiska grozy. To dzięki byciu krytykiem poznałem wielu wspaniałych ludzi, potem moich mentorów i wreszcie kolegów, znajomych, ale także dalej wzorów do naśladowania.

Zacząłem to robić w 2008 roku – tak na serio. Z mojego ówczesnego bloga wyłowił mnie wtedy SirJedi, czyli Tomek Wojnowski, a następnie brutalnie wrzucił na głęboką wodę fandomu. I tak to się zaczęło – od tego czasu nastukałem około 50 tekstów krytycznych różnych książek, nie tylko fantastyki. Nie jest to dużo. Jest przyzwoicie. I dalej bym to robił, ale lubię być rzetelny. Czuć się rzetelny. Na tej recenzenckiej scenie móc być postrzegany jego rzetelny.

Nie znaczy to, że w moich recenzjach kłamałem. Nie. Ale to, że zdarza mi się recenzować ludzi, z którymi później idę na piwo, albo siedzę na spotkaniach autorskich, rzuca na mnie światło nierzetelnego krytyka. I myślę, że tak być nie może.

Są jeszcze inne rzeczy – powiem wprost. Czasy się zmieniły i całe to recenzowanie zaczyna wyglądać jak teatrzyk. Są książki ważne i ważniejsze – nie z powodu ich literackiej wartości, ale z powodu patronatu. Zdarza się też tak (bez nazw i nazwisk, nie we wszystkich miejscach, gdzie byłem się to zdarzało… i nie wszystkie podałem na blogu), że wydawnictwo sobie zażyczy dobrej recenzji. I nawet jeśli książka jest zła – musi zostać oceniona dobrze. W większości przypadków wydawca nie musi o to prosić – tak po prostu jest narzucone. Jeśli recenzja nie będzie dobra w 100%, nie przejdzie dalej. To nie jest rzetelne dziennikarstwo. To w ogóle nie jest dziennikarstwo. To zwykłe skurwysyństwo.

Świata nie zmienię. Takie są czasy – tak to wygląda. Jeśli ci się nie podoba, to – mówiąc krótko – tam są drzwi. Więc mi się nie podoba. Nie czuję się rzetelny, mimo, że nigdy nie skłamałem. Z tych dwóch wymienionych wyżej powodów myślę, że czas skończyć z byciem aktywnym krytykiem literackim. Swoje się nauczyłem, swoje zrozumiałem. To nie był stracony czas, zły też nie. Każdemu poleciłbym tę drogę – wiele się można nauczyć, dociekliwie obserwując dobrych i dostrzegając co złego jest w złych książkach.

Oczywiście, nie byłbym sobą, gdybym nie zostawił sobie otwartej furtki – po pierwsze muszę skończyć recenzje, które już mam zaczęte. Po drugie, chętnie coś zrecenzuję, jeśli będę miał pracodawcę. Ale i tu kłamał nie będę.

Kiedy studiowałem dziennikarstwo, na jednym z pierwszych wykładów powiedziano nam, że możemy pisać co chcemy i jak chcemy, fikcję, kłamstwa – bo to, co napisane jest w prawie prasowym to tylko bazgroły bez mocy prawnej. Taki statut, wiecie, moralny. I w czymś takim miałbym brać udział? Oczywiście to tylko moje wspomnienie, mogłem coś poknocić. Nie mam na to dowodów.

I tu chyba skończę. Nie ma sensu strzępić języka po próżnicy.

Comments

comments

Powered by Facebook Comments