Tag: Ziemia

Płaska ziemia systemu edukacji

Dyskutując, lub też przyglądając się rozmowom „płaskoziemców”, czyli wyznawców poglądu, że Ziemia jest płaska, zacząłem zastanawiać się, z czego to wynika – że wykształceni, wydawałoby się, ludzie twierdzą, że planeta Ziemia ma kształt zbliżony do talerza, a słońce to jakaś żarówka. I mówią to całkiem na serio. I jest ich coraz więcej – bo „płaskoziemców” przybywa w zastraszającym tempie. 

Zadałem sobie takie pytanie – skąd większość osób bierze swoją wiedzę? Ano, ze szkoły. Część, tak jak i ja, uzupełnia ją książkami i filmami dokumentalnymi, próbując załagodzić niemożliwy do powstrzymania głód wiedzy. Jednak rozglądając się nawet w swoim bliskim otoczeniu widzę, że nie jest to duży odsetek ludzi. Większość przyjmuje to, co wpojono im w szkole.

No ale dobrze – czy w szkole uczą, że Ziemia jest płaska? Wręcz przeciwnie. Ale myślę, że dzieją się tam o wiele gorsze rzeczy: pruski system nauczania próbował zrobić ze mnie idealnego „robotnika”, człowieka, który nie dyskutuje z tym, co mu się powie – nie wychodzi przed szereg. Jest tak, ponieważ lepiej poinformowani ci mówią. Dlaczego? Bo tak mówią – i zamknij mordę. Czasy się jednak zmieniły od kiedy system pruski został wprowadzony – i chociaż podwaliny są pruskie, polski rząd próbował „dostosować” system edukacji do nowych czasów (zawsze się przy tym spóźniając w stosunku do czasów właśnie). W tym wypadku oznacza to „reformy”. Każdy kolejny rząd wprowadzał reformy – raz z jednej, raz z drugiej strony, tak jak wahało się polityczne wahadło. Efekt? Wyobraźcie sobie budynek: jego fundamenty i pierwsze piętro to sposób budowania z XIX wieku, a następne to różnorakie bohomazy – w różnych kolorach i stylach, jedne przesunięte na prawo, inne trochę na lewo… co wychodzi? Ano – system edukacji właśnie.

Znów cofam się pamięcią do czasów szkolnych. Wychodzenie przed szereg – zabronione. Posiadanie własnego zdania – także. I to ostatnie nawet przemawiałoby przeciwko argumentowi, jakoby system edukacji ponosił część odpowiedzialności, za głupotę niektórych osób. Gdyby nie jeden, mały fakt – każdy przedmiot i każdy trend był najważniejszy. Najlepszy. Niektóre wpajane tezy kłóciły się ze sobą. Każdy przedmiot to co innego – i każdy ważniejszy, niż wszystkie inne. Zrozumieć? Nie możesz – trzeba wykuć, zdać i zapomnieć. Zaprotestować? Nie możesz – nie wychodź przed szereg. W niektórych osobach taki system niszczył całkowicie asertywność.

Wykuć, zdać i zapomnieć. Nie zrozumieć i się nauczyć – bo to nie było wymagane. Trzeba to tylko zdać. I zastanawiam się, gdzie taki człowiek, który ma po prostu tego dość – i nie ma ochoty zgłębiać nauki – gdzie taki człowiek ma wyrobić sobie odporność na wciskany mu kit, kiedy sama szkoła wciska ten kit na okrągło? Kiedy okazuje się, nie nauczono go niczego o świecie, ani o dostosowaniu do niego, za to napełniono mu głowę tysiącami informacji, które i tak długo się tam nie utrzymają? Kiedy nie nauczono go – jak do informacji docierać samemu, zamiast tego każąc przyjmować bezkrytycznie wszystko, co się do niego mówi?

I to właśnie te rzeczy – bezkrytyczność, zrobienie z ludzi posłusznych „szeregowych”, przepełnienie informacjami i gonienie z jednej strony na drugą – od jednego „najlepsiejszego” przedmiotu do drugiego, kiedy trafiają na podatny grunt stają się jedną z przyczyn (może nawet największą) postępującej głupoty. Albo też braku na tą głupotę odporności.

Bo może Ziemia jest płaska? Skoro wszyscy kłamią – skoro wszędzie są spiski i afery, politykom nie można ufać, a politycy utrzymują naukowców… no to może wszystko jest tylko jakąś „narracją”, jakąś wiarą. Może faktów nie ma – a grawitacja nie istnieje. Może NASA oszukuje ludzi. Może nigdy ludzi na Księżycu nie było. No i jak to stwierdzić – byłeś kiedyś na księżycu? Ktoś z twoich znajomych był?

Nie wychylaj się. Nie dyskutuj. Mądrzejsi powiedzą ci co myśleć.

Ty musisz wybrać tylko swoją „narrację”. Swoją wiarę. Swoje przekonania.

Bo przecież możesz wierzyć w co chcesz. I być kim chcesz. Jeśli ktoś ci tego broni, to nastaje na twoją wolność. Zaściankowiec jeden.

Krótkie recki #2 – Gravity

gravity

Po latach chudych przychodzą grube – i choć rok 2013 rokiem grubym bym nie nazwał, to już dwa, albo nawet trzy filmy (mniej, lub bardziej) Sf nie tylko mnie zadowoliły, ale wprawiły w stan autentycznego spełnienia. Jednym z nich jest Gravity. 

Nie myślałem, że po Europa Report znajdzie się film, który zadowoli moje Sf Gusta w podobny sposób. W podobny, choć nie dokładnie, bo gdybym miał wybierać, to ER ciągle będzie na pierwszym miejscu. Niemniej Gravity to ciągle bardzo, bardzo dobry obraz, widowisko nawet. Pierwszy film, na który poszedłem z autentycznym przekonaniem, że musi on być w 3D. I oglądało się go bardzo dobrze.

87934_marvin_the_martian

Peany? Zasłużone. Jest kosmos, jest ISS, są czasy w zasadzie obecne, są piękne widoki i wspaniała muzyka. Ponadto obsadę aktorską można policzyć na palcach jednej dłoni, a ważne są w zasadzie dwa nazwiska – Bullock i Clooney. Ten ostatni chyba coś ma do Polski, bo często bierze udział w powiązanych z nami produkcjach Sf – pamiętamy Solaris. Co w Gravity jest polskie? Wódka, oczywiście – i do kiedy Clooney nie powiedział „Na zdrowie”, myślałem, że Kowalski (jego postać) jest pomylonym z polakiem ruskiem.

Radują oczy smaczki, jakie twórcy umieścili w filmie – jak choćby latający w próżni Marvin z „Looney Tunes”, czy pierwsze sekundy filmu, kiedy miałem wrażenie, że z górnego rogu ekranu zaraz nadleci Niszczyciel Imperium. Radują oczy widoki, piękna Ziemia, rozświetlone miasta, zorza polarna, wschód słońca na orbicie, ramię Drogi Mlecznej. Raduje uszy soundtrack – nieskomplikowany, a dynamiczny, tak jaki i fabuła.

Raduje duszę brak amerykańskiego patosu – owszem, Sandra Bullock jęczy, męczy i wzdycha, jest też kobietą po przejściach i dramatach – ale kto z nas nie jest? Raz – tylko raz – miałem „ale”, które na szczęście okazało się przedwczesne. Kiedy? Kto obejrzy, będzie wiedział.

Bo do „Gravity” ale innych nie mam. To bardzo dobry, kolejny bardzo dobry film Sf w tym roku.

Brawo.

gravity2

Zdetonujmy!

Organizatorzy tegorocznego Polconu zastanawiają się, czy konwent się w ogóle odbędzie. Też na ich miejscu nie byłbym pewny. Zwłaszcza, że ja jestem za detonacją. A Wy?

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=lzJnPxxJHUg&feature=player_embedded[/youtube]

 

Swoją drogą, jaki to pisarz?
Głosuję za… Jakubem Ćwiekiem. I chętnie poznam Wasze opinie.

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén