topkarzeczy

Fragment zdjęcia pochodzi od Marcin Wziontek Photography

11 listopada, jak co roku, trafił na czołówki gazet i do zagranicznych mediów jako dzień, w którym Polacy znów coś podpalili, zniszczyli i kogoś pobili. „Warszawa płonęła!” – krzyczy niemalże  w programie „Tak czy nie” Krzysztof Gawkowski z SLD, a mnie przed oczami stają zdjęcia z niemieckiego nalotu na stolicę. Warszawa płonęła – a zaraz po niej zapłonął kraj, zapłonęły dzienniki, telewizja, gazety, zapłonęli politycy, zapłonął Kreml, żądając natychmiastowych przeprosin za skandaliczny atak polski na ich ambasadę. Zapłonęła też opinia publiczna. Tłum żąda krwi. 

Tak wiele zostało powiedziane na temat samego marszu, tak wiele wymieniono Polsce ciosów, raz z lewej, raz z prawej, czasem podbródkowym, że aż przykro się na to patrzy – szczególnie w kontekście święta, jakim jest Święto Niepodległości. Dosyć ciekawie (mimo pieprzenia głupot) wypowiedział się rosyjski pisarz, German Sadułajew, w apelu do władz Rosyjskich:

Nie wolno wyrzekać się misji. Inaczej wpadniecie w nicość, tak jak Polska (…) półzdechły pies, którego depczą przechodnie, gospodynie oblewają wrzątkiem, a dzieci dla zabawy obrzucają kamieniami.

Czy polska jest takim właśnie psem, łaszącym się do wielkich braci USA, Rosji i UE? Tu można, oczywiście, spekulować. Mnie intryguje w całej sprawie zupełnie inny aspekt – bo Polska nie jest „półzdechła” z powodu ran odniesionych w walkach, lecz z powodu choroby toczącej jej układ nerwowy – media. I chyba na przykładzie wydarzeń z 11 listopada, a właściwie reakcji na nie, można bardzo dobrze fakt tej ułomności dostrzec.

Telewizja kłamie

Moją uwagę przykuł program publicystyczny „Tak czy Nie” emitowany w telewizji Polsat:

[youtube]http://youtu.be/2zfGP8O3K-Y[/youtube]

Osobami w studiu są kolejno – Krzysztof Gawkowski z SLD, Redaktor Agnieszka Gozdyra i Krzysztof Bosak z Ruchu Narodowego. Dwoje gości ustawiono w taki sposób, by – zgodnie z zasadą obiektywizmu – mieli skrajnie różne zdania, co niewątpliwie wywoła bardzo ognistą dysputę – i dobrze, bo także do tego są media.

Do czego media nie są pokazuje za to bardzo dobrze Agnieszka Gozdyra, od pierwszych sekund programu domagająca się przeprosin ze strony Krzysztofa Bosaka z powodu czynów karalnych, do jakich doszło w trakcie trwania Marszu w Warszawie.

Przerwę tutaj. Nie byłbym sobą, gdybym nie zaczął grzebać za faktami – które zresztą szybko znalazłem, bo nikt się z nimi specjalnie nie kryje. A fakty są takie:

trasai punkty

Powyższa mapka pokazuje trasę, jaką szedł marsz. Wystartowano na Rondzie Dmowskiego, by potem przez ulice: Marszałkowską, Waryńskiego, Gworka, Spacerową, Belwederską oraz Al. Ujazdowskie przejść wreszcie na Agrykolę, gdzie miało się odbyć przemówienie. Kropkami zaznaczyłem oba punkty zapalne, gdzie dokonały się zamieszki – pierwsza to Pl. Zbawiciela, na którym stała tęcza, druga – Ambasada Rosji.

Żaden z tych punktów nie jest na trasie marszu. Ciekawostką jest natomiast fakt, że tęcza została wcześniej zniszczona parę razy – i za każdym razem została odbudowana, zaś jej termin „wystawienia” z ograniczonego został zmieniony na „bez ograniczeń”. Ciekawostką też jest, że ostatnia odbudowa tęczy miała miejsce zaledwie parę dni przed marszem.

Nie wietrzę tutaj żadnego spisku – co najwyżej głupotę, gdyż jeśli złożymy ze sobą fakty: „Tęcza była już niszczona” oraz „Na każdym marszu w ostatnich latach wybuchały zamieszki” wnioski nasuwają się same.

Faszyści!

Winnych nie brakuje, lecz liczebnością nie dorównują oskarżycielom. Z filmów, których na szczęście zatrzęsienie możemy znaleźć w sieci, można wywnioskować, kim byli dewastatorzy – zasłonięte twarze, szaliki klubowe… faszyści? Zwykli chuligani, którzy przyjechali wywołać awanturę. Być może część z nich istotnie była nacjonalistami i faszystami – bo czemu nie, możemy przyjąć taką teorię.

Czy należy za to winić Ruch Narodowy i wręcz żądać jego rozwiązania, tak, jak rozwiązany został marsz? Po pierwsze, bandyci działali poza jurysdykcją ochrony marszu – na pewno w przypadku tęczy. Na filmach spod ambasady widzimy małą bandę krzyczących szalikowców i morze ludzi z flagami, którzy ich obchodzą, kierując się zgodnie z trasą marszu.

Prawda jest – jak w większości przypadków – smutna. Gdzie jest większe zbiorowisko ludzi, tam zawsze znajdą się tacy, którzy swoje niezadowolenie wyrażają niszcząc, co popadnie. Tacy też przyjechali do Warszawy z okazji marszu, czy coś jednak wiąże ich z Ruchem Narodowym? To tak, jakby zapytać się, co wiążę Ciebie z Pol Potem.

Myślę nawet, że za istnienie coraz silniejszych ruchów faszystowskich/nacjonalistycznych należy pośrednio winić polityków ostatnich lat, media, komunizm, wcześniej wojny i zabory – czyli zwyczajnie Czas Historyczny w którym przyszło nam żyć, parafrazując Szarleja z Trylogii Husyckiej. Faktem jest bowiem wieloletnie wyniszczanie polskiej inteligencji, faktem jest, że komunizm nauczył polski naród patrzenia na siebie z obrzydzeniem i nienawiścią, zaś na zachód z podziwem (skutek komunizmu, nie to, czego nauczał), czego skutki odczuwamy do dziś we wszystkich dziedzinach życia – od zniszczonego rynku, po tego rynku niszczenie i emigracje. Z czym dołożyli się politycy ostatnich lat, wywodzący się z braku inteligencji, bądź jej wyniszczonych resztek, patrzący modłą komunizmu, jak  się nie narobić, a zarobić? Więcej mówić chyba nie trzeba – każda przyczyna rodzi skutek, a im większa przyczyna, tym jej następstwa są większe (tę poruszę jeszcze w następnym wpisie).

Pytam teraz siebie – skąd właściwie te złe nastroje społeczne rodzące młodych kierujących wściekłość gdzie popadnie? I czy jest to na pewno wina Ruchu Narodowego, czy może właśnie Czasu Historycznego?

I tu właśnie do głosu dochodzą media – jak esencja kraju, sącząca się do wszystkich mieszkań, tworząc zatruty napar, którym żywią się tłumy.

Ta herbata jest zatruta

Wróćmy do Bosaka i Gozdyry, pomijamy pana z SLD, który w tym sporze mógłby być kimkolwiek innym, a więc mało wyrazistego i bez większego znaczenia. Głownie dlatego, że cały program w założeniu skupiał się na Krzysztofie Bosaku, a w zasadzie na wymaganiom, które wobec jego osoby postawiła redaktor Gozdyra.

Od pierwszych minut programu jest jasne, że Agnieszka Gozdyra ma swoje własne zdanie w kwestii winy Ruchu narodowego i Krzysztofa Bosaka, od którego już od początku zażądała wyjaśnień i przeprosin za (bandytyzm) skandaliczne czyny „na marszu niepodległości”.

Witam w „Tak czy Nie” w którym pytamy o odpowiedzialność, za wczorajszą zadymę w warszawie, a chodzi proszę państwa nie tylko o odpowiedzialność finansową, 120 tysięcy piechotą nie chodzi, oczywiście ktoś te pieniądze będzie musiał wyłożyć, pytamy też o to, czy po prostu zdelegalizować Ruch Narodowy, po tym, co się wczoraj wydarzyło w Warszawie

– Rozpoczyna.

Dalej jest już tylko ciekawiej – Pani Agnieszka Gozdyra nie zostaje w dyskusji tylko moderatorem, a wręcz jej czołowym uczestnikiem, co chwilę przerywając Bosakowi, pozostając milcząca, kiedy wypowiada się Sekretarz SLD. Na tym nie koniec – nie waha się przed jawnymi oskarżeniami w kierunku Bosaka i ciągłym podkreślaniu swojej opinii w tej sprawie, demagogii i staraniach ripostowania każdej z wypowiedzi Bosaka.

Pani Gozdyra zapomniała jednak, że nie jest u siebie na blogu, na twitterze, czy facebooku – jest w studiu w programie, w którym jest tylko i aż moderatorem dyskusji, którą mają między sobą przeprowadzać przedstawiciel SLD i Ruchu Narodowego.

W tym miejscu przypomnę trzy pierwsze zasady Karty Etycznej Mediów:

Zasada prawdy – co znaczy, że dziennikarze, wydawcy, producenci i nadawcy dokładają wszelkich starań, aby przekazywane informacje były zgodne z prawdą, sumiennie i bez zniekształceń relacjonują fakty w ich właściwym kontekście, a w razie rozpowszechnienia błędnej informacji niezwłocznie dokonują sprostowania

Zasada obiektywizmu – co znaczy, że autor przedstawia rzeczywistość niezależnie od swoich poglądów, rzetelnie relacjonuje różne punkty widzenia.

Zasada oddzielania informacji od komentarza – co znaczy, że wypowiedź ma umożliwiać odbiorcy odróżnianie faktów od opinii i poglądów.

Trzy zasady, które od wielu już lat są notorycznie łamane w mediach, czego przykładem stała się teraz Agnieszka Gozdyra, do której sformułowanie „redaktor” niestety nie pasuje, a która mimo wielu podobnych zachowań i wypowiedzi, dalej pracuje w Polsacie, ma się świetnie i jest jedną z twarzy tej stacji.

Pogrzebałem dalej i znalazłem dwie grafiki, które pokazują różnicę, pomiędzy mediami, a prawdą – w sprawie tegorocznego marszu.

Tak wyglądał marsz w relacjach medialnych:

marsz_niepodleglosci_w_warszawie_640x0_rozmiar-niestandardowy

A tak w filmach zrobionych przez zwykłych obywateli na marszu:

Marsz_Niepodleglosci_55665161

Zwróćmy też uwagę na stroje i twarze ludzi na obu zdjęciach.

Oraz bonus: Na czym polega obiektywizm według Pani Gozdyry:

comment_5hU3B0Y5WcmPIoIFPGh1IkKHhu1bQkyr,wat

Akcja – reakcja czyli Post Scriptum

Na reakcję w sprawie wydarzeń z 11 listopada nie trzeba było długo czekać – Rosja natychmiast zażądała przeprosin i zadośćuczynienia od strony polskiej za atak na ich placówkę – tak się też stało, Bronisław Komorowski przeprosił, dodając:

Władze rosyjskie mają absolutne prawo do formułowania bardzo ostrych ocen. To jest taka przykra sytuacja, że za ekscesy łobuzerii, na końcu musimy się wszyscy wstydzić i wszyscy przepraszać, przede wszystkim państwo polskie i jego władze

Tymczasem nie tak dawno polska ambasada w Moskwie została obrzucona racami i świecami dymnymi przez członków ugrupowania „Jedna Rosja”. Co na to Rosjanie?

Ambasador Rosji stwierdził, że sprawa jest wyjaśniania, lecz to nic w porównaniu z tym co działo się w Warszawie, ani pod względem rozmiarów, ani złożoności tego, co się stało. Marcin Wojciechowski z MSZ wypowiada się o ataku na polską ambasadę dosyć enigmatycznie, uspokajając, że nic nikomu się nie stało.

Wnioski pozostawiam do rozpatrzenia.

Zostaję tylko z pytaniem, czy też lekcją, której dostarczyło mi życie:

A kto cię będzie szanował? Jeśli sam siebie nie szanujesz…?

 

Comments

comments

Powered by Facebook Comments