Mrowienie topka

Grywam z reguły w dobre gry – posiłkuję się opinią znajomych, poleceniami i tak dalej. W ten sposób odkryłem takie cacuszka, jak „Antichamber”, czy „Dear Esther”. Z polecenia kumpla, zagrałem w mojego pierwszego RPGa „Might and Magic VIII”. W Heros III zagrałem, kiedy przebrnąłem przez pierwszą rozgrywkę u kolegi i tak dalej, i tak dalej. To były dobre gry, ale kończąc je, za każdym razem czułem się inaczej. I mało było takich, które mnie w jakiś sposób nie zmęczyły (w tym dobrym kontekście), a w jakiś taki dziwny sposób naładowały. 

Dziś się tak poczułem. Znacie ten dziwny stan, kiedy mózg zaczyna mrowić? To to uczucie. Jakby mi ktoś zakręcił korbką. Zresztą, być może tak się stało?

To nie jest recenzja, sam rzadko czytam recenzje, chyba, że dotyczą produktu, co do którego już jestem przekonany. To polecenie. Zwłaszcza, że „The Vanishing of Ethan Carter” to debiut polskiego studia „The Astronauts”. I choć sama gra jakimś dziwnym trafem dostosowana jest do dubbingu angielskiego, na czym straszliwie traci nasz polski język (słowa zupełnie nie pokrywają się z ruchem ust. Nawet nie próbują udawać), nie mogę powiedzieć o niej złego słowa. W niezrozumiały dla mnie sposób, już od pierwszych minut zostałem nią omotany. Co o tym zadecydowało? Czy to przepiękna grafika, stawiająca tę pozycję w absolutnej czołówce, jeśli chodzi o najpiękniejsze i najbardziej klimatyczne gry, w jakie udało mi się zagrać, czy muzyka, która… cóż, nie szarpnęła moją duszą. Nie zachwyciła – zrobiła coś lepszego. Stała się tłem, które idealnie skomponowało się z obrazem. Delikatnie sterowała moimi emocjami, czasem wzbudzała zachwyt, czasem napięcie. Jeśli mówimy o mózgach, to ścieżka dźwiękowa z gry mój mózg masowała.

I wreszcie fabuła. Prosta, ale wciągająca. Dobrze rozegrana, bo spotkałem się z zagadką, z dochodzeniem i sam musiałem poskładać całość do kupy. Fabuła literacka, bowiem już od początku „Zaginięcia Ethana Cartera” moim ruchom towarzyszył narrator – czyli moja postać, detektyw. I zawsze, kiedy się odzywał, słuchałem go tak, jak czytam dobrą książkę. A jeśli już przy nich jesteśmy – gra nie tylko oscyluje wokół literackości. Jest nią wręcz nasiąknięta. Wnikliwy gracz od razu dostrzeże nawiązania do Lovecrafta, Poego, czy paru innych pisarzy.

I tu skończę. Bo nie ma sensu mówić więcej – nie trzeba, kto miał zostać zachęcony – został. Nie jest to gra dla każdego, ale dla tych, co lubią wsiąknąć i się zrelaksować, by potem wyjść z przygody bogatszym o nowe doświadczenie.

Ogłoszenia

Korzystając z okazji.

W najbliższych miesiącach będę gościł na paru konwentach, na które serdecznie zapraszam:

Już 3-5 października będę gościem Krakowskiego Imladrisu. A tam:
Sobota
– 11:00 – 11:30 Michał Stonawski – spotkanie autorskie
– 20:00 – 21:00 Panel Groza w Krakowie, prowadzi Jakub Kumecki.

18 października będę gościem również Krakowskiego konwentu miłośników grozy KFASON. 
Gdzie opowiem trochę o Kanibalu z Rotenburga i wezmę udział w paru interesujących panelach.

24-26 października będę gościem Sosnowieckiego Porytkonu. 
Gdzie wezmę udział w panelach, będzie okazja przyjść na moje spotkanie autorskie (gdzie będzie mowa o Mapie Cieni)

7-10 listopada będę gościł na konwencie Falkon 2014
A tam parę paneli, kanibal z Rotenburga i Mapa Cieni.

O szczegółach będę oczywiście informował na swoim profilu autorskim, także nie zapomnijcie go obserwować.

Aha – i już niedługo, bo 14 października 2014 premierę będzie miała antologia wydawnictwa Replika „Oblicza Grozy”, w niej moje opowiadanie „Klatka”. I oczywiście nie jest to ostatnie, co w tym roku zostanie zaprezentowane – zostajemy w kontakcie?

Comments

comments

Powered by Facebook Comments