Tag: Disney

O MAŁEJ, CIEMNEJ SYRENCE

Tytułem wstępu:
 
Od razu zaznaczam: wiem, że temat jest gównoburzogenny, ale nie chcę robić gównoburzy. Mógłbym więc zamilknąć i nic nie mówić, ale wtedy z powodów polipoprawnych musiałbym się samozakneblować, co też nie jest przecież wskazane. Oczywiście, znajdą się na pewno śmieszki i ludzie, który od razu pokażą, jak bardzo są zniesmaczeni podnoszeniem tego tematu, że niby chcę bić pianę, że mam nieczyste intencje, że chcę wywołać gównoburzę… nie, chociaż mam świadomość, że pewnie taka będzie, nie chcę gównoburzy. Uważam, że chociaż się nie zgadzamy ze sobą, to właśnie rozmowa i wymienianie się poglądami mogą nas rozbudowywać jako ludzi – szczególnie otwarcie się na poglądy przeciwnie skrajne. Mówiąc „otwarcie się”, mówię o tolerancji tego, że takie poglądy istnieją, nie o akceptacji ich. Nauczyłem się, że niestety z tolerancją mają największy problem ci, którzy do tej tolerancji nawołują… lub też w ich przypadku taka hipokryzja jest najbardziej widoczna.

Read More

5 powodów z racji których obawiam się o epizod VII

comment_wYBgKzqHEmPSMFc5OTRK0QQYB83Sweui

Kiedy w sieci pojawił się teaser nowych „Gwiezdnych Wojen”, podchodziłem do niego jak pies do jeża. Były powody, dla których obawiałem się o los tego uniwersum. Po obejrzeniu zwiastuna, jeszcze bardziej się pogłębiły. Dlatego, kiedy na blogu „Dużo więcej” pojawił się TEN tekst, postanowiłem zareagować. 

1. Gwiezdne wojny moich czasów 

Niestety, kiedy większość światowych kin wyświetlała u siebie „starą” trylogię (znaczy, najstarszą – widzę potrzebę uknucia nowych terminów, w końcu teraz tworzy się trylogia trzecia), mnie jeszcze na świecie nie było. Nic straconego, skoro polskie premiery tejże odbyły się już w czasie mojego życia (przynajmniej Edycja Specjalna, pierwsza Stara Trylogia [kolejny podział terminów?] to już osobny temat), a zaraz później weszła Trylogia Nowa (czy też… Średnia?) – trudno mi jest więc powiedzieć co tak naprawdę jest gwiezdnymi wojnami „moich” czasów. Jeśli chodzi o świadome pochłanianie popkultury, będą to zapewne części I-III. Ale skoro moje czasy, to też filmy pod przewodnictwem J.J. Abramsa vel. „Niszczyciela Uniwersów”, to i tak możemy temat uszczknąć.

W każdym razie – moje czasy. Niestety, „moje czasy” lat 2000-2014 to staczanie się sztuki filmowej, nie tylko w Polsce, ale i na świecie. I oczywiście, możecie mnie teraz zasypać lawiną naprawdę wspaniałych dzieł filmowych wyprodukowanych w tym przedziale czasowym, jednak z przykrością muszę zauważyć, że w latach 1960-1999 powstawało więcej dzieł, które niosły za sobą treść, traktowały widza poważnie i przede wszystkim – nie szły w akcję i gagi, a w przekaz. I widać to na samym przykładzie „Gwiezdnych Wojen” – Najstarsza trylogia miała naprawdę DUŻO do powiedzenia. Od świetlistych istot, do wiary w swoje umiejętności i odnalezienie celu w życiu. Druga Trylogia Lucasa – jakkolwiek bym jej nie wielbił – tego przekazu ma już mniej. Za to pojawia się Jar-Jar i dużo więcej walk, wybuchów, akcji. I wcale się nie chcę uskarżać – Lucas zrobił to dobrze. Pojedynki na miecze świetlne, czy sceny w kosmosie za każdym razem wywołują na mojej skórze ciarki, niemniej trend jest trendem.

Dodajmy jeszcze, że Star Warsy przejął Disney. Znany z robienia dobrych filmów, ale też w każdym z nich znajdzie się: Dużo akcji (czasem niepotrzebnej), mało treści i wiele gagów (czasem nieśmiesznych).

star-wars-episode-VII-the-force-awakens-3

2. Nowe postacie na nowe czasy

87e4fbf310e8684a8fae11cb6b9c5127Patrzę na pustynię.
Słyszę mroczny głos lektora – zaczyna się fajnie, myślę.
BUM! Wyskakuje murzyn.

Murzyni byli już w Star Warsach. Bo i czemu nie? Wszyscy kochamy Lando (a przynajmniej ja), lubiłem też mistrza Windu, ale szturmowiec? Pomijając samą scenę, która niszczy absolutnie całe napięcie w tym teaserze i jest po prostu z dupy głupia, czarnoskóry zupełnie mi do szturmowca nie pasuje. Ale ok, jak mówiłem – pomijając samą scenę, nie mam wielkich ale. Za to zrodziło mi się takie pytanie, w powiązaniu z „nowymi czasami” – jakich jeszcze rewolucji ideowych należy się spodziewać? Te „Nowe czasy” charakteryzują się niestety sporym naporem ideowym na każdy możliwy środek przekazu. Pierwsze z brzegu – w Far Cry 4 zabijanie słoni stało się niemożliwe z powodów ideologicznych właśnie. W przeciwieństwie do ludzi, stały się nieśmiertelne.

Boję się tego wejścia idei do popkultury. Czy w nowych Gwiezdnych Wojnach zobaczymy przedstawicieli LGBT? A może transwestytów? Wiem, to bardzo daleko idące przypuszczenia – szczerze mówiąc, sam w nie nie chce wierzyć. Potraktujcie to jako luźną myśl do przemyślenia.

[ dopisek 4 grudnia 2014: Specjalnie dla ludzi, którzy z całego artykułu wyciągnęli tylko to, że gdzieś mi się murzyni nie podobają, że zabraniam z uwagi na kolor skóry i najpewniej jestem rasistą i homofobem – przypominam, że rozmawiamy tutaj o filmie, w kontekście świata fikcyjnego, nierzeczywistego, gdzie odbiorcy dany aktor/grupa może się podobać na danym miejscu, a może nie – i jest to tylko i wyłącznie kwestia gustu. Tolerancja nie polega na tym, by wszystko, wszędzie i zawsze tolerować (jak mi zasugerowano) – w tym temacie odsyłam TUTAJ. Uważam, iż potrzeba wykonania takiego dopisku potwierdza tylko moje domniemywania w kwestii panoszącej się poprawności politycznej. 
PS
Wiem kim był Jango i klony, ale mówimy o szturmowcach.]

3. Disney 

O tym wspomniałem już w kontekście punktu pierwszego – i jest to główny (poza Abramsem) powód, dla którego martwię się najnowszą Trylogią. Lubię wytwórnię Disneya, dali mi, jako dzieciakowi dużo dobrych wspomnień i bardzo dobre kino familijne. Wkurzyłem się, kiedy wykreślili z nazwy „Walt” – uważam, że to nie fair w stosunku do pana Disneya i dużo mówi o tym, co obecnie się w wytwórni dzieje. Nie chcę gwiezdnych wojen „kina familijnego”, mimo, że tym niewątpliwie zawsze były. Ale jest różnica w tym, co obecnie uważa się za kino familijne (i jest wyświetlane na kanale „DisneyXD” [kto wymyślał te nazwy?!]), a czym było wcześniej. Mówiąc prościej – nie chcę śmiesznych postaci, gagów, głupich sytuacji i goofy’ch. Chcę znów zanurzyć się w epickiej bajce i poczuć moc. Trzymać się fotela, kiedy są sceny akcji i czuć to napięcie w żołądku, kiedy stary mistrz Jedi opowiada o mocy. Chyba dużo wymagam – bo chciałbym być znów 10-latkiem, ale w końcu, czemu nie? Filmie – skoro chcesz być dobry, to uczyń ze mnie 10-latka. Są filmy, które to potrafią. Bądź taki dobry.

[youtube]https://www.youtube.com/watch?v=cwe90O7tktM[/youtube]

4. Brak logiki 

Jest pewna niepisana zasada w tworzeniu światów fantastycznych – muszą być prawdopodobne. Zrozumiałe. Jeśli jest magia, musi działać na jakiś zasadach. Jeśli jest moc – też. Zakrzywia prawa fizyki, ale nie unicestwia ich. Dlatego, kiedy Jedi pchnie cię mocą, nie wylatujesz na orbitę, tylko odlatujesz parę kroków.

Dlatego, kiedy w teaserze zobaczyłem miecz, załamałem się ostatecznie – nawet abstrahując od miecza, to jest całkiem czytelny przekaz, gdzie twórcy mają dbałość o szczegóły, czy logikę świata. Rzeczy, które sprawiają, że dane dzieła są tak dobre i podziwiane. Mamy więc miecz z świetlnym jelcem.

a) Świetlnym? Ten miecz nie wygląda, jak miecz świetlny. Jest jakby „jakąś jego formą” – domyślam się, że Abrams chciał koniecznie „zrobić lepiej”. A lepsze jest wrogiem dobrego.

b) Nie chcę sobie nawet wyobrazić pojedynków na takie miecze. Większość technik odpada – bo, owszem, takim mieczem da się walczyć, ale jest to bardzo europejski styl walki. Prosty (i sam w sobie skuteczny), ale czy pasuje do walk Jedi/Sithów? Ni w ząb. To się może skończyć tylko jednym – ucięciem rąk posiadaczowi miecza.

c) Nawet, jeśli dopuścimy jelec świetlny, to w dalszym ciągu ten w zwiastunie nie ma ani trochę racji bytu. Czemu? Myślę, że ten obrazek pokazuje to lepiej, niż słowa:

jak się tnie

5. J.J. Abrams 

I dochodzimy do głównego powodu. Abrams, człowiek, który wcześniej zabrał się za inne potężne, kosmiczne uniwersum – Star Treka. I tego Star Treka popisowo spieprzył. Star Trek zawsze był dobrym Sf – dla mnie nawet lepszym za czasów Picarda, niż Kirka. Kiedy przyszedł Abrams, nie tylko całkowicie wymazał WSZYSTKO (Emil Strzeszewski słusznie zwrócił mi uwagę, że nie tyle wymazał, co dodał linię czasową. Ale chyba wiemy, po co to zrobił), co do tej pory stało się w uniwersum (za co powinien iść do piekła), ale też uczynił z tego naładowany gagami i akcją film bez treści, za to ze scenami typu „człowiek wybucha w kosmosie” (za co nawet w piekle go nie będą chcieli).

Patrząc na to, co pokazuje teaser nowych Gwiezdnych Wojen i jego wcześniejsze dokonania, zaczynam się zastanawiać, czy Abrams nie jest przypadkiem człowiekiem, który wszystko chce zrobić „od nowa” i „lepiej” – a jak wychodzi, niestety, widać. Chcę dać Abramsowi szansę. Za LOSTy. Ale, na moc, potrzebuję mieć czego się uczepić. Bo cieszę się, że pokazano mi piękne X-wingi (albo coś podobnego) i Sokoła Milenium, ale reszta scen pokazuje dokładnie to, czego się obawiam, a co Abrams potrafi.

Niszczyć uniwersa. Niech tym razem mu się nie uda.

Dziś będzie film

Tak to właśnie wygląda za moim oknem...

Nie dość, że gorąco jak diabli, to jeszcze z TVP 1 ma zniknąć dobranocka. I choć telewizji nie oglądam od dawna, to ze łzą w oku wspominam „Smurfy”, czy „Gumisie” . Nigdy szczególnie nie przepadałem za „Żwirkiem i muchomorkiem”, prawda, ale „Muminki” dręczyły moją wyobraźnię  prawie od zawsze. Dręczyły – to dobre słowo, bo jeśli chodzi o „Muminki” była to kreskówka, gdzie pod maską wesołych minek i kolorowego świata czaiła się najprawdziwsza groza. I nie mówię tu o Buce. Buka była tym, co się pokazywało. Ale pomyślcie o tym dziwnym stworzonku, które w zimie patrzyło na Muminka spod szafy. Albo o stworzeniach z lasu. Albo Hatifnatach.

Ponadto zawsze, ilekroć udawałeś się do Doliny Muminków, gdzieś z tyłu głowy szeptał głosik, który mówił, że tam jest coś mrocznego, dziwnego, nieogarniętego. Że Mała Mi może być gwałcona nocami, albo też sama gwałcić. Że Migotka jest jakaś dziwna. Że Paszczak za dużo uwagi przywiązuje swoim… badaniom. Rozpędziłem się? Nie… tak nie myślałem. Nie mogłem, gwałty były poza moim polem widzenia – przynajmniej przez parę pierwszych lat życia. Uważne dziecko od razu zauważy, że ze światem coś nie gra, choćby oglądając wiadomości. A nawet jeśli nie – wystarczy, że trafi do podstawówki. Tam już dowie się wszystkiego.

Odbiegam od tematu. W Dolinie Muminków było coś niepojętego, co niepokoiło. Ale jeszcze dziwniejsza była „Pszczółka Maja” – do dziś nie wiem dokładnie, czemu, ale zawsze mnie niepokoił jej ciągły uśmiech. To było nienaturalne. To było dziwne.

A mimo wszystko lubiłem dobranocki. Tak samo, jak popołudniowe pasmo bajek na TVP2, Kapitana Planetę, Jetsonów, Animaniaków, Spider-Mana… Tak samo, jak sobotniego „Disneya” na jedynce. Do dziś pamiętam, jak pewnej soboty włączyłem telewizor, a tam zamiast wirtualnej podróży w stronę Disneyowskiego zamku usłyszałem Krystynę Czubównę opowiadającą o życiu świstaków. Mój dziadek zadzwonił wtedy do telewizji. I… o zgrozo, dodzwonił się. Tam mu powiedzieli, że z „Disneyem” koniec. Tak samo, jak z pasmem bajek na TVP2, jak i wcześniej z telewizją RTL7, czy następnie z odkodowywanym specjalnie dla dzieci o siódmej wieczorem Canal+.

Tak samo, jak teraz z dobranocką.

Parę lat później czekał mnie zmierzch bajek. CartoonNetwoork przestało być zabawne, a stało się głupie. FoxKids zniknęło, zastąpione przez coś, czego nie dało się oglądać. Parę lat później, kiedy mój brat włączył swoje bajki, złapałem się za głowę widząc DisneyXD (sic!) i tłumaczone emerykańskie programy z puszczonym z taśmy śmiechem. W końcu udało mi się znaleźć dobrą (ba, świetną!) bajkę – Avatara, ale to już nie były moje czasy.

Teraz, z „publicznej” czyli „dla wszystkich” telewizji znika ostatni bastion dzieci. Nie wiem, czy istnieje jeszcze „teleranek”, ale to już nie ma znaczenia. Dobranocka znika. Po czym teraz dzieci będą chodzić spać? Gdzie zobaczą prawdziwe bajki? Na YouTube, tuż przed tym, zanim znajdą lepsze na RedTube?

Rozżaliłem się, ale może nie powinienem? Świat się zmienia, może tak ma być?

Na pocieszenie – zapowiedziany w tytule wpisu film. W roli głównej znany i lubiany Willem Dafoe. Film trwa mniej, niż 10 minut, ale naprawdę warto go zobaczyć – jest zabawny, niestandardowy i wzmaga respekt dla zdolności aktorskich Dafoe.

Dla mniej zorientowanych – to ten gość, co grał np. Goblina w tym dobrym Spider-Manie.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=VGjY5SsOHoM[/youtube]

3D w Disney’u

 

 

Pamiętam, że kiedy 3D wchodziło do kin byłem bardzo podekscytowany – toż to ,,prawie” jak hologram! Jesteśmy o krok bliżej Science-fiction! Potem jednak dowiedziałem się, że samo 3D nie jest już takie młode i czar prysł. A mimo to, lubię od czasu do czasu pójść do kina na taki właśnie seans.
Pamiętam mój pierwszy film w trzecim wymiarze. ,,Podwodny las”, chyba tak to się nazywało. Robił wrażenie. Trwał może pół godziny, albo ciut więcej, ale nigdy nie zapomnę widoku rekina wypływającego z pierwszego rzędu… szybko się okazało, że ludzie to uwielbiają. Chociaż niedoskonałe, okulary niewygodne, czasem bolą oczy i trzeba płacić więcej – to i tak jest na to duży popyt. No i stało się – 3D zaczęło pojawiać się wszędzie.

Dziś mamy jasną sytuację – właściwie nie ma już filmu, który nie byłby robiony tą techniką. Ostatnio mój przyjaciel poszedł na randkę na nowych ,,Piratów z Karaibów”. Myślał, że to zwykły seans. A tu nagle okazało się, że rozdają okulary…
Postęp przybiera różne oblicza. W dobie pieniądza, kiedy liczy się to, by sprzedać jak najdrożej, jest oczywiste, że jeśli dany produkt możemy wycenić na więcej dzięki jakiejś technologii, to wkrótce ta będzie wykorzystywana do przesady, chociaż nie zawsze powinna. Tak właśnie moim zdaniem wygląda w tej chwili sytuacja kina.
No dobrze – ale co mam na myśli mówiąc, że nie zawsze technologia pasuje? W tym konkretnym przypadku, są filmy, gdzie 3D nie pasuje w ogóle. Ani – ani. Weźmy na ten przykład ,,Piratów” – z relacji Franka dowiedziałem się, że dzięki trójwymiarowemu obrazowi wiele szczegółów (np. kadłuby statków) zostało… rozmazanych. Ufam mu w tej kwestii, to grafik. Wie co mówi. No i co z tego – zapytasz. Ano to, że jeśli idę na film, to chciałbym, by widoki zaparły mi dech. Ze wszystkimi szczegółami. A do tego okularów nie potrzebuję. Wręcz przeciwnie – jak to udowodnił chociażby Peter Jackson we ,,Władcy Pierścieni”, wystarczy odpowiednia praca kamery, by człowiek został wciśnięty w fotel.

Ale przejdźmy już do Disneya i Króla Lwa. Kiedy dowiedziałem się, że mają zrobić wersje 3D – przyznam, wkurzyłem się. Po pierwsze dlatego, że ten film akurat należy do tej (pięknej) epoki, kiedy o czymś takim jak ,,trzeci wymiar” mało kto jeszcze słyszał, a twórcy skupiali się na fabule i jak najdokładniejszych rysunkach, tworząc coś naprawdę wartościowego. Może panikuję, ale według mnie 3D odwraca uwagę od fabuły, kładąc nacisk tylko i wyłącznie na obraz. Mam obawy,że skończy się to tak, jak wcześniej z nadmiernymi efektami specjalnymi w filmach, czy grafiką w grach komputerowych – zanikiem fabuły. Już mamy do czynienia z tworzeniem filmów tylko po to, by ładnie wyglądały. Mówię tu o Avatarze Jamesa Camerona. Jestem maniakiem fabuły. Film bez niej, albo tylko z marnym ochłapem – to gniot. A gdy widzę samonapędzającą się machinę ładnych obrazków, zaczynam się poważnie martwić, czy historia z fabułą aby się nie powtarza. Po raz n-ty.
Drugą sprawą jest fakt, że robienie kolejnego remakeu jest tylko potwierdzeniem tego, iż Disney stawia właśnie krok nad krawędzią przepaści. Dzisiejsze bajki? Żadna nie przypomina pod względem ambicji, fabuły czy dojrzałości takich tworów jak Mulan (pierwsza!), Herkules, czy Bocahontas (też pierwsza). Zwyczajnie zaczyna im brakować pomysłów. Tym bardziej chęć zbicia kasy na Królu Lwie tylko poprzez uczynienie go 3D wydaje mi się żałosna.

Jak ktoś już powiedział – no, ale takie są prawa rynku. Tyle, że mnie się nie podobają. I zamierzam o tym mówić.

 

Miałem przejść jeszcze do następnego, spokrewnionego tematu, ale chyba nie dam rady. Zbyt bardzo mi się ten wpis rozrósł. Dla ciekawskich – wstawiam zapowiedź.

Ciąg dalszy nastąpi.

Koniec Disney’a

Brakło mi słów.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=Tim5nU3DwIE&feature=related[/youtube]

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén