Tag: Mapa Cieni

Dwa spotkania autorskie i inne rzeczy

Pamiętacie, co oznacza to, że Stonawski milczy? Oznacza to, że coś szykuje. No i dzieje się – w  związku z premierą „Mapy Cieni” zapraszam Was na spotkania autorskie ze mną i z resztą ekipy książki. Pierwsze dwa (acz nie ostatnie) odbędą się już niebawem w Krakowie i Oświęcimiu! Ponadto zapraszam na inne wydarzenia, w których maczam w ten czy inny sposób swe paluchy. 

Krakowskie odbywać się będzie w Artetece Wojwódzkiej Biblioteki Publicznej w Krakowie, 19 maja o 18:00. Więcej na facebookowym wydarzeniu pod tym linkiem: https://web.facebook.com/events/205412313309984/

Mapa Cieni spotkanie arteteka

Oświęcimskie spotkanie z kolei odbędzie się 24 maja o 18:00 w Auli Biblioteki Galeria Książki w Oświęcimiu. A tutaj jest plakat:

Mapa Cieni - spotkanie Oświęcim

Czy to wszystko? Jasne, że nie!

27 maja będzie można łapać na stopa… nasz statek! Galar wiślany, który jest tak naprawdę historycznym okrętem wojennym. O co chodzi? Kliknijcie tu: https://web.facebook.com/events/1358442490875970/

Galar

Dość? Ani trochę! Od 16 czerwca trwał będzie (także na galarze) festiwal na falach – bezprecedensowe wydarzenie kulturalne, ale tutaj na szczegóły musicie jeszcze poczekać.

Póki co klikajcie tutaj: https://web.facebook.com/KrakowskiFestiwalNaFalach/ 

O tym, jak spełniać marzenia – MAPA CIENI

Stało się – „Mapa Cieni”, moja pierwsza książka (którą dzielę ze wspaniałymi autorami), ujrzała światło dzienne i można ją już kupić. Projekt, który zapowiadałem od lat i na który od lat czekałem wyszedł ze sfery fantazji. Projekt, który był dla mnie niczym faktyczne dziecko – bo chuchałem i dmuchałem na niego nawet (a może zwłaszcza) wtedy, kiedy inni tracili wiarę. Ja nie straciłem jej nigdy. I przede wszystkim – co obiecałem, dociągnąłem do końca. Kosztem wielu wyrzeczeń i ryzyka. Dzisiaj chcę (się chwalić) opowiedzieć Wam, jak to wszystko się stało. A na wstępie chciałem szczególnie podziękować Mirkom i Mirabelkom z serwisu Wykop.pl, którzy już dwa razy wykopywali na główną informacje o „Mapie” – w dosyć dużych przedziałach czasowych, TUTAJ i TUTAJ

„Zostanę pisarzem!” –  postanowił sobie pewnego dnia mały, ośmioletni chłopiec. Mając 18 lat chłopiec wziął udział w ogólnopolskim konkursie literackim i zdobył nagrodę, która do do dziś stoi w salonie, na regale z książkami. Nim do tego doszło, przebył cholernie ciężką i niewdzięczną drogę.

Widzicie, można sobie postawić cel, ale im bardziej jest on ambitny, tym więcej trzeba poświęcić, by do niego dotrzeć. Mnie wszyscy mówili, że pisarzem nie zostanę. Mama, która widziała we mnie prawnika albo lekarza (ktoś, kto dobrze zarabia i jest FACETEM), nauczyciele, szczególnie polonistki, które ilekroć usłyszały o moim pisaniu potrafiły dostać prawdziwej histerii skończonej zwykle paroma jedynkami do dziennika i ludzie, ogólnie. I w sumie nie mogę mieć im tego za złe – bo kiedy ktoś, kto pisze w taki sposób:

o kunfa

Mówi, że będzie pisarzem, to co poniektórych ogarnia śmiech. Zwłaszcza, jeśli ma jeszcze czelność publikować swoje opowiadania w Internecie. W 2005 roku miałem 14 lat i niezmordowanie pisałem. I nawet zyskiwałem czytelników, bo na Gram.pl mój cykl historyjek okazał się być dla kogoś ciekawy. Pomysł był przecież oryginalny – pisałem o forumowiczach i forum, ale zrobiłem z nich wojowników zaś z samego forum – świat fantasy. „Gramstory” w momencie zakończenia liczyło sobie ponad 140 stron A4. Objętościowo nadawało się na książkę. Merytorycznie (i technicznie) – ani trochę. Niemniej dzięki uporowi, wręcz maniakalnemu podejściu do tematu, pięć lat później, w 2010 roku byłem człowiekiem, który debiutował na papierze. Wbrew wszystkim.

Wielokrotnie zarzucano mi, że jestem butny. Że nie słucham słów krytyki. I chociaż mogę powiedzieć, że słowa takie docierają (i słucham sensownych argumentów), to muszę przyznać, że krytykujący mnie człowiek (szczególnie, jeśli tyczy się to krytyki personalnej) nie dostanie satysfakcji. Nie uda się mu mnie dotknąć, ani zranić. Co oczywiście sprawia, że wielu osobom wyskakuje momentalnie piana na usta. Cały ten proces to właśnie wynik drogi, jaką obrałem – zacisnąć zęby i przeć do celu. Albo dotrę, albo padnę w trakcie.

Nie mówię tego, żeby się przechwalać (chociaż na pewno łechce mi to ego, jestem przecież człowiekiem) – ważne jest, byście zrozumieli, czemu wybrałem takie, a nie inne rozwiązanie w przypadku „Mapy”. Bo mogłem przecież zebrać ludzi, napisać książkę i wydać ją jako selfpublishing. W tym przypadku książka ukazałaby się już cztery lata temu, mnie i wielu innym osobom oszczędzając nerwów. Ale… czy byłoby to właściwe? Wybrałem trudniejszą drogę – wydawnictwo.

Bycie pisarzem oznaczało dla mnie zawsze coś więcej, niż pójście na łatwiznę. To było docenienie przez kogoś, jakaś selekcja, jakiś proces wydawniczy. Cała ta magia. Gdybym wydawał sam – dołączyłbym do „wielu innych” którzy w zasadzie wydrukowali sobie książkę. Sami sobie, rozumiecie. A potem nazwali się Pisarzami. Koniecznie przez duże P.

Mam ogólnie wrażenie, że dzisiaj życie biegnie tak szybko, że ludziom brakuje cierpliwości. Widziałem to przy projekcie nagrody Grabińskiego, kiedy wiele (acz nie wszystkie) osób chciała mieć NAGRODĘ z prawdziwego zdarzenia – robioną oddolnie i bez perspektyw na dotacje – już po pierwszym roku działania. Tak po prostu: coś wielkiego, znaczącego, ale tak, by zbyt dużo czasu nie minęło. Już, zaraz, teraz. Natychmiast. Myślę, że każdy duży projekt, który ma szanse na sukces, musi przejść tą fazę, kiedy nic się prawie nie udaje. To próba charakteru. Nie chcę popadać w mistycyzm, ale to tak, jakby wyzwać kosmos na pojedynek – niejeden straci wiarę i odejdzie. Przy „Mapie Cieni” wiarę traciło bardzo dużo osób. Ostatecznie – i będzie to dla mnie gorzka lekcja do końca życia – wiarę stracił i mój przyjaciel, dla którego dziesięć lat przyjaźni okazało się na końcu nic nie warte.

Można było się zniechęcić, zobaczcie: 

– Pomysł na „Mapę Cieni” – książki łączącej opowiadania i publicystykę w jedno – pojawił się w okolicach 2010 roku, po tym, jak odwiedziłem dom na Kosocickiej i zobaczyłem tam… hmm. COŚ ,
– prace nad „Mapą” rozpoczęły się w 2012 roku. Przez ten czas razem z Krzysztofem Bilińskim jeździliśmy po (podobno) nawiedzonych miejscach, rozmawialiśmy z ludźmi, zapraszałem autorów,
– tytuł „Mapa Cieni” wymyślił Marek Grzywacz w lutym 2013 roku,
– w kwietniu 2013 roku książka była skończona i miała wydawcę,
– proces wydawniczy trwał do lutego 2014 roku, kiedy okazało się, że jednak wydawca książki nie wyda,
– kwiecień 2014 roku przyniósł dobre wieści – udało się znaleźć nowego wydawcę – bardzo duże i bardzo poważne („topowe”) wydawnictwo z Warszawy i już w maju byliśmy po rozmowach i „umowach przedwstępnych”.
– W okolicach listopada 2014 okazało się jednak, że wydawca nie udźwignie książki z uwagi na finanse.
– Szukając wydawców i szlifując książkę dotrwaliśmy do lipca 2015, kiedy podpisaliśmy umowę z wydawnictwem Van Der Book.
– W międzyczasie dopisaliśmy nowe nawiedzone miejsce i doszlifowaliśmy książkę, między innymi pojawiło się zakończenie historii o Kosocickiej.
– W październiku 2016 wydawnictwo ruszyło ze zbiórką pieniędzy na portalu Wspieram.to, aby wydać książkę i promować ją. Tutaj bardzo pomógł jeden z członków wydawnictwa, Szymon Żakiewicz, który dokonał cudów w kwestii uruchomienia promocji.
– Pod koniec listopada 2016 akcja zakończyła się pełnym sukcesem, zebrane zostało 9 000, książkę kupiło prawie 70 osób.
– „Mapa Cieni” została wydana i zaczęła wędrować do autorów i wspierających 19 kwietnia 2017 roku.
–  Od 26 kwietnia można ją kupić w sklepie wydawnictwa Van Der Book.

To są rekordy oczekiwania. Nawet jeśli spojrzy się na upadający rynek wydawniczy. Projekt, który cieszył się niesamowitym powodzeniem, a który nie mógł być wydany przez lata. Absurd. Niedowierzanie. Brak nadziei i dużo, dużo emocji.

Zaparłem się. Dzięki pomocy takich osób, jak Szymon Żakiewicz, który również zacisnął zęby i robił co mógł, by chociaż zrealizować akcję na wspieram.to, książka w ogóle miała szanse się ukazać w jakimś sensownym czasie. Tak jak kiedyś, twierdząc, że uda mi się wydawać na papierze, tak i teraz – wbrew krytyce, wbrew mądrym głowom mówiącym, że może czas odpuścić, wbrew wszystkim, którzy po prostu sobie kpili, postanowiłem, że doprowadzę temat do końca. Ruszyła akcja na wspieram.to a ja poruszyłem niebo i ziemię, aby zdobyć te 8.500zł. Byłem wszędzie, pisałem gdzie tylko mogłem, zainteresowałem ludzi na Wykopie (mam olbrzymi szacunek do tego portalu za takie akcje). Ilekroć rozmawiałem z ludźmi o wspieram.to/mapacieni, widziałem, że nie wierzą, że to się w ogóle może udać. A kiedy się udało, słyszałem tylko ciszę.

Zaraz mi ktoś wytknie, że się chwalę co to to ja nie jestem. Że „nosze głowę wysoko”. Nie chwalenie się jest jednak moim celem, ale najprostsza prawda – jeśli w coś wierzysz, musisz walczyć o to z całym światem. Nie z jakimiś „wrogami”. Z całym. Cholernym. Światem. Z niedowiarkami. Z kpiarzami. Z „mądrzejszymi”. Z bliskimi ci osobami, które mówią, że to co robisz nic nie znaczy i dla nich jest to „zabawa” – bo przecież nie przyniesie ci to bogactwa. Z przyjaciółmi, czy też osobami, których za przyjaciół uważałeś.

Nie mówię też, że to, że „Mapa Cieni” została wydana sprawiło, że teraz to jestem KIMŚ. Nie. Prawdopodobnie pojawią się wkrótce także złe opinie o książce – nie każdemu się spodoba i nie jest też idealna. Dziś napisałbym ją inaczej. Być może „Mapa” okaże się klapą – kto wie. Może tak się stać.

Ale wiecie – spełniłem swoje marzenie. Nie poszedłem na łatwiznę. Wybrałem trudniejszą drogę. I czuję się z tego powodu dumny jak cholera – to coś, co wydarłem zębami. I tak, mam z tego powodu niesamowitą satysfakcję.

Kolejne marzenie odhaczone. Zostało mi jeszcze parę, ale gdybym dziś miał umierać, umierałbym czując, że czas nie przeciekał mi przez palce i moje życie coś znaczyło.

Nikt mi tego uczucia nie odbierze.

Okładka „Mapy Cieni”!

No i co – tutaj nie ma co gadać, tu trzeba pokazywać. Więc proszę. Oto okładka mojej (i nie tylko, ale jednak) książki i – mam nadzieję – pierwszej z serii książek o polskich nawiedzonych miejscach. 

 

mapa-cieni-okladka_full-v7-1

Cztery lata do szczęścia – „Mapa Cieni”

Ręce mi drżą. Przed chwilą musiałem się wykrzyczeć. Zaparzyłem herbaty, mogę napisać część słów, które kłębią się w głowie. Był taki pomysł, wiecie? By napisać książkę o nawiedzonych – prawdziwych – miejscach w Krakowie i okolicach. I wiecie co? Po czterech latach ciężkiej pracy udało się mi się spełnić to marzenie. Nie tylko o pierwszej książce, ale i po prostu – o wielkim i unikalnym projekcie, który udało się wprowadzić w życie. 

WSPIERAM.TO

Czemu muszę komplikować sobie życie? Nie chodziło o to, by zrobić zwykłą książkę. Nie. „Mapa Cieni” musiała być czymś, czego nikt jeszcze nie zrobił. Nie z założenia, nie na siłę. Jest czymś niezwykłym, bo taka jest jej idea: aby odwiedzić 16 nawiedzonych miejsc z Krakowa i okolic, wypytać ludzi, sąsiadów, przeszukać fora, bazy danych, archiwa miasta. A potem z tego wszystkiego stworzyć 16 reportaży. Tym się zająłem.

Ale nie sam. 

Już na początku zorientowałem się, że sam nie dam rady udźwignąć tak wielkiego tematu. To było ponad cztery lata temu. Zaprosiłem więc do współpracy Krzysztofa Bilińskiego – człowieka, którego spotkałem na piwie i który pokazał mi, że jest świetnym fotografem. I miał samochód. W dodatku pasjonował się grozą, jak ja.

Ale to nie koniec. 

Mapa Cieni to nie tylko reportaże. To także opowiadania – 16 tekstów od wspaniałych polskich pisarzy. Kiedy ich zaprosiłem – bez namysłu przyjęli propozycję i wierzyli w ten projekt. Także wtedy, kiedy przyszły…

Trudności. 

To nie tak, że nie mogliśmy znaleźć wydawcy. Tematem interesowali się ludzie, telewizja i radio. Wydawcy też chcieli w to wejść – wielu nie miało pieniędzy na dobrą kampanie promocyjną. I w końcu znaleźliśmy wydawcę, który przez rok mówił o wydaniu, ale ostatecznie… tylko mówił. Nie poddałem się – poszukałem innego wydawcy. I szybko znalazłem. Było to jedno z największych wydawnictw w Polsce. Byliśmy z Krzyśkiem w Warszawie, spotkaliśmy prezesa, obmyślaliśmy marketing, podpisaliśmy umowy przedwstępne. I po pewnym czasie wydawca nas porzucił. Brak pieniędzy. W końcu natrafiliśmy na Van Der Book, małe krakowskie wydawnictwo. Zgodzili się nas przyjąć pod swoje skrzydła, chociaż tu też nie obyło się bez sporych opóźnień. W międzyczasie doszlifowywaliśmy książkę, opisaliśmy jeszcze jedno miejsce. Przeszliśmy przez kryzys wiary. Tak minęły cztery lata pracy, pracy i zwykłej upartości. Wierzyłem w „Mapę Cieni”.

I udało się. 

Właśnie teraz wystartowała akcja na wspieram.to – „Mapa Cieni” to faktycznie kosztowny i duży projekt. Coś, z czym mały wydawca bez wsparcia może mieć kłopoty. Dlatego możesz kupić książkę już teraz – w dowolnej formie. A już za trochę ponad miesiąc czeka nas upragniona premiera. Chociaż to zwieńczenie mojej (i nie tylko) wieloletniej pracy, jest to tak naprawdę początek.

I, Boże, dalej mi się łapy trzęsą.

lll

Lista autorów, którzy dołączyli do projektu, oraz miejsc, które odwiedziliśmy:

NAWIEDZONY DOM W WIELICZCE #1

– „Cięcie” – Magdalena M. Kałużyńska

NAWIEDZONY DOM NA WOLI JUSTOWSKIEJ

– „Muzeum snów” – Dawid Kain

NAWIEDZONY DOM W WIELICZCE #2

– „Biel” – Łukasz Radecki

NAWIEDZONY DOM W GŁOGOCZOWIE

– „Zapomniane marzenie” – Francieszek Zgliński

NAWIEDZONY HOTEL W KRAKOWIE

– „Granice synestezji” – Joanna D. Bujak

NAWIEDZONE MIESZKANIE NA STAROWIŚLNEJ

– „Porcelanowe pieski z zakurzonymi oczami” – Piotr Roemer

NAWIEDZOLNY LAS W WITKOWICACH

– „Ratunku! Trup i inne wypadki…” – Krzysztof T. Dąbrowski

NAWIEDZONY DOM W WITKOWICACH

– „Ostatnia podróż Zu” – Aleksandra Zielińska

NAWIEDZONA HALA W NOWEJ HUCIE

– „Wszyscy jesteśmy samotni” – Sylwia Błach

CZARNA DAMA Z PODGÓRZA

– „Trucizny w żyłach miasta” – Marek Grzywacz

NAWIEDZONY DOM NA KOSOCICKIEJ

– „Każdy człowiek ma swoją godzinę” – Michał Stonawski

MOST SAMOBÓJCÓW

– „Most samobójców” – Krzysztof Maciejewski

NAWIEDZONY FORT GRĘBAŁÓW

– „Jeździec” – Michał Gacek

CZŁOWIEK-PIES Z NOWEJ HUTY

– „Pies” – Rafał Christ

NAWIEDZONE OSIEDLE KALINOWE

– „Ładnym Łatwiej” – Kazimierz Kyrcz, Michał Walczak

NAWIEDZONY DOM W CHRZANOWIE

– „Galeria IX Mrocznych Obrazów” – Krzysztof Biliński

Stonawski na Polconie

Topka

Już 4 września 2014 roku rozpocznie się najbardziej prestiżowy konwent fantastyki w Polsce – czyli Polcon. Wśród gości tego zacnego wydarzenia znalazła się także i moja, skromna, osoba. 

Mapa Cieni – kto jeszcze nie zna, powinien poznać. Ponieważ czas nie stoi, a płynie – zabieram się do promocji książki. ZabiaraMY się, w zasadzie, bo razem ze mną o „Mapie” będzie gadał Krzysztof „Korsarz” Biliński, mój dobry przyjaciel i człowiek, bez którego cała inicjatywa by się po prostu nie miała szans powieźć.

Ale to nie wszystko, więc po kolei:

Jak mówi tabela programowaStonawskiego będzie już można odwiedzić w piątek o godz. 13:00 w bloku Literackim 2. Tam Stonawski wygłosi prelekcję:  Kanibal z Rotenburga – O człowieku, który dobrze pojadł.

Mogę tylko wyrazić nadzieję, że będzie… smacznie.

Zaś w niedzielę o 13:00, rozpocznie się (ciągle w literackim 2) rzecz główna, czyli:

mapa

Mam nadzieję, widzimy się na Polconie? 

Gosc

O tym, jak z szalonego pomysłu zrobić książkę.

Mapalogo

 

Dwa lata. 17 lipca 2012 roku, razem z moim przyjacielem, muzykiem i fotografem, Krzysztofem Bilińskim, zaczęliśmy pracę nad czymś, co roboczo nazywało się „Projektem domków strasznych”. Ale historia tego przedsięwzięcia sięga o wiele głębiej w przeszłość. Zanim rozwinę, chciałbym tylko powiedzieć jedno: Przez ostatnie dwa lata ukrywałem prawdę, wspominając o „tajemniczym, nawiedzonym projekcie”. Przez ostatnie dwa lata 16 Polskich autorów grozy pracowało w pocie czoła, by mój szalony pomysł stał się czymś namacalnym, udoskonalając go i uświetniając swoją obecnością. Dwa lata czekałem na dzisiejszy dzień – bym mógł wreszcie ujawnić w czym rzecz. Od wczoraj jest to możliwe. 

Czym jest Mapa Cieni? 

Myślę dziś o dniu, kiedy wszystko się zaczęło – zanim 19 maja 2014 roku pojechaliśmy z Krzyśkiem do Warszawy, by rozmawiać z jednym z największych Polskich wydawców o wydaniu książki. Dla mnie cała sprawa zaczęła się, kiedy pierwszy raz trafiłem do rzekomo nawiedzonego domu na ul. Kosocickiej w Krakowie. Coś się tam stało – to już nie ważne, ale nie byłbym sobą, gdybym nie zainteresował się tematem… głębiej. Zacząłem szperać i szperałem tak długo, aż pomyślałem sobie – a może by zrobić z tego… książkę?

Szalony pomysł, przyznacie. Traf chciał, że na jednym ze spotkań literackich w Krakowie, o nazwie Kulturkampf, spotkałem człowieka, który pochwalił mi się, iż jest fotografem. Bardzo dobrym fotografem (o tym, że był także członkiem zespołu Vedymini i grał m.in na Nordconie w 96 dowiedziałem się później). Uderzyłem więc z szalonym pomysłem do niego, a ten człowiek, zamiast mnie obśmiać – zapalił się jak pochodnia.

A chwilę później byliśmy już przyjaciółmi.

W niedługi czas później powstała na facebooku specjalna, tajna grupa, w której wkrótce zagościli znani polscy autorzy grozy. Ale chwileczkę, po co? Dlaczego?

Wyobraźcie sobie książkę, której dotychczas nie było na Polskim rynku wydawniczym – połączenie fikcji literackiej i literatury faktu.

Mapa Cieni by Krzysiek

Grafika: Krzysztof Biliński

Literatura faktu:

Składa się z 16 reportaży mojego pióra. W reportażach tych zawarta jest wiedza historyczna 16 miejsc, o których mówi się, iż są nawiedzone. Są też opowieści mieszkańców, świadków, sąsiadów, których udało się nam przepytać. Są wreszcie nasze wrażenia i opis danego miejsca – czymkolwiek jest, czy hotelem, czy domem, mieszkaniem, czy wreszcie nawet… nawiedzonym lasem. Każde z tych miejsc jest całkowicie prawdziwe, do każdego można bez problemu trafić i poznać, dzięki fenomenalnym zdjęciom Krzyska Bilińskiego.

Praca nad tą częścią trwała od 17 lipca 2012 do 6 marca 2013.

Beletrystyka:

Do każdego z reportaży dołączone jest opowiadanie Polskiego autora grozy. Mamy na pokładzie zarówno starych wyjadaczy, młodych początkujących, jak i nawet debiut. Wszystkie opierają się na tym, co razem z Krzyśkiem znaleźliśmy w badanych lokacjach. A oto i autorzy:

Kazimierz Kyrcz Jr.
Dawid Kain
Łukasz Radecki
J. D. Bujak
Piotr Roemer
Sylwia Błach
Aleksandra Zielińska
Krzysztof Maciejewski
Magdalena Kałużyńska
Krzysztof Biliński
Michał Stonawski
Marek Grzywacz
Rafał Christ
Franciszek Zgliński
Michał Gacek
Krzysztof T. Dąbrowski

 

Wydawca: 

To była tytaniczna praca – tak zgromadzonych autorów, jak i Krzyśka i moja. Wiele zrobionych kilometrów, dziesiątki spotkanych i przepytanych osób. Setki notatek. Miesiące tracenia i odzyskiwania wiary, kiedy szukaliśmy wydawcy.

Aż ten się znalazł.

I w rekordowym czasie zawezwał nas do siebie, do stolicy. Na już – szybko. Gdyż potencjał jest wielki. Tam też dowiedziałem się, dzięki radzie pani Ewy od marketingu, że mogę już napisać ten wpis.

Z dniem 19 maja 2014 wydawcą Mapy Cieni zostało wydawnictwo Bellona. Oficjalne zapowiedzi pojawią się pewnie już niedługo. I wtedy też ujawnione zostanie, kiedy książka trafi do księgarń. Póki co wiem to tylko ja i wyżej wymienione osoby – a co, niech zostanie trochę tajemnicy.

Ciekawostka: 

W trakcie prac, razem z Krzyśkiem utworzyliśmy kanał na YT, na który wrzucaliśmy filmowe ścinki z wizyt w nawiedzonych miejscach. Szybko zgłosiło się do mnie parę portali, bym napisał o swojej pracy, oraz… TVN.

https://www.youtube.com/user/HauntedProjectKrakow/videos

A kiedy ostatnio zajrzeliśmy w ten zakątek internetu, spodziewaliśmy się zobaczyć pajęczyny – miast tego, ujrzeliśmy 90 tyś wyświetleń i partnerstwo reklamowe z serwisem YouTube.com.

Jesteśmy pełni optymizmu.

A ja? A ja jestem zmęczony, ale szczęśliwy.

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén