Tag: PRL

Tajemnica pewnej piwnicy

Każdy z nas zna takie miejsce, gdzie czają się duchy, pająki  i powietrze ma zapach kurzu. Zwykle, będąc dziećmi bawiliśmy się tam w chowanego, szukaliśmy skarbów, z starych skrzyń wygrzebywaliśmy dziwnie wyglądające przedmioty z czasów młodości naszych dziadków…
Takie miejsca są magiczne. Czar starych rzeczy, wspomnień i kurzu jest nie do zniesienia. To wystarczy, by w każdym z nas obudziła się dusza odkrywcy.
Te pomieszczenia z reguły są strychami. Z reguły, ale nie zawsze…

W ten weekend wybrałem się do Żywca. Właściwie powinienem powiedzieć; wybraliśmy się, bo pojechałem razem z Viearem.
W wielkim domu dziadków jest wiele pomieszczeń. Duchy przeszłości wołają z zacienionych kątów. I właśnie w ten weekend zakrzyknęły na tyle głośno, że usłyszałem ich wołanie.
Mieliśmy się wybrać na bokkeny.  Ja i Franek. Trochę ruchu zrobi dobrze każdemu, a jeśli połączymy z tym ćwiczenia w posługiwaniu się mieczem – szykuje się naprawdę niezła zabawa. Niestety, pogoda była przeciwnego zdania. Jak rano było ładnie, tak po obiedzie lunęło potokami deszczu. A że walenie się kijami w błocie niezbyt nas pasjonowało, zaczęliśmy się zastanawiać nad czymś innym (co chwila spoglądając w okno z nadzieją, rzecz jasna).

Jestem chory. Myślę, że już o tym wspominałem, nie zaszkodzi jednak zrobić to raz jeszcze. Chory. Choć osobiście nie uważam tego za chorobę, a błogosławieństwo. Niemniej – to uzależnienie wpływa poważnie na moje życie. Obawiam się, że jest to jedyna rzecz, bez której nie poradziłbym sobie w rzeczywistości. Jestem, co tu dużo mówić, totalnym bibliofilem.
Nie dziwota więc, że moje myśli spełzły właśnie na te rejony.

Czy mówiłem już kiedyś o tym, że mój tata był(jest?) fantastą? Swego czasu, w czasie kiedy Sf rozwijało się najprężniej (w Polsce – czas słodkiej komuny), kolekcjonował co się dało i jak się dało. Skutkiem czego, wiele lat później pewien mały Michałek mógł odkryć czym jest fantastyka, złapać bakcyla i oszaleć, trzymając w rękach najlepsze dzieła takich pisarzy jak Philip K. Dick , Ursula K. Le Guin , Strugaccy, Oramus, Zajdel, Lem, Parowski… i wiele (och, jak wiele!) innych. Jednym słowem – zostałem zarażony.
Najpierw była jedna książka. Potem mój rodziciel zaprowadził mnie do piwnicy i dał wielką paczkę książek. Niektóre z nich ( ,,Gwiazda” A. C. Clark’a , ,,Pielgrzymka na Ziemię” Roberta Sheckleya czy też zbiory ,,Don Wollheim proponuje”) przeczytałem jednym tchem, dziesiątki razy. Sam wygrzebałem ich jeszcze trochę, z wielkiego pudła pełnego literatury.
Więc, gdy przyszedł czas, wiedziałem, co należy zrobić. Moje rozumowanie było proste – tata dał (pożyczył?) mi wtedy tak wiele świetnych książek. A może…? A może znajdę coś jeszcze? Jakąś jedną, małą, zapomnianą książunię, która dostarczy mi następnych chwil radości? Nie mając innych perspektyw, razem z Viearem udaliśmy się schodami w dół.

Piwnica do ciekawe miejsce. Jest tam wiele pomieszczeń, niektóre duże, inne małe (jak na przykład norka pod garażem). W jednym z nich znajduje się rupieciarnia. Wszystko to, co znalazłoby się na strychu, gdyby ten nie był z mały, i jeszcze więcej. Worki, skrzynie, pudła, kartony. I dużo, dużo kurzu. Tam skierowaliśmy nasze kroki.
Po odwaleniu paru większych i mniejszych pudeł, dobraliśmy się do jednego z paru kartonów i koszów z książkami. Osobiście jestem oburzony, że muszą tak leżeć. Miejsce książek jest na regałach. Nawet, jeśli są to pozycje komunistyczne.

W trakcie poszukiwań (przerywanych co jakiś czas, by sztachnąć się zapachem starej książki [polecam!]) zatracaliśmy stopniowo poczucie czasu. Co jakiś czas aż podskakując, kiedy trafialiśmy na coś ciekawego. Były więc legendy, bajki, stara – jeszcze z oryginalnymi rysunkami – ,,Chatka Puchatka”, cały cykl o Ani z zielonego wzgórza, a nawet… bajki komunistyczne. O pracy i jej wartościach, oraz czemu dorośli rozmawiają przez telefon. Wreszcie dokopaliśmy się do konstytucji PRL. Tu się dopiero zaczęło.
Pod okładką z orzełkiem bez korony ukryta jest tak nieprawdopodobna ilość bełkotu, że czytając można tylko się śmiać. Wiesz, coś o bohaterskim ludu pracującym, walce z wstrętnym, kapitalistycznym wrogiem i tym podobne rzeczy. Od razu przypomina się człowiekowi Orwell i jego ,,Rok 1984″. Dokładnie to.
Nie przeczytaliśmy, rzecz jasna, całej konstytucji. Aczkolwiek ja chętnie do niej wrócę. Trzeba liznąć kawałek historii…

Jednak to, co się stało później sprawiło, że szybko zapomniałem o wszystkich wcześniejszych książkach i znaleziskach. Posuwając się wolno do przodu, otumanieni kurzem, znarkotyzowani zapachem książek, rozdarliśmy jedną z szczelnie zawiniętych paczek ukrytych gdzieś, w rogu piwnicy. Daleko od światła dziennego, tak, że czuliśmy się trochę jak speleolodzy.
Kąt piwnicy to dziwne miejsce. Zupełnie inne środowisko. Inny klimat. Jedyne formy życia to rzadkie pajęczaki, być może świecące w ciemnościach. Na ścianach rosną mchy, w powietrzu jest mniej tlenu, więcej kurzu. Jest znacznie ciemniej, a wokół ciebie zamykają się dziwne ściany ze skrzyń. To miejsce, zdawałoby się, nietknięte stopą ludzką. Jest w tym… prawdziwa magia.
Nasza dwuosobowa wyprawa poruszała się w tym mroku, badając i katalogując. Kiedy więc brązowy papier paczki rozdarł się i, przez powstałą szparę, wyleciała Antologia młodych z 80-go roku, zaległa cisza. Można było usłyszeć mocne uderzenia serca. Naliczyłem dwa, zanim rzuciliśmy się przed siebie wrzeszcząc dziko.

Wyobraź sobie skarb. Grobowiec Kleopatry, mityczną Atlantydę, czy skarbiec króla Salomona. A teraz pomyśl sobie, że dokonałeś odkrycia, przy którym blakną one, jak zachodzące słońce. To właśnie to uczucie. Dzika radość, wyzwolenie z okowów człowieczeństwa. Dwóch bibliofilów, którzy znaleźli swój obiekt podniecenia.
I zaczęło się; krzyki, wrzaski, śmiechy i drżące ręce, wyjmujące delikatnie jedno dzieło po drugim. W połowie pracy zorientowałem się, że jestem cały spocony, dyszę ciężko i mam poszarpane włosy. I wiesz co? Miałem to gdzieś.
Zamiast jednej, czy dwóch książek, znaleźliśmy całą ich skrzynię. Niewyobrażalny skarb. Około 80 pozycji, których już dawno nie uświadczysz ani w księgarniach, ani w bibliotekach. A wielu z nich, nawet w antykwariatach.

Jest więc Lem (DUŻO Lema!) jest Oramus, , jest Wollheim, są Strugaccy, inne wielkie nazwiska. Są młodzieńcze opowiadania Grzędowicza, Dębskiego, Ziemiańskiego, Zimniaka i innych. Są…są, są, są. Prawie 80 książek spadło mi… nie, inaczej. Prawie 80 książek wykopałem z dna świata. Pozycje, które czekały na mnie ponad dwadzieścia lat, a nawet więcej.

Przez ponad dwie godziny drżały nam obu ręce.
A mój sen, o tym, by cały pokój ,,wytapetować” książkami, od dołu do góry, nabiera powoli sensu.
O bogowie. Musiałem to z siebie wyrzucić.

Nowe pokolenie fantastyki

Przyszedł marzec. Miesiąc garncowy, który uświadomił mi, że do matury pozostało niewiele już czasu, a ja umiem mniej, niż nie umiem – czyli prawie nic.
Ale marzec nie tylko z tego zasłynął. Jak to na początku każdego miesiąca, trzeba było mi zrobić prasówkę fantastyczną. Ze względów finansowych – skromną, bo zamiast ,,Nowej Fantastyki”, ,,Magazynu Fantastycznego” oraz ,,Sience Fiction Fantasy i Horror” kupiłem tylko to ostatnie, czego wcale nie żałuję, bo numer w tym miesiącu był bardzo ciekawy.
Przechodząc do sedna sprawy, jak zwykle, zacząłem od publicystyki. Na pierwszy ogień poszli Jarosław Grzędowicz (którego felietony za każdym razem miło mnie zaskakują), Andrzej Pilipiuk, Romuald Pawlak i Tomasz Bochiński. I tu, przy tym ostatnim autorze się zatrzymałem, bo napisał rzecz, która mi wydała się nieprawdopodobna, a przez to – możliwa i powiem więcej – niestety prawdziwa.
Pan Bochiński uświadomił mi bowiem, że nasze pokolenie, urodzone po roku 89′, po czasach PRL-u jest pokoleniem ignorantów w stosunku do szeroko pojętej literatury fantastycznej przedziału lat 60-70-80 XX wieku. W swym felietonie pisze Bochiński, że, w trakcie surfowania po sieci odwiedził forum literackie, gdzie zapoznał się z rankingiem najlepszych pisarzy fantastycznych. I w sumie wszystko w porządku – przecież ranking zależy od gustu. W kazdym będzie sytuacja wyglądać odrobinę inaczej, jeden ceni sobie autorytet Pilipiuka, inny Dukaja, jeszcze inny Lema, czy Wolskiego. I dalej wszystko jest w jak najlepszym porządku.
Zgrzyt nastąpił, kiedy Pan Tomasz powrócił do danego rankingu i przyjrzał mu się z bliska, pod względem literatury lat PRL-u (nie muszę chyba mówić, jak bardzo rozwinęła się wówczas Polska fantastyka?). Uwzględniono ich kilkanaście, z czego tylko kilka nie było autorstwa Stanisława Lema. Przytoczę tu słowa autora felietonu:  ,,(…) Czyli dwadzieścia [Bochiński mówił o latach 60 i 70 przyp. Ced] lat polskiej fantastyki – a nawet więcej – robiło w tym zestawieniu za wielkiego nieobecnego.” Dwadzieścia lat! A nawet, patrząc na całą literaturę fantastyczną PRL-u – więcej, bo trzydzieści! I z tego, w roku 2010 ostał się tylko Lem?!
I w tym momencie, podobnie, jak autorowi tekstu – opadła mi szczęka. Proszę, nie zrozum mnie źle – bardzo sobie Lema cenię, Sf bez niego wyglądałoby okropnie, jego dorobek jest mi bardzo bliski, ja sam zaczytywałem się jak głupi w jego prozie, ale patrzenie na ciągłość trzydziestu lat Polskiej fantastyki i wybranie z nich tylko Lema? Myślę, ze nawet Pan Stanisław popukałby się w głowę na wieść o czymś takim.
Ledwo zdołałem szczękę podnieść, opadła mi znowu, tym razem robiąc dziurę w podłodze. Pan Tomasz Bochiński zapytał się jury ,,czy to znaczy, że całe pokolenie polskich fantastów nie napisało ani jednego dobrego tekstu (poza Lemem)?„.  Jeden z jurorów odparł śmiertelnie poważnym tonem, że ,,tak, właśnie tak„.
Nie próbowałem już szczęki podnosić. Nie potrafiłem i nie chciałem. Widzi-misie widzi-misiami, ale nawet w literaturze fantastycznej trzeba być obeznanym.
Nie tylko Lem żył i nie tylko on tworzył. Owszem, był geniuszem, ale to nie znaczy, że o innych świetnych twórcach trzeba od razu zapominać! Szczególnie, że literatura Sf lat 70 i 80 jest, w mojej skromnej opinii, czymś wspaniałym, klimatycznym i o wiele lepszym od współczesnej (mówię tu, oczywiście, o polskiej Sf). I jest to moja subiektywna opinia, ale bardziej obiektywnie musimy przyznać jedno – stare Science fiction miało niesamowity klimat, plastyczność i charakteryzowało się wspaniałym pokazem pomysłowości i talentu wielu Polskich pisarzy.
I teraz wszystko to ma być zapomniane, bo ,,to co stare, to nie jest dobre” ? Bo inny ustrój? Czasy? Życie?
I co z tego?! Dobra literatura nie zależy od czasu! A zapominanie o niej, skupianie się na jednej tylko personie, jest naganne.
Pewnie zastanawiasz się teraz, co ja, urodzony w 91′ mogę w ogóle wiedzieć? Ze smutkiem powiem – nie wiele. Nie żyłem w czasach PRL-u, nie mogę więc w stu procentach poczuć całego klimatu, problematyki, zrozumieć wszystkich podtekstów i czytać miedzy wierszami tak, jak to może robić człowiek urodzony wtedy.
Ale to nie umniejsza wcale tego, że jednak, czytając inszą fantastykę czuję, że jest to coś genialnego. Zresztą… przecież ,,dzisiejsi” wielcy autorzy właśnie wtedy zaczynali. Piekara, Pilipiuk, Grzędowicz… nazwiska sypią się jak z worka. A co z tymi wielkimi tamtych lat? Rozpłynęli się, został sam Lem, jako samotna ikona ,,nieudanego” pokolenia fantastów?
Nie zgadzam się i nie zgodzę nigdy na taką ignorancję.
I myślę, że większość z tych, co mała przyjemność poczytać Sf PRL-u się ze mną zgodzi. Ważne jest to, by przeczytać.
Ja akurat miałem dużo szczęścia w tej kwestii. Mój tata, za młodu był zapalonym fantastą, zbierał więc książki, zbiory, nowele, a ja na tym później skorzystałem. Czy dalej jest – nie wiem, nigdy nie zdefiniował, ale z prawdziwą przyjemnością z jego dziedzictwa skorzystałem. I Ciebie też do tego namawiam.
Wolski, Żwikiewicz, Jabłoński, Piekara, Żelkowski,  Bochiński także… i wielu, wielu innych wspaniałych twórców, czekających tylko, by jakaś ręka sięgnęła po ich prozę. A jest ona dostępna. W internecie, w przejściach podziemnych, na bazarach – wszędzie tam znaleźć można zagubione artefakty minionych lat. I nie należy ograniczać się tylko do Polski! Zagraniczne, amerykańskie, angielskie opowiadania sf aż kłują w oczy swoim klimatem. Szczególnie zachęcam do kupna wydawanych cyklicznie zbiorów ,, Don Wollheim proponuje” , ,,Stało się jutro” , lub zakupu starych ,,Fenixów”.
Przeczytaj, zobacz. Powąchaj, jak pachną stare kartki.

Mieliśmy bowiem wspaniałych autorów i o tym zapominać nie wolno.

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén