topka

Zastanawiam się, jak mam opisać fantastyczne szaleństwo w paru słowach. Jak opisać trzy dni pełne wspólnej zabawy, klimatu i – mówiąc szczerze – zajebistości? A co mi tam – spróbuję. 

Pyrkon 2014 to:

Konwentowy Dżisas!

Nie te kostki.

Czyste (!!!) łazienki! – Serio, pierwszy raz spotkałem się z sytuacją, kiedy w ubikacjach panował ład, porządek, a papier zawsze był tam, gdzie miał być. Dla pań sprzątaczek ukłony aż pod ziemię.

Mangowcy w swoim bloku – czyli nawet nie wiem gdzie. Ważne, że nie trzeba było uciekać przed kocimi uszkami, a kocie uszka mogły bawić się dobrze, ba, zajebiście.

Percival! – I pogo, do którego poszedłem i z którego wróciłem wkurzony. Pogo jest fajne, ale ma swoje zasady – jedną z nich jest: NAĆPANYCH GOŚCI BOKSUJĄCYCH WSZYSTKO I WSZYSTKICH WYWALAMY NA ZBITY PYSK. Zwłaszcza, że w pogo znaleźć można było 13-latków i dziewczyny. A na wspomnianych wyżej argumenty pięściowe nie działały. Samego koncertu komentować nie trzeba, jak zawsze zespół dał radę!

Brak kolejek – bramki, nawet te psujące się, to był genialny pomysł. Przepustowość na poziomie eksperckim, a z tego, co słyszałem – przez konwent przewinęło się 24 000 ludzi. Co dobitnie było widać (i czuć) na wielkim sleepie i zapewne w konwentowej szkole.

Masa luda – tego już komentować nie muszę.

Blok literacki upchnięty w jednym budynku – dosyć ciasnym, choć w obu aulach było dużo miejsca. Niemniej, wolałbym, by Pyrkon bardziej promował literaturę, miast Cosplay’ów.

Nowa polecanka muzyczna – Miałem bowiem przyjemność poznać wokalistkę zespołu Aurora Lights, na którego stronę (i do odsłuchania kawałków) stanowczo zapraszam: http://www.mixcloud.com/auroralights/

I wreszcie:

Spotkania z ludźmi. Czyli to, co na konwentach jest najważniejsze. Zarówno poznanie nowych osób, jak i zobaczenie wreszcie tych znanych z sieci, oraz spotkanie się na piwie ze znajomymi. Wszystko to razem – długie i owocne dyskusje, oraz bitwa z własnymi myślami. Bo niektóre rozmowy dały mi tematy do rozmyślań, w efekcie zaś – małych zmian w moim pojmowaniu pisania i bycia osobą piszącą. Za co szczególnie dziękuję Romkowi Pawlakowi.

Pyrkon

Od lewej: Julek Wojciechowicz, Franciszek Zgliński, Stefan Darda, Michał Stonawski, Marcin Rusnak. Zdjęcie robił (chyba) Piotrek Sender

Zresztą, wystarczy popatrzeć na zdjęcie powyżej. To jest konwentowanie, które cenię sobie najbardziej.

I najważniejsze:

1 (5) 

Drugiego dnia konwentu została zaprezentowana statuetka Nagrody Polskiej Literatury Grozy im. Stefana Grabińskiego. O koncepcji nagrody mówiliśmy Stefan Darda i ja, natomiast mój przyjaciel, Franciszek Zgliński, odpowiedzialny jest za projekt graficzny. Który powala.  Zresztą, przekonajcie się sami:

10002919_453321801465536_1072057835_n

I jeszcze film:

[youtube]https://www.youtube.com/watch?v=v85k-cOAyn0[/youtube]

Tak, to będzie dobry dla polskiej grozy rok. Zapraszam na Fanpage:

https://www.facebook.com/NagrodaGrabinskiego

Comments

comments

Powered by Facebook Comments