Tag: pisanina (Page 1 of 2)

CIASTECZKOWY POTWÓR

Ukazało się moje opowiadanie „CIASTECZKOWY POTWÓR” w rocznicowym numerze Magazyn Histeria. Opowiadanie dla mnie bardzo ważne, bo chociaż może wydawać się lekkie i „mało soczyste”, to zawiera w sobie cały mój strach, moją obawy i panikę. A przy tym jest też powrotem do dzieciństwa, chwil spędzonych w uroczym pałacu w Janowicach.

Rzadko też mi się zdarza pisać przy czymś innym, niż soundtrack z „Solaris”. Tym razem jednak pisałem tylko przy jednym kawałku i go też polecam do czytania: https://www.youtube.com/watch?v=DaH4W1rY9us

Zostawiam Was z odkryciem, jakiego dokonałem – To jestem ja, to są Janowice.
I serio, serio NIE MAM POJĘCIA co to jest za dziewczynka. A na pewno nie inspirowałem się tym zdjęciem przy pisaniu, bo znalazłem je dopiero niedawno…

Janowice

O tym, jak z szalonego pomysłu zrobić książkę.

Mapalogo

 

Dwa lata. 17 lipca 2012 roku, razem z moim przyjacielem, muzykiem i fotografem, Krzysztofem Bilińskim, zaczęliśmy pracę nad czymś, co roboczo nazywało się „Projektem domków strasznych”. Ale historia tego przedsięwzięcia sięga o wiele głębiej w przeszłość. Zanim rozwinę, chciałbym tylko powiedzieć jedno: Przez ostatnie dwa lata ukrywałem prawdę, wspominając o „tajemniczym, nawiedzonym projekcie”. Przez ostatnie dwa lata 16 Polskich autorów grozy pracowało w pocie czoła, by mój szalony pomysł stał się czymś namacalnym, udoskonalając go i uświetniając swoją obecnością. Dwa lata czekałem na dzisiejszy dzień – bym mógł wreszcie ujawnić w czym rzecz. Od wczoraj jest to możliwe. 

Czym jest Mapa Cieni? 

Myślę dziś o dniu, kiedy wszystko się zaczęło – zanim 19 maja 2014 roku pojechaliśmy z Krzyśkiem do Warszawy, by rozmawiać z jednym z największych Polskich wydawców o wydaniu książki. Dla mnie cała sprawa zaczęła się, kiedy pierwszy raz trafiłem do rzekomo nawiedzonego domu na ul. Kosocickiej w Krakowie. Coś się tam stało – to już nie ważne, ale nie byłbym sobą, gdybym nie zainteresował się tematem… głębiej. Zacząłem szperać i szperałem tak długo, aż pomyślałem sobie – a może by zrobić z tego… książkę?

Szalony pomysł, przyznacie. Traf chciał, że na jednym ze spotkań literackich w Krakowie, o nazwie Kulturkampf, spotkałem człowieka, który pochwalił mi się, iż jest fotografem. Bardzo dobrym fotografem (o tym, że był także członkiem zespołu Vedymini i grał m.in na Nordconie w 96 dowiedziałem się później). Uderzyłem więc z szalonym pomysłem do niego, a ten człowiek, zamiast mnie obśmiać – zapalił się jak pochodnia.

A chwilę później byliśmy już przyjaciółmi.

W niedługi czas później powstała na facebooku specjalna, tajna grupa, w której wkrótce zagościli znani polscy autorzy grozy. Ale chwileczkę, po co? Dlaczego?

Wyobraźcie sobie książkę, której dotychczas nie było na Polskim rynku wydawniczym – połączenie fikcji literackiej i literatury faktu.

Mapa Cieni by Krzysiek

Grafika: Krzysztof Biliński

Literatura faktu:

Składa się z 16 reportaży mojego pióra. W reportażach tych zawarta jest wiedza historyczna 16 miejsc, o których mówi się, iż są nawiedzone. Są też opowieści mieszkańców, świadków, sąsiadów, których udało się nam przepytać. Są wreszcie nasze wrażenia i opis danego miejsca – czymkolwiek jest, czy hotelem, czy domem, mieszkaniem, czy wreszcie nawet… nawiedzonym lasem. Każde z tych miejsc jest całkowicie prawdziwe, do każdego można bez problemu trafić i poznać, dzięki fenomenalnym zdjęciom Krzyska Bilińskiego.

Praca nad tą częścią trwała od 17 lipca 2012 do 6 marca 2013.

Beletrystyka:

Do każdego z reportaży dołączone jest opowiadanie Polskiego autora grozy. Mamy na pokładzie zarówno starych wyjadaczy, młodych początkujących, jak i nawet debiut. Wszystkie opierają się na tym, co razem z Krzyśkiem znaleźliśmy w badanych lokacjach. A oto i autorzy:

Kazimierz Kyrcz Jr.
Dawid Kain
Łukasz Radecki
J. D. Bujak
Piotr Roemer
Sylwia Błach
Aleksandra Zielińska
Krzysztof Maciejewski
Magdalena Kałużyńska
Krzysztof Biliński
Michał Stonawski
Marek Grzywacz
Rafał Christ
Franciszek Zgliński
Michał Gacek
Krzysztof T. Dąbrowski

 

Wydawca: 

To była tytaniczna praca – tak zgromadzonych autorów, jak i Krzyśka i moja. Wiele zrobionych kilometrów, dziesiątki spotkanych i przepytanych osób. Setki notatek. Miesiące tracenia i odzyskiwania wiary, kiedy szukaliśmy wydawcy.

Aż ten się znalazł.

I w rekordowym czasie zawezwał nas do siebie, do stolicy. Na już – szybko. Gdyż potencjał jest wielki. Tam też dowiedziałem się, dzięki radzie pani Ewy od marketingu, że mogę już napisać ten wpis.

Z dniem 19 maja 2014 wydawcą Mapy Cieni zostało wydawnictwo Bellona. Oficjalne zapowiedzi pojawią się pewnie już niedługo. I wtedy też ujawnione zostanie, kiedy książka trafi do księgarń. Póki co wiem to tylko ja i wyżej wymienione osoby – a co, niech zostanie trochę tajemnicy.

Ciekawostka: 

W trakcie prac, razem z Krzyśkiem utworzyliśmy kanał na YT, na który wrzucaliśmy filmowe ścinki z wizyt w nawiedzonych miejscach. Szybko zgłosiło się do mnie parę portali, bym napisał o swojej pracy, oraz… TVN.

https://www.youtube.com/user/HauntedProjectKrakow/videos

A kiedy ostatnio zajrzeliśmy w ten zakątek internetu, spodziewaliśmy się zobaczyć pajęczyny – miast tego, ujrzeliśmy 90 tyś wyświetleń i partnerstwo reklamowe z serwisem YouTube.com.

Jesteśmy pełni optymizmu.

A ja? A ja jestem zmęczony, ale szczęśliwy.

Stonawski na Smokonie

cropped-smokon_logo

Już 10-go Maja odbywać się będzie jednodniowy konwent organizowany przez Krakowski Klub Fantastyki „Krakowskie Smoki” – nazwany Smokonem. Będę tam i ja. 

Smokon rozgrywać się będzie w Krakowskiej Artetece, co mnie wyjątkowo cieszy. Wygląda bowiem na to, że to miejsce zaczyna być Krakowskim przyczółkiem fantastycznym. Od Kiedy Magda Szostak zorganizowała tam w zeszłym roku KFASON, a w świat poszła wieść, że tworzy się (i będzie silnie z KFASONem związana) Nagroda im. Grabińskiego (w czym mam zaszczyt mieć swój niecny udział), ciągle jesteśmy świadkami rozkwitu Małopolskiego Ogrodu Sztuki. Zaraz po KFASONie zawitał tam klub fantastyki (emigrując z pobliskiego YMCA), a teraz… cóż, szykuje się kolejna atrakcja, czyli Smokon właśnie.

Wśród zaproszonych gości znalazły się takie nazwiska jak: Anna Kańtoch, Andrzej Pilipiuk, Sebastian Uznański, Nina A. Neumann, Paweł Majka, Kamil Czepiel, Marcin Rusnak, Jarek Turowski, Jarosław Urbaniuk, Juliusz Wojciechowicz, Simon Zack i Michał Stonawski. 

Smokon1

Miło mi więc zaprosić na Fanpage Smokonu,  gdzie jest już link do programu konwentu.

Z informacji innych:

Już niedługo będzie się można zgłaszać do konkursu literackiego HORROR NA DEBIUT organizowanego przez Okiem na horror. Już teraz serdecznie zapraszam do udziału.

okiemna

O tym będę jeszcze informował przez swoją stronę na FB – https://www.facebook.com/mstonawski

Stonawski A.D. 2014

Topka

Rok 2014 trwa w najlepsze, przydałoby się więc zaktualizować plany wydawnicze – a tych jest sporo… zresztą, jak zawsze. Bo… co robi Stonawski, kiedy milczy? Odpowiedź znacie. 

W najbliższych miesiącach przewiduję udział w ośmiu projektach (pisma, antologie) – oczywiście papierowych, plus – jak zawsze – w następnej edycji „31:10”, choć do tego czasu pojawią się zapewne nowe projekty. Część z nich mogę już ujawnić – ba – nawet powinienem!

Jako więc pierwsze danie proponuję antologię „Toystories” wydawnictwa Morpho, a w niej, mój nieskomplikowany, acz zabawkowy króciak – „Lalka„, zawierająca skłębione strachy z mojego własnego dzieciństwa. Antologia wyjdzie już w marcu, dostępna w dobrych księgarniach i empikach.

TOYS AUT

… Co knuje pluszowy miś, wciśnięty gdzieś w zakurzony, ciemny kąt? Jakie wojny toczą między sobą plastikowe żołnierzyki, kiedy smacznie śpimy? Dostajesz już gęsiej skórki?

A jeśli, wyrywając się z sennego odrętwienia, uświadomisz sobie, że jesteś jedynie pionkiem na olbrzymiej, boskiej szachownicy? Dlaczego nie wolno operować lalek ani drażnić Świętego Mikołaja, tudzież upiększać swojego ciała zaawansowanymi technologicznie gadżetami?
No właśnie. W „Toystories” znajdziesz właściwe odpowiedzi, ale również pytania, postawione wprost i bez pardonu, z dorosłą konsekwencją, lecz dziecięcą, niczym nie skrępowaną dosłownością. Tu nie ma miejsca na kompromisy i konwenanse.
Zapraszam Cię na niezapomnianą przejażdżkę karuzelą wzruszeń, rollercoasterem groteski, diabelskim młynem makabry. Wstąp do naszego świata – miejsca, gdzie zabawki żyją, czują, kochają i nienawidzą. Do świątyni szalonych bogów i fanatycznych wyznawców, wirtualnej rzeczywistości i przerażającego „tu i teraz”.
Wejrzyj w samego siebie. Od dziś nic nie będzie już czarno-białe.…
Gotowi na danie drugie? Dziś szef kuchni poleca pełnokrwisty stek. A kiedy mówię o krwi, to znaczy, że będzie się działo – przed Wami pierwsza polska antologia poświęcona wampirom. I nie mam na myśli wróżek. Zdecydowanie, kiedy mówię „wampiry”, mam na myśli drapieżców, raczej do bycia czyimś chłopakiem nie zdolnym, bo niby jak zawrzeć związek z obiadem?
Oto więc księga Wampirów wydawnictwa Studio Truso, dostępna od premiery, 3 marca 2014, kiedy to w różnych miastach polski COŚ się stanie. Co? Będę informował.
Tymczasem – „Wampir.pl” w Księdze Wampirów.
1795536_742897515734865_1319945288_n
I tu zapowiedzi prozy się kończą, niech pozostałe osnuje mgła tajemnicy… którą sukcesywnie będę rozwiewał.
Dodam jeszcze, że chcący pogawędzić na żywo będą mieli okazje spotkać mnie na tegorocznym Pyrkonie (21-23 marca). Najłatwiej spotkać mnie będzie… oczywiście na prelekcjach poświęconych horrorowi, w szczególności na prelekcji poświęconej nagrodzie Grabińskiego, o której to będziemy opowiadać razem ze Stefanem Dardą. 

Na co komu Grabiński?

up

Na co komu Grabiński?
Czyli rzecz o polskiej grozy przebudzeniu.

 

19 października 2013 roku – Kraków. Na konwencie KFASON zostaje zapowiedziana Nagroda Polskiej Literatury Grozy im. Stefana Grabińskiego. Idzie nowe, niosąc za sobą – jak chyba każde nowe –  nadzieję, ale też i wątpliwości.

Nawet najbardziej wątpiący nie może zaprzeczyć, że 19 października był dniem przełomowym, o którym już mówi się wiele, a z pewnością będzie się mówić więcej. Mam tu na myśli KFASON – Krakowski Festiwal Amatorów Strachu Obrzydzenia i Niepokoju. Pierwszy w historii polski konwent poświęcony wyłącznie gatunkowi Grozy. Nie tylko literackiej, ale też filmowej, komiksowej, czy też tej najstraszliwszej – życiowej, obecnej w pracy, w szkołach, w domu.

KFASON był znakiem. Oto bowiem środowisko fanów grozy, do tej pory zdawałoby się małe, nic nie znaczące i rozproszone, buduje coś razem, scala się. Chyba każdy, kto był tam obecny poczuł, że przekroczona została jakaś granica. Nowe nadeszło i teraz bezwstydnie się panoszy, a wszelkie znaki na niebie, ziemi i trupach mówią – to nie koniec, przyjacielu.

Rzeczywiście. Wraz z pierwszym konwentem grozy objawiła się bowiem dosyć szczególna inicjatywa – nagroda literacka im. Stefana Grabińskiego (pozwolisz, Czytelniku, że będę używał tej skróconej formy). Na panelu o przyszłości grozy ogłosili ją pisarze Stefan Darda, Kazimierz Kyrcz Jr., Dawid Kain, Michał Gacek, a także niżej podpisany. Powitana została – jak przystało na tak ważną inicjatywę – oklaskami, oraz burzą pytań, wyczerpujących odpowiedzi i wizji pełnych nadziei. A kiedy oklaski i ich echa przebrzmiały, pojawiły się też wspomniane wyżej wątpliwości i nowe pytania – o potrzebę i przyszłość, która, choć nadeszła, czeka jeszcze z wyłożeniem wszystkich kart na stół.

To dobrze, w końcu niepokój to jeden z filarów dobrej grozy, ale możemy chyba zerknąć przyszłości przez ramię. Kto wie, co zobaczymy?

Teraźniejszość, czyli przeszłość.

 W sytuacji, w której postawiły nas wydarzenia z 19 października, trudno jednoznacznie określić, czy to, co uznawane było do tej pory za teraźniejszość polskiej grozy dalej nią jest, czy też należy już do przeszłości. Ciągle jesteśmy w trakcie wielkiego kroku na przód – i choć znajdujemy się już bardziej „po tamtej stronie”, ciągle nie dotknęliśmy butem ziemi. A dzielą nas dosłownie milimetry.

Nie da się jednak opowiedzieć o potrzebie Nagrody im. Grabińskiego, bez wspomnienia o przeszłej (czy też teraźniejszej) sytuacji literatury grozy w Polsce. Dobra książka (encyklopedia) mówi, że horror jest częścią dziedziny kultury, jaką jest fantastyka. Trudno się z tą definicją nie zgodzić, bo istotnie posiada wątki fantastyczne. Należy jednak  zauważyć fakt, że nie każda groza to horror – co bowiem można powiedzieć o tworach, które straszą (nierzadko bardziej, niż tradycyjny horror), zaś fantastyki w nich za grosz? Dotychczas radzono sobie z tym podpinając takie dzieła pod thriller i czyniąc im tym samym krzywdę, oddzielając od celu, jakim jest wywołanie u odbiorcy niepokoju, strachu czy też fascynacji.

Ale co by było, gdyby zagarnąć te wszystkie okruchy kultury w jedno miejsce? Nadać im imię? Powiedzieć; to, proszę Państwa, te wszystkie książki, filmy, zdjęcia, gry, a nawet muzyka – to wszystko nazywa się Groza. Wspólna nazwa rzuca światło na pewną prawdę – groza ma zadziwiająco wiele obliczy. To nie jest tylko fantastyka, to coś więcej. Nawet (zwłaszcza) w dziedzinie literatury. Okazuje się bowiem, że  grozę pisał nie tyko mistrz Grabiński, ale choćby też Sztyrmer, czy inni klasycy. Grozę tworzyli Barszewski, Meissner, Irzykowski czy Chromiński. Grozą emanował Reymont w swoim „Wampirze”, Adamowicz w „W starym dworze” czy Miciński pisząc „W mroku gwiazd”. Grozą parały się z Radziwiłłów Mostowska, czy też Żmichowska w swoim „Kościeju”. Ba, w grozie także maczał swoje palce wielki poeta, Juliusz Słowacki, pisząc „Balladynę”…! A przecież to jeszcze nie wszyscy, to tylko czubek góry lodowej.

…………

Więcej przeczytasz w najnowszym (2/2013) numerze magazynu „Horror Masakra”

horrormasakra.pl

Jeszcze w 2013

topka

Stonawski cały czas przy sterach – na koniec roku ma dla was nie jedną, nie dwie, a trzy publikacje – w tym dwa opowiadania. Nigdy się nie poddawaj – mówili. Tą lekcję odebrałem. Nigdy się nie poddałem i nigdy nie poddam. Na przekór – powiedzmy bez przeszkód – chujowemu życiu. I to jedno z życzeń noworocznych dla Was – nigdy się nie poddawajcie. 

Ale to już tak pobocznie, bowiem ja o czym innym miałem – o publikacjach. Chcecie? No to macie:

2013-12-20 18.29.50

Już dziś w sklepie on-line wydawnictwa morpho ukazała się antologia „Człowiekiem jestem” – w niej moje krótkie opowiadanie, szort w zasadzie „Problem z głowy” – ten sam szort możecie także przeczytać nie na papierze, a w sieci – jego papierowa geneza jest taka, że po prostu bardzo, ale to bardzo spodobał się twórcom antologii i bardzo chcieli go mieć… a mnie się bardzo miło zrobiło. No i jest – papierowe wydanie. A oprócz mnie duużo innych, ciekawych autorów z sporą ilością innych, ciekawych opowiadań. Ciekawie?

horrormasakra2

30.12.13 (czyli jutro) ukazać ma się drugi już numer czasopisma grozy „Horror Masakra”, w którym poczytać mnie będzie można w dwóch odsłonach – beletrystycznej i… publicystycznej. W piśmie znajdzie się bowiem moje starsze już wiekiem opowiadanie „Śpij dobrze” – do tej pory trzymane jako tekst tytułowy zbioru opowiadań (uroczo, prawda?). Może zresztą nim będzie – kto wie. Od strony publicystycznej ugryzłem natomiast temat grozy w naszym Polskim kraju poprzez pryzmat Nagrody Literatury Polskiej im. Stefana Grabińskiego której mam zaszczyt być współorganizatorem.

Do kupienia tutaj

Czy warto? Myślę, że tak. Mam nadzieję, że tak.

A jak Wy myślicie?

Internet podbity. To co teraz?

busted

To miał być zupełnie inny wpis – i będzie, bo zebrało się mi tematów, a to jakieś tęczę, a to rozmowy z Universtity of California… ale nie uprzedzajmy faktów. I zajmijmy się faktami. A Fakty są takie: „Zombiefilia”( w której wyżej/niżej podpisany umieścił dwa opowiadania) w przeciągu paru dni całkowicie podbiła Internet. I mówiąc „podbiła” mam na myśli absolutny rekord jeśli chodzi o e-booki w Polsce.

To nie żart i nie fake. I chociaż od wczoraj sam przecieram oczy ze zdumienia – prawda jest jedna i potwierdzona przez tak samo zdumionego wydawcę. Jeśli myślałem, że antologie 31:10 (w których też brałem i biorę udział) rekordowo się ściągają – nie myliłem się, bo tak jest. 20 000 pobrań to bardzo duża liczba jak na rynek polski. Rekordowa. Do wczoraj.

Wczoraj bowiem internet obiegła wieść, że antologia „Zombiefilia” osiągnęła ponad 25 000 pobrań. A dzisiejszy dzień przyniósł potwierdzone (wiele razy) wieści – antologia została pobrana 40 000 razy. 

oooo

I tym samym podbiliśmy Internet. Całkowicie. Bo nikt przed nami nie osiągnął takiego wyniku. Nikt. Żodyn, jak mówią w internetach.

http://wydaje.pl/e/zombiefilia

 

Tymczasem: Studio Truso ogłosiło właśnie na Facebooku „Dzień z Michałem Stonawskim” – jest to przygotowanie do premiery pierwszej polskiej antologii o wampirach, w której niecnie także wziąłem udział.

seriosly

Zapraszam na Fanpage: https://www.facebook.com/StudioTruso

 

Trwa właśnie akcja, koleżanka po piórze – Sylwia Błach stwierdziła, że na przerobionym zdjęciu wyglądam, jak panda. Chwilę później na fanpage wydawnictwa można już zaobserwować akcję „Przytul pandę” – udostępnij zdjęcie na swoim facebooku i daj miłość autorowi. Nie omieszkałem napisać na tę okazję tekstu okolicznościowego:

Podziel się miłością. Michał jest autorem od 8 roku życia. To upośledzenie ma trwały wpływ na jego życie. Niedawno Michał zachorował na Pandowiznę pospolitą. Ta straszna choroba przekreśliła jego i tak już małe szanse na normalne życie w społeczeństwie.
Jeśli chcesz pomóc Michałkowi, wyślij sms o treści „Przytul Pandę” na facebooku wydawnictwa Studio Truso.

Nie bójmy się pomagać.

Cienie w Księdze Cieni

halloween31-600x216

Pamiętacie ten wspaniały rok, rok pełen przełomów i ciekawych inicjatyw, rok mroczny i – wydawałoby się – zapowiadający coś… coś nadeszło – w roku 2011 ukazał się pierwszy e-book z serii „31:10” – Halloween po polsku, a w nim moje opowiadanie „Jego wola”. Wtedy nikt z nas, autorów i redaktórów, nie miał pojęcia, gdzie nas to zawiedzie… 

Projekt? Był przełomowy. Nie dość, że po raz pierwszy zebrało się tylu różnych autorów, z których tylko paru było kojarzonych z literacką grozą, to jeszcze udało im się wypuścić w sieć zbiorek. Za darmo. Dla czytelników – ot tak, z okazji Halloween. W dodatku na rynek dosyć niepewny i już tłoczny.

Czytelnicy nie zawiedli. Po premierze „31:10 Wioska przeklętych”, w której to książce także miałem swoje opowiadanie („Wioska przeklętych”) szybko okazało się, że liczba ściągnięć przekroczyła 15 000 i ciągle rosła. Po raz drugi wydawca dał nas na główną stronę, we wszystkich formatach. Ludzie pchali się drzwiami i oknami.

Było pięknie. Okazało się, że już pierwsza antologia była przełomem na rynku e-booków. Pchnęliśmy to własnymi siałam o lata świetlna naprzód. Przygoda i satysfakcja gwarantowane.

Dzisiaj, a w zasadzie wczoraj odbyła się premiera trzeciej już części – „31:10 Księga Cieni”. 

"Cienie" (2013)

„Cienie” (2013)

A w niej… moje opowiadanie „Cienie”.

Projekt zaś dopiero się rozkręca. Serdecznie zapraszam do ściągania, czytania i halloweenowej zabawy na naszym fanpage.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=aXRySf77o84[/youtube]

Przydatne linki:

Strona WWW: http://3110.pl/

Fanpage na FB: https://www.facebook.com/halloween.po.polsku?fref=ts

ŚCIAGNIJ KSIĄŻKĘ: http://virtualo.pl/31_10_ksiega_cieni/i136166/?q=31.10

Dzieje się!

Dzieje

Co robi Stonawski, kiedy się nie odzywa? I wszyscy razem – Stonawski coś kombinuje. Zawsze. Nawał pracy ma te zalety, że daje efekty. A te mogą być różne, od rychłych i bardzo ciekawych publikacji w pismach, antologiach i… innych książkach (ale o tym nie dzisiaj), po ciekawe eventy, na które z radością mogę zaprosić. Tak, jak dzisiaj. 

Pierwszym wydarzeniem jest odbywający się 19 Października 2013 roku w Krakowie pierwszy w Polsce konwent fanów grozy. Tylko i wyłącznie grozy, moi mili. Horror oddziela się od fantastyki – następuje rewolucja a mi miło jest być jej… większą, lub mniejszą… częścią. A szczegóły? Już na samym konwencie, bo właśnie tam będzie mi miło (mnie, oraz paru gigantom polskiego horroru) ogłosić pewną nowinę. A, żeby nie było mało:
– Pogadam o żywych trupach i…
– Wygłoszę prelekcję o klątwie, jaka miała wisieć nad rodziną Beksińskich.

Wszystko to w jeden dzień. Wstęp wolny.

kfason2

Drugim wydarzeniem jest, a właściwie są WARSZTATY LITERACKIE – to już druga edycja warsztatów, o których prowadzenie poprosiła mnie krakowska ArtZona. Startujemy już 13 października – nie zwlekajcie zawiadamiać o tym znajomych i krewnych królika, prosiaczka i reszty :)

plakat warsztatów

Tyle na dziś.

Wracam do kombinowania :)

 

Jak się pisze #3

Depesza została nadana z Bardzo Gorącego Miejsca, w którym komputery się przegrzewają, pot leje się strumieniami, a najlepsze wiatraki mielą tylko gorące powietrze. Na termometrze – 37 stopni w cieniu.

Witamy w piekle.

Pisze się. Zarówno książka, jak i opowiadania. W niedługim czasie (a przynajmniej do jesieni) ukaże się w sumie 8, lub możliwe, że ponad 8 opowiadań. Część z nich będzie można przeczytać w sieci, część – tylko na papierze.

Wczoraj ukazały się dwa pierwsze opowiadania:

1. „Tik-Tak” na Szortalu to krótkie opowiadanie idealne na wakacje – opowieść drogi, można powiedzieć. Dosyć krótkiej, prawda. W dodatku pełna klimatu kolejarskich opowieści. Podróż z drągiem za pociągiem? Otóż nie. Jeśli macie czas, jeśli naprawdę macie czas na szorta – ZAPRASZAM

2. Na portalu literackim Ex Fabula ukazał się już po raz drugi w sieci mój tekst „Problem z głowy” – Również Szort. Zacytuję za redakcją portalu:

BOSKI PIERWIASTEK … w nieboskiej rzeczywistości, czyli „Problem z głowy” autorstwa Michała Stonawskiego. Mocne uderzenie, niezwykle krótkim, acz treściwym kawałkiem naturalizmu. Może boleć, ale warto. Gotowi? Zapraszamy do lektury, równocześnie dziękujemy Michałowi, że dołączył do grona autorów Ex Fabula.

I ja również ZAPRASZAM

I to tyle na dzisiaj. Powinienem spać – wieczorem trzeba wrócić do „Lecznicy”. A teraz?

Teraz – to jest piekło. Pierdolony Mordor.

Nie wiem, naprawdę nie wiem, kto to wymyślił.

Warsztaty Literackie u Stonawskiego!

 

Kiedy wczoraj udostępniłem na moim profilu autorskim informację o zbliżających się w tym tygodniu warsztatach literackich – wielu pomyślało, że to żart. Trudno się dziwić, był pierwszy kwietnia.

Dziś jednak żarty na bok.

Kiedy zaproponowano mi poprowadzenie warsztatów, byłem (i jestem wciąż) tym zmieszany. To dosyć poważne wyróżnienie, jak dla takiego pisarskiego podlotka jak ja. Z drugiej strony, to właśnie w pewnym sensie warsztatom które sam sobie robiłem (z paroma przyjaciółmi) zawdzięczam szybki rozwój, debiut i sukcesy w ostatnich dwóch latach. Więc… czemu nie.

Czemu by nie spróbować.

Jeśli jesteście chętni, dołączyć można przez facebooka  a zapisać się – u mnie, mojej partnerki w tym przedsięwzięciu, bądź też (i to chyba najlepsze wyjście) bezpośrednio u Norwida.

Niedobre „Owoce wiosny”

Czyżby Stonawski milczał literacko, cały czas tylko gryzmoląc „Lecznicę”? A guzik! Stonawski ma dla Ciebie dzisiaj niespodziankę. Na „Niedobrych Literkach” ukazało się moje opowiadanie bizarro (lekkie bizarro) „Owoce wiosny” – w sam raz na słoneczne dni, kiedy człowiek myśli tylko, by siąść na trawie i zajadać się truskawkami ze śmietaną… pycha.

Tymczasem mogę zdradzić, że to nie koniec literackich atrakcji z mojej strony i w niedługim czasie powinienem ogłosić publikację jeszcze paru wakacyjnych tekstów.
Zapraszam serdecznie do konsumpcji „Owoców…” na Niedobrych Literkach   i – oczywiście – komentarzy, lajków i wszystkiego tego, czym możecie nagrodzić tekst. Jeśli, oczywiście, się Wam spodoba :)

Basi,
dziękując za iskrzenie w mózgu.

 —

Były wspaniałe. Podskakiwały w zabawnym tańcu, w rytm podmuchów wiatru, śmiejąc się przy tym radośnie. Wiek dojrzewania miały jeszcze przed sobą, ale już sprawiały, że czuł się dumny.

Stał na werandzie, oparty o drewniany słup podtrzymujący rozlatujący się daszek. Myśląc o tym, że tej wiosny wypadałoby go zreperować, jak zawsze przed pracą, ćmił fajkę. Coraz silniejszy wiatr porywał ze sobą kłęby aromatycznego dymu, unosząc je w stronę niedalekich zabudowań miasta. Niby nowe przepisy społeczności ogródków działkowych zabraniały palenia na ich terenie, ale miał to gdzieś. Nikt nie będzie mu mówił, co ma robić na własnym kawałku ziemi. Zresztą, nikt prawie już nie zaglądał do tego kąta. Wszystkie okoliczne działki zarosły krzakami.

Fajka dopaliła się, a on – starym zwyczajem – stuknął parę razy jej kominem o obcas buta i splunął na trawę. Poprawił krawat i przyjrzał się krytycznie małemu, ale wyraźnie rosnącemu brzuchowi pod koszulą. Z nim też trzeba będzie coś zrobić na wiosnę. Zdrowa dieta i ćwiczenia.

Spojrzał na zegarek. Było dziesięć po siódmej rano.

– No, muszę już iść do pracy! – zawołał. – Bawcie się dobrze i nie narozrabiajcie!

Skinęły mu grzecznie głowami i wróciły do zabawy.

Dobre dzieci. Nigdy go nie zawiodły. Był z nich dumny.

***

Tak słoneczny dzień mógł wydawać się miły tylko na terenach zielonych. W mieście przerodził się w koszmar. Wśród grubych, nagrzanych murów, natłoku gorących samochodów i prawie już płynnego asfaltu temperatura wynosiła ponad trzydzieści stopni. Piekło na ziemi. Nie pomogła klimatyzacja (prawdopodobnie się po prostu zepsuła), ani otwarte okna. Szybko poczuł, jak koszula przylepia mu się do pleców. Sytuacji nie polepszały też światła, co chwilę zatrzymując go na czerwonym.

Na szczęście miejsce, gdzie pracował, było niedaleko. Szary budynek szpitala opierał się o ścianę jednej z kamienic w śródmieściu. Z ulgą zaparkował i schował się w jego cieniu.

Z prawdziwą tęsknotą pomyślał o ulubionym w porze wiosennych upałów przysmaku; zimnych, pełnych ożywczego soku truskawkach. Tego mu było trzeba. Bez śmietany, oczywiście. Należy stosować się do diety.

– Adam! – zawołał na jego widok jeden z przechodzących korytarzem lekarzy. – Masz chwilkę? Zerknąłbyś na kartę mojej pacjentki. Potrzebuję konsultacji w sprawie…

Nowoprzybyły odgonił go gestem ręki.

– Później. Przyjdź do mnie za… – popatrzył na tarczę zegarka – cztery godziny. Spieszę się na zabieg, a już jestem spóźniony.

– W porządku. Kolejna do aborcji?

Adam skinął głową.

– Ofiara gwałtu. Powiedziała, że nie życzy sobie niczego, co należy do gwałciciela. Choć potem stwierdziła, że to wszystko jej ciało. I weź tu zrozum kobiety…

Drugi lekarz parsknął śmiechem i oddalił się, machając ręką na pożegnanie. Adam przyspieszył kroku.

Dalszy ciąg oczywiście na NIEDOBRYCH LITERKACH

Page 1 of 2

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén