Ach, dorwałem się na chwilkę do komputera i sieci. I strasznie się nazbierało dużo… wszystkiego, podczas tej mojej nieobecności. I się nazbiera.

Ale do rzeczy – piszę, aż furczy. I trzeszczy. Klawiatura, ma się rozumieć. Opowiadania, Lecznica, bajki (?!). I taki zapowiada się cały miesiąc. Tymczasem, by umilić Ci czas na oczekiwanie mojej „orgowej” relacji z Krakonu 2012, materiał filmowy z tegoż konwentu. Nagadałem się wtedy do kamery niemiłosiernie… choć widać dukałem, bo zostało to skrócone do parunastu sekund. Ale jest też kawałek rozmowy z Ramsey’em Campbellem (super człowiek, mówię Ci!).
Zapraszam :)

[youtube]https://www.youtube.com/watch?v=Z_18GxCzVY0[/youtube]

Tymczasem na Szortalu zostały opublikowane dwa moje króciaki. Jeśli nie jesz akurat, albo nie masz tego w najbliższych planach – zapraszam i tu.

– Nie jestem teraz gotowa – tłumaczyła Marysia. – Nie jestem gotowa na dziecko, rozumiesz?

Józek siedział na kanapie z pochyloną głową. Nie odzywał się. Tylko ręką, co jakiś czas, podnosił do ust skręta. Dym drażnił dziewczynę coraz bardziej. Józek zawsze był wygadany, nikt mu nie podskoczył, to dzięki temu wyrwał ją na tamtej dyskotece. A teraz jakby mu mowę odjęło. Pieprzony, kurwa, pozer.

– Józek! – Podskoczyła do niego, wyrwała z ręki skręta. Zdeptała obcasem szpilki.

Żadnej reakcji.

Chwyciła go za koszulę. Miała ochotę przywalić mu z całej siły, wyrwać te nażelowane, sterczące na wszystkie strony włosy, obić twarz. Zamiast tego, cofnęła się o krok dysząc ciężko.

Wreszcie podniósł wzrok.

– Przecież się zabezpieczyliśmy – tłumaczył, jakby samemu sobie. Głos miał cichy, niepewny. – Miałem gumki. A ty powiedziałaś, że bierzesz pigułki. Nie rozumiem… puściłaś się z innym, tak?

Nie wierzyła w to, co słyszy. Nie potrafiła powiedzieć, ani słowa, podniosła bezradnie ręce.

– Puściłaś się z innym – powtórzył, teraz już pewniej. – Dziwko. Wiedziałem.

Wstał. Próbowała go zatrzymać, odepchnął ją, jak gdyby odganiał się od muchy. Wyszedł z pokoju, chwilę później trzasnęły wejściowe drzwi.

Problem z głowy” – część dalsza TUTAJ

Krzyczała, spadając. Uderzenie pozbawiło ją tchu, lecz pozostała przytomna. Podłoże było miękkie, zamortyzowało upadek z ośmiu metrów. Jęcząc, przewróciła się na bok, podkuliła nogi i zastygła w pozycji embrionalnej.

Płacząc, starała się pogodzić z losem. Rozsądek mówił jednak, że skoro nie zrobiła tego przez ostatnie lata, teraz też jej się nie uda.

***

Powiedzieli, że jest bohaterką. Nigdy nie chciała nią być. Urodziła się tylko po to, by umrzeć. Kiedy skończyła szesnaście lat, przyszli do jej komnaty. Mistrz ceremonii, w obecności całego dworu, dokładnie ją przebadał, świadcząc iż młoda córka księcia nie została zbrukana. Potem zabrali ją do klasztoru, przez trzy dni pościła i modliła się do boga o łaskę. Wreszcie nadszedł dzień, kiedy stanęła u wrót pieczary, obdarta z szat, ostatni raz spojrzała na słońce. Jego eminencja biskup pobłogosławił ją, nieudolnie dodając otuchy słowami o męczeństwie i wielkiej nagrodzie, przy czym jego chciwe spojrzenie cały czas wbijało się w jej nagą sylwetkę. Czuła, jakby chciał wydrzeć z niej duszę, zapamiętać jak najwięcej, zagarnąć dla siebie część gładkiego ciała. Dobrze wiedziała, co będzie robił wieczorem, w swej komnacie. Kiedy splunęła mu w twarz, własnoręcznie wepchnął ją do pieczary.

Zgromadzony tłum wiwatował.

„Dar dla bestii” – część dalsza TUTAJ

I to tyle, póki co. Aaa, bo się pochwalić muszę – zdjęcie z Ramseyem :)

Wakacyjnie pozdrawia,

Michał Stonawski

Comments

comments

Powered by Facebook Comments