Tag: fantastyka (Page 1 of 5)

O tym, jak JKM na Pyrkon przybył.

Jestem autentycznie zaniepokojony faktem, że festiwal fantastyki Pyrkon musiał tłumaczyć się, dlaczego wpuścił na teren wydarzenia Janusza Korwin Mikke. Fakt, że prezes partii KorWin pojawił się na Pyrkonie był (i jest) szeroko komentowany w mediach. Najczęściej jako „polityczna farsa” – i nie za bardzo mogę zrozumieć, czemu. 

To, że Pyrkon przestał być konwentem a stał festiwalem fantastyki jest faktem znanym od paru lat – trudno nazwać konwentem wydarzenie, które jest bardziej pokazem cosplay i wielkim targiem, niż miejscem, gdzie odbywają się prelekcje… chociaż i na te przecież nie należy narzekać. Pyrkon stał się miejscem, gdzie w fantastykę mogą zanurzyć się nie tylko fantaści, ale i zwyczajni mugole, których kontakt z fantastyką ogranicza się do Gwiezdnych Wojen, czy Władcy Pierścieni. Tu, w Poznaniu, mogą doświadczyć czegoś nowego i świeżego – fandomu i tego, co fandom chce im pokazać. I jest to piękne.

Piękne jest też i to, jak bardzo w ostatnich latach konwenty – w szczególności Pyrkon – przybrały na sile. Pojawienie się na takim wydarzeniu kandydata na prezydenta, tuż przed wyborami, mówi samo za siebie. Czy jednak przebywanie JKMa na terenie festiwalu było wyrachowaną, zimną i skurwysyńską polityką? Gdyby na Pyrkonie pojawił się wśród swojej świty Braun, Wilk, czy też Komorowski – uznałbym, że jest to prawdopodobne (co nie znaczyłoby oczywiście, że nie mają prawa wejścia jako zwykli użytkownicy). A to dlatego, że wymienieni przeze mnie panowie nijak się mają do fantastyki. Może poza programami wyborczymi.

Pojawiło się wiele oskarżeń wobec JKMa, ba – ponoć poleciało nawet w jego stronę parę jaj. Wszystkie pretensje są jednak podobne – przyszedł typ, by się polansować przed wyborami. Przyszedł polityk, który nic nie rozumie i nie wie o fantastyce. Jego pojawienie się wzbudziło niesmak.

Czy to, że ktoś jest znanym politykiem ma oznaczać, że nie ma wstępu na imprezy masowe? Nie przypominam sobie, by w ten sposób myśleli organizatorzy Intel Extreme Masters w Katowicach, gdzie zarówno Korwin jak i Wipler się pojawili. Ciekawostka – także w formie uczestników.

Czy pojawienie się Korwina na Pyrkonie było politycznie ukartowane? Szczerze wątpię, gdyż tego samego dnia -wcześniej – w Poznaniu odbywał się po prostu wiec kandydata.

Wipler że idą na Pyrkon

Pozostaje pytanie o wszechobecny niesmak i oburzenie wielu fantastów – oburzonym chciałem przypomnieć (czy może – uświadomić) że zarówno Korwin, jak i Wipler byli fantastami, kiedy większość oburzonych na chleb mówiło „bep”, a na muchy „tapty”, lub też jeszcze przed ich narodzinami. I nigdy tego faktu nie ukrywali, ba, są z niego dumni.

Jeśli mnie pamięć nie myli, Wipler prowadził prelekcje na Avangardzie 2011 (lub wcześniejszej), Korwin Mikke z kolei bywał gościem konwentów w latach 80 i 90. Został też bohaterem jednej z książek science-fiction („Komosutra” Aleksandra Olina), oraz nie tylko czytał fantastykę, ale ją tworzył – w 1983 roku, w miesięczniku „Fantastyka” (znanym, lubianym i poważanym przecież) pojawiło się jego opowiadanie Sf „Protokół z posiedzenia”.

dscf3740i

W świetle więc jakich faktów organizatorzy festiwalu fantastyki Pyrkon, nasi koleżanki i koledzy w fantastyce, mieliby nie wpuszczać Janusza Korwin Mikke – naszego kolegi w fantastyce? Tylko dlatego, że jest znanym politykiem, czy może z powodu poglądów? I dlaczego teraz, pod naporem mediów, mają się ze swojej decyzji tłumaczyć?

To, z czego organizatorzy Pyrkonu powinni się wytłumaczyć (i poniekąd to robią…) to fakt, że nie potraktowali ani JKMa, ani też Wiplera jako uczestników. Mówi się o ochronie, która torowała politykowi przejście przez tłum. Mówi się też i o tym, że Korwin zasiadł bez kolejki na żelaznym tronie Westeros (brzmi ciekawie), podczas, kiedy inni uczestnicy musieli czekać na tą przyjemność ponad półtorej godziny. Oczywistym jest, że orgowie zostali wzięci z zaskoczenia. Jako organizator paru konwentów wiem, że sam miałbym mętlik w głowie – został popełniony błąd, który nie powinien powtórzyć się w przyszłości. Nawet, jeśli dane wydarzenie przestało być standardowym konwentem, dalej należy do fandomu.

A w fandomie mamy jedną, niepisaną zasadę, która od lat czyni ten światek pięknym – wobec fantastyki każdy jest fanem i każdy jest równy. I każdy winien być traktowany na równych zasadach.

Bagiński – ten od Wiedźmina.

topka

Najpierw była plotka – oto na stronie PISF pojawił się wniosek o film „Wiedźmin”, złożony przez imć Bagińskiego. Niedługo później Platige Image potwierdziło tę informację – tak, będzie nowy film „Wiedźmin”. I, co ciekawe – będzie to film aktorski. Tym samym Tomek Bagiński wpłynął na głęboką wodę i zaryzykował grę o wszystko. Bo jeśli się mu nie uda, to już nie będzie „Tym Bagińskim od Katedry i nominacji do Oscara”, a „Tym Bagińskim, który spieprzył Wiedźmina”. Czy jednak warto? Owszem, warto – jak to bywa w każdej grze o wszystko. 

W ciągu ostatnich lat Wiedźmin stał się narodową dumą. Najpierw, jako wspaniały cykl książek, który każdy z nas pamięta i wspomina z nostalgią, potem – jako odnoszące niebywały sukces gry. Tak dobre, że przezwyciężyły nawet narodowe narzekanie o tym, jak to Polacy wszystko i zawsze robią źle. Otóż nie robią, przecież nawet Obama dostał swojego „Wiedźmina”.

stanowisko platigea

Abstrahując już od tego, że Polacy oprócz „Wiedźmina” zrobili także parę innych całkiem dobrych (a nawet świetnych) gier, zwróćmy się znów w kierunku filmów. Bo, wiecie, Polskie kino. Polskie kino. Już widzę część złośliwych, albo pełnych zażenowania uśmieszków na twarzach. To pójdźmy o krok dalej – Polskie kino fantastyczne. Oczyma wyobraźni widzę śmiejących się ludzi.

A to przecież „Wiedźmin” właśnie, tak serial, jak i film (ten drugi bardziej) przyczynił się do takiego, a nie innego poglądu na kondycję naszego kina. A przynajmniej dał całkiem niezły argument malkontentom od „wszystko co Polskie jest złe”. I nie bez racji. Kiedy przeprowadziłem parę miesięcy temu wywiad z Sapkowskim, ten wykręcił się od przyznania, iż film z początku XXI wieku był… po prostu klapą. W dodatku klapą, która przez ponad dekadę blokowała innym twórcom możliwość tworzenia kina fantastycznego. To dzięki klapie Wiedźmina, tacy ludzie, jak Mąderek do dzisiaj nie weszli do kin. To dzięki klapie Wiedźmina, fantastyka w Polskim kinie właściwie nie istnieje, lub nie istniała, bo takie filmy, jak „Felix, Net i Nika” zdają się pokazywać, że „coś” się zaczęło dziać.

I tu pojawia się Bagiński. I myślę, że świetnie wie, ile zależy od tego filmu i jakie ryzyko podejmuje. A skoro tak, to albo jest szalony, albo doskonale zna swoje umiejętności i wie, że nie zawiedzie.

I ja mu wierzę. Dlatego, patrząc na ociekające jadem, albo przebrzmiewające ironicznym śmiechem komentarze odnośnie spodziewanej porażki, kiwam tylko z dezaprobatą głową.

Nadszedł czas, by w Polskim kinie coś się zmieniło. I mam wiarę, że to właśnie Tomek Bagiński jest osobą, która albo tego dokona, albo pójdzie do piekła razem ze swoim filmem.

A, jak dotychczas, Tomek ani razu nas nie zawiódł.

Groza w Polskich szkołach

groza - topka

Polska wyzwoleńcza, Polska pod zaborami, dzielni i odważni rycerze, wojna, holokaust, obozy śmierci i getta – tak przedstawia się obecnie tematyka tego, co uczniowie muszą czytać w szkołach. Było tak zawsze – czytamy o umęczonym kraju, wiecznie wojującym i ciemiężonym. Na podstawie Mickiewicza, Słowackiego, czy Orzeszkowej uczymy się o polskiej literaturze. To o Sienkiewiczu się mówi, o Barańczaku wspomina, z Gombrowicza przepytuje. A gdzie w tym wszystkim bardziej współczesna beletrystyka? 

Tekst został napisany pod wpływem pewnej akcji, o której mowa na jego końcu. 

 

Nie chcę w żadnej mierze nawoływać do usunięcia wyżej wymienionych autorów z kanonu lektur. Przynajmniej nie wszystkich – zbyt wyjątkowa to literatura. Mrożek, czy Gombrowicz to jedni z najważniejszych pisarzy w polskiej literaturze, obdarzeni wartkim stylem i mający dużo do powiedzenia – nawet nam, w XXI wieku. Ile jednak można wracać do „Lalki”, czy przedzierać się przez chaszcze opisów Orzeszkowej w Nad Niemnem?

Żeby było jasne – tej literatury też nie chcę piętnować. Każda ma prawo dowodzić swoich racji i wielkości. Warto by jednak pomyśleć, że świat poszedł naprzód, a Polscy uczniowie mogą chcieć czegoś więcej od literatury. I że interpretacje i analizy lektur, które mówią o rzeczach zupełnie już nie związanych z rzeczywistością – i owszem – powinno się przeprowadzać, ale w zupełnie innym niż dziś kontekście. Uwzględniając, iż nie jest to jedyna i słuszna literatura.

Choroba…

Wydaję mi się, że Język Polski w szkołach zatracił swój sens i kierunek. Został w tyle, kiedy świat ruszył do przodu. Zamiast zajmować się literaturą, wszedł na wody z góry ustalonych interpretacji ciągle tych samych dzieł. Bo tak łatwiej, bo nie trzeba się starać – nie trzeba być na bieżąco. Można korzystać ze starych, utartych schematów, gdyż Słowacki wielkim poetą był.

Przypominam sobie, jak to było – jeszcze niedawno – z czytaniem lektur u mnie w szkole. Jednym z najbardziej renomowanych polskich liceów, było nie było. Otóż lektur nikt nie czytał. Bez uogólnień – mało komu się chciało. Było ich, oczywiście, bardzo dużo w klasie o rozszerzonym profilu humanistycznym. I zwyczajnie nie opłacało się ich czytać, gdyż wszelkie próby samodzielnej interpretacji kończyły się zwykle marną tróją, jeśli nie gorzej. Nauczyciel w końcu ma zawsze rację, a nawet jeśli nie – to rację ma program. A w programie napisane jest jak należy dane dzieło interpretować – i trzeba tak zrobić, jeśli chce się zdać maturę.

Czytając bryk byłeś o krok dalej niż ci, którzy „męczyli się” z książką ostatni tydzień.

Gdzie tutaj jest miejsce na ćwiczenie wyciągania wniosków? Myślenia? Gdzie tu jest miejsce na zaszczepienie w młodzieży miłości do czytania? Wreszcie – w jaki sposób lekcje „Języka Polskiego” mają pokazać, iż Polska literatura jest warta czytania… i że w ogóle jakaś jest?

Czemu więc się dziwimy, że młodzież nie czyta, albo, że na półkach tych księgarń, które jeszcze nie zostały zamknięte, stoją zagraniczne dzieła pokroju „Zmierzchu”, czy „40 twarzy Greya”, a pytając Polaków o ich własnych autorów, napotyka się zwykle brak odpowiedzi, albo chęć wyśmiania?

… i lekarstwo

Polski system edukacji potrzebuje naprawy. Najlepiej byłoby zbudować go od nowa, rezygnując z kluczy i ciasnych programów, ale póki co, może warto byłoby przynajmniej spróbować wyciągnąć rękę po lek?

Można by było zacząć od odświeżenia kanonu lektur. Nie, by wyeliminować dobrych i ważnych autorów, a by pokazać, iż istnieje ciągle coś takiego, jak Polska książka. Pokazać uczniom, że poza nowelami pozytywistycznymi, poza literaturą wyzwoleńczą, istnieje coś jeszcze.

Nawet Orzeszkowa pisała przecież o pracy u podstaw – zróbmy więc coś więcej, niż analiza jej słów, i rzeczywiście u tych podstaw popracujmy. Analizujmy polskie dramaty, kryminały, fantastykę. Analizujmy polską grozę. Wywołajmy burzę na lekcjach Języka Polskiego, dyskutując o tym, co w swoich książkach mówi Miłoszewski. Co przekazuje Grochola, jaki obraz Polskiej wsi maluje Darda, jakie motywy przywołuje Sapkowski. Dyskutujmy o grozie miejskiej w prozie Kyrcza i o grotesce w powieściach Kaina.

Polska literatura jest piękna i bogata, rozbudowana na wszystkie możliwe gatunki.

Tyle i aż tyle.

Zanim pozwolimy umrzeć kulturze słowa, pytając się co poeta miał na myśli i oczekując odpowiedzi z kartki.

Duch zmiany

Parę dni temu wystartowała akcja, promująca „Pradawne zło” Łukasza Radeckiego i Roberta Cichowlasa do rangi lektury szkolnej. Wystarczy kliknąć ten L I N K.

Może to będzie dobry początek?

pz lekturą

Kulturalna zmiana warty

falatopka

Obyś żył w ciekawych czasach – przeklinali Chińczycy. I ciekawe czasy nastały, ale nie tylko w tym złym znaczeniu. Ciekawe, bo świat nagle mocno się zmienił – i zmienia się na naszych oczach. 

Czynnikiem powodującym zmiany są oczywiście ludzie. I zdarzyło się tak, że z początkiem drugiego dziesięciolecia XXI wieku, możemy zaobserwować swoistą kulturalną zmianę warty, czyli napływ świeżej krwi. Widać to szczególnie w polskim Fandomie – znacznie obniżyła się średnia wieku. Dziś na konwentach łatwiej spotkać osoby urodzone po 93-95 roku, niż starych wyjadaczy z lat 70 i 80. Ci albo są już twórcami, albo organizatorami, helperami i gżdaczami – odbiorcy zaś zwykle są młodzi i niedoświadczeni.

Ma to także przełożenie na samych twórców i aktywistów – skoro młodzi-nowi pojawili się wśród odbiorców, to ci trochę bardziej zaawansowani… tak, pojawiają się także wśród „starych wyjadaczy”. I z reguły przynoszą nowe, świeże pomysły. Pomysły rokujące nadzieję.

Odbijmy się od Fandomu i zajrzyjmy do poszczególnych gałęzi kultury fantastycznej – kino na ten przykład. Polskie kino fantastyczne? Oczyma wyobraźni widzę kpiące uśmiechy. Kiedy ostatnio pojawił się dobry, polski film Sf? Albo horror? Fantasy? Po porażce, jaką był „Wiedźmin” coś w filmowcach umarło. Chęci? Nie – ale łatwiej jest przecież zrobić romansidło z pustymi dialogami i zgarnąć za to kasę, niż wejść na niepewne wody fantastyki, wyłożyć na efekty komputerowe, pochylić głowę pod miażdżącą krytyką i hejterstwem przed produkcją i hejterstwem po produkcji, kiedy film zostanie przez wielu odrzucony tylko dlatego, że nie jest wytworem „Zachodu”. To bardzo niepewny grunt, w zasadzie – prawie pewna katastrofa. Na realizację mają szanse filmy, które… cóż, mają szansę. Czytaj – można przewidzieć, iż trafią w target, jak choćby adaptacja filmowa książki Rafała Kosika „Felix Net i Nika”. A i tu w komentarzach czasami płynie jad.

Więc co – opłaca się w Polsce robić filmy fantastyczne? Nie! Ostatnim klasykiem była Seksmisja, z której do dzisiaj jesteśmy dumni, ale której sukcesu nikomu jakoś się nie chce powtórzyć. Z wyżej wymienionych powodów.

Zły czas, złe miejsce

 Próbował swego czasu Staszek Mąderek. „Gwiazdy w czerni” miały być pierwszym od dekady (albo już dwóch) Polskim filmem science-fiction z prawdziwego zdarzenia.

[youtube]https://www.youtube.com/watch?v=XvbHqR1SEug[/youtube]

Zdjęcia trwały długo. Produkcja jeszcze dłużej – żadna Polska wytwórnia nie chciała współpracować z Mąderkiem. Nie dlatego, że nie umiał robić filmów – bo to akurat wychodziło mu świetnie. Dlatego, że ten konkretny fil miał być filmem SF. Co zrobił nasz bohater? Ano, zacisnął pasa i każde zarobione pieniądze wrzucał w film. Nie jeździł na wakacje, weekendy, nie bawił się, nie balował. Tak było w 2006, 09, 10… tak jest pewnie dziś, bo jeśli dobrze kojarzę, film nigdy się nie ukazał.

Nowa krew

I to właśnie dochodzę do czasów obecnych. Mąderek miał pecha – zły czas i złe miejsce. Tymczasem dziś na przeciw „poważnemu” kinu robiącemu któryś tam już z serii film o Janie Pawle II, setną komedie romantyczną i n-ty dramat (choć honor trzeba oddać, że i tu pojawiają się nadzwyczajnie dobre filmy, jak „Pod mocnym aniołem” czy „Drogówka”) wychodzą młodzi twórcy, którzy nie mieli by szans przebić się do kin… gdyby nie internet i akcje takie jak „Polak potrafi”, czyli publiczne finansowanie.

I tak do świadomości masowej przesączają się informacje o Polskim serialu o Zombiech „Horda” Wiktora Kiełczykowskiego, z którym przez chwilę nawet romansowałem, i choć nie wyszło z tego żadne dziecko – gorąco kibicuję.

[youtube]https://www.youtube.com/watch?v=KLSf7_K7qvY[/youtube]

Prócz tego chciałbym się skupić na dwóch produkcjach, których pomysły mnie dosłownie zelektryzowały. Pierwszym będzie bliski memu sensu – horror.

Odludzie

„Odludzie” to kolejne amatorskie podejście do kina grozy (nie tylko w literaturze dużo się w tym gatunku dzieje) – z tym, że to „amatorstwo” profesjonalne. Od jakiegoś czasu z zaciekawieniem przyglądam się twórcom i jestem pod wrażeniem czasu i sił, jakie wkładają w to przedsięwzięcie.

[youtube]https://www.youtube.com/watch?v=kWhoj9HvLMU[/youtube]

Drugim punktem będzie następna moja miłość – Science Fiction.

Obecność

„Obecność” to typowy film dwóch aktorów. A pomysł? Na pewno wart uwagi. Oto dwie kobiety zamknięte w kapsule ratunkowej muszą zmierzyć się ze swoją samotnością i strachem przed śmiercią. Kapsuła pędzi bowiem prosto w słońce. Proste? Proste. Ale potencjał ma.

[youtube]https://www.youtube.com/watch?v=wiyGaWpaOuM[/youtube]

A to przecież dopiero szczyt góry lodowej. Na pewno znajdzie się przynajmniej paręnaście równie interesujących projektów. Wystarczy tylko poszukać.

Albo poczekać – bo Stonawski na pewno o nich napisze.

Stonawski A.D. 2014

Topka

Rok 2014 trwa w najlepsze, przydałoby się więc zaktualizować plany wydawnicze – a tych jest sporo… zresztą, jak zawsze. Bo… co robi Stonawski, kiedy milczy? Odpowiedź znacie. 

W najbliższych miesiącach przewiduję udział w ośmiu projektach (pisma, antologie) – oczywiście papierowych, plus – jak zawsze – w następnej edycji „31:10”, choć do tego czasu pojawią się zapewne nowe projekty. Część z nich mogę już ujawnić – ba – nawet powinienem!

Jako więc pierwsze danie proponuję antologię „Toystories” wydawnictwa Morpho, a w niej, mój nieskomplikowany, acz zabawkowy króciak – „Lalka„, zawierająca skłębione strachy z mojego własnego dzieciństwa. Antologia wyjdzie już w marcu, dostępna w dobrych księgarniach i empikach.

TOYS AUT

… Co knuje pluszowy miś, wciśnięty gdzieś w zakurzony, ciemny kąt? Jakie wojny toczą między sobą plastikowe żołnierzyki, kiedy smacznie śpimy? Dostajesz już gęsiej skórki?

A jeśli, wyrywając się z sennego odrętwienia, uświadomisz sobie, że jesteś jedynie pionkiem na olbrzymiej, boskiej szachownicy? Dlaczego nie wolno operować lalek ani drażnić Świętego Mikołaja, tudzież upiększać swojego ciała zaawansowanymi technologicznie gadżetami?
No właśnie. W „Toystories” znajdziesz właściwe odpowiedzi, ale również pytania, postawione wprost i bez pardonu, z dorosłą konsekwencją, lecz dziecięcą, niczym nie skrępowaną dosłownością. Tu nie ma miejsca na kompromisy i konwenanse.
Zapraszam Cię na niezapomnianą przejażdżkę karuzelą wzruszeń, rollercoasterem groteski, diabelskim młynem makabry. Wstąp do naszego świata – miejsca, gdzie zabawki żyją, czują, kochają i nienawidzą. Do świątyni szalonych bogów i fanatycznych wyznawców, wirtualnej rzeczywistości i przerażającego „tu i teraz”.
Wejrzyj w samego siebie. Od dziś nic nie będzie już czarno-białe.…
Gotowi na danie drugie? Dziś szef kuchni poleca pełnokrwisty stek. A kiedy mówię o krwi, to znaczy, że będzie się działo – przed Wami pierwsza polska antologia poświęcona wampirom. I nie mam na myśli wróżek. Zdecydowanie, kiedy mówię „wampiry”, mam na myśli drapieżców, raczej do bycia czyimś chłopakiem nie zdolnym, bo niby jak zawrzeć związek z obiadem?
Oto więc księga Wampirów wydawnictwa Studio Truso, dostępna od premiery, 3 marca 2014, kiedy to w różnych miastach polski COŚ się stanie. Co? Będę informował.
Tymczasem – „Wampir.pl” w Księdze Wampirów.
1795536_742897515734865_1319945288_n
I tu zapowiedzi prozy się kończą, niech pozostałe osnuje mgła tajemnicy… którą sukcesywnie będę rozwiewał.
Dodam jeszcze, że chcący pogawędzić na żywo będą mieli okazje spotkać mnie na tegorocznym Pyrkonie (21-23 marca). Najłatwiej spotkać mnie będzie… oczywiście na prelekcjach poświęconych horrorowi, w szczególności na prelekcji poświęconej nagrodzie Grabińskiego, o której to będziemy opowiadać razem ze Stefanem Dardą. 

Co się dzieje w Krakowie?

kraków smok

Kraków miastem kultury! I choć fakt to niepodważalny, tak jak to, że obok kultury Kraków jest też miastem smoka imieniem Smog (nie mylić z kuzynem Smaugiem), oraz – sporadycznie – miastem długich noży, to co jakiś czas warto o tym przypomnieć. Zwłaszcza, jeśli kultura ta wzrasta niemal na naszych oczach, jak grzyby po smogu. Deszczu. 

Oczywiście, szczególnie cieszy mnie fakt nowych inicjatyw związanych z tym segmentem kultury, który mnie interesuje najbardziej – środowiskiem fanów grozy, oraz fandomem fantastyki. Zwłaszcza, jeśli dzieje się to po długim śnie, w jaki zapadł Kraków z początkiem pierwszej dekady drugiego milenium.

Jak to drzewniej bywało

Był taki czas, kiedy Kraków wydawał się jeśli nie stolicą, to jednym z najważniejszych punktów na fantastycznej mapie Polski. Tu odbył się pamiętny Cracon – połączony z Polconem Eurocon, tu też organizowano pierwsze Krakony, które przez długi czas rządziły w mieście królów, jako najbardziej popularne w Polsce. Tu też Galicyjska Gildia Fanów Fantastyki organizowała Imladrisy – nie mniej popularne, być może jeszcze bardziej żywiołowe. A potem przyszło nowe – z roku na rok w zasadzie Krakony i Imladrisy przestały być organizowane, rozwiązał się klub fanów fantastyki. Kraków zamilkł, a schedę po nim objęły inne miasta, jak Poznań, w którym po dziś dzień bije się rekordy popularności na Pyrkonach (ostatnim razem było chyba 12 000 ludzi).

Ptaszki ćwierkają

Myli się ten, kto sądzi, że Kraków całkowicie się wycofał, bo to raczej nie zdarzy się nigdy. Pamiętamy takie wydarzenia, jak konwent stolikowy – ZamiastCon, Confuzja, czy Game Fusion. I o ile ZamiastCon był w pewnym stopniu prześmiewczy, pozostałe dwa eventy odegrały tylko rolę subtelnych zapowiedzi… jutra. I ono nadeszło, bo w 2011 roku został wznowiony Krakon. Zabrała się za niego ekipa zupełnie nowa, niedoświadczona, ale też pełna wigoru. Krakon 2011 miał być też eksperymentem „łączenia fandomów” mangowego i fantastycznego. Eksperyment, cóż, nie udał się. Fantaści zwyczajnie uciekli, a ci którzy zostali skazani byli na samotność w prelekcyjnych salach. Nie wspominając już o zwykle i tak pomijanym horrorze. Skądinąd – udało mi się przeprowadzić wtedy najlepsze chyba spotkanie autorskie. Cóż z tego, że publika była drewniana, a w konkursie, który zorganizowałem główną nagrodę wygrały odpowiednio: Krzesło 1 i Krzesło 2…

Byłem też na Krakonie rok później. Już jako organizator wziąłem w swoje macko-szpony blok horroru. 2012 przyniósł poprawę, choć konwent jako całość znów został okrzyknięty „klapą” (niektórzy lubią duże słowa), to wiele osób spisało się na medal, jak choćby przy organizacji bloku literackiego. I tym razem Horror – a jakże, na uboczu – dał sobie radę. Wystarczy wspomnieć Ramseya Campbella, który wręcz zachwycał się Krakowem i obecnymi na jego spotkaniach ludźmi. Poprawę też przyniósł rok 2013, choć Krakon organizowany był przez znów odnowioną ekipę. I znów coś poszło nie tak, pojawiły się wątpliwości organizacyjne, na skutek dosyć niemiłej plotki obraził się główny gość konwentu – Graham Masterton… fatum, można by powiedzieć. Nowe Krakony – wszystkie razem i każdy z osobna – przebijały się przez rosnącą falę niechęci i kłótni pomiędzy potrzaskanymi, małymi grupkami krakowskiego fandomu… w czym osobiście widzę główną przyczynę niepowodzeń. A gdzieś w tym wszystkim była groza – stając z boku, pomijana, ale – co najważniejsze – radząca sobie doskonale.

I wtedy stało się wiele rzeczy w bardzo krótkim czasie.

Wiele rzeczy w bardzo krótkim czasie

Jeśli rok 2013 rozpoczął się cokolwiek mgliście, to po paru miesiącach – a już na pewno po Krakonie – mgła ta została rozwiana. Zupełnie, jak gdyby na dawne włości wrócił potężny smok. Oto zostaje zapowiedziany powrót Imladrisu, stare fandomowe (doświadczone) dinozaury wracają, zakasując rękawy. A później…

kfason Klikaj, klikaj!

Groza bierze sprawy w swoje własne ręce, za sprawą inicjatywy Mady Szostak i Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej powstaje KFASON, pierwszy w historii polski konwent fanów grozy. Ten ruch jednoznacznie pokazuje, że polska groza dorosła do zjednoczenia, skupienia w sobie. Zresztą, w niedługi czas później całe środowisko ożywa, pojawiają się nowe pisma, nowe antologie i projekty!

nagroda grabiKlik.

Na KFASONIE zostaje ujawniona Nagroda Polskiej Literatury Grozy im. Stefana Grabińskiego. Od tej pory literacka groza radzi sobie sama, dumnie krocząc w świetlaną (mroczniejszą?) przyszłość. Zachował się zresztą zapis wideo z pogadanki, na której ogłoszona została nagroda. Choć sam moment ogłoszenia pozostanie już na zawsze tylko w pamięci tych, którzy tam byli.
(Od lewej za stołem: Kazimierz Kyrcz Jr, Michał Stonawski (niżej podpisany), Dawid Kain, Stefan Darda i Michał Gacek)

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=eKJ08HDAg7Q[/youtube]

smokiKlik?

Aż w końcu przełom 2013/2014 przynosi wiadomości radosne i z dawna oczekiwane – utworzony zostaje nowy Krakowski Klub Fantastyki „Krakowskie Smoki”. Kraków znów oddycha pełną piersią (o ile można tak powiedzieć w tym smogu), po ponad dekadzie fandom znów się zrzesza, co daje nadzieję na następne lata pokoju i stopniowego budowania mocnej społeczności fanów szeroko pojętej fantastyki – od Science Fiction, przez Fantasy, do Horroru i poprzez niego – do szeroko rozumianej Grozy.

Nowy początek

Co przyniosą następne lata? Orzec może i trudno, za to pofantazjować – łatwo, zwłaszcza, kiedy są ku temu podwaliny. Przyszłość jest bowiem optymistyczna – już nie skrycie i cicho a głośno i na pokaz marzę o silnej krakowskiej komórce fandomu, o silnej, rozwijającej się grozie, o jeszcze silniejszych konwentach, o Polconach w mieście królów, o być może powrocie Euroconu do Krakowa, o nowych, licznych inicjatywach… i część, może nawet całość się sprawdzi. Bo z kulturą to jest tak, że działa jak samonapędzający się silnik. Wystarczy tylko iskra, wystarczy lekko popchnąć, a cała maszyneria zaczyna działać jak ciemny, lśniący Bentley. Pchajmy więc – z całej siły. A potem – na autostradę.

Zobaczymy wreszcie, dokąd ten tramwaj jedzie.

Być może zainteresuje Cię również: 

Horror masakra2

Mój artykuł w piśmie „Horror Masakra” o nagrodzie Grabińskiego

 

 

 

 

 

po krakonie

Moje refleksje po Krakonie 2013

 

 

 

 

 

pzyszlosc

Parę słów o przyszłości horroru – po KASONie

 

Wydawniczo, prozatorsko

 

No i zaczęły się studia. Mniej czasu, więcej alkoholu – te rzeczy. Niemniej, jeśli Stonawski nic nie mówi, to Stonawski zwykle kombinuje coś nowego.

Miło mi zatem poinformować coś, o czym subskrybenci już wiedzą, bo wieści spadły na mnie w trakcie pisania ostatnich WL. Mianowicie:

Jedna z moich inicjatyw doczekała się wydawcy!

Oczywiście, ta najbardziej tajemnicza, więc szczegółów nie będzie… póki co. Mogę za to powiedzieć, że to będzie naprawdę COŚ :)
(A Lecznica pisze się dalej :>)

Poza tym będzie mnie wkrótce można zobaczyć w paru miejscach. Na ten przykład w pewnym   e-zinie, pewnej antologii pewnego wydawnictwa i… i dosyć sekretów. Ostatnią rzecz mogę już ogłosić publicznie .

Pamiętacie „31.10: Halloween po polsku”? W zeszłym roku był to jedyny e-book i rewolucyjna akcja. W tym namnożyło się straaaasznie dużo podobnych inicjatyw (czyżby nasz przykład coś dał? :)). W żadnej z nich jednak nie wziąłem udziału.

Dalej trzymam z „31.10”, którego druga edycja już bardzo, bardzo niedługo i – jak zawsze – z rozmachem. Oj, będzie się działo.

A tymczasem – okładka.

Kiedy Horror oddzielił się od Fantastyki

W nocy nie zadzwonił budzik. A może zadzwonił, tylko ja nic o tym nie wiem? Testowałem przed chwilą. Jak na złość – wszystko w nim działa. A że to komórka, nie mogę (mogę, ale nie chcę) potraktować jej jak innych budzików, czyli trzepnąć o ścianę z całej siły. Na domiar złego rozwaliła mi się myszka. Niby nic, ważne, że klawiatura działa, ale jakoś tak mi sie obco zrobiło.

Na szczęście, na ukojenie nerwów, znalazłem tekst Łukasza Orbitowskiego o Bizarro, na Niedobrych Literkach. Linku nie dodam, bo coś mi się właśnie popsuło. Jak się odpsuje – poprawię. I polecam, bo tekst dobry :)
Orbitowski pisze tak:

Powieści bizzarro – krótkie, tak by lektura trwała tyle, co seans filmowy – łączą elementy absurdu, groteski, horroru, społecznej satyry, fantastyki, campu, właściwie, mogą zmieścić w sobie wszystko.

 

Swoim zwyczajem, odbijam się od głównego tematu, zostając przy podziale „Horror, Fantastyka”.  Definicja fantastyki mówi, że w tym pojęciu zawiera się i fantasy i science fiction a także horror.  Każdy z tych gatunków ma przecież w sobie elementy fantastyczne.
A co, jeśli nie?

Tymczasem zwykle słyszę i czytam, że ludzie mówią o książkach fantasy „fantastyka”, zaś do samej fantastyki horroru nie zaliczają. Tak to wygląda w bardzo wielu przypadkach. Oczywiście, niezmordowanie poprawiam i czepiam się wszystkich i wszystkiego jak rzep. Przed chwilą jednak zadałem sobie pytanie; czy faktycznie horror jest jeszcze w obrębie samej fantastyki?

Patrząc na Mastertona, Kazka Kyrcza czy niekiedy nawet samego Kinga, można stwierdzić, że tak. Paradoksalnie, ten sam King jest także przykładem na to, że horror nie musi mieć w sobie motywów fantastycznych, by być horrorem.

Jako przykład podać mogę innego autora – Jacka Ketchuma i jego „Dziewczynę z sąsiedztwa”. Strach wywołują sami ludzie i to oni są największymi potworami, nie duchy, nie Zombie.

A skoro tak, to gdzie na fantastycznej mapie leżą powieści grozy? Jeszcze w, czy też już na pograniczu fantastyki, będąc nią i zarazem już wykraczając poza?

Wieści Literackie? Można, a nawet trzeba :)

Czym są „Wieści Literackie”? Poza opisami na blogu niewiele o nich wiedzą ci, którzy jeszcze nie zdecydowali się na bezpłatną „prenumeratę” w postaci subskrybcji.

Tymczasem sprawa jest prosta – po zapisaniu się, wystarczy przeczytać krótki tekst, a następnie czekać, aż automat wyśle na Waszego maila tekst utrzymany w konwencji RPG. Mozna go przeczytać, albo od razu kliknąć link potwierdzający. To bardzo ważne, wiele osób tego nie zrobiło i dlatego WL do nich nie docierają.

No dobrze. Tyle, jeśli chodzi o część teoretyczną. Dziś rano udało mi się wysłać numer 5 tej mojej gazetki, tymczasem zaprezentuję Wam – dla zachęty – jak wyglądał numer pierwszy.
No i, zachęcam do klikania :)

………………………………………………………………………………………………………………………………………..

Kraków, 8 maja 2012

Drogi Czytelniku!

Minęło już trochę czasu, odkąd zacząłem nosić się z zamiarem stworzenia czegoś takiego, jak „Wieści literackie”. Wreszcie ten pomysł zyskał ciało. Wirtualneale jednak ciało.
Czytając, szybko się zorientujesz, że WL nie są tylko tym, co jest napisane w tytule. Jest to zbiór ciekawych linków, być może także spostrzeżeń, który w moim zamyśle ma dojrzewać i zyskiwać ciągle nową graficzną formę .

Przeglądając sieć znalazłem bardzo ciekawy wywiad z Michałem Witkowskim, zdobywcą trzeciego miejsca w plebiscycie Gazety Wyborczej na najlepszego Polskiego pisarza przed czterdziestką… choć GW w zasadzie pominęła w swoich poszukiwaniach pisarzy fantastycznych wyróżniając z nich tylko Jacka Dukaja (dobre i to), to wywiad jak i sam autor są warci by poświęcić im chociaż chwilę.

Inne zgoła podejście do Fandomu ogólnie ma już Gazeta Polska. Tu przeczytać można nawet artykuł o konwencie Pyrkon w Poznaniu (na którym i ja byłem). Co prawda autor tekstu ma dziwne życzenia, jak na przykład by na konwencie było więcej religii i Jezusa (przypominam, że Fandom dlatego jest równy, że wyznania, religie, poglądy są traktowane jednako – znaczy, w ogóle nie są. Liczy się Fantastyka, a każdy z nas jest wobec niej równy… reszta jest kwestią indywidualną)… ale i tak miło jest przeczytać tego typu tekst.

Tymczasem miło mi zawiadomić, że rusza druga edycja „Halloween”. Pamiętasz tego e-booka? Wiele zdziałał ostatnio w świecie.
Druga edycja jest szczególna, gdyż także i Ty możesz wziąć w niej udział. Będę o tym jeszcze pisał w następnym wpisie… ale jako subskrybent, masz dostęp jako pierwszy do tego typu informacji, więc łap.
Być może zobaczymy się w spisie treści? :)

Pojadę trochę z prywatą. Na blogu literackim „Gryzipiórek” ukazał się ze mną wywiad. Ach, nawet ma już za sobą pewną burzę… haters gonna hate, jak to mówią.

Na koniec zostawiam coś wesołego. Jest to film o przygodach małej sondy Voyager, którą chyba każdy kojarzy… sympatyczna animacja z naprawdę OGROMNĄ ilością nawiązań do filmowej części Sf.

A już na sam koniecodstresowywacz. Mała niespodzianka :)

Mam nadzieję, że zdrowie dopisuje. Widzimy się już niedługo, czy to na blogu, facebooku, WL czy… gdzieś indziej.

Pozdrawiam Cię serdecznie,

Michał Stonawski

Wakacyjne tu i tam.

Ach, dorwałem się na chwilkę do komputera i sieci. I strasznie się nazbierało dużo… wszystkiego, podczas tej mojej nieobecności. I się nazbiera.

Ale do rzeczy – piszę, aż furczy. I trzeszczy. Klawiatura, ma się rozumieć. Opowiadania, Lecznica, bajki (?!). I taki zapowiada się cały miesiąc. Tymczasem, by umilić Ci czas na oczekiwanie mojej „orgowej” relacji z Krakonu 2012, materiał filmowy z tegoż konwentu. Nagadałem się wtedy do kamery niemiłosiernie… choć widać dukałem, bo zostało to skrócone do parunastu sekund. Ale jest też kawałek rozmowy z Ramsey’em Campbellem (super człowiek, mówię Ci!).
Zapraszam :)

[youtube]https://www.youtube.com/watch?v=Z_18GxCzVY0[/youtube]

Tymczasem na Szortalu zostały opublikowane dwa moje króciaki. Jeśli nie jesz akurat, albo nie masz tego w najbliższych planach – zapraszam i tu.

– Nie jestem teraz gotowa – tłumaczyła Marysia. – Nie jestem gotowa na dziecko, rozumiesz?

Józek siedział na kanapie z pochyloną głową. Nie odzywał się. Tylko ręką, co jakiś czas, podnosił do ust skręta. Dym drażnił dziewczynę coraz bardziej. Józek zawsze był wygadany, nikt mu nie podskoczył, to dzięki temu wyrwał ją na tamtej dyskotece. A teraz jakby mu mowę odjęło. Pieprzony, kurwa, pozer.

– Józek! – Podskoczyła do niego, wyrwała z ręki skręta. Zdeptała obcasem szpilki.

Żadnej reakcji.

Chwyciła go za koszulę. Miała ochotę przywalić mu z całej siły, wyrwać te nażelowane, sterczące na wszystkie strony włosy, obić twarz. Zamiast tego, cofnęła się o krok dysząc ciężko.

Wreszcie podniósł wzrok.

– Przecież się zabezpieczyliśmy – tłumaczył, jakby samemu sobie. Głos miał cichy, niepewny. – Miałem gumki. A ty powiedziałaś, że bierzesz pigułki. Nie rozumiem… puściłaś się z innym, tak?

Nie wierzyła w to, co słyszy. Nie potrafiła powiedzieć, ani słowa, podniosła bezradnie ręce.

– Puściłaś się z innym – powtórzył, teraz już pewniej. – Dziwko. Wiedziałem.

Wstał. Próbowała go zatrzymać, odepchnął ją, jak gdyby odganiał się od muchy. Wyszedł z pokoju, chwilę później trzasnęły wejściowe drzwi.

Problem z głowy” – część dalsza TUTAJ

Krzyczała, spadając. Uderzenie pozbawiło ją tchu, lecz pozostała przytomna. Podłoże było miękkie, zamortyzowało upadek z ośmiu metrów. Jęcząc, przewróciła się na bok, podkuliła nogi i zastygła w pozycji embrionalnej.

Płacząc, starała się pogodzić z losem. Rozsądek mówił jednak, że skoro nie zrobiła tego przez ostatnie lata, teraz też jej się nie uda.

***

Powiedzieli, że jest bohaterką. Nigdy nie chciała nią być. Urodziła się tylko po to, by umrzeć. Kiedy skończyła szesnaście lat, przyszli do jej komnaty. Mistrz ceremonii, w obecności całego dworu, dokładnie ją przebadał, świadcząc iż młoda córka księcia nie została zbrukana. Potem zabrali ją do klasztoru, przez trzy dni pościła i modliła się do boga o łaskę. Wreszcie nadszedł dzień, kiedy stanęła u wrót pieczary, obdarta z szat, ostatni raz spojrzała na słońce. Jego eminencja biskup pobłogosławił ją, nieudolnie dodając otuchy słowami o męczeństwie i wielkiej nagrodzie, przy czym jego chciwe spojrzenie cały czas wbijało się w jej nagą sylwetkę. Czuła, jakby chciał wydrzeć z niej duszę, zapamiętać jak najwięcej, zagarnąć dla siebie część gładkiego ciała. Dobrze wiedziała, co będzie robił wieczorem, w swej komnacie. Kiedy splunęła mu w twarz, własnoręcznie wepchnął ją do pieczary.

Zgromadzony tłum wiwatował.

„Dar dla bestii” – część dalsza TUTAJ

I to tyle, póki co. Aaa, bo się pochwalić muszę – zdjęcie z Ramseyem :)

Wakacyjnie pozdrawia,

Michał Stonawski

To co, widzimy się na Krakonie?

Już jutro startujemy. A w sobotę najbardziej oczekiwany Blok Horroru i Sensacji, a wystąpią u mnie:

  • Krzystof Billiński, który opowie o książce okultystycznej
  • Michał Gacek zaprezentuje swoją powieść „Endemia”
  • Łukasz Śmigiel pokaże jak popełnić zbrodnie niemal doskonałą
  • Robert Cichowlas podpowie, jak zainteresować swoją osobą wydawcę (Tam będę na pewno :))
  • Krzysztof Maciejewski przybliży wszystkim wspaniały podgatunek horroru, jakim jest Bizarro (Jeśli spodobały Ci się „Owoce wiosny”, wiesz, gdzie masz przyjść :))
  • Krzysztof T. Dąbrowski przebiegnie maraton po drabblach 
  • Krzysztof Piskorski i Paweł Paliński poprowadzą w głąb grozy miejskiej
  • Ramsey Campbell… będzie straszył :)
  • Kazimierz Kyrcz i Dawid Kain opowiedzą o horrorze ekstremalnym (będzie ostro!)
  • Wydawnictwo Sine Qua Non ogłosi konkurs (łaaadne książeczki mają)
  • Zaś na koniec ja, Krzysztof Maciejewski, Kazimierz Kyrcz, Robert Cichowlas, Dawid Kain, Krzysztof T. Dąbrowski i Michał Gacek postaramy się wszystkich postraszyć swoimi opowieściami :)

Zaś…. na sam koniec, przez całą Sobotnią noc będziemy pić, jeść i biesiadować z wyżej wspomnianymi autorami, oraz innymi oraz uczestnikami przy wielkich kamiennych grillach na AGH.

Niech poleje się krew :)

a TUTAJ cały program.

 

Stonawski w Nowinkach – podcast już dostępny!

W piątek (30.08) miałeś okazje rano i po południu posłuchać mnie, oraz Adama Ochwata w radiu. Opowiadaliśmy o Krakonie, a ja napomknąłem coś o swojej twórczości.

Trochę terma była (co słychać, czasami mi się zabełkotało), ale i tak wyszedłem stamtąd z przeświadczeniem, że nie poszło aż tak źle :)

Zapraszam do przesłuchania.

 

 

Page 1 of 5

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén