Tag: Prywatnie tak

Prywatnie tak (11): Nocą

Puste godziny nocne i spokojna, acz nastrojowa muzyka w słuchawkach skłania ku przemyśleniom. Nocą świat jest twardszy, pozbawiony kolorów – w tym różowych okularów. Można przyjrzeć się samemu sobie o wiele bardziej wnikliwie, bez emocji, badawczo.

Widzę człowieka który mimo, iż oddaje się wielu pasjom – jest leniem. W pewnym sensie nieudacznik, gdyż wiele, stanowczo zbyt wiele rzeczy w życiu mu się nie udało. A jednak jest ten człowiek szczęściarzem – dostał od losu dużo prezentów. Z wielu skorzystał i umie się z tego cieszyć. Myśli sobie „Jestem szczęśliwym człowiekiem”.
Czasem tylko gniew, żal i smutek.

To chyba jedna z najbardziej osobistych rzeczy, jaką napisałem. Już mam palec na „backspace”. Ale nie. Zostanie.

Wróciłem na dawnego bloga, cofnąłem się, robiąc krok w przód. Tam piszę o grach, tu o książkach – i tak zostanie. I w jedno i w drugie jestem uwikłany, więc przebijać się to będzie w obie strony.
W obu też dziedzinach od odbiorcy przeszedłem do bycia twórcą. Dlatego, wszystkich zainteresowanych grami RPG zapraszam tutaj – http://ja.gram.pl/AlraunaStudio

Będą się tam pojawiać wpisy o postępach nad grą, przy której i ja dłubię, udzielając swojej głowy warstwie fabularnej. Mam nadzieję, że wyjdzie. Robi się ciekawie. Wreszcie.

Co jeszcze? Pojawił się spis treści „Dziedzictwa Manitou”, dlatego można wreszcie zobaczyć innych autorów opowiadań – i trza przyznać – dużo znanych nazwisk :)

WSTĘP – Robert Cichowlas
POLSKIE OPOWIEŚCI – Graham Masterton
TEUFELSCHWANX – Jacek Rostocki
GODZINA WOŁU – Paweł Waśkiewicz
DRAPIĄCY PSY – Krzysztof Maciejewski
ZA KURTYNĄ – Piotr Mirski
ZAKŁADNICY FIKCJI – Kazimierz Kyrcz Jr
CZARNY LĘK PADA – Jacek Piekiełko
TAK BLISKO, NIEWAŻNE JAK DALEKO – Rob Kayman
POŚPIECH JEST DOBRYM DORADCĄ – Michał Stonawski
LIDKA – Aleksandra Zielińska
ZAUŁEK – Piotr Pocztarek
MISKAMAKUS – Krzysztof T. Dąbrowski
OPUS MAGNUM – Dawid Kain
OFIARY – Robert Cichowlas & Łukasz Radecki
OBSERWATOR – Graham Masterton 

Chyba tyle. Właśnie włączył mi się Main Theme z „Morrowind”.

Odpływam.

Prywatnie tak [8] – BOM

 

Obiecałem kiedyś, chyba rok temu, ten wpis. Przypomniałem to sobie niedawno, kiedy w ramach jednej z akcji nagrywałem film… przedstawiający mój salon.
Nudziło mi się.
Chory niestety jestem.

W każdym razie – kogo interesuje, w jakim miejscu tworzę ja i taki jeden pad grafik (wybitnie twórcze musi to być miejsce) – zapraszam.

 

Może zaczniemy od kuchni – czyli od biurka. Za wiele tu do opisywania nie ma. Ot, laptop (dzięki pewnemu panu żyjący w tej chwili na skrawku dysku), kubek z pisadłami, głośniki.

 

Z kolei to jest chyba najważniejsze miejsce. Serce naszego domu – Boma, fotel służący tylko jednemu – dawno już chyba zapomnianej rozrywce społecznej, jaką jest czytanie. Za fotelem – plecaki, śpiwory, rzeczy do podróżowania na zimę zamknięte w oczekiwaniu na sezon.
Obok – zakładki, pisadło, karteczki do pisania. No i książki, do których łatwy dostęp.
Z kolei ciekawym artefaktem jest telewizor – nieużywany, niepodłączony do żadnej telewizji, nawet publicznej. Wkrótce zniknie, a my zyskamy dodatkowe miejsce na książki.

 

  Zaraz obok biurka – kolejne półki. A, nie powiedziałem o podziale. Widzicie, starość nie radość, albo też gorączka.
W każdym razie – Na poprzednim zdjęciu ta półka najbardziej po lewej, to książki do oddania, pożyczone. Za nimi – Trochę Pilipiuka i Mileny Wójtowicz, czekające na zwolnienie się miejsca (przecz z telewizorem!). Potem literatura popularno-naukowa (na najwyższej z półek pierwszego od lewej regału), a dalej fantastyka polska (prócz półki ostatniej, przeznaczonej na gwiezdne wojny, Serie niefortunnych zdarzeń, Lewisa…). Po prawej stronie – fantastyka zagraniczna.

Przechodząc, do zdjęcia właściwego (tego tu, po lewej) – pierwsze dwie półki to stara Sf, potem trochę horroru polskiego, fantasy, głównie zaś kryminały.

 

Jeśli jeszcze nie macie dosyć tego wylewu prywaty, zapraszam do oglądania krótkiego filmiku, jak to wygląda w wersji żywej.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=xBJkXeqjUEM[/youtube]

Prywatnie tak (7)

 

Dano już nie kontynuowałem tej serii wpisów. Czas chyba najwyższy, zwłaszcza, że jest to wpis siódmy, więc obarczony odpowiedzialnością bycia szczęśliwym. Czy faktycznie? Można i tak powiedzieć… po straszliwym, czarnym Wrześniu nadszedł zimniejszy i o wiele lżejszy październik dając wytchnienie. Ale o tym później.

 

Czasem zastanawiam się, czym są te wpisy. Rodzajem pamiętnika? Nieudolną imitacją „Tygodnia z głowy” Łukasza Orbitowskiego? Rodzajem prywatnego kącika skarg i zażaleń, który jednak jest udostępniany? Jakakolwiek by nie była prawda, są one najbardziej osobiste ze wszystkich. Oczywiście, mówię często na łamach tego bloga  o swoich – czasem kontrowersyjnych – ideach, ale są one, jak to idee, górnolotne i nie dotykają pierwiastka ludzkiego tak dokładnie, jakbym tego sobie życzył. Co innego „Prywatnie tak”.

Wróciłem z Chrzanowskich Dni Fantastyki, gdzie razem z Krakowską Grupą Horroru (jak czasem określam naszą zbieraninę) przygotowywaliśmy panel o horrorze. To w sumie dziwne, czyżby w całym Chrzanowie nie było nikogo, kto interesuje się i zna na horrorze na tyle, by móc coś poprowadzić? Niemniej, daliśmy radę, a nawet lepiej. CDF były miłą odmianą po nieudanym (niestety) Krakonie. Sam konwent był dziwny. Mało ludzi, jakaś taka porządna szkoła, teatr, podziemia, demoniczny kelner… dziwnie, naprawdę dziwnie. A poza tym jeden z lepszych konwentów, na jakim byłem, choć spędziliśmy tam tylko parę godzin.
Co się najbardziej zapisało w pamięci? Walki na miecze z „Kręgiem Mieczy” (zaprosili nas na trening w Krakowie), prelekcja o korektorach Asi, rozmowy o książkach Kazka Kyrcza i Dawida Kaina (Cytat o jednej z książek traktującej o zabójczym lesie: „Dialogi są tak drewniane, jakby faktycznie pisał je sam las” [by. Kazek]) czy wreszcie sama nasza rozmowa o tym, co straszniejsze – rzeczywistość, czy horror. Rozmowa owocna i przełomowa dla mnie. Chyba wreszcie udało mi się tak totalnie otworzyć na publikę.

Październik jest też dobrym miesiącem pod względem mojej literatury. Obecnie czekam na trzy coraz bliższe premiery, z czego powiedzieć mogę o jednej… inne trzymając w tajemnicy. Lubię tajemnice.
Już niedługo ukazuje się „City2”, czego dowodzi chociażby wpis u Krzyśka Maciejewskiego. Z początkiem listopada będę podpisywał egzemplarze na Krakowskich Targach Książki (Niedziela, 6 listopada po 12:00). Z kolei tuż przed Halloween trochę namotam i powiem o pewnej niespodziance, która będzie na cały Halloweenowy weekend. No i gdzieś w okolicach 25-go października też powinno się stać coś miłego.
Więcej nie powiem.

 

Na koniec ciekawy filmik, który znalazłem w sieci. W sumie nadawałby się na reklamę prezerwatyw, nie uważacie? :)

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=ciQ20ZyBs7g[/youtube]

 

A przy okazji: Mam wątek autorski na forum Qfant. ZAPRASZAM.

Prywatnie tak (5)

Piątek. Wieczór. Dosyć spokojny – temperatura utrzymuje się na kompromisowym, ni to ciepłym ni zimnym, poziomie. W głośnikach gra Ennio Morricone. Spokój i cisza – to lubię.
Dobry czas by wrócić do jakiegoś życia, prawda?

Dawno nie pisałem. I nie chodzi mi tylko o wpisy. Sesja, sesja i jeszcze raz sesja. Kto by się spodziewał,że będzie aż tak… niemiło? Nie, to złe słowo – tak, jakby wykładowcy byli źli. A nie są. Szczerze powiedziawszy ci ludzie, to jeden z powodów, za które wielbię szkolnictwo wyższe. Ludzie wspaniali, tylko niekiedy piłują…

Ot, i mam problem. W liceum mogłem narzekać na ,,profesorów” – jak pałowali, piłowali, bili po mordach – chciałoby się rzecz, to zwykle okazywali się totalnymi chamami w tym, co robili. Usiłowali pokazać uczniowi,że ten jest debilem a oni mają większą wiedzę. Kompleksy, rzekłbyś.
A tu? Piłują, gniotą (niektórzy), cisną aż człowiek piszczy. Tylko, cholera, traktują cię jak człowieka. I z szacunkiem jednak. No i jak tu nie odpłacić pięknym za nadobne?   Nie mogę ponarzekać. To… irytujące.

A więc (bez ,,a więc!”) nie jest niemiło. Po prostu trudno. No i to tyle, bo sesja powoli zdycha.jeszcze tylko troszkę. Można wrócić do życia.

Parę informacji? Znajdą się.
Po pierwsze, niedługo odkładam opowiadania na bok (choć nie do końca) i zaczynam pracować nad powieścią. W końcu kiedyś trzeba, prawda? A ja zwlekam już od tak dawna, że dalsze czekanie nie ma sensu. A że mnie cisną o to ze wszystkich stron, na czele z Magdą Kałużyńską, Kazkiem Kyrczem (pozdrawiam Was :>), czy Frankiem (Viearem), to już nie mogę dłużej czekać. Dlatego też piszę o tym- taka swoista deklaracja z mojej strony. Uf, napisałem to. No, to teraz do roboty, tak?
I, szczerzę, nie mogę się doczekać.

Druga sprawa jest z trochę innej beczki, choć z tego samego magazynu – Panoptikon.
Chciałbym Was bardzo serdecznie zaprosić do Krakowskiego klubu Kazamaty, w dniach 25-27 Lutego.  Odbywać się tam będzie konwent szczególnie ciekawy, bo można spożywać na nim alkohol. Oczywiście, tylko zakupiony na terenie konwentu. Z tego względu, tylko dla pełnoletnich fantastów.
Czemu? Zobaczcie sami:

Oczywiście, chodzi mi o godzinę 20:15. Mam nadzieję, że się tam zobaczymy!
Szepnąć mogę, że szykuję też coś na Krakon oraz Grojkon, ale o tym innym razem.

Na koniec – zabawny filmik, który znalazłem ostatnio w sieci:

Oraz coś bardziej klimatycznego. Teledysk, od którego nie mogłem się oderwać.

EYE OF THE STORM | Lovett from Lovett on Vimeo.

Prywatnie tak – Ścieżka wolności

Troszkę zaniedbałem blog przez ostatni czas. Rzecz jasna, nie bez przyczyny – musiałem trochę poukładać w życiu, przystosować się do nowych warunków, dostosować grafik. Ponieważ jednak jestem Homo sapiens (sapiens), to przedsięwzięcie musiało mi się udać. I o to jestem, wróciłem – boicie się?

Ja – tak. Nie co dzień człowiek się dowiaduje, że prawdopodobnie nie istnieje…
Ale do rzeczy – studia. Zaczyna się jakaś nowa część mojego życia, już teraz to widzę. Wychynąwszy zza cuchnących skrzydeł edukacji znalazłem się na zupełnie nowym dla mnie terenie. Tam, gdzie nikt się już u mnie nie troszczy i nie próbuje pomóc.

… bogowie, jak ja na to długo czekałem!
Niestety, w naszym masowym społeczeństwie większość, hm, organizacji zajmujących się ,,pomocą” pomaga ludziom przymusowo, według własnego uznania i z jak największą dawką ignorancji pomieszanej z hipokryzją. Ot, weźmy takich zielonych – niektórzy z nich są święcie przekonani, że by pomóc biednym zwierzątkom, trzeba wybić 1/3 ludzkości, albo brać w/w na ramiona i przenosić przez jezdnie, podczas gdy biedne zwierze dostaje zawału i nasiąka smrodem człowieka (co, w przypadku młodych niektórych zwierząt, kończy się czasem odrzuceniem przez matkę).

Generalnie, jeśli widzisz kogoś, kto biegnie do Ciebie i krzyczy ,,chcę ci pomóc! Daj sobie pomóc!” , a nie jest Twoim przyjacielem/znajomym – uciekaj. Istnieje wielkie prawdopodobieństwo, że jest to członek sekty, albo osoba, która uzna, że jesteś głodny i tak ci długo będzie trzymać głowę w talerzu i krzyczeć byś jadł, aż się zrzygasz. Dla twojego dobra, rzecz jasna.

Ale wróćmy do tematu; teraz już nikt mi nie pomaga. Wreszcie jestem sam, wreszcie mogę zmierzyć się z absurdem biurokracji. Wreszcie, wreszcie, mój Boże, jak ja się cieszę!
Zdążyłem już trochę poznać studia. Trochę. Wiadomo, po pierwszym dniu tak naprawdę mogę powiedzieć tylko – wiem, że nic nie wiem, co zresztą będzie już moją sentencją na całe studia, jako, ze moim kierunkiem jest filozofia właśnie. Ale po tym, co widzę, mogę śmiało powiedzieć, że MEN się skończył. Definitywnie. Średnia i równanie wszystkich do niej jest cieniem przeszłości. Tu liczę się ja i to, co umiem, co sobą zaprezentuję i co zdobędę. A co do tego, jestem jak najbardziej pozytywnie nastawiony – przedmioty, które mam orbitują nie tylko wokół filozofii, ale i psychologii oraz socjologii, czyli tych dziedzin, które mnie interesują najbardziej.

Zdążyłem mieć już wykład z filozofii i psychologii. Już wiem, że z wykładowcami będzie mi się współpracowało wspaniale – dowcipni, pełni wigoru ludzie. Oczywiście, na psychologii nie omieszkałem przyczepić się do Freuda. Znaczy, przyczepić. Po prostu załatwiłem grupie omawianie paru ciekawych tematów, takich jak nieświadomość (podświadomość jest niepoprawnym określeniem), sny, hipnoza, psychologia tłumu… oj, będzie się działo.

Za to filozofia… cóż. Powiem krótko – zakochałem się. Jeden wykład, a ja mam motylki w brzuchu i serce bije szybciej. Serio. A wszystko dlatego, że filozofia to matka wszystkich nauk, przy czym sama nauką nie jest i – w przeciwieństwie do nich – nie odpowiada na pytanie ,,dlaczego?” lub ,,jak?”. Ona odpowiada na wszystkie, przy okazji sama pytając ,, a jeśli…?”. Dodatkowo nie podaje żadnej prawdy absolutnej, opiera się w dużej mierze na przeczuciach i nie można jej zdefiniować, z racji, że ciągle jest w ruchu. I tak mógłbym gadać. Tylko – po co? Streszczeniem jest stwierdzenie, że filozofia, umiłowanie mądrości, jest absolutną wolnością. Spojrzenia, myślenia, twierdzenia.

Całe życie szukałem wolności. Z wielu stron była ona naruszana, często brutalnie. Teraz znalazłem ją – w filozofii.
Musiałem to z siebie wyrzucić.

Prywatnie tak (3)

Przychodzi taki czas, że coś się musi skończyć, aby inne musiało się zacząć. Tak jest i teraz. Powiem Ci, że to jest bardzo niezwykłe uczucie, graniczące trochę z niepokojem i niedowierzaniem, dziwne, bo szalona radość, która miała się pojawić jakoś nie daje o sobie znać. A powód jego jest bardzo banalny (a przecież to banały są tak naprawdę najbardziej oddziałujące), bowiem po ponad piętnastu latach edukacji, prawie całym moim życiu, udało mi się wydostać spod ,,opiekuńczych” skrzydeł Ministerstwa Edukacji Narodowej, kończąc maturę i tym samym zaczynając 4-miesięczne wakacje.
Powiem Ci, że sam nie wiedziałem, czy mam się cieszyć, czy nie. A może inaczej – wiedziałem, ale jakoś… nie mogłem. Spłynęło na mnie tylko rozluźnienie i błogość, jakie mogli odczuwać żołnierze po długiej i wycieńczającej bitwie.

Szkoła nauczyła mnie wielu rzeczy; panowania nad nerwami, patrzenia niebezpieczeństwu prosto w oczy, czy też pomysłowego radzenia sobie z problemami. Ale sza, bo stąd już blisko do stwierdzenia, że szkoła nauczyła mnie myśleć, co byłoby istnym zaprzeczeniem rzeczywistości.
Uczęszczając do szkoły nauczyłem się wiele o ludziach, o złych emocjach, o tym, że jeśli umiem liczyć, muszę liczyć tylko na siebie, czy też, że zawsze znajdą się osoby, które zrobią wszystko, by było ci jak najgorzej. I że często są nimi nauczyciele.
Było to dla mnie, jako przyszłego (mam nadzieję) studenta psychologii bardzo ciekawe doświadczenie – obserwowałem zachowania stadne w całej krasie, masową panikę, agresję, czy hipokryzję. Istny plac zabaw dla człowieka zainteresowaną psychiką ludzką!
Dzięki szkole też, poznałem prawdziwy gniew, zimną furię, bym powiedział i nauczyłem się ją kontrolować. To ciekawa rzecz – uśmiechać się, kiedy w środku aż cię rozsadza.
Chciałbym więc szkole teraz bardzo podziękować, za tak bogate doświadczenia, dzięki którym zrozumiałem parę rzeczy. To mi bardzo pomogło.
Myślę, że teraz warto zacząć się uczyć. Nadchodzą studia, tam już edukacji nie ma.
Szczęśliwy, macham MENowi na pożegnanie.

Wspominam dzisiejszy dzień, kiedy, siedząc w kuchni z Viearem i pijąc Earlgrey’a, rozluźniony i wygodnie oparty na krześle zrozumiałem, że w poniedziałek wcale nie muszę już iść do szkoły. Że matury też już pozostały za mną. To wielka ulga. Wiesz co, cholernie się cieszę. Czując w ustach przyjemne ciepło tego napoju bogów i żartując z przyjaciółmi wiem, że sobie na to zasłużyłem.

Ale odejdźmy już od tego. Chciałbym Cię poinformować o trzech rzeczach; jedną z nich jest to, że od 1-go wyjeżdżam i nie ma mnie na dwa tygodnie. Dosłownie – nie ma. Odcinam się od świata za klasztornymi murami, nawet komórkę będę miał włączoną może przez godzinę na trzy dni. A zaraz później (i to już druga sprawa), od 25-go czerwca we Wrocławiu organizowane są Dni Fantastyki. Serdecznie zapraszam. Będę tam ja, będzie pewnie cała (lub prawie cała) redakcja Enklawy Magii, będzie Viear, Alak, Kazek Kyrcz i Robert Cichowlas, a także Milena Wójtowicz, Jakub Ćwiek, i… i jeszcze wielu, wielu ciekawych, wartych poznania ludzi. I będzie się działo. Wystarczy wspomnieć o operze fantasy (dobrze czytasz), wyświetleniu ,,Head to love” – genialnego filmu na podstawie prozy Łukasza Śmigla i Kazka Kyrcza, że nie wspominając o licznych LARPach, grach RPG, konkursach, prelekcjach… naprawdę – polecam.


I następna sprawa; jutro (w niedzielę 30 maja), o godzinie 15 Joorg organizuje Broadcast z Morrowinda. Jako, że jestem wielkim fanem tejże gry, poprosił mnie o gościnę, tak więc nie tylko on będzie komentował to, co będzie widać na ekranie, ale także i ja. Cóż, zobaczymy, jak to wyjdzie, nie jestem dobry w komentowaniu na żywo, ale mam już parę pomysłów…
Zapraszam i wstawiam link do zapowiedzi, którą udało się nam przygotować z Joorgiem w środę:

http://www.xfire.com/video/2c0109/

Wiesz, w czasie swojego życia poznałem różne osoby. Niektóre fajniejsze, inne mniej, niektóre dziwne, inne niepokojąco normalne, jeszcze inne – uzdolnione jak diabli.
Taką uzdolnioną osobą jest pewna moja przyjaciółka. Nigdy jeszcze nie spotkałem kogoś takiego, jak ona. Artystka.
Wyobraź sobie, że jesteś znudzony. Tak bardzo, że samo życie Ci obrzydło. Straszne, prawda?
A teraz pomyśl o osobie, która potrafi się nudzić twórczo. Niezwykłe. Zwłaszcza, jeśli robi to dla kogoś.

W sumie mogłem się pochwalić już dawno. Bo to jest tego warte. Mnie osobiście zapiera dech w piersiach. Wyobraź sobie, że właśnie ta moja przyjaciółka postanowiła, nudząc się, oprawić ,,Pętle” moje pierwsze, nadające się jako-tako do czytania, opowiadanie.
I wyszło z tego takie oto cudo (wszystko robione jest ręcznie):

Nie jest to może ,,poważna” publikacja, ale miło mieć coś takiego na półce, zwłaszcza, jeśli jest robione specjalnie dla ciebie. Niesamowite.

Cóż, i na koniec sprawa aktualizacji – na ostatnim spotkaniu autorskim Robert Cichowlas zwrócił mi uwagę, że ten ja  w zakładce ,,o mnie” na tym blogu to nie ja. A przynajmniej nie ja teraz. Też tak pomyślałem i, dzięki Viearowi i jego fachowemu, graficznemu oku, zaktualizowałem zdjęcie. Teraz ja jestem już mną.

I mi z tym dobrze, ot co.

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén