Tag: Gry

Zróbmy jakąś grę

Flying Bastards_HD_2

Nie jedną pasją człowiek żyje. Przykładowo, można pisać, ale jednocześnie znikać na nieokreślony czas w lasach… i można być też zapalonym graczem, jak ja. I chociaż na gry mam coraz mniej czasu, niecierpliwie wyczekuję nowego Wiedźmina, Dreamfalla (w wersji polskiej), czy choćby wczoraj zapowiedzianych Heroes III w wersji HD. Ciekawą rzeczą jest fuzja pasji – pisania i grania na ten przykład. Bo po co tylko grać, skoro można też tworzyć? 

Do ekipy Alrauna Studio dołączyłem już… jakiś czas temu. Sprawiedliwości trzeba oddać, że z początku nie wyglądało to cukierkowo. Było dużo planów, idei, ale też i chaosu i emocji. Ale chyba jest tak zawsze, kiedy coś się rodzi – są emocje i jest chaos. Ważne, by przy narodzinach nie zostać i się rozwijać – i tak się stało. Jakimś szczęśliwym zrządzeniem losu lider zespołu wyczarował środki finansowe, które pozwoliły nam ruszyć pełną parą. I tak właśnie powstaje pierwsza gra z naszej stajni – Hostile Dimension. Nie będę się bardzo rozpisywał, bo szczegóły są już ujawnione – o czym za chwilę.

Przyznam, że nie zainteresowałbym się całą sprawą szerzej, gdyby nie to, że… już byłem zainteresowany. To chyba dobry moment, by napomknąć o pewnym projekcie, na który daliśmy sobie z moim przyjacielem (i grafikiem komputerowym) przynajmniej siedem lat, a który już od półtorej roku idzie… może nie pełną parą, ale idzie. To duża rzecz. I być może kiedyś będę mógł powiedzieć więcej, opatrując wszystko logiem Alrauny.

Pierwsza gra nie jest duża, ale nie można jej nazwać mało ambitną – i choć mój udział przy niej ogranicza się do paru pomysłów (z racji braku bardziej rozbudowanej fabuły), to dalej pracujemy jako zespół, którego każdy członek daje z siebie wszystko. A po co o tym piszę?

Bo warto się zainteresować. Hostile Dimension wejdzie na komórki już na początku roku 2015, a to dopiero początek. Przed nami wiele planów i większych projektów, którymi już umaczałem swoje palce. Z przyjemnością zapraszam na Gramsajt Alrauna Studio, gdzie zrobiłem nie tylko szatę graficzną, ale i panoszę się jako stukający w klawisze (i tam więcej szczegółów odnośnie samej gry), oraz na naszego Facebooka.

Pozostańcie w kontakcie. Bo warto.

Kłamstwo!

Wpis dedykowany zwierzętom.

Pokój jest pogrążony w mroku. Na podłodze leżą porozrzucane zabawki; autka, przytulanki i klocki. Wesołe twarze bohaterów kreskówek szczerzą się radośnie ze ścian. Pod jedną z nich, na łóżku widać dwie postacie, większą i mniejszą, przytulone do siebie i drżące. Słychać szepty;
– Mamusiu…?
– Ciii… śpij.
– Mamusiu, a kim był ten pan? Mamusiu, a czy Cię to boli?
Malec nie dostaje odpowiedzi. Bo co ona ma mu powiedzieć? Że ten pan, to wcale nie był taki sobie pan, tylko ego tata? I owszem, boli. Przyszedł pijany. Nie mogła go puścić do dziecka. Zresztą, wcześniej się nim wcale nie interesował. I tak teraz nagle się pojawił? A tak, przyszedł, pobił, poszedł… skąd miał klucze? Trzeba wymienić zamki.
– Śpij… śpij, malutki – mruczy.
Chwila ciszy.
– Mamusiu… a czy ty umrzesz?
– Nie umrę kochanie. Zawszę będę przy tobie.

Dwa piętra wyżej i parę metrów dalej w bok.

Kolacja u kowalskich. Dwoje ludzi siedzi przy stole, w milczeniu przeżuwając pokarm.
– Dobry ten stek – przerywa cisze pan Kowalski. Nie mówi tylko, że dziś jadł już lepsze. Na mieście, w knajpie. Był o wiele lepszy. Ale ten jest dobry, więc nie ma o czym mówić, prawda?
– mhm… – pani Kowalska dopuszcza do wiadomości nieśmiały komplement męża. – Dziękuję. – Zapomniała dodać, że stek zamówiła w restauracji. Przywieźli go dwie godziny temu. Ona musiała tylko oddać. Nie miała czasu zrobić obiadu. Gdzie była? U Rafała spod szóstki. Od jakiegoś czasu się spotykają. Rafał jest młody i ma perspektywy. Własną firmę, lepsze auto… nie tak, jak ten przygarbiony nieudacznik, za którego wyszła. Co jej odbiło? Już nie pamięta…
Czterdzieści minut później pani Kowalska dochodzi w ramionach męża, udając, że ten jest nieziemskim kochankiem. Tymczasem ona wyobraża sobie Rafała. Nie ma nawet pojęcia, że pan Kowalski zamiast jej twarzy widzi swoją szefową.
Następnie szeptem wyznają sobie miłość i idą spać. Znaczy on idzie. Pani Kowalska nie może zasnąć, z powodu chrapania męża.

Sześć pięter w dół, w linii prostej od mieszkania Kowalskich.

Pani Ostrowska i jej przyjaciółka siedzą razem na kanapie. Gawędzą wesoło. Ich mężczyźni siedzą w pubie, dziś jest ważny mecz. Kobiety mają więc czas na prawdziwy babski wieczór. W miarę ubytku szampana i upływu czasu, tematy robią się coraz ciekawsze…
– A ty byś ze swoim mężem coś takiego… no wiesz? – koleżanka zagryza wargę.
– Nie, nigdy! To jest w ogóle popieprzone. Nie wiem, jacy ludzie mogą coś takiego robić. Te skóry… pejcze. Kajdanki… to ohydne po prostu. Ci ludzie muszą być nienormalni. Ohydne!
– To prawda. My z Markiem też jesteśmy raczej tradycjonalistami… on nawet nigdy nie chciał nic więcej, ponad misjonarską. A i tak zawsze jest wspaniale…
Kiedy ich mężowie wracają, Marek z koleżanką Ostrowskiej idą do siebie. Tymczasem właściciele mieszkania zasuwają żaluzje i dzwonią po innych znajomych. Sado-masochistyczna orgia trwa do rana.

Dziesiąte piętro, mieszkanie w pionie nad Ostrowskimi.

Telewizor huczy, nastawiony na prawie maksymalną głośność. Starsza pani siedzi na fotelu, szeroko otwartymi oczami wpatrując się w obraz. Jej usta, choć sama o tym nie wie, poruszają się wraz z ustami prezentera.
– … strasznego wydarzenia w jednej szkół w małopolskiem doszło około godziny dziewiątej rano. Dramat zaczął się równo z dzwonkiem, kiedy uczeń wyjął z plecaka pistolet – na ekranie zaczynają pojawiać się obrazy podziurawionych ścian, rozbitych okien i plam krwi na podłodze. – Oddał pięć strzałów do nauczycielki i swoich kolegów. Potem popełnił samobójstwo. Policja bada przyczyny tragedii, jak się dowiedzieliśmy z nieoficjalnych źródeł chłopak był fanem brutalnych gier komputerowych. To zdarzenie zapewne wznowi dyskusje o szkodliwości gier na umysły młodych ludzi…
Po serwisie informacyjnym starsza kobieta łapie za telefon. Już wkrótce z kuchni słychać strzępki słów:
– …czasów… nie było… skandal… młode umysły… szataństwo… Watykan… zakazać…

Gimnazjum osiedlowe, ranek. Lekcja matematyki.

– Jurek Michalski! Do tablicy!
Gruby, piegowaty chłopiec kuli się w ławce. Z klasy słychać szepty:
– No, grubas, do odpowiedzi. Będzie się z czego pośmiać!
– Michalski, ty kurwo!
– Idź, idź, pedałku…!
Za każdym razem z ławek dziewcząt słychać chichoty. Strzelają zalotnie oczami do prowodyrów. Jedna, siedząca obok ciemnowłosego chłopaka łapie go za kolano.
– Spierdalaj, dziwko!
Chichocząc, dziewczyna ponawia próbę.
Nauczycielka widzi to wszystko. Mogłaby zareagować, ale ma co innego na głowie. Uśmiecha się z satysfakcją.
– Michalski! Długo mam na ciebie czekać?
Ze spuszczoną głową chłopak podchodzi do katedry. Uśmiech nauczycielki jest jeszcze większy. Ale nie ma w nim nic wesołego. Podaje mu kredę.
– Masz dwie minuty na zrobienie zadania! Jak nie dasz rady – jedynka. Kolejna. Nie muszę ci mówić, z czym się to wiąże…
Klasa milczy, napawając się widokiem, czekając na finał. Jurek Michalski trzęsie się ze strachu, w duszy układając plan zemsty. W końcu jego tata jest policjantem…

Idę przez miasto. Ścięty mrozem śnieg skrzypi pod nogami w rytm kroków. Patrzę, jak obłoczki pary wodnej ulatują z moich ust w niebo. Wokół mnie gwar rozmów, ludzie przechodzą obojętnie, rozmawiając przez komórki, lub ze sobą nawzajem. Jakaś pani wyjaśnia komuś po drugiej stronie słuchawki, że właśnie jest w pracy i nie może rozmawiać. Dwie dziewczyny, z wyglądu gimnazjalistki wpatrują się w plecy idącego przed nimi mężczyzny, obmawiając złośliwie jego ubiór. Gdy ten się odwraca, milkną, udając ze nic nie mówiły.
A ludzie dalej idą. Szara masa na białym tle. Niedługo zaczną się przedświąteczne zakupy. Idealny czas, do rozmyślań, nieprawdaż?

Ciągnąc za sobą biały sznur pary wodnej zastanawiam się, gdzie się pogubiliśmy. W pewnym momencie rozwoju nasza cywilizacja wybrała chyba niewłaściwe odgałęzienie na swojej drodze. Bo jak wytłumaczyć ten absurd wokół nas? F.W. Kres w jednym ze swoich felietonów napisał o tym bodajże ,,Sen szaleńca”. Szkoda tylko, że ten sen jest dla nas rzeczywistością…
Patrzę na świat, w którym logika już dawno przestała istnieć. Pod pozorem miłości, wbija się bratu sztylet w plecy, a prawiąc komplementy szuka się korzyści dla siebie. Oczywiście, nie mogę uogólniać, bo nie wszyscy tak robią. Ale żyjąc coraz dłużej zastanawiam się, do czego to zmierza? Nikt nic z tym nie robi. To oczywiste, bo co tu robić? Walczyć z tłumem? Ze zjawiskiem społecznym? Z coraz większym paraliżem masowym? Każdy, lub prawie każdy z nas, jako jednostka ma w sobie mądrość, by widzieć to wszystko i także się zastanawiać. A jako masa? Jako społeczeństwo stajemy się skałą – nie do przebicia, bez emocji i uczuć.
Psycholodzy usiłują to nazwać. Paręnaście lat temu w Nowym Jorku cała ulica patrzyła się biernie przez 40 minut, jak jakiś człowiek zabija kobietę. Zespół rozproszonej odpowiedzialności – tak to nazwano. A nadając temu nazwę, jednoznacznie zatwierdzono jako reakcję psychiczną.

O tym się nie mówi. My, ludzie XXI wieku jesteśmy tacy zaawansowani i dojrzali. Z pogardą patrzymy się w przeszłość, wspominając tych dzikich przed wiekami. Tymczasem ja mam wrażenie, że to oni byli o wiele bardziej dojrzali.
Ludzie się nie zmienili. Dalej mordujemy, kłamiemy, rozdajemy cierpienie. Dalej jesteśmy zdolni do rzeczy tak okrutnych, że sami się zaczynamy tego bać. Choć nikt tego głośno nie przyzna, prawda?
Ale powiedz mi, czemu, kiedy idziesz nocą ulicami i widzisz jakiegoś człowieka za Tobą, automatycznie ogarnia Cię niepokój? Czego on chce? To ktoś neutralny, czy zaraz przyłoży mi nóż do szyi i zażąda pieniędzy?
Boisz się, częściej, niż jesteś gotów to przyznać. Być może, będąc małym dzieckiem bałeś się potworów z książek. Dziś… traktujesz je bardziej jako rozrywkę w kinie. Co się zmieniło? Dojrzałeś? I co… zobaczyłeś, że potwory są tak naprawdę miłe i puchate przy…

No właśnie – jak zakończysz to zdanie? ,,przy ludziach”, prawda? A jeszcze lepiej ,,przy innych ludziach”. Taaak, takie nic nie znaczące słowo. Przecież wiadomo, co mamy na myśli, hm? A jednak nie. To tak samo, kiedy analizuje się polskie społeczeństwo – ,,Bo Polacy są nietolerancyjni!” – powie ktoś. No dobrze, wygłaszaj sobie poglądy, ale… wiesz już, do czego dążę? Spróbuj to powiedzieć. Otóż nie ,,przy ludziach”, ale ,,przy nas”. I nie Polacy, ale my. Podświadomie odsuwasz od siebie wady. To oni, a nie ja! No wiem, przecież tak nie myślisz. Jesteś świadom swoich wad. Ale czy na pewno? I na ile? W ilu procentach Twoje wady są wadami jednostki, a w ilu całego społeczeństwa? Czy dopuściłeś kiedyś do świadomości myśl, że, jeśli zajdą pewne okoliczności, możesz nagle popełnić zbrodnię tak odrażającą, że póki co nie jesteś nawet w stanie sobie tego wyimaginować?

Tykające bomby. Ilu takich znasz? A może sam nią jesteś? A może jestem nią ja? Jak często słyszę nowiny o morderstwach popełnionych przez młodych ludzi, którzy, na co zwracają uwagę psychologowie, grają w gry komputerowe pełne przemocy… niby nic, ale aluzja jest jasna; przez te gry ludzie mogą zabić! Szczerze? To tak, jakby morderca bronił się słowami: Ten pistolet sam wypalił! Taaak, ale to, że trzymałeś go przy głowie swojej żony, to już nieważne, co?
I teraz zaczynam się śmiać. Autentycznie. Gorzki jest to śmiech. Bo to w sumie komiczne, jak bardzo MY ludzie doszliśmy do perfekcji w okłamywaniu. I to nie innych, ale samych siebie.
To nie nasza wina, że są mordy. To te gry. To nie ja, to oni. Ja jestem czysty, wy nie. Ja jestem inny, niż wy, podłe szumowiny!
Oczywiście, przecież każdy z nas jest wyjątkowy. Ale to bardzo dziwne, że nabiera to sensu tam, gdzie nie trzeba… swoje bestialstwo zwalamy na innych. Na… (popatrz się na ten oczywisty absurd!) rzeczy, które sami wyprodukowaliśmy!

No tak. Bo przecież MY, ludzie XXI wieku jesteśmy tak wspaniali. Czyści, biali i nieskazitelni. Każdy człowiek zaś jest z natury dobry. Może czasami noga się podwinie, ale co tam, kto by na to patrzył. Przecież to my władamy światem, wymyślamy tak wspaniałe wynalazki, niedługo sięgniemy gwiazd…! My wielcy, wspaniali… nie tak, jak te dzikusy z przeszłości.
Tyle, że te ,,dzikusy” przynajmniej się nie oszukiwały. Owszem, nie miały jeszcze rozwiniętego pojęcia społeczeństwa, były bardziej zwierzętami, niż ludźmi… właśnie. Zwierzęta. Pogardliwe określenie na ludzi, którzy zachowują się… dziko. A wiesz co, ja bym to nazwał komplementem. Bo czy zwierze będzie dręczyło inne przed śmiercią? Wyryje mu na brzuchu napis ,,Jestem dziwką” i przypali genitalia? Widział ktoś takie dzikie zwierze?

Nie, nie chodzi mi oto, że zwierzęta żyją w zgodzie z naturą. Bo my w pewnym sensie też. One jednak, w przeciwieństwie do nas, żyją w zgodzie z samymi sobą. Nie noszą masek. I może właśnie to tak naprawdę odróżnia nas, istoty inteligentne, od nich? Umiejętność okłamywania samych siebie?

Zastanawiałeś się kiedyś, co tak naprawdę znaczy człowiek? I na ile mamy powody do dumy? Któż to ogarnie, któż rozsądzi. Chyba nikt z żyjących. Ale zastanawiać się warto.
Bo tak naprawdę – wysnuję taką teorię – nie będziemy nawet trochę dojrzali, póki nie pogodzimy się z tym, jacy jesteśmy. Pierwszy krok ku dojrzałości – poznaj siebie. Spójrz w lustro i zaakceptuj to, kim jesteś. Nie, nie walcz z tym! Znów się śmieję. Walka? Z samym sobą? Czy to rozsądne? Logiczne? I po co?
Zaakceptować to, kim jesteśmy. Może mi odbić. Mogę kiedyś kogoś zabić. Mogę się wkurzyć i kogoś pobić. Ten drugi człowiek może zrobić mi takie rzeczy, po których będę błagał o śmierć. I nie, to nie dlatego, że miał złe dzieciństwo, czy grał w strzelanki, ale dlatego, że jest człowiekiem.

Jesteśmy ludźmi. W naszej naturze leży zarówno bycie miłosiernym, jak i zabijanie. Wojny będą zawsze. Od początku ludzkości nie było jednego dnia, w którym gdzieś na świecie nie toczyłaby się jakaś wojna. Przynajmniej jedna.
III woja światowa? Będzie. Tego można być pewnym, jest nieuchronna. Kiedyś na pewno. Tym, co póki co nas trzyma przed wciśnięciem czerwonego guzika jest strach. Boimy się tego, do czego jesteśmy zdolni, co stworzyliśmy… broń tak niszczycielską, że odzwierciedla naturę człowieka przynajmniej w 10%. Tak, tu ma być tylko jedno zero.

I co, będziemy z tym walczyć? Już to robimy. Ubieramy białe, czyste maski i z pogardą patrzymy na tych, którzy ich odmówili. Ruch pacyfistyczny. Taka sama głupota jak ruch feministek. Zaprzeczanie własnej naturze. Okłamywanie samych siebie. Żałosne.

Więc co nam da patrzenie się w lustro? Akceptacje samych siebie. Pełną. Takich, jakimi jesteśmy. To bardzo ważny krok. Nie pomoże nam zwalczyć naszych wad, to prawda.  I gdy nadejdzie czas, że nie będziemy tego oczekiwać, będzie to oznaczać, że naprawdę zaczynamy bić Homo Sapiens. A może już coś więcej?
Wracając do tematu, akceptacja daje kontrolę. Nie zwalczenie, ale kontrolę i spokój ducha. Wewnętrzną jedność. Wiem to, chociażby po sobie. Co prawda, by się zaakceptować musiałem przejść przez piekło, ale się opłaciło.

Dążyć do wielkości poprzez poznanie samego siebie. Piękna wizja. Czy w nią wierzę? Tak, przecież jestem fantastą. Kiedy to będzie? Obawiam się, że najpierw całą naszą cywilizację musi czekać piekło. I to sto razy gorsze, niż II Wojna Światowa. Widzę potrzebę takiego piekła. I będę za nie nawet trochę wdzięczny.
Tak, nie jestem normalny, a w dodatku potwór. Otóż dokładnie. Jestem. Przyznaję się, to ja. I pewnie także egocentryk i hipokryta. I głupek w dodatku. I, wiesz, jeśli zajdą pewne okoliczności, mogę zabić drugą osobę.
Ale mogę z dumą powiedzieć, że już nie kłamię. Przynajmniej nie w tym sensie, bo kłamcą jestem… zawodowym nawet.

Mamusia zamknęła książkę.
– No i to już koniec na dziś. Jacuś poszedł spać, Ty też idź – uśmiechnęła się do małego chłopczyka leżącego w łóżeczku. Pocałowała go w czoło i podniosła się. Zrobiła krok.
– Mamusiu…?
– Tak?
– A  czy zostawisz mi lampkę na potwory?
– Synku, przecież wiesz, że potwory nie istnieją…
– Prooooszę…!
– No dobrze już, dobrze. Śpij dobrze, skarbie. Dobranoc.
– Dobranoc, mamusiu!

Miłych snów.

Community Enklawy Magii

Będąc ciągle w klimatach wakacyjno-konwentowych, nie mogę nie napisać o tym, co dzieję się właśnie na Enklawie Magii, a właściwie… poza nią.
Od paru tygodni trwały przygotowania do wyjścia poza umowne granice serwisu. Tak się złożyło, że niżej podpisany stał się liderem działu Community i na nim właśnie spoczął obowiązek głoszenia fantastycznej nowiny w internecie. Niezwłoczne zabrałem się do roboty.
Dziś mogę ogłosić, że Community oficjalnie rozpoczyna swoją działalność. Może i nie jest to jeszcze szczyt marzeń, ale na początek wystarczy. A zaczyna się to od… YouTube, gdzie dziś w nocy (późno w nocy) miała miejsce (bardzo późno w nocy) premiera (cholernie późno w nocy…) paru filmów, które udało mi się zrobić na konwencie Dni Fantastyki 2010. Na kanale EnklawaTV można obejrzeć fragmenty z prelekcji ,,Dokąd zmierza polska groza?” z udziałem Łukasza Orbitowskiego, Roberta Cichowlasa i Dawida Kaina. Dwóch ostatnich zgodziło się pozdrowić Was na osobnych filmach.

Nasz serwis jest także dostępny na innych serwisach społecznościowych. Zapraszam!

Prywatnie tak (2)

Tonight’s the night

Dziś. Noc, cisza i tylko zapach EarlGrey’a mącący spokój.
Dziś jest mój dzień pisania, noc właściwie. Tonight’s the night.  Te nocne godziny, kiedy świat zamiera, dla mnie stają się okazją do wyjścia z klatki.
Zawsze bardziej lubiłem noc i zawszę będę ją lubił. Lepiej mi się myśli, mam czystszy umysł. I wiem, że właśnie dzisiaj i jutro, tej nocy, z niczego powstanie coś.
Patos? A jak inaczej opisać coś tak wspaniałego, jak możliwość kreacji?
Tonighs’s the night, przyjacielu. Śpij dobrze.

I nie ma lepszego dnia, niż ten właśnie, by zawrzeć w paru słowach, prywatnie tak, coś od siebie.

Horyzonty Wyobraźni


Tak jak i rok temu, tak teraz, Qfant – portal i także pismo literackie organizuje ogólnopolski konkurs literacki – Horyzonty Wyobraźni. Co ważne – Enklawa Magii objęła patronat nad tym przedsięwzięciem. Jako redaktor serwisu mam więc obowiązek zachęcić Cię do wzięcia udziału.
Jako zeszłoroczny laureat i zdobywca drugiego miejsca (klik) – tym bardziej.
Czy ja wystartuję? Jeszcze się zastanawiam. Na moim horyzoncie pojawiły się nowe możliwości, nowe drogi do nich prowadzą. Nie wykluczam jednak, że jakiś tekst wyślę. A Ciebie gorąco do tego zachęcam. Warto.


Portal


Nie ukrywam – graczem jestem. Wirtualna rozrywka zawsze dawała mi wytchnienie. Zwłaszcza, jeśli jest to rozrywka trochę bardziej inteligentna i z klimatem.
Taki jest właśnie Portal. Oczarował mnie. Tak, jak w Mirrors Edge – nie stawia się tu na zabijanie kogokolwiek. Tu liczy się myślenie, kombinowanie, a przy okazji gra dostarcza niesamowitej rozrywki.
Twórcy CS-a i Half – Life’a i tym razem postarali się, by ich produkt był świetnej jakości. Bardzo mi się to podoba i bardzo to sobie cenie. Zwłaszcza, jeśli zakończenie zmusza mnie do przesiedzenia przed ekranem napisów końcowych.
Jedna z niewielu gier, do której chętnie powrócę i która na długo zagości w mej pamięci.
Teraz zabieram się z Half-Life 2 – i tutaj też (jak na razie) nie mam zastrzeżeń.

Wiedmolol bul

A skoro już o grach mowa…
Parę dni temu ukazał się pierwszy oficjalny trailer Wiedźmina 2. Ciekawe, bo nie dalej jak dwa tygodnie temu zastanawiałem się odnośnie 2-ki, bałem się, że REDzi ją mogą… spieprzyć.
I, po obejrzeniu trailera, nie jestem pewien, czy produkcja idzie w dobrą stronę. A nawet myślę, że tak nie jest.

Trochę się będę czepiał.
Trailer zrobiono w języku angielskim. Taki ukłon w stronę zachodu, szkoda tylko, że panowie z CDP nie dali nawet polskich podpisów.  Samo to nie byłoby złe… gdyby nie jeden, mały fakt. I nie chodzi mi tu o ,,kitkę” Geralta. Ona jest jeszcze do przecierpienia, choć nie tak dawno jeszcze REDzi zarzekali się, że kita zostanie usunięta.
Bo widzisz, panowie z CDPRED doszli do wniosku, że poprzedni projekt twarzy Geralta był zły, więc trzeba ją poprawić.
I jak postanowili – tak zrobili.

Jak widać białowłosy dostał nową twarz. Jak dla mnie – zupełnie nietrafioną. Martwi mnie to, bo czasu na poprawki jest mało, a ten starszy/młodszy Wiedźmin wygląda bardziej jak Książę z Bajki, ze Shreka, niż cyniczny, twardy Geralt którego polubiłem. Powiedziałbym nawet, że tutaj mamy pierwszego na świecie Wiedźmina metroseksualnego. W dodatku chyba ostatnio przeszedł operację ust, bo mu się tak seksownie uwydatniły…
Prosty przepis na ,,Epic Hero” kultury zachodu. Geralt podbije serca nastolatek, w nowej odsłonie ,,Zmierzchu”…
Tak, jestem wkurzony. Bo nawet, jeśli fabuła i świat gry będą świetne, nawet, jeśli zachowana zostanie taka ,,swojskość”, jaka zapamiętałem z jedynki, to i tak zawsze liczą się detale.
To tak, jak z promami kosmicznymi. Jest taki prom – wspaniała maszyna, szczyt technologii. Startuje. Nawala mała, prawie nic nie znacząca uszczelka… z promu zostaje chmura złomu. Detal, rzekłbyś. A jednak może decydować o całości.
Miejmy nadzieję, że REDzi się opamiętają i przestaną zmieniać wszystko na lepsze, bo to zawsze kończy się tragicznie.

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén