Żar leje się z nieba. Spoglądając na świecące mi w oczy słońce, zastanawiam się, jak to się stało, że górne warstwy atmosfery ciągle mają kolor niebieski, a gorąc nie sprawił jeszcze, że wyparowały oceany.
Takie dnie skutecznie odstraszają od myślenia, czy pisania. Człowiek chce się tylko schować w swojej norce i nie wychodzić stamtąd, aż to ,,jasne i gorące” sobie nie pójdzie.
A tu niespodzianka; życie zmusza do wyjścia, myślenia, pisania… a może to nie życie? Może to jakiś wewnętrzny przymus, nazwij to nawet nałogiem, który targa moimi wnętrznościami? Dosyć, że literki same się nie wklepią. Całe szczęście, że mój ,,dzień pisania” nadchodzi w nocy…

Wróciłem z Dni Fantastyki. Muszę Ci opowiedzieć jak było, a ciągle pamiętam jeszcze o relacji z zakonu Benedyktynów i picia ich nalewki. Wszystko to nade mną krąży i nie daje spokoju. A przecież tyle jest jeszcze do zrobienia…! Czasu zaś tak mało.
Nie, relacji dziś nie będzie. Siły zachować muszę na pisanie, oraz recenzje… a, właśnie, skoro już o tym mowa:

Na Enklawie Magii pojawiły się moje dwie recenzje. Dotyczą zbiorów opowiadań ,,Anima Vilis” Krzyśka T. Dąbrowskiego, oraz ,,Sześć razy śmierć” – antologii Adama Zalewskiego. Oczywiście, gorąco polecam przeczytać!
Fragmenty poniżej:

Anima Vilis

Mówi się, że strach ma wiele twarzy. Czasem ponurą i trupio bladą, kiedy indziej – nie widać jej wcale, za to z mroku dobiega zgrzyt brudnych i ostrych zębów. Zdarza się jednak i tak, że wykrzywione usta wędrują do góry, a trupia twarz nabiega krwią, stając się bardziej ludzka. Bliższa. A przez to – straszniejsza.

Krzysztof T. Dąbrowski nie jest na polskim rynku literatury grozy postacią szczególnie znaną. Jego opowiadania o wiele częściej ukazują się za granicą, w Ameryce, Brazylii, na Słowacji, czy też w Czechach. W 2008 roku światło dzienne ujrzała jego pierwsza antologia – „Nieśmierciny”, potem, na dwa długie lata zapadła cisza, w której słychać było tylko pomruki nadchodzącej burzy, kiedy Dąbrowski kończył którą ze swoich historii. Nic jednak nie wskazywało, by miała ona nadejść rychło. I – jak prawie każda chyba burza – zjawiła się nagle, z impetem (…)

Całość

Zachęcam także do wzięcia udziału w konkursie, w którym można wygrać egzemplarze książki!

Sześć razy śmierć

W życiu każdego człowieka przychodzi – prędzej, czy później – taki dzień, który okazuje się być ostatnim. Jest to nieuniknione, a jednak, każdy stara się istnieć, odsuwając widmo śmierci jak najdalej od siebie, ku granicom umysłu. Tylko czasem, kiedy dopada melancholijny nastrój, patrzymy na kalendarz i zastanawiamy się, ile nam jeszcze zostało. I nawet wtedy, usiłując wyliczyć czas, kiedy nie będzie nas już na tym świecie, datujemy go bardzo odlegle, nie chcąc dopuścić do głosu natrętnej, brzęczącej gdzieś w głowie myśli, że wypadki bardzo lubią chodzić po ludziach, a każdy napotkany na ulicy człowiek może być mordercą szukającym ofiary…

Adam Zalewski wszedł na polski rynek powieści grozy i thrillerów pod koniec 2008 roku ciepło przyjętą powieścią „Biała Wiedźma”. Parę miesięcy później, już w roku 2009, dołączyła do niej następna, jeszcze lepsza książka „Rowerzysta”, a po niej, nawiązujący do debiutu „Cień znad jeziora”. Potem zapadła cisza. Zapewne wielu spodziewało się, że niedługo ujrzy światło dzienne kolejna pełnokrwista powieść autora, lecz kiedy wreszcie wynik jego pracy wychynął zza tajemniczej zasłony, okazało się, że Zalewski zaserwował czytelnikom małą niespodziankę. W swojej nowej książce Adam Zalewski proponuje – niemal namacalne – spotkanie ze śmiercią. I to nie jedno, a sześć, „Sześć razy śmierć” jest bowiem zbiorem opowiadań (…)

Całość

A tak na koniec (co się tyczy tytułowej ,,całej reszty”) zapraszam również na kanał ,,EnklawaTV” na YouTube, mój mały projekcik. Na nim już niedługo pojawią się ciekawe filmy, dla wszystkich zainteresowanych fantastyką.

Comments

comments

Powered by Facebook Comments