Tag: konwent (Page 1 of 2)

O tym, jak JKM na Pyrkon przybył.

Jestem autentycznie zaniepokojony faktem, że festiwal fantastyki Pyrkon musiał tłumaczyć się, dlaczego wpuścił na teren wydarzenia Janusza Korwin Mikke. Fakt, że prezes partii KorWin pojawił się na Pyrkonie był (i jest) szeroko komentowany w mediach. Najczęściej jako „polityczna farsa” – i nie za bardzo mogę zrozumieć, czemu. 

To, że Pyrkon przestał być konwentem a stał festiwalem fantastyki jest faktem znanym od paru lat – trudno nazwać konwentem wydarzenie, które jest bardziej pokazem cosplay i wielkim targiem, niż miejscem, gdzie odbywają się prelekcje… chociaż i na te przecież nie należy narzekać. Pyrkon stał się miejscem, gdzie w fantastykę mogą zanurzyć się nie tylko fantaści, ale i zwyczajni mugole, których kontakt z fantastyką ogranicza się do Gwiezdnych Wojen, czy Władcy Pierścieni. Tu, w Poznaniu, mogą doświadczyć czegoś nowego i świeżego – fandomu i tego, co fandom chce im pokazać. I jest to piękne.

Piękne jest też i to, jak bardzo w ostatnich latach konwenty – w szczególności Pyrkon – przybrały na sile. Pojawienie się na takim wydarzeniu kandydata na prezydenta, tuż przed wyborami, mówi samo za siebie. Czy jednak przebywanie JKMa na terenie festiwalu było wyrachowaną, zimną i skurwysyńską polityką? Gdyby na Pyrkonie pojawił się wśród swojej świty Braun, Wilk, czy też Komorowski – uznałbym, że jest to prawdopodobne (co nie znaczyłoby oczywiście, że nie mają prawa wejścia jako zwykli użytkownicy). A to dlatego, że wymienieni przeze mnie panowie nijak się mają do fantastyki. Może poza programami wyborczymi.

Pojawiło się wiele oskarżeń wobec JKMa, ba – ponoć poleciało nawet w jego stronę parę jaj. Wszystkie pretensje są jednak podobne – przyszedł typ, by się polansować przed wyborami. Przyszedł polityk, który nic nie rozumie i nie wie o fantastyce. Jego pojawienie się wzbudziło niesmak.

Czy to, że ktoś jest znanym politykiem ma oznaczać, że nie ma wstępu na imprezy masowe? Nie przypominam sobie, by w ten sposób myśleli organizatorzy Intel Extreme Masters w Katowicach, gdzie zarówno Korwin jak i Wipler się pojawili. Ciekawostka – także w formie uczestników.

Czy pojawienie się Korwina na Pyrkonie było politycznie ukartowane? Szczerze wątpię, gdyż tego samego dnia -wcześniej – w Poznaniu odbywał się po prostu wiec kandydata.

Wipler że idą na Pyrkon

Pozostaje pytanie o wszechobecny niesmak i oburzenie wielu fantastów – oburzonym chciałem przypomnieć (czy może – uświadomić) że zarówno Korwin, jak i Wipler byli fantastami, kiedy większość oburzonych na chleb mówiło „bep”, a na muchy „tapty”, lub też jeszcze przed ich narodzinami. I nigdy tego faktu nie ukrywali, ba, są z niego dumni.

Jeśli mnie pamięć nie myli, Wipler prowadził prelekcje na Avangardzie 2011 (lub wcześniejszej), Korwin Mikke z kolei bywał gościem konwentów w latach 80 i 90. Został też bohaterem jednej z książek science-fiction („Komosutra” Aleksandra Olina), oraz nie tylko czytał fantastykę, ale ją tworzył – w 1983 roku, w miesięczniku „Fantastyka” (znanym, lubianym i poważanym przecież) pojawiło się jego opowiadanie Sf „Protokół z posiedzenia”.

dscf3740i

W świetle więc jakich faktów organizatorzy festiwalu fantastyki Pyrkon, nasi koleżanki i koledzy w fantastyce, mieliby nie wpuszczać Janusza Korwin Mikke – naszego kolegi w fantastyce? Tylko dlatego, że jest znanym politykiem, czy może z powodu poglądów? I dlaczego teraz, pod naporem mediów, mają się ze swojej decyzji tłumaczyć?

To, z czego organizatorzy Pyrkonu powinni się wytłumaczyć (i poniekąd to robią…) to fakt, że nie potraktowali ani JKMa, ani też Wiplera jako uczestników. Mówi się o ochronie, która torowała politykowi przejście przez tłum. Mówi się też i o tym, że Korwin zasiadł bez kolejki na żelaznym tronie Westeros (brzmi ciekawie), podczas, kiedy inni uczestnicy musieli czekać na tą przyjemność ponad półtorej godziny. Oczywistym jest, że orgowie zostali wzięci z zaskoczenia. Jako organizator paru konwentów wiem, że sam miałbym mętlik w głowie – został popełniony błąd, który nie powinien powtórzyć się w przyszłości. Nawet, jeśli dane wydarzenie przestało być standardowym konwentem, dalej należy do fandomu.

A w fandomie mamy jedną, niepisaną zasadę, która od lat czyni ten światek pięknym – wobec fantastyki każdy jest fanem i każdy jest równy. I każdy winien być traktowany na równych zasadach.

Przyszłość polskiego horroru.

kfass

Przyszłość nadeszła w sobotę, 19-go października roku 2013. Pierwszy w Polsce konwent stricte w tematyce horroru i tylko horroru nie był jedyną niespodzianką – to na nim została ogłoszona wiadomość, która raz na zawsze zmieni – i zmieniła – oblicze polskiej literatury grozy. Jestem szczęśliwy, mogąc być częścią… schizmy? Reformacji? Narodzin…? 

Ale o tym za momencik – najpierw parę słów o samym Kfasonie, bo peany się należą. Tak dobrego konwentu nie miałem bowiem przynajmniej od 2-3 lat, zaś jego atmosfera jest zupełne nieporównywalna z żadnym.

Pisałem już o tym parę miesięcy temu i dziś jest to rzeczywistością – Horror ostatecznie oddziela się od zbyt głośnego i kolorowego fandomu fantastyki. Wraz z wzrostem aktywności literatury grozy okazało się, że nie każdy horror to fantastyka – że horror musi być oddzielny, by dalej się rozwijać. Że dosyć już bycia tym wujkiem, o którym się nie mówi.

Koniec. Wujek wstał od stołu, obrócił się plecami i poszedł w swoją stronę.

Na KFASONie było to widać – nagle nie było tłumu rozwrzeszczanych ludzi, nie było wszech-hejtu, nie było kłótni i niesnasek. Na Kfasonie panował surowy klimat wyższej klasy – ktoś nawet się uśmiechnął, że brakuje tylko kieliszków z winem/krwią. Bowiem patrząc na odbywające się w skupieniu prelekcje (do których wcale nie trzeba było oddzielnych sal! Krzesła i pufy!) można wywnioskować to samo, co wieczorem powiedział Stefan Darda  – ci ludzie przyszli tutaj w konkretnym celu, by rozmawiać, może dowiedzieć się więcej, a wszystko to w szacunku do siebie nawzajem.

Kfason odbywał się też w innych warunkach – kiedy większość konwentów fantastycznych rozgrywa się w szkołach, my mieliśmy Ogród Sztuki biblioteki wojewódzkiej. Oszklony, pachnący jeszcze nowością budynek ze wszelkimi technicznymi udogodnieniami na miejscu. Wstęp? Darmowy. Dodatkowo dla gości Vouchery na kawkę i kanapki w Cofeebook’u.

Jak jednym zdaniem opisałbym KFASON? Chyba… „Dystyngowany szept o trupach„. No, może oprócz zdania którym go opisałem później i które dalej podtrzymuję:

Tu i teraz zaczęła się przyszłość. 

przyszłość

Od lewej: Kazimierz Kyrcz, Michał Stonawski, Dawid Kain, Stefan Darda, Michał Gacek

Przyszłość zaczęła się wieczorem, byłem już po warsztatach literackich, panelu o Zombiech i prelekcji o klątwie rodziny Beksińskich (tyle ode mnie^^) na której miałem zaszczyt poznać człowieka, który osobiście znał Tomka Beksińskiego i mógł zebranym powiedzieć o rzeczach, o których w mediach się nie pisze. Tutaj raz jeszcze – dziękuję.

Ale do rzeczy 

Już od jakiegoś czasu myśleliśmy razem z pisarzami Stefanem Dardą, Kazimierzem Kyrczem, Dawidem Kainem i Michałem Gackiem nad pewną koncepcją, którą – jak się okazało – wymyśliliśmy oddzielnie i niemal w tej samej chwili. Wystarczyło tylko się zebrać razem i omówić szczegóły. A potem – tego pamiętnego wieczoru – ogłosić szerokiej publiczności. I było mi szczególnie miło, że to mi przypadł ten zaszczyt.

Z wielką przyjemnością mogę ogłosić, że polski horror dojrzał już do tego, by wreszcie się zespolić. Oto zostaje ustanowiona Literacka Nagroda Horroru im. Stefana Grabińskiego.

Pierwsza uroczysta gala odbędzie się za rok na Kfasonie 2014. Nagroda będzie przyznawana za rok 2013 w kategoriach Powieść i Opowiadanie.

Aby nie powtarzać błędów nagrody im. Zajdla, na każdą z kategorii wypadają dwie statuetki – od Czytelników oraz Kapituły.

Szczegóły – wkrótce.

Przyszłość? Przyszłość jest tu i teraz, mój przyjacielu. Atakuje znienacka, cicho i skrycie, ale kiedy nadejdzie, robi to z wielkim grzmotem i błyskiem – w blasku jupiterów i fleszy.

***

A kiedy tak siedziałem na afterze, już po zakończeniu KFASONu naszła mnie taka myśl – jak się poczułem na tym właśnie konwencie.

Jak w domu, wśród rodziny.

I to właśnie – moim zdaniem – cechuje najlepsze konwenty.

Dzieje się!

Dzieje

Co robi Stonawski, kiedy się nie odzywa? I wszyscy razem – Stonawski coś kombinuje. Zawsze. Nawał pracy ma te zalety, że daje efekty. A te mogą być różne, od rychłych i bardzo ciekawych publikacji w pismach, antologiach i… innych książkach (ale o tym nie dzisiaj), po ciekawe eventy, na które z radością mogę zaprosić. Tak, jak dzisiaj. 

Pierwszym wydarzeniem jest odbywający się 19 Października 2013 roku w Krakowie pierwszy w Polsce konwent fanów grozy. Tylko i wyłącznie grozy, moi mili. Horror oddziela się od fantastyki – następuje rewolucja a mi miło jest być jej… większą, lub mniejszą… częścią. A szczegóły? Już na samym konwencie, bo właśnie tam będzie mi miło (mnie, oraz paru gigantom polskiego horroru) ogłosić pewną nowinę. A, żeby nie było mało:
– Pogadam o żywych trupach i…
– Wygłoszę prelekcję o klątwie, jaka miała wisieć nad rodziną Beksińskich.

Wszystko to w jeden dzień. Wstęp wolny.

kfason2

Drugim wydarzeniem jest, a właściwie są WARSZTATY LITERACKIE – to już druga edycja warsztatów, o których prowadzenie poprosiła mnie krakowska ArtZona. Startujemy już 13 października – nie zwlekajcie zawiadamiać o tym znajomych i krewnych królika, prosiaczka i reszty :)

plakat warsztatów

Tyle na dziś.

Wracam do kombinowania :)

 

Krakon się zbliża…!

Lato w pełni. Pisanie też. Nie spałem od… wielu godzin. Piszę. To okrutne, co człowiek potrafi robić ze swoim organizmem dla pasji.
Ale do rzeczy. Może najpierw notka zgodna z nazwą bloga?

Na głównej stronie Krakonu 2012 pojawił się news o nowych gościach. I już teraz mogę zacytować, co następuje:

Stonawski Michał – najmłodszy z naszych autorów i jednocześnie współorganizator Festiwalu Krakon, który w swoim dorobku ma publikacje w takich antologiach jak 31.10: Halloween po polsku, City 2, Horyzonty Wyobraźni 2010, czy O, choinka: Czyli jak przetrwać święta. Jest twórcą opowiadań: Wyrok, Zabawa, Lalka, Mężczyzna z teczką, Jego Wola, Magiczne Słówka, Nagroda, Najcenniejszy prezent, a także Epilog.

A jako, że organizuję w sobotę, 11 sierpnia blok horroru i sensacji, można spodziewać się z mojej strony takich gości jak:

(zaczynamy z grubej rury):

  • Ramsey Campbell
  • Dawid Kain
  • Kazimierz Kyrcz Jr.
  • Konrad Staszewski
  • Katarzyna Szewczyk
  • Jacek Skowroński
  • Robert Cichowlas
  • Krzysztof Dąbrowski
  • Michał Gacek
  • Krzysztof Maciejewski

A wieczorem, razem ze wszystkimi autorami Krakonu (podanymi zaraz pod wpisem… chyba wszystkimi? Nie, jeszcze nie :>) wielkie grillowanie. Piwo, piwo, piwo, może jakieś kiełbaski.
No, wakacje, po prostu :)
Ze swojej strony obiecuję naprawdę horrorowy dzień sobotni, kryminalny dzień sobotni i szaloną sobotnio-niedzielą zabawę.

A oto lista autorów już ujawnionych, którzy zjawią się na Krakonie:

Tomasz Bochiński, Paweł Ciećwierz, Dawid Kain, Kazimierz Kyrcz Jr., Robert Cichowlas, Paweł Paliński, Ramsey Campbell, Michał Stonawski, Krzysztof Piskorski, Konrad Staszewski, Katarzyna Szewczyk, Robert Szmidt, Piotr Rogoża, Jarosław Urbaniuk, Marcin Zwierzchowski, Marcin Przybyłek, Krzysztof Dąbrowski, Dariusz Domagalski, Michał Gacek, Krzysztof Maciejewski, Jacek Skowroński, Sebastian Uznański.

Kłaniam się, piórkiem ziemię zamiatam i zapraszam serdecznie, groźnie i morderczo :>

Dzieje się!

Dzieje się, a ja nie piszę? Karygodne.
„Lecznica” rośnie z dnia na dzień. No, może nie dosłownie ( mój leń walczy bardzo niehonorowo), ale mimo wszystko – rośnie. Zaczynam wierzyć, że dam radę skończyć pisanie do września, lub końca tegoż.

Z drugiej strony, nie tylko „Lecznicę” piszę. Dlatego już niedługo mogę obiecać kolejne opowiadanie umieszczone… w pewnym miejscu. Opowiadanie tak chore, że zaczynam się poważnie zastanawiać nad moją kondycją psychiczną. I jak zrobić, by była jeszcze bardziej popieprzona.
Póki co, o samym tekście wiele mówił nie będę,  dam tylko jedną podpowiedź co do jego tematyki:

Proszę bardzo :)

Ponad to wplątałem się w dwa projekty, które szalenie mnie ciągną. O jednym nie powiem nic (ale trzymajcie kciuki),  drugiemu parę zdań poświęcić mogę.

Krakon powstał i już drugi raz po przerwie gościć będzie fantastów (Tu macie stronę).  Jako jeden z organizatorów konwentu już teraz mogę obiecać Wam masę atrakcji i dużo ciekawych gości, którzy z pewnością się Wam spodobają.
Zdradzać (znowu) wiele nie mogę. Póki co podanych do informacji zostało tylko paru z naprawdę olbrzymiej liczby gości, a są to:

Cichowlas Robert – współautor: ‘W otchłani mroku’, ‘Siedliska’, ‘Sępów’, ‘Twarzy szatana’, ‘Koszmaru na  miarę’, ‘Efemerydy’, a także autor ‘Szóstej ery’,

Dąbrowski Krzysztof  – twórca takich tytułów jak: ‘Naśmierciny’, ‘Kraina bez powrotu: Opowieści niesamowite’, ‘Grobbing’, ‘Anima Vilis’, ‘Antologai Grabarza Polskiego’, a także ‘Losy Dopełnienia’,

Domagalski Dariusz – z pod Jego pióra wyszedł czterotomowy ‘Cykl Krzyżacki’, ‘Ognie na wzgórzach’, ‘‘Cherem’, ‘Vlad Dracula’, a wkrótce także wyjdą dwie nowe książki: ‘Silentium Universi’ i ‘Paradoks Elektry’,

Gacek Michał – zadebiutował ‘Kroniką koszmarów’, by później przedstawić nam ‘Endemię’,

Maciejewski Krzysztof – Jego twórczość możemy znależć m.in. w ‘City 1: Antologii polskich opowiadań grozy’, ‘City 2. Antologii polskich opowiadań grozy’, ’2011. Antologii współczesnych polskich opowiadań’, ‘Bizarro dla początkujących’, ‘Śmierć w okopach’, ’31.10. Halloween po polsku’. Wydał także swój własny zbiór opowiadań ‘Osiem‘,

Skowroński Jacek – autor powieści ‘Był sobie złodziej’ oraz ‘Mucha’, współautor opowiadania ‘Prawo ostatniej nocy’, autor ‘Kosztownego błędu’, ‘Samarytańskiego uczynku’, a także laureat konkursu na opowiadane w zbiorze opowiadań kryminalnych ‘Kot polski’. Jego inne opowiadania ukazały się na łamach Kwartalnika literacko-artystycznego ‘sZAFa’, a także Kwartalnika fantastyczno-kryminalnego ‘Qfant’,

Uznański Sebastian – twórca powieści ‘Żałując za jutro’, ‘Księgi, która wyjada oczy’, ‘Herrenvolk’, a także licznych opowiadań, m.in. ‘Nie kupujcie lalek Barbie’, ‘Życzenie śmierci’, Cerebro i elfka’, ‘Mesjanka’, ‘Pani Igieł’, ‘Lodowe łzy’, ‘Więzień upadłego ducha’, ‘Zabójcze mózgi atakują!’, a także ‘Dotyk’.

A to dopiero początek. Przy czym większość z podanych wyżej osób należy do prowadzonego przeze mnie bloku horroru i sensacji.
Oj, będzie się działo. Zapraszam na cały konwent, w szczególności na Sobotę Grozy, od rana do wieczora, późnej nocy a nawet rana.

No i jak na razie tyle. Ale zostańmy w kontakcie!

Zdetonujmy!

Organizatorzy tegorocznego Polconu zastanawiają się, czy konwent się w ogóle odbędzie. Też na ich miejscu nie byłbym pewny. Zwłaszcza, że ja jestem za detonacją. A Wy?

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=lzJnPxxJHUg&feature=player_embedded[/youtube]

 

Swoją drogą, jaki to pisarz?
Głosuję za… Jakubem Ćwiekiem. I chętnie poznam Wasze opinie.

Prywatnie tak (6)

 

Sesja jest strasznie żarłocznym potworem, mówię Wam. Ale pewnie niektórzy już to wiedzą. A ci co nie – cóż, dowiedzą się i tak. Ale nie o tym chcę teraz mówić. Zanim uderzę we właściwy temat – parę ogłoszeń.

Całkiem niedawno powiadomiono mnie o awarii na blogu. No, mniej więcej na nim, bo oto serwis Enklawanetwork.pl zmienił serwery i odnośniki do moich tekstów przestały być aktualne – usterka jest już naprawiona. Dzięki osobom, które zwróciły mi na to uwagę :) Niestety jeden z tekstów nie ocalał w czasie przeprowadzki – moja relacja z konwentu Confuzja.


Druga sprawa jest już ważniejsza – została uruchomiona nowa podstrona z informacjami o Qfancie. Aby nie było łatwo, tak jak w przypadku tej z tomikiem Horyzontów Wyobraźni – trzeba gdzieś kliknąć. Gdzie? Niektórzy wiedzą… pozostali powinni się domyśleć. Mam za to prośbę do wszystkich, którzy znajdą ukrytą stronę – wciśnijcie ,,lubię to”. Zależy mi (to chyba oczywiste), by jak najwięcej osób usłyszało o naszym już dwumiesięczniku. Będę wdzięczny.

 

Teraz zaś uderzamy w główny temat:

 

 

Chciałbym wszystkich Was i każdego z osobna zaprosić na konwent Krakon, który odbywał się będzie od 30 czerwca do 3 lipca w Krakowie (w obrazku odnośnik do strony konwentu). Szczególnie zapraszam w ten piątek, 1 lipca, na godzinę 20. Razem z Franciszkiem Zglińskim będę zadręczał pytaniami Kazka Kyrcza i Dawida Kaina na ich spotkaniu autorskim. Będzie brutalnie, będzie krwawo i bardzo… chorobliwie. Taaak.
Czekam więc w drugim dniu konwentu na wszystkich wielbicieli mocnych książkowych doznań :)

I, jeśli możecie, polubcie także ten wpis, niech się ludzie dowiedzą o Krakonie, a co.

 

***

 

Miałem nie mówić, ale powiem- jak wszystko pójdzie dobrze, w piątek czeka wszystkich obecnych specjalnie uknuta przez Kazka i mnie niespodzianka :]

 

PS
Jej, prawie zapomniałem – nie wiem czemu, ale na moim blogu czasem dzieje się tak, że nie widać dodanych komentarzy. Wszystkim, którzy nie widzą – zalecam użycie klawisza F5 w celu odświeżenia strony. Z reguły pomaga.

I just want to be your friend

 

A gdyby tak w niezbyt odległej przyszłości…
Od tego wszystko się zaczyna, prawda? Rozmyślania, pomysły, książki i nowele. Oczywiście, mówię tu o Sf, aczkolwiek powyższe pytanie ma też bliski związek ze słynnym ,,A jeśli…?” które jest już bliższe innym formom. Ale nie chcę dziś pisać odnośnie literatury, a filmu. Niedawno natknąłem się na taki, przeszukując sieć. Nazywa się Blinky. Film, a także główny bohater. Nie trwa długo i jest zwykłym shortem, a co się z tym wiąże – jest bardzo, ale to bardzo skondensowany. Zachęcam do oglądnięcia do końca. I nie zrażajcie się,że po angielsku- nie trzeba tu wysokiego poziomu wiedzy w zakresie słownictwa, by rozumieć. A i nawet bez tego można się zachwycić.
Nie przedłużając:

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=GgVq7OoMIKA[/youtube]

 

Jeszcze tylko jedno. Chciałbym serdecznie zaprosić na Krakowski konwent Kraków Game Fusion, który odbywać się będzie na Uniwersytecie Ekonomicznym w dniach 15-17 kwietnia. Będę tam uczestniczył w dwóch punktach programu:

Horror w Polsce, Polska w horrorze”
Opis: Obserwując wydarzenia, jakie codziennie rozgrywają się w naszym pięknym kraju, niejednokrotnie można odnieść wrażenie, że wszyscy żyjemy z horrorem za pan brat. Czy w związku z tym twórczość oparta na „swojskich realiach” ma rację bytu? Czym autorzy straszą rodzimych czytelników? Czy straszne są tylko miasta, skoro „wiejskiej” grozy mamy jak na lekarstwo? Czy w Polsce w ogóle jest zapotrzebowanie na literacką grozę?
Na te i inne pytania postarają się odpowiedzieć:
Kazimierz Kyrcz Jr, Dawid Kain i Krzysztof T. Dąbrowski.
Prowadzący: Michał Stonawski i Franciszek Zgliński /Qfant/.
„Straszna czytanka czyli autorzy grozy czytają swoje wcześniej nie publikowane nowizny”
Prowadzący: Kazimierz Kyrcz Jr, Dawid Kain, Krzysztof T. Dąbrowski,  Aleksandra Zielińska, Adrian Miśtak, Michał Stonawski, Rafał Kuleta, Michał Gacek.
Widzimy się na KGF, hm? :)

Grojkon 2011 – Relacja (2)

 

Dzień drugi

Konwenty to dziwne miejsca. Człowiek wstaje po zaledwie paru godzinach snu i nie jest prawie w ogóle zmęczony. Nie inaczej było tym razem. Jak na cywilizowanych ludzi przystało, przed śniadaniem chcieliśmy się choć trochę umyć. Niestety, tu pojawiły się problemy. Z przykrością muszę powiedzieć, że niektórzy z przyjeżdżających na konwenty ludzi nie wiedzą, jak korzystać z łazienek. Znalezienie w miarę czystej ubikacji graniczyło z cudem, a mówię tu także o posadzkach, ścianach i drzwiach. Fantaści są jednak twardzi i ekskrementów się nie boją. Po skończonej toalecie i konwentowym śniadaniu składającym się z chleba, pasztetu i zupki pseudochińskiej byliśmy gotowi na kolejne punkty programu.

Pierwszy omawiany temat był wyjątkowo smaczny. „O pożytkach z kanibalizmu, czyli z czym to się je” mówił Jarosław Urbaniuk, autor m.in. dietetycznych książek kucharskich. Po paru przepisach, na przykład na potrawkę z ludziny, przyszła pora na określenie najsmaczniejszych części ciała ludzkiego (karkówka, piersi…) i smaku ciała (połączenie koniny i wieprzowiny. Niezbyt słodkie mięso, ale ponoć uzależnia.). Przy okazji padły pytania, z jakim winem najlepiej jeść to mięso. Nie dam sobie ręki za to uciąć, ale chyba najlepsze do ludziny jest wino słodkie.

Było też trochę faktów z zagranicy (o chińczykach jedzących ludzkie płody i pewnym studencie, który zjadł własną koleżankę. O wielkim głodzie na Ukrainie i zasolonych kawałkach ciała „na czarną godzinę”.). Dobrze jednak wiedzieć, że w Polsce nigdy jeszcze faktu ludożerstwa nie zanotowano. Zdecydowanie mogę powiedzieć, że była to jedna z ciekawszych, jeśli nie najciekawsza prelekcja na Grojkonie, przeprowadzona w naprawdę miłej atmosferze.

Po przerwie (o której zaraz napiszę) nastąpił chyba najbardziej wyczekiwany przeze mnie punkt programu; „Straszna czytanka, czyli autorzy grozy czytają swoje nowizny”. Opowiadania, czy też fragmenty powieści prezentowali Łukasz Orbitowski, Kazimierz Kyrcz, Dawid Kain, Rafał Kuleta, Krzysztof Maciejewski, Adrian Miśtak oraz także niżej podpisany.
Łukasz Orbitowski zaprezentował fragment swojej nowej powieści, której nazwy teraz nie przytoczę, gdyż zapomniałem o niej, wsłuchując się w treść. A było czego słuchać. Kazimierz Kyrcz i Dawid Kain przeczytali „Ręce, które opadają”, jedno z opowiadań, które znajdą się w ich wspólnym zbiorku. Krzysztof Maciejewski także miał się czym pochwalić; jego „nowizna” intrygowała i zaspokajała spragnione grozy umysły, tak zresztą, jak i tekst Adriana Miśtaka.
Co do mnie, zaprezentowałem średnich rozmiarów opowiadanie pod tytułem „Rozkosz z automatu” – horror/sf, opisujący… cóż, rozkosz z automatu. Mówiąc więcej, musiałbym użyć spoilerów, a tego nikt by chyba nie chciał.
Celowo na koniec zostawiłem Rafała Kuletę, który swoją twórczością przyćmił wszystkich. I nie chodzi tu w zasadzie o same miniaturki, które zaprezentował, ale o sposób ich przedstawienia. Z tego co wiem, część występu można znaleźć na YouTube. Część, bo najpierw wszyscy musieliśmy otrząsnąć się z szoku.

Chcąc trochę odpocząć od grozy, zawitaliśmy na prelekcję Staszka Mąderka, dotyczącą najnowszych trendów w efektach specjalnych. Gdyby ktoś nie wiedział, kim jest Mąderek, mógłby się spodziewać nudy, jednak jest to postać dosyć znana w fantastycznym światku, więc sala dosłownie pękała w szwach. I nic dziwnego. Myło śmiesznie, było ciekawie i niezwykle efektownie, jak to na efekty specjalne przystało.

Teraz trochę o przerwie. Specjalnie przeniosłem ją parę akapitów w dół, bo jest to dosyć odrębny temat, a traktuje o samym Bielsku-Białej. Jeszcze przed „Straszną czytanką” wyszliśmy trochę pozwiedzać stare miasto. Tak naprawdę chodziło tylko o poszukiwanie ksera, by wydrukować opowiadania, lecz szybko przerodziło się to w przechodzenie z jednej uliczki do drugiej i podziwianie architektury. Bielsko-Biała świetnie wpisuje się w klimaty fantastyczne. Małe, brukowane uliczki, ciemne bramy, tunele, zakamarki, ulica Orkana przecinająca wpół Słowackiego… a to wszystko położone na górzystym terenie. W pierwszej chwili musieliśmy dosłownie zbierać z ziemi szczęki. Nic, tylko brać miecz i wybrać się na bazyliszki wieczorową porą. A że i miecze były dostępne i bazliszki też (pub ,,Bazyliszek” pysznił się na jednej z ulic), nie byłoby to zbyt trudne. Chciałem jeszcze zwiedzić muzeum literatury, położone w jednym z takich urokliwych miejsc, ale udało się tylko wpaść do antykwariatu i trzeba było wracać. Niemniej, obiecaliśmy sobie, że do zwiedzania wrócimy jeszcze wieczorową porą.

Tymczasem, po zjedzeniu obiadu i pozwiedzaniu konwentu, w trakcie którego nabyłem stary egzemplarz „Nowej Fantastyki” z 1985 roku, oraz 11 numer śp. „Fenixa” przyszedł czas na trochę kultury. W tym celu udaliśmy się na koncert Martina Lechowicza. Kto się interesuje, piosenki Martina zna i wiele mówić nie muszę. Kto nie, ten niech pozna. Bo tu mówienie jest bez sensu, trzeba tego po prostu posłuchać. Martin, specjalnie na Grojkon przygotował także jedną piosenkę, „Piosenka o RPG” zwana także „Balladą o Asi”.

Zaraz po koncercie odbywały się pokazy ognia. Na tym, rzecz jasna nie mogło mnie zabraknąć. Tancerze ognia zaprezentowali parę popisowych sztuczek, z których warto zapamiętać walkę ognistymi mieczami, lub tradycyjne, ale wciąż robiące wrażenie zianie ogniem.

Po pokazach, ogrzani i wciąż czując zapach paliwa, jakim posługiwali się tancerze ognia, znów poszliśmy zwiedzać miasto. Tym razem zapuściliśmy się dosyć daleko, co o mało nie skończyło się bijatyką z grupką dresów (niezbyt miło nastawionych do fantastów), a po powrocie i kolacji czekała nas jeszcze jedna cześć konwentu – gry RPG.

Pierwszą sesję, choć tak naprawdę głównie poznawaliśmy świat, przeprowadził z nami Jacek „Darken” Gołębiowski. „The Shadow of Yesterday”, bo tak nazywa się gra Darkena, wejdzie na rynek już niedługo, z tego, co widzieliśmy, trwają już pracę wykończeniowe. A prezentuje się naprawdę świetnie. Klimatyczna oprawa, prosta w obyciu mechanika gry i ciekawy świat – to tylko niektóre z plusów TSoY. Z niecierpliwością czekam na premierę podręcznika.

Jako że sen jest dla mięczaków, w niedługi czas później zagraliśmy także w „Wolsunga”. W „Steampunk” wprowadził nas nie kto inny, jak Arkadiusz Kuc, brat jednego z naszych Qfantowych redaktorów. Tu w zasadzie też skończyło się na poznaniu świata, oraz przeprowadzeniu próby gry. Finał był taki, że wszyscy przy stole po prostu popatrzyli sobie w przekrwione ślepia i oświadczyli, że natychmiast trzeba iść spać. Udowodniliśmy, że mięczakami nie jesteśmy, a że do gry trzeba się jednak skupić, nie było sensu tego ciągnąć. Zgodnie więc, przy akompaniamencie świergotu budzących się ptaków, udaliśmy się do sleepów.

 

Dzień trzeci

Bardzo chciałbym napisać, że w trzecim dniu Grojkonu brałem udział jeszcze bardziej aktywnie, niż w ostatnich dwóch. Obawiam się jednak, że tego bym nie przeżył. Co za dużo, to nie zdrowo. Organizatorzy też zdaje się znali tę prawdę, bowiem ostatni dzień trwał nie dłużej, niż do 14.00, no, może 15.00. Nie było w programie jednak nic, co by nas jakoś szczególnie zainteresowało, a wszystko, co było (czyt. konkursy) odbywało się trochę zbyt wcześnie dla trójki gości, która poprzedniego dnia prawie nie spała. Nawet na realia konwentowe.

Zaraz więc po tym, jak wstaliśmy i zjedliśmy pospieszne śniadanie, trzeba było się spakować, pożegnać z tymi, którzy jeszcze nie wyjechali (i można ich było znaleźć, przepraszam panie z naszego sleepa – nie znaleźliśmy Was) i pospieszyć na autobus, licząc, że te żałosne resztki, które zostały w portfelu starczą na bilet powrotny. Oczywiście, nie starczyły. Na szczęście w Bielsku-Białej spotkać można naprawdę przychylnych ludzi, którzy za drobną pomoc, mogą dołożyć do biletu dwa, lub trzy złote. Żegnaliśmy więc miasto z uśmiechem, będąc pewni, że długo pozostanie w naszej pamięci. Tak, jak i sam konwent.

 

Podsumowanie

Na tegorocznym Grojkonie zjawiło się ponad tysiąc osób. Moc atrakcji i niesamowity nastrój starego miasta Bielska-Białej sprawiły, że większość z nich zapewne wróciła do domu zadowolona. Zdarzały się oczywiście wpadki, niektórych pisarzy nie było, albo nie dało się korzystać z łazienek, jednak nie były to minusy tak duże, by znacząco wpłynęły na moją opinię o tym konwencie. Nie wyspałem się, zmęczyłem, ale wiele widziałem i poznałem nowych ludzi – a przecież o to chodzi na konwentach. To jak jeden, gigantyczny zjazd rodzinny bandy pozytywnych świrów. Naprawdę, można poczuć się… nie jak w domu. Lepiej.
I tak też było. Grojkon 2011 zdecydowanie zostawił we mnie pozytywny ślad. Nie mogę doczekać się następnego.

 

Tekst ukazał się TUTAJ

Grojkon 2011 – relacja (1)

 

Pamiętam ten dzień, rok temu, kiedy wszedłem przez nadesłany mi link na stronę Grojkonu, największego konwentu na Podbeskidziu. Po przeczytaniu paru newsów i przeglądnięciu programu wiedziałem, że chcę tam być. Niestety, na skutek katastrofy prezydenckiego Tupolewa, która wydarzyła się niedługo później, konwent został przesunięty, a drugi termin okazał się dla mnie nie do przyjęcia. Postanowiłem sobie wtedy, że w następnym roku zawitam do Bielska-Białej. Miło mi napisać, że obietnicy tej dotrzymałem, sam biorąc nawet na siebie ciężar przygotowywania niektórych atrakcji.

Dzień pierwszy

„Z Krakowa do Bielska droga nie jest zbyt długa” – tak mi powiedziano, kiedy zasięgałem opinii, czym dojechać. W pewnym sensie jest to prawda,  przejeżdżałem przez to miasto nie raz, jadąc z, czy też do grodu Kraka. Jak jednak powiedział kiedyś stary Ben Kenobi – „wszystko zależy od punktu widzenia”. W moim przypadku, był to też i punkt siedzenia, bowiem w piątek rano okazało się, że pasażerów chętnych na jazdę do Bielska-Białej jest więcej, niż może pomieścić autobus. Nawet, jeśli pominęłoby się mnie i moich dwóch kumpli, Maćka i Franka, z którymi wyruszyłem w trasę. Na nasze szczęście, mieliśmy już wykupione bilety, a więc i gwarancję podróży. Biada jednak tym, którzy nie byli zapobiegliwi i nie zatroszczyli się wcześniej o swoje miejscówki – tego dnia musieli poczekać na następny środek transportu.
Była chwila strachu, kiedy okazało się, że Maciek (posiadający nasze bilety) wsiadł już dawno i – moszcząc sobie miejsce na jednym z siedzeń, uśmiechał się do nas  – spóźnialskich – kpiąco. Całe szczęście opisał nas kierowcy. Na tym się jednak nasze szczęście skończyło, bowiem wyglądało na to, że resztę podróży spędzimy stojąc pomiędzy siedzeniami, przytuleni do siebie nawzajem i reszty nieszczęśników takich, jak my. Na domiar złego obdarzani co jakiś czas coraz bardziej kpiącym spojrzeniem Macieja.
Nie pozwoliliśmy oczywiście, by uśmieszek wyższości gościł na jego twarzy zbyt długo. Zbladł, gdy pokazaliśmy mu nasze atuty. On mógł mieć sobie bilety i miejsce siedzące, lecz my mieliśmy cheeseburgery.

Kiedyś, kiedy dopiero zaczynałem swoją przygodę z konwentami, usłyszałem od kogoś bardzo ładne zdanie, że konwent zaczyna się od momentu, kiedy wyjdziesz z domu. Jest to taka sama prawda, jak to, że na konwentach najważniejsze nie są prelekcje, ale możliwość spotkania podobnych sobie świrów. Obie te sentencje połączyły się jakieś dziesięć kilometrów przed celem, kiedy udało nam się wreszcie zająć miejsca siedzące i skupić nad konwentowym programem (na którym im bardziej chciałem, by w rubrykach, w których widniało moje nazwisko było napisane Stonawski, tym bardziej widniało Stanowski).

W pewnym momencie obrócił się do nas jakiś student i szybko okazało się, że nie tylko także jedzie na Grojkon, ale też zna okolice konwentu i wie – przynajmniej lepiej od nas – gdzie są szkoły, na których terenie zorganizowano całą imprezę. Resztę podróży spędziliśmy, rozprawiając o książkach i polecając sobie nawzajem nowe pozycje.

Kiedy dotarliśmy do Bielska, po tradycyjnym „głębszym wdechu” czystego powietrza, ruszyliśmy za naszym przewodnikiem. Szybko jednak okazało się, że nie jesteśmy sami. Widząc przed nami grupę ciemno ubranych ludzi z plecakami, karimatami i – nierzadko – powiewającymi piórami, dołączyliśmy do nich. I tu wkracza nasz ulubiony punkt widzenia, bowiem nasi nowi towarzysze nie mieli pojęcia, gdzie iść, więc można powiedzieć, że to oni do nas dołączyli.

Czując się już naprawdę konwentowo (brakowało nam tylko maga i paru sześciennych kości), zdobywaliśmy nowe metry chodnika, co jakiś czas dołączając do kolejnych osobników z karimatami. W końcu spotkaliśmy dwie przedstawicielki płci pięknej miejscowej, także fantastki, które obiecały nas doprowadzić do końca trasy. Tak też się stało. Obserwując stare miasto, dotarliśmy do punktu akredytacji. Kolejka? Oczywiście, była, lecz siedzący za stołami organizatorzy dawali sobie świetnie radę. Po jakiś pięciu czy sześciu minutach, na naszych piersiach pyszniły się już plakietki.

W drugiej szkole, naprzeciwko, umieszczono sleeproomy. Wejścia pilnowali groźnie wyglądający ochroniarze, domagający się identyfikatorów (później przy drzwiach pojawił się napis, informujący, że posiadanie identa daje +10 do lansu). Wydarzenia potoczyły się już szybciej – odnalezienie sali, wyrzucenie z niej szkolnych ławek, zostawienie plecaków i biegiem z powrotem. Bo oto zaczynać się miała pierwsza prelekcja.

Blok Horroru i Grozy mieścił się na parterze, prawie na końcu korytarza. Ledwo dotarliśmy i przywitaliśmy się z obecnymi już od dawna na miejscu znajomymi, zaczęło się.
Pierwszą prelekcję, na której byliśmy, prowadził Dawid Kain. Temat niepozorny, bo o literackim horrorze eksperymentalnym w USA. Treść jednak zaskoczyła wszystkich. Przykładowo, książka, w której na każdej stronie tekst zapisany jest inaczej; krzywo, inną czcionką, zachodząc na siebie, zajmując tylko mały kawałek strony, czy też alfabetem Braile’a. Kto by się też mógł spodziewać, że istnieją pozycje pod tytułem ,,Elektryczne zwłoki Jezusa”, czy też „Dobry człowiek Jezus, łotr Chrystus”. Ciekawym przypadkiem jest też „Pożeracz myśli” – książka o wymyślonym rekinie, który pływa po także wymyślonym morzu i zjada wspomnienia.

Następnym punktem programu był ,,Motyw bliźniąt w horrorze”, który poprowadził Krzysztof Maciejewski reprezentujący serwis papierowemysli.pl. Dla mnie temat bardzo interesujący, bowiem zawsze podobał mi się pomysł, by w przyszłości być ojcem bliźniąt. Nie obyło się oczywiście bez sławnych bliźniaczek z „Lśnienia” Stephena Kinga (do których jeszcze powrócę w opisie pierwszego dnia). Ponadto omówiony został motyw złego bliźniaka, czy też zagadnienie tajemnego języka bliźniąt, oraz wiele innych. Mimo swojej mrocznej otoczki, cała prelekcja była bardzo ciepła, zwłaszcza, kiedy prowadzący powrócił myślami do swoich dzieci – bliźniąt, a jakże.

Po krótkiej przerwie, w tej samej sali miało miejsce wydarzenie, jakiego obawiałem się najbardziej – „Horror w muzyce, muzyka w horrorze”, punkt programu, który wraz z Frankiem prowadziłem. Gośćmi byli Łukasz Orbitowski, Kazimierz Kyrcz, Dawid Kain i Stefan Darda. Ten ostatni, niestety nie mógł się zjawić, aczkolwiek to wcale nie zmniejszyło mojej tremy. Miałem przygotowanych zaledwie parę pytań i obawiałem się, że prelekcja może nie wyjść zbyt żwawo. Okazało się jednak, że całość nie wypadła wcale tak źle. Co prawda w pewnej chwili trącaliśmy się z Frankiem łokciami, szepcząc półgębkiem ,,Wymyśl coś!” lub „Teraz twoja kolej!”, lecz po chwilowych brakach weny zwykle nadchodziło olśnienie, pozwalające zadać kolejne pytanie, akurat, gdy było tego trzeba. Tak więc można się było dowiedzieć o muzycznych inspiracjach pisarzy, oraz czego absolutnie NIE polecają do słuchania. Nie zabrakło także pytań o najgorsze i najlepsze ścieżki dźwiękowe z filmów grozy, czy też czego dobrze słuchać przy czytaniu.

I mógłbym tu zakończyć relację z pierwszego dnia, bowiem po tym punkcie programu, prowadzący, goście i fani bloku Horroru i Grozy zniknęli z terenu konwentu. Jednak jak już powiedziałem wyżej, konwent to głównie spotkania z ludźmi. Dzień pierwszy skończył się więc późno w nocy, po spotkaniu przy wielkim stole, w barze hotelu, gdzie pokoje dostali zaproszeni pisarze. W miejscu, które idealnie pasowało do naszych upodobań. Był pokój widmo, który znalazł się tam, gdzie nikt by się tego nie spodziewał, były tajemnicze zakamarki i drabiny donikąd, aż wreszcie długie, klaustrofobiczne korytarze, w których brakowało tylko dwóch ubranych na niebiesko bliźniaczek i wylewającej się rzeki krwi. Co zaś działo się przy wspomnianym już wielkim stole, powiedzieć nie mogę. Dodam tylko, że było to wspaniałe zakończenie dnia, a kiedy wróciliśmy zmachani do sleeproomów, zasnęliśmy, sami nawet nie wiedząc kiedy. Sytuację utrudnił tylko fakt, że jakimś cudem udało mi się zgubić identyfikator i zgromiony spojrzeniem strażnika, musiałem iść po drugi. I tym razem zapłacić.

Ostatnie moje wrażenie to przyjemne uczucie, że skórzana kurtka w ramach poduszki sprawuje się wprost doskonale.

Tekst ukazał się na portalu kwartalnika QFANT

 

 

Prywatnie tak (5)

Piątek. Wieczór. Dosyć spokojny – temperatura utrzymuje się na kompromisowym, ni to ciepłym ni zimnym, poziomie. W głośnikach gra Ennio Morricone. Spokój i cisza – to lubię.
Dobry czas by wrócić do jakiegoś życia, prawda?

Dawno nie pisałem. I nie chodzi mi tylko o wpisy. Sesja, sesja i jeszcze raz sesja. Kto by się spodziewał,że będzie aż tak… niemiło? Nie, to złe słowo – tak, jakby wykładowcy byli źli. A nie są. Szczerze powiedziawszy ci ludzie, to jeden z powodów, za które wielbię szkolnictwo wyższe. Ludzie wspaniali, tylko niekiedy piłują…

Ot, i mam problem. W liceum mogłem narzekać na ,,profesorów” – jak pałowali, piłowali, bili po mordach – chciałoby się rzecz, to zwykle okazywali się totalnymi chamami w tym, co robili. Usiłowali pokazać uczniowi,że ten jest debilem a oni mają większą wiedzę. Kompleksy, rzekłbyś.
A tu? Piłują, gniotą (niektórzy), cisną aż człowiek piszczy. Tylko, cholera, traktują cię jak człowieka. I z szacunkiem jednak. No i jak tu nie odpłacić pięknym za nadobne?   Nie mogę ponarzekać. To… irytujące.

A więc (bez ,,a więc!”) nie jest niemiło. Po prostu trudno. No i to tyle, bo sesja powoli zdycha.jeszcze tylko troszkę. Można wrócić do życia.

Parę informacji? Znajdą się.
Po pierwsze, niedługo odkładam opowiadania na bok (choć nie do końca) i zaczynam pracować nad powieścią. W końcu kiedyś trzeba, prawda? A ja zwlekam już od tak dawna, że dalsze czekanie nie ma sensu. A że mnie cisną o to ze wszystkich stron, na czele z Magdą Kałużyńską, Kazkiem Kyrczem (pozdrawiam Was :>), czy Frankiem (Viearem), to już nie mogę dłużej czekać. Dlatego też piszę o tym- taka swoista deklaracja z mojej strony. Uf, napisałem to. No, to teraz do roboty, tak?
I, szczerzę, nie mogę się doczekać.

Druga sprawa jest z trochę innej beczki, choć z tego samego magazynu – Panoptikon.
Chciałbym Was bardzo serdecznie zaprosić do Krakowskiego klubu Kazamaty, w dniach 25-27 Lutego.  Odbywać się tam będzie konwent szczególnie ciekawy, bo można spożywać na nim alkohol. Oczywiście, tylko zakupiony na terenie konwentu. Z tego względu, tylko dla pełnoletnich fantastów.
Czemu? Zobaczcie sami:

Oczywiście, chodzi mi o godzinę 20:15. Mam nadzieję, że się tam zobaczymy!
Szepnąć mogę, że szykuję też coś na Krakon oraz Grojkon, ale o tym innym razem.

Na koniec – zabawny filmik, który znalazłem ostatnio w sieci:

Oraz coś bardziej klimatycznego. Teledysk, od którego nie mogłem się oderwać.

EYE OF THE STORM | Lovett from Lovett on Vimeo.

Falkon 2010

Miały być refleksje, felieton. Miały. Będą. Ale później.
Jutro, w czwartek zaczyna się Falkon 2010. Chciałbym serdecznie zaprosić Was wszystkich – jako ja, autor i – tym bardziej – jako redaktor QFANTa.
Nie mam wiele czasu do pisania w tej chwili. Mam nadzieję, że zobaczymy się na Falkonie, a przynajmniej część z nas.

Jeszcze raz zapraszam!
Aha, no i przekażcie znajomym :)

A poniżej lista atrakcji na których będę obecny… niekiedy bardziej, niż jako część ,,widowni”.

Page 1 of 2

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén