Tag: kraków

Dwa spotkania autorskie i inne rzeczy

Pamiętacie, co oznacza to, że Stonawski milczy? Oznacza to, że coś szykuje. No i dzieje się – w  związku z premierą „Mapy Cieni” zapraszam Was na spotkania autorskie ze mną i z resztą ekipy książki. Pierwsze dwa (acz nie ostatnie) odbędą się już niebawem w Krakowie i Oświęcimiu! Ponadto zapraszam na inne wydarzenia, w których maczam w ten czy inny sposób swe paluchy. 

Krakowskie odbywać się będzie w Artetece Wojwódzkiej Biblioteki Publicznej w Krakowie, 19 maja o 18:00. Więcej na facebookowym wydarzeniu pod tym linkiem: https://web.facebook.com/events/205412313309984/

Mapa Cieni spotkanie arteteka

Oświęcimskie spotkanie z kolei odbędzie się 24 maja o 18:00 w Auli Biblioteki Galeria Książki w Oświęcimiu. A tutaj jest plakat:

Mapa Cieni - spotkanie Oświęcim

Czy to wszystko? Jasne, że nie!

27 maja będzie można łapać na stopa… nasz statek! Galar wiślany, który jest tak naprawdę historycznym okrętem wojennym. O co chodzi? Kliknijcie tu: https://web.facebook.com/events/1358442490875970/

Galar

Dość? Ani trochę! Od 16 czerwca trwał będzie (także na galarze) festiwal na falach – bezprecedensowe wydarzenie kulturalne, ale tutaj na szczegóły musicie jeszcze poczekać.

Póki co klikajcie tutaj: https://web.facebook.com/KrakowskiFestiwalNaFalach/ 

O tym, jak z szalonego pomysłu zrobić książkę.

Mapalogo

 

Dwa lata. 17 lipca 2012 roku, razem z moim przyjacielem, muzykiem i fotografem, Krzysztofem Bilińskim, zaczęliśmy pracę nad czymś, co roboczo nazywało się „Projektem domków strasznych”. Ale historia tego przedsięwzięcia sięga o wiele głębiej w przeszłość. Zanim rozwinę, chciałbym tylko powiedzieć jedno: Przez ostatnie dwa lata ukrywałem prawdę, wspominając o „tajemniczym, nawiedzonym projekcie”. Przez ostatnie dwa lata 16 Polskich autorów grozy pracowało w pocie czoła, by mój szalony pomysł stał się czymś namacalnym, udoskonalając go i uświetniając swoją obecnością. Dwa lata czekałem na dzisiejszy dzień – bym mógł wreszcie ujawnić w czym rzecz. Od wczoraj jest to możliwe. 

Czym jest Mapa Cieni? 

Myślę dziś o dniu, kiedy wszystko się zaczęło – zanim 19 maja 2014 roku pojechaliśmy z Krzyśkiem do Warszawy, by rozmawiać z jednym z największych Polskich wydawców o wydaniu książki. Dla mnie cała sprawa zaczęła się, kiedy pierwszy raz trafiłem do rzekomo nawiedzonego domu na ul. Kosocickiej w Krakowie. Coś się tam stało – to już nie ważne, ale nie byłbym sobą, gdybym nie zainteresował się tematem… głębiej. Zacząłem szperać i szperałem tak długo, aż pomyślałem sobie – a może by zrobić z tego… książkę?

Szalony pomysł, przyznacie. Traf chciał, że na jednym ze spotkań literackich w Krakowie, o nazwie Kulturkampf, spotkałem człowieka, który pochwalił mi się, iż jest fotografem. Bardzo dobrym fotografem (o tym, że był także członkiem zespołu Vedymini i grał m.in na Nordconie w 96 dowiedziałem się później). Uderzyłem więc z szalonym pomysłem do niego, a ten człowiek, zamiast mnie obśmiać – zapalił się jak pochodnia.

A chwilę później byliśmy już przyjaciółmi.

W niedługi czas później powstała na facebooku specjalna, tajna grupa, w której wkrótce zagościli znani polscy autorzy grozy. Ale chwileczkę, po co? Dlaczego?

Wyobraźcie sobie książkę, której dotychczas nie było na Polskim rynku wydawniczym – połączenie fikcji literackiej i literatury faktu.

Mapa Cieni by Krzysiek

Grafika: Krzysztof Biliński

Literatura faktu:

Składa się z 16 reportaży mojego pióra. W reportażach tych zawarta jest wiedza historyczna 16 miejsc, o których mówi się, iż są nawiedzone. Są też opowieści mieszkańców, świadków, sąsiadów, których udało się nam przepytać. Są wreszcie nasze wrażenia i opis danego miejsca – czymkolwiek jest, czy hotelem, czy domem, mieszkaniem, czy wreszcie nawet… nawiedzonym lasem. Każde z tych miejsc jest całkowicie prawdziwe, do każdego można bez problemu trafić i poznać, dzięki fenomenalnym zdjęciom Krzyska Bilińskiego.

Praca nad tą częścią trwała od 17 lipca 2012 do 6 marca 2013.

Beletrystyka:

Do każdego z reportaży dołączone jest opowiadanie Polskiego autora grozy. Mamy na pokładzie zarówno starych wyjadaczy, młodych początkujących, jak i nawet debiut. Wszystkie opierają się na tym, co razem z Krzyśkiem znaleźliśmy w badanych lokacjach. A oto i autorzy:

Kazimierz Kyrcz Jr.
Dawid Kain
Łukasz Radecki
J. D. Bujak
Piotr Roemer
Sylwia Błach
Aleksandra Zielińska
Krzysztof Maciejewski
Magdalena Kałużyńska
Krzysztof Biliński
Michał Stonawski
Marek Grzywacz
Rafał Christ
Franciszek Zgliński
Michał Gacek
Krzysztof T. Dąbrowski

 

Wydawca: 

To była tytaniczna praca – tak zgromadzonych autorów, jak i Krzyśka i moja. Wiele zrobionych kilometrów, dziesiątki spotkanych i przepytanych osób. Setki notatek. Miesiące tracenia i odzyskiwania wiary, kiedy szukaliśmy wydawcy.

Aż ten się znalazł.

I w rekordowym czasie zawezwał nas do siebie, do stolicy. Na już – szybko. Gdyż potencjał jest wielki. Tam też dowiedziałem się, dzięki radzie pani Ewy od marketingu, że mogę już napisać ten wpis.

Z dniem 19 maja 2014 wydawcą Mapy Cieni zostało wydawnictwo Bellona. Oficjalne zapowiedzi pojawią się pewnie już niedługo. I wtedy też ujawnione zostanie, kiedy książka trafi do księgarń. Póki co wiem to tylko ja i wyżej wymienione osoby – a co, niech zostanie trochę tajemnicy.

Ciekawostka: 

W trakcie prac, razem z Krzyśkiem utworzyliśmy kanał na YT, na który wrzucaliśmy filmowe ścinki z wizyt w nawiedzonych miejscach. Szybko zgłosiło się do mnie parę portali, bym napisał o swojej pracy, oraz… TVN.

https://www.youtube.com/user/HauntedProjectKrakow/videos

A kiedy ostatnio zajrzeliśmy w ten zakątek internetu, spodziewaliśmy się zobaczyć pajęczyny – miast tego, ujrzeliśmy 90 tyś wyświetleń i partnerstwo reklamowe z serwisem YouTube.com.

Jesteśmy pełni optymizmu.

A ja? A ja jestem zmęczony, ale szczęśliwy.

Co się dzieje w Krakowie?

kraków smok

Kraków miastem kultury! I choć fakt to niepodważalny, tak jak to, że obok kultury Kraków jest też miastem smoka imieniem Smog (nie mylić z kuzynem Smaugiem), oraz – sporadycznie – miastem długich noży, to co jakiś czas warto o tym przypomnieć. Zwłaszcza, jeśli kultura ta wzrasta niemal na naszych oczach, jak grzyby po smogu. Deszczu. 

Oczywiście, szczególnie cieszy mnie fakt nowych inicjatyw związanych z tym segmentem kultury, który mnie interesuje najbardziej – środowiskiem fanów grozy, oraz fandomem fantastyki. Zwłaszcza, jeśli dzieje się to po długim śnie, w jaki zapadł Kraków z początkiem pierwszej dekady drugiego milenium.

Jak to drzewniej bywało

Był taki czas, kiedy Kraków wydawał się jeśli nie stolicą, to jednym z najważniejszych punktów na fantastycznej mapie Polski. Tu odbył się pamiętny Cracon – połączony z Polconem Eurocon, tu też organizowano pierwsze Krakony, które przez długi czas rządziły w mieście królów, jako najbardziej popularne w Polsce. Tu też Galicyjska Gildia Fanów Fantastyki organizowała Imladrisy – nie mniej popularne, być może jeszcze bardziej żywiołowe. A potem przyszło nowe – z roku na rok w zasadzie Krakony i Imladrisy przestały być organizowane, rozwiązał się klub fanów fantastyki. Kraków zamilkł, a schedę po nim objęły inne miasta, jak Poznań, w którym po dziś dzień bije się rekordy popularności na Pyrkonach (ostatnim razem było chyba 12 000 ludzi).

Ptaszki ćwierkają

Myli się ten, kto sądzi, że Kraków całkowicie się wycofał, bo to raczej nie zdarzy się nigdy. Pamiętamy takie wydarzenia, jak konwent stolikowy – ZamiastCon, Confuzja, czy Game Fusion. I o ile ZamiastCon był w pewnym stopniu prześmiewczy, pozostałe dwa eventy odegrały tylko rolę subtelnych zapowiedzi… jutra. I ono nadeszło, bo w 2011 roku został wznowiony Krakon. Zabrała się za niego ekipa zupełnie nowa, niedoświadczona, ale też pełna wigoru. Krakon 2011 miał być też eksperymentem „łączenia fandomów” mangowego i fantastycznego. Eksperyment, cóż, nie udał się. Fantaści zwyczajnie uciekli, a ci którzy zostali skazani byli na samotność w prelekcyjnych salach. Nie wspominając już o zwykle i tak pomijanym horrorze. Skądinąd – udało mi się przeprowadzić wtedy najlepsze chyba spotkanie autorskie. Cóż z tego, że publika była drewniana, a w konkursie, który zorganizowałem główną nagrodę wygrały odpowiednio: Krzesło 1 i Krzesło 2…

Byłem też na Krakonie rok później. Już jako organizator wziąłem w swoje macko-szpony blok horroru. 2012 przyniósł poprawę, choć konwent jako całość znów został okrzyknięty „klapą” (niektórzy lubią duże słowa), to wiele osób spisało się na medal, jak choćby przy organizacji bloku literackiego. I tym razem Horror – a jakże, na uboczu – dał sobie radę. Wystarczy wspomnieć Ramseya Campbella, który wręcz zachwycał się Krakowem i obecnymi na jego spotkaniach ludźmi. Poprawę też przyniósł rok 2013, choć Krakon organizowany był przez znów odnowioną ekipę. I znów coś poszło nie tak, pojawiły się wątpliwości organizacyjne, na skutek dosyć niemiłej plotki obraził się główny gość konwentu – Graham Masterton… fatum, można by powiedzieć. Nowe Krakony – wszystkie razem i każdy z osobna – przebijały się przez rosnącą falę niechęci i kłótni pomiędzy potrzaskanymi, małymi grupkami krakowskiego fandomu… w czym osobiście widzę główną przyczynę niepowodzeń. A gdzieś w tym wszystkim była groza – stając z boku, pomijana, ale – co najważniejsze – radząca sobie doskonale.

I wtedy stało się wiele rzeczy w bardzo krótkim czasie.

Wiele rzeczy w bardzo krótkim czasie

Jeśli rok 2013 rozpoczął się cokolwiek mgliście, to po paru miesiącach – a już na pewno po Krakonie – mgła ta została rozwiana. Zupełnie, jak gdyby na dawne włości wrócił potężny smok. Oto zostaje zapowiedziany powrót Imladrisu, stare fandomowe (doświadczone) dinozaury wracają, zakasując rękawy. A później…

kfason Klikaj, klikaj!

Groza bierze sprawy w swoje własne ręce, za sprawą inicjatywy Mady Szostak i Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej powstaje KFASON, pierwszy w historii polski konwent fanów grozy. Ten ruch jednoznacznie pokazuje, że polska groza dorosła do zjednoczenia, skupienia w sobie. Zresztą, w niedługi czas później całe środowisko ożywa, pojawiają się nowe pisma, nowe antologie i projekty!

nagroda grabiKlik.

Na KFASONIE zostaje ujawniona Nagroda Polskiej Literatury Grozy im. Stefana Grabińskiego. Od tej pory literacka groza radzi sobie sama, dumnie krocząc w świetlaną (mroczniejszą?) przyszłość. Zachował się zresztą zapis wideo z pogadanki, na której ogłoszona została nagroda. Choć sam moment ogłoszenia pozostanie już na zawsze tylko w pamięci tych, którzy tam byli.
(Od lewej za stołem: Kazimierz Kyrcz Jr, Michał Stonawski (niżej podpisany), Dawid Kain, Stefan Darda i Michał Gacek)

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=eKJ08HDAg7Q[/youtube]

smokiKlik?

Aż w końcu przełom 2013/2014 przynosi wiadomości radosne i z dawna oczekiwane – utworzony zostaje nowy Krakowski Klub Fantastyki „Krakowskie Smoki”. Kraków znów oddycha pełną piersią (o ile można tak powiedzieć w tym smogu), po ponad dekadzie fandom znów się zrzesza, co daje nadzieję na następne lata pokoju i stopniowego budowania mocnej społeczności fanów szeroko pojętej fantastyki – od Science Fiction, przez Fantasy, do Horroru i poprzez niego – do szeroko rozumianej Grozy.

Nowy początek

Co przyniosą następne lata? Orzec może i trudno, za to pofantazjować – łatwo, zwłaszcza, kiedy są ku temu podwaliny. Przyszłość jest bowiem optymistyczna – już nie skrycie i cicho a głośno i na pokaz marzę o silnej krakowskiej komórce fandomu, o silnej, rozwijającej się grozie, o jeszcze silniejszych konwentach, o Polconach w mieście królów, o być może powrocie Euroconu do Krakowa, o nowych, licznych inicjatywach… i część, może nawet całość się sprawdzi. Bo z kulturą to jest tak, że działa jak samonapędzający się silnik. Wystarczy tylko iskra, wystarczy lekko popchnąć, a cała maszyneria zaczyna działać jak ciemny, lśniący Bentley. Pchajmy więc – z całej siły. A potem – na autostradę.

Zobaczymy wreszcie, dokąd ten tramwaj jedzie.

Być może zainteresuje Cię również: 

Horror masakra2

Mój artykuł w piśmie „Horror Masakra” o nagrodzie Grabińskiego

 

 

 

 

 

po krakonie

Moje refleksje po Krakonie 2013

 

 

 

 

 

pzyszlosc

Parę słów o przyszłości horroru – po KASONie

 

I’ll be there

 

Środa, 25 stycznia i piątek, 27 będą dniami bardzo dla mnie zabieganymi.
Dlaczego? Może zacznijmy od… przyjemniejszej rzeczy.

 

Serdecznie zapraszam 27 stycznia od godz. 18 do klubu „Masada” na krakowskim Kazimierzu. Odbywać się tam będzie 32 już „Kulturkampf”, na którym – także i tym razem – będę czytać swoje wypociny.

18-21 część literacka
18.00-18.10 ALFABET LITERACKI B JAK MICHAŁ BUŁHAKOW
18.10-18.20 KRZYSZTOF BILIŃSKI ( Wolna Trybuna Poetycka)
18.20-18.30 MATEUSZ BOBEK ( Klapki Kubota)
18.30-18.40 MARCIN CICHY ( Pakiet Standardowy)
18.40-18.50 KRZYSZTOF DĄBROWSKI ( antologia bizarre)
18.50-19.00 BARBARA DUDEK ( poezja śląska)
19.00-19.10 JACEK DUDEK ( poezja śląska)
19.10-19.20 KRYSTIAN KAJEWSKI ( fragmenta ABCDARIA)
19.20-19.40 SŁAWOMIR MATUSZ ( Mistyka zimą)
19.40- 19.50 PIOTR MIERZWA ( poezja, Snubrat)
19.50-20.00 BARTŁOMIEJ MIŁOBĘDZKI ( poezja, proza)
20.00- 20.20 MICHAŁ PIĘTNIEWICZ ( Odpoczynek po niczym)
20.20-20.30 SEBASTIAN POST ( poezja, Trismegista)
20.30-20.40 LEA PRADZIŃSKI ( happening literacki)

20.30-20.40 PIOTR SMOLAK ( Neue Wilde)
20.40-20.50 MICHAŁ STONAWSKI ( groza w prozie)
20.50-21.00 MATEUSZ WABIK (poezja, Spisek)
od 21.15 część muzyczna
21.15-21.45 BRACIA SŁABY ( blues rock)
22.00-22.30 KROKODYL ( pastisz rock)
22.45-23.15 RAYUELA ( eksperyment literacko- muzyczny)
23.30-00.00 JAKUB ZIELINA ( ŻMIJ, folk rock)
cena biletów
tzw normalny 12PLN
tzw studencki 6 PLN

TUTAJ opis całej akcji.

Druga rzecz… cóż, trochę mniej miła. 25 stycznia 2012, dzień przed już pewnym podpisaniem przez tak zwany demokratyczny rząd RP, ACTA będzie się w Krakowie (a może nie tylko?) odbywał protest przeciwko temu dokumentowi.
Szczerze? Nie mam wielkich nadziei. Idę tam, bo nie mogę siedzieć bezczynnie, patrząc, jak walą się resztki Demokracji. I rzecz jasna wyjdę, jeśli zaczną jakieś „koktajle Mołotowa” w powietrzu latać, na burdę tam nie idę. Bić się z ZOMO będziemy innym razem.
Przepraszam, za wisielczy nastrój, ale po oglądnięciu tego…

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=BB52a2rnC2k[/youtube]

…coś we mnie pękło. Pomijam już fakt, że pani prezenterka nie wie nawet, jak się dana „grupa” nazywa. Bardziej istotny jest fakt, w jaki sposób sprawa została pokazana. Wątpię, by pani prezenterka nie wiedziała, co się dzieje. Wniosek jest jeden – przedstawienie całej sytuacji w telewizji jest komuś bardzo nie na rękę. I cholernie mi to przypomina propagandową półprawdę.

Dobra. Dosyć już o tym.
http://www.facebook.com/events/215317315225357/

Jeśli ktoś chce dołączyć, podaję linka.

 

Autorzy pod choinką

 

Wieczór już zapadł, miasto pogrążyło się w jeszcze jednym letargu, wykreślając z kalendarza następny dzień do świąt. Tymczasem te na krótką chwilę zawitały do Expo Cafe, gdzie grupa autorów zebrała się, by – miast opłatka – podzielić się ze wszystkimi czymś dla nich najważniejszym – swoją sztuką.

Dyskusje nie miały końca, uśmiech zagościł nie tylko na twarzach naszych bohaterów, ale i publiki. W miłym otoczeniu, wśród świeczek, książek i wyświetlanych – nie nachalnie – slajdów toczyło się spotkanie autorskie pisarzy O, choinki.

Relacja jest już dostępna na stronie autorskiej Ewy Bauer. Mi pozostaje tylko zaprosić do przeglądania zdjęć.

Zapraszam :)

 

KLIKNIJ MNIE :)

Zapraszam do Krakowa na 28 Kulturkampf

 

Dnia 24 listopada 2011 roku w Krakowskiej Kawiarni Naukowej odbędzie się 28 już edycja Kulturkampfu. Tak się jakoś złożyło, że będę tam prezentował na żywo (czytaj – dukał coś nieskładnie do mikrofonu) swoją twórczość w formie opowiadania „Nagroda” opublikowanego też w 33 numerze Grabarza Polskiego.

Może się zdarzyć, że zamiast mnie opowiadanie przeczyta Krzysztof T. Dąbrowski (za co bardzo mu dziękuję). Sprawa taka, że jestem – niestety – chory i nagły atak (dajmy na to) gorączki może mi przeszkodzić.

Fragment, tak – dla apetytu:

Jakub westchnął i schylił się pod blat, sięgając po kartonowe pudła. Czas zwijać interes. Dochodził wieczór. Dziś nic już nie sprzeda. W ogóle dzisiaj prawie nic nie sprzedał.  Rano jakaś mała gówniara podeszła, próbując zamienić swojego lizaka na szklanego słonika.  Potem pojawiła się starsza pani ciągnięta przez wnuka. Przez chwilę tłumaczyła mu, że nie ma pieniędzy, potem, gdy to nie poskutkowało obiecywała paczkę chipsów (musiała przekupywać go w ten sposób bardzo często; dziesięcioletni, na oko, chłopak był gruby jak tucznik), w końcu – z wyraźną niechęcią – sięgnęła po portfel i kupiła gipsowego smoka.   Potem, zdecydowanie, odciągnęła wydzierającego się o jeszcze grubasa. Parę godzin później zjawili się jacyś państwo z małą, siedmioletnią dziewczynką. Ze Słowacji przyjechali. Jakub za młodu mieszkał na Słowacji u ciotki. Dogadali się bez problemu. Państwo byli albo bogaci, albo rozrzutni, a może jedno i drugie. On kupił tanią podróbę katany (po 150 złotych), a ona nic nie warte szklane świecidełka, za które zapłaciła cztery dychy. Dziewczynce kupili – niespodzianka! – smoka. Dużego. Za pięćdziesiąt złotych. Odeszli, szczerząc zęby, jak gdyby właśnie nadeszła gwiazdka.

Później już nie miał szczęścia. Raz myślał, że się obłowi, kiedy przed jego budą zatrzymała się chińska (albo japońska? Kie diabeł. Wszystko jedno) wycieczka. Coś tam zaszczebiotali, poględzili, pośmiali się, dotykając wszystkiego, co tylko mogli (w tym jego samego), zrobili paręset zdjęć, pstrykając swoimi aparacikami i odeszli, pomachawszy mu wesoło na pożegnanie. Pieprzone żółtki.

 

No i program części literackiej:

 

18-19 część literacka PROZA
konkurs na utwór literacki podejmujący motyw kawy i papierosów, tekst
podsyłać na cortazar_6@gazeta.pl, do wygrania kawa i papierosy
18.00-18.10 MARCIN ADAMOWICZ ( GUDRUN I INNE HISTORIE)
18.10-18.20 EWA BAUER ( W nadziei na lepsze jutro)
18.20-18.30 KAMIL CZEPIEL( GROZA W PROZIE)
18.30-18.40 KRZYSZTOF DĄBROWSKI ( ANIMAE VILIS)
18.40-18.50 DAWID KAIN ( ZA 5 REWOLTA)
18.50-19.00 KRYSTIAN KAJEWSKI ( ABCDARIA)
19.0019.10 KATARZYNA NOWAK ( KASIKA MOWKA)
19.10-19.20 MICHAŁ STONAWSKI ( GROZA W PROZIE)

Widzimy się w Krakowie! :)

Z Targów Książki…

 

…Wróciłem. I wyniosłem trochę tego dobra, co stało samotne na stoiskach. Upragniony od wielu lat „Domofon” Zygmunta Miłoszewskiego, czy „Kroniki Jakuba Wędrowycza” piórem Andrzeja P. podpisane. No i oczywiście parę egzemplarzy City2, które leżą teraz obok.

 

A, ciekawostka – telewizja internetowa TV.NET przeprowadziła ze mną mały wywiad. Zapraszam, od 10-tej minuty (a wcześniej ciekawa relacja z targów).

[dailymotion]http://www.dailymotion.com/video/xm6tx6_targi-ksiyyki-w-krakowie_creation?start=938#from=embed[/dailymotion]

 

No i oczywiście zapraszam do zakupu City2 w księgarniach :)

 

Zapraszam na…

 

Po pierwsze, jutro (sobota) – ponawiam zaproszenie – pojawię się na Chrzanowskich Dniach Fantastyki, gdzie będę prowadził pogadankę o Horrorze i rzeczywistości.

godz. 17.30 – 19.00

Czy rzeczywistość jest straszniejsza od horroru?
Panel dyskusyjny z udziałem Dawida Kaina, Kazimierza Kyrcza Jr, Łukasza Radeckiego i Jarosława Urbaniuka.
prowadzący: Michał Stonawski i Franciszek Zgliński (Qfant)

W dniach 3-6 Listopada 2011 będę też obecny na Targach Książki w Krakowie, gdzie – przy stoisku wydawnictwa Uniwersytetu Szczecińskiego – będę wraz z innymi autorami podpisywał egzemplarze Antologii Polskich Opowiadań Grozy „City2”.
Zapraszam serdecznie!

Tymczasem, recenzja naprawdę ciekawej książki Piotra Sendera „Bóg nosi dres”. Dodam, iż ostatnio stała się bardzo popularna (wnioskując po ilości wizyt).

Wieżowce z wielkiej płyty, ule pełne ludzkich istnień, ściśniętych na małych przestrzeniach, gdzie ledwo mogą oddychać. W lecie panuje nieznośne gorąco, utrzymujące się także nocą, w zimie z kolei nawala ogrzewanie, ludzie chorują, nawzajem się zarażając. Blokowiska – zmora miast. Koszmarny sen, który staje się rzeczywistością.

Wielkie, klockowate budynki wysyłają swoich emisariuszy w świat. Widzimy ich na co dzień; bluza z kapturem, adidasy, ortalionowy dres, łysa głowa i groźne spojrzenie, jakim obdarzają wszystkich, napinając mięśnie. Dresy. Utożsamiane z dużymi ilościami alkoholu, niską kulturą i takim samym poziomem IQ.

Nigdy nie pomyślałbym, że o dresie można napisać książkę. Może to wpływ stereotypu, a może osobiste doświadczenia, ale napakowany łysy „karczek” w kapturze i książka, zawsze zdawali mi się idealnym uosobieniem przeciwieństwa. Kiedy więc zobaczyłem tytuł debiutanckiej książki Piotra Sendera, „Bóg nosi dres”, na chwilę – przyznam się bez bicia – oniemiałem.
I może to właśnie to niedowierzanie i ciekawość sprawiły, że szybko, bez zastanowienia otworzyłem książkę i pogrążyłem się w lekturze.

Rzeczywistość głównego bohatera powieści, bezimiennego dresa, rozszczepia się na dwie płaszczyzny – teraźniejszości i przeszłości. Przeskakuje z jednej do drugiej bez żadnego ostrzeżenia, sprawiając czasem, że obie zaczynają się na krótką chwilę mieszać. Łysy student gdańskiej Polibudy rozlicza się z przeszłością wychowanego na wsi dziecka z patologicznej rodziny alkoholików. Jednocześnie musi sobie poradzić z trudną teraźniejszością, kłopotami przyjaciół, zawalanymi studiami i chęcią pomocy, którą ukrywa za dresiarką bluzą z kapturem.

„Bóg nosi dres” nie jest powieścią szablonową. Wątki fantastyczne zostały tu zminimalizowane, wręcz prawie usunięte, zaś sama książka stanowi swoiste rozliczenie ze współczesnym światem, w którym młody człowiek zostaje skreślony już na samym początku, zderzając się z szarą i pozbawioną perspektyw rzeczywistością.
Debiut Piotra Sendera nie jest przykładem łagodnej, pełnej literackiego języka powieści. Styl, w którym pisze mający niewiele ponad dwadzieścia lat autor, jest ostry, nawet wulgarny, pozbawiony ozdobników. Nie każdemu się to może spodobać, jednak znakomicie pasuje on do głównego bohatera, jego środowiska i rzeczywistości.

CAŁOŚĆ RECENZJI TUTAJ

Się nazbierało…

 

Istotnie. Przez sesję poprawkową, pisanie i inne ciekawe rzeczy, człowiek nie ma czasem czasu, by wszystko pozbierać do kupy. Dlatego dziś trochę informacji z frontu (choć to jeszcze nie wszystkie, ale będę dawkował). Jednocześnie niedługo ogłoszenie wyników konkursu. Wszystkich, którzy się zgłosili proszę o częste sprawdzanie bloga. Nie znacie dnia, ani godziny, jak to mówią.

 

Ale,ale, do rzeczy. Pojawił się nowy film zachęcający do udziału w Horyzontach Wyobraźni. Tym razem do kamery zgodzili się przemówić Kazimierz Kyrcz Jr. i Dawid Kain.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=aNrK-A5RVIs&feature=player_embedded[/youtube]
Na portalu Qfant pojawiły się także dwie moje recenzje, urywki prezentuję tutaj:
Zapraszam.

 

Kraków nie jest zwyczajnym miastem. Potrafi przytłoczyć ciężarem setek lat historii. Popękany tynk kamienic, wykrzywione w grymasie gargulce, misternie rzeźbione poręcze i drewniane wykończenia. W starych kamienicach, w samym tętniącym głucho sercu miasta słychać jeszcze cichsze od szeptu odgłosy dawnych biesiad, odbijające się od grubych murów. Po pustych korytarzach krążą nieznające spokoju duchy przeszłości, skarżąc się na swój los. Czekają, aż usłyszy je odpowiednia osoba…

Kiedy dostałem do swoich rąk nową książkę Joanny D. Bujak „Spadek”, byłem sceptyczny, acz zaciekawiony. Autorka nie jest jeszcze zbyt znana w środowisku; debiutowała w 2009 roku dobrze przyjętą powieścią „Lista”. Dopiero dwa lata później ukazała się druga pozycja pani Bujak, wydana dzięki wydawnictwu Prószyński i S-ka.

Istnieje dobrze znane porzekadło, by nie oceniać książki po okładce. Mimo to, muszę zacząć właśnie od niej. Rzadko dziś bowiem zdarza się, by ta zrobiona była tak subtelnie i klimatycznie, aczkolwiek nie narzucając się przy tym czytelnikowi. Przyznam się szczerze, że stanowiła nie dość, że miłą odmianę, to jeszcze delikatną, acz stanowczą zachętę do otworzenia liczącej ponad 450 stron książki, co też niezwłocznie uczyniłem.

Główna bohaterka powieści, młoda lekarka z Gdańska – Małgorzata, zwana przez przyjaciół Megi, dostaje w swoje ręce list z wiadomością o spadku po mało znanej sobie ciotce z Krakowa. Szybko okazuje się, że spadkiem tym jest kamienica położona w samym sercu miasta, niedaleko Rynku. Oczywiście, jest też haczyk – świeżo upieczonej właścicielce nie wolno sprzedać budynku ani wynająć górnych mieszkań. Nie potrzeba wiele czasu, by Małgorzata porzuciła swoich przyjaciół, bliski kontakt z rodziną i całe dotychczasowe życie w Gdańsku, by przenieść się do świeżo wyremontowanej – dzięki pieniądzom ze sprzedaży mieszkania – kamienicy. Jeszcze nie podejrzewa jednak, jak bardzo wpłynie to na dalsze jej życie.

PEŁNA RECENZJA

 

Każdy z nas żyje w przeświadczeniu, że świat, w którym przyszło nam egzystować, oparty jest na pewnych zasadach, których nie złamie żadna siła. Takie myślenie daje nam poczucie bezpieczeństwa, zdolność istnienia w dokładnie poznanym świecie bez tajemnic.
Jednak czasem może się okazać, że nic nie wygląda tak, jak powinno i dzieją się rzeczy, które – wedle zasad – dziać się nie powinny. Dzieje się to wtedy, kiedy przenikać się zaczynają dwa światy – prawdy i fikcji…

Kiedy w moje ręce wpadła nowa książka Marcina Wolskiego „Doktor Styks” wydana dzięki Zysk i S-ka Wydawnictwo, prawie natychmiast, nie dochodząc jeszcze do domu, otworzyłem ją, zagłębiając się w lekturę.
Często zdarza się, że przed przeczytaniem książki mam obawy, czy autor mnie nie zawiedzie. Zwłaszcza, jeśli tyczy się to autorów młodych stażem, a najbardziej – zachodnich. Marcin Wolski autorem młodym ani zagranicznym bynajmniej nie jest. Na swoim koncie ma ponad dwadzieścia powieści, dziesiątki opowiadań oraz wiele odznaczeń i wyróżnień, z których najważniejsze to trzykrotna nominacja do nagrody im. Janusza A. Zajdla, Złoty Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”, czy Order Odrodzenia Polski. Moje obawy zniknęły więc bez śladu, zwłaszcza, że z utworami Wolskiego mam do czynienia prawie od kołyski. Pozostało tylko zaciekawienie. Niezwłocznie zabrałem się do lektury.

Nie mija wiele czasu, od kiedy Gwidon Michałowicz – młody twórca i radiowiec – dowiaduje się o samobójczej śmierci swojego mentora, a już zostaje poproszony o kontynuowanie jego dzieła: popularnego słuchowiska o komisarzu Radwanie. Szybko wprowadza się do opuszczonego mieszkania mistrza i zabiera do pracy, usiłując ze wspomnień radiowych aktorów zbudować nowe odcinki programu. Wtedy właśnie poznaje Agnieszkę, klucz do tajemnicy większej, niż niczym nieuzasadnione samobójstwo dawnego nauczyciela.

PEŁNA RECENZJA

(Książka już niedługo ukaże się w księgarniach)

 

A jeśli już przy Qfancie jesteśmy, chciałbym serdecznie zaprosić do przeglądnięcia jego wersji WWW, którą – razem z Jarkiem Makowieckim – otwieramy wstępniakiem.
Link w okładce.

 

***

 

Przy okazji chciałbym zaprosić Was do Krakowa, gdzie 22 września br. w klubie Imbir przy ulicy Św. Tomasza o godzinie 18:00 rozpocznie się Kulturkampf, część literacka pod tytułem GROZA W PROZIE, PROZA W GROZIE. Wystąpią m.in. Kazimierz Kyrcz Jr. , Dawid Kain, Łukasz Orbitowski i Krzysztof Dąbrowski.

 

***

Zapraszam także na Chrzanowskie Dni Fantastyki, gdzie razem z Frankiem Zglińskim poprowadzimy pogadankę o horrorze. A co dokładnie…?
A to:

– Czy rzeczywistość jest straszniejsza od horroru? 

Panel dyskusyjny z udziałem Dawida Kaina, Kazimierza Kyrcza  Jr, Łukasza Radeckiego i Jarosława Urbaniuka.
prowadzący:  Michał Stonawski i Franciszek Zgliński (Qfant)   

 

Przybywajcie!

***

Kończąc, chciałbym podzielić się nowiną. Dziś przekroczona została magiczna granica 30 tyś. wizyt na tym blogu. Dziękuję za odwiedziny, jednocześnie kłaniając się wszystkim aktywnym.
Mam nadzieję, że jesteście zadowoleni z funkcjonowania tego mojego zakątka i miło spędzacie tu czas.

 

Mokro w Krakowie

Od paru dni w mediach trwa burza, razem z gradobiciem, piorunami i solidnymi opadami, jak gdyby tego komuś brakowało. Raz, że sprawa wypadku prezydenckiego samolotu nie cichnie, dwa, że niedługo wybory, a trzy – Polskę nawiedziła powódź.
I o ile tam zawierucha nie cichnie, to w rzeczywistym świecie słychać tylko jakieś pomruki. Powódź nie okazała się, jak na razie, tak katastrofalna w skutkach, jak ta z 97 roku. Oczywiście, są ofiary, straty i wiele miast, wsi i miasteczek ucierpiało w ten, czy inny sposób, ale cóż to by była za powódź, gdyby tak się nie działo?
Byłem dziś nad Wisłą. Na własne oczy chciałem się przekonać jak się sytuacja przedstawia. Co zadziwiające, mimo całej medialnej zawieruchy, nie dalej niż pięćdziesiąt metrów od rzeki, życie toczy się tak, jak toczyło się przed powodzią. Tramwaje jeżdżą, ludzie przechadzają się chodnikami. Aby ujrzeć jakieś znamiona katastrofy, trzeba się uważnie rozglądnąć.
Dostęp do samej rzeki jest zabroniony. Wejść pilnuje policja i straż miejska, od ulicy przeciągnięto taśmy, poustawiano zapory. Wszystko jednak przebiega spokojnie, nie ma tłumów. W paru miejscach stoją małe grupki osób – przeważnie obcokrajowców, żywo rozprawiających o tym co widzą i robiących zdjęcia. Małe sklepiki po obstawiano workami, lecz niezbyt dokładnie. Chyba nikt nie wierzy, by Wisła mogła przelać się poza wały. Nastawienie ludzi jest bardziej podobne do szkoły ,,przezorny, zawsze ubezpieczony”.
Cała ta sytuacja świetnie ilustruje różnice między światem mediów, a tym prawdziwym.     Tam – trwa panika. Tu – spokój. Wysoki stan wody traktowany jest bardziej jako ciekawostka.
To prawda – w paru miejscach sytuacja nie wygląda zbyt kolorowo. Zalało osiedle Podwawelskie, niektóre miejsca w Nowej Hucie zostały podtopione, jednak do rekordu jeszcze wiele brakuje.

***

Straszy zamknięty most Dębnicki. Choć to, że nie można go w tej chwili dopuścić do użytku jest raczej logiczne – ma najniższy prześwit miedzy lustrem wody, a spodem konstrukcji mostu.  Nikt nie będzie ryzykował i pozwalał przejeżdżać po nim samochodom…

Kraków trwa. Nad rozlanymi wodami króluje wielki zamek Wawelski, dając mieszkańcom poczucie bezpieczeństwa. Tak jak przed wiekami, w trakcie gorszych jeszcze powodzi, tak i teraz, na toczące się wody Wisły patrzą niewzruszone i mocarne mury twierdzy królów Polski.
Pudełka krzyczą bezskutecznie. Panika nie wtargnęła do serc Krakowian.

Bo przecież wszyscy wiedzą, że…

Płynie Wisła, płynie
Po polskiej krainie,
Zobaczyła Kraków, pewnie go nie minie.

Zobaczyła Kraków
Wnet go pokochała,
A w dowód miłości wstęgą opasała!

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén