Kategoria: Muzyka (Page 2 of 3)

I’ll be there

 

Środa, 25 stycznia i piątek, 27 będą dniami bardzo dla mnie zabieganymi.
Dlaczego? Może zacznijmy od… przyjemniejszej rzeczy.

 

Serdecznie zapraszam 27 stycznia od godz. 18 do klubu „Masada” na krakowskim Kazimierzu. Odbywać się tam będzie 32 już „Kulturkampf”, na którym – także i tym razem – będę czytać swoje wypociny.

18-21 część literacka
18.00-18.10 ALFABET LITERACKI B JAK MICHAŁ BUŁHAKOW
18.10-18.20 KRZYSZTOF BILIŃSKI ( Wolna Trybuna Poetycka)
18.20-18.30 MATEUSZ BOBEK ( Klapki Kubota)
18.30-18.40 MARCIN CICHY ( Pakiet Standardowy)
18.40-18.50 KRZYSZTOF DĄBROWSKI ( antologia bizarre)
18.50-19.00 BARBARA DUDEK ( poezja śląska)
19.00-19.10 JACEK DUDEK ( poezja śląska)
19.10-19.20 KRYSTIAN KAJEWSKI ( fragmenta ABCDARIA)
19.20-19.40 SŁAWOMIR MATUSZ ( Mistyka zimą)
19.40- 19.50 PIOTR MIERZWA ( poezja, Snubrat)
19.50-20.00 BARTŁOMIEJ MIŁOBĘDZKI ( poezja, proza)
20.00- 20.20 MICHAŁ PIĘTNIEWICZ ( Odpoczynek po niczym)
20.20-20.30 SEBASTIAN POST ( poezja, Trismegista)
20.30-20.40 LEA PRADZIŃSKI ( happening literacki)

20.30-20.40 PIOTR SMOLAK ( Neue Wilde)
20.40-20.50 MICHAŁ STONAWSKI ( groza w prozie)
20.50-21.00 MATEUSZ WABIK (poezja, Spisek)
od 21.15 część muzyczna
21.15-21.45 BRACIA SŁABY ( blues rock)
22.00-22.30 KROKODYL ( pastisz rock)
22.45-23.15 RAYUELA ( eksperyment literacko- muzyczny)
23.30-00.00 JAKUB ZIELINA ( ŻMIJ, folk rock)
cena biletów
tzw normalny 12PLN
tzw studencki 6 PLN

TUTAJ opis całej akcji.

Druga rzecz… cóż, trochę mniej miła. 25 stycznia 2012, dzień przed już pewnym podpisaniem przez tak zwany demokratyczny rząd RP, ACTA będzie się w Krakowie (a może nie tylko?) odbywał protest przeciwko temu dokumentowi.
Szczerze? Nie mam wielkich nadziei. Idę tam, bo nie mogę siedzieć bezczynnie, patrząc, jak walą się resztki Demokracji. I rzecz jasna wyjdę, jeśli zaczną jakieś „koktajle Mołotowa” w powietrzu latać, na burdę tam nie idę. Bić się z ZOMO będziemy innym razem.
Przepraszam, za wisielczy nastrój, ale po oglądnięciu tego…

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=BB52a2rnC2k[/youtube]

…coś we mnie pękło. Pomijam już fakt, że pani prezenterka nie wie nawet, jak się dana „grupa” nazywa. Bardziej istotny jest fakt, w jaki sposób sprawa została pokazana. Wątpię, by pani prezenterka nie wiedziała, co się dzieje. Wniosek jest jeden – przedstawienie całej sytuacji w telewizji jest komuś bardzo nie na rękę. I cholernie mi to przypomina propagandową półprawdę.

Dobra. Dosyć już o tym.
http://www.facebook.com/events/215317315225357/

Jeśli ktoś chce dołączyć, podaję linka.

 

O, choinka!

 

Jeśli zastanawiacie się, jak przetrwać te święta, być może bezśnieżne, z tandetą wokół, „Last Christmas” puszczanym po raz n-ty w radiu i Kewinem, który po raz setny chyba daje się zamknąć w domu, a potem gubi w Nowym Yorku, mam dla Was propozycję.

Już niedługo będzie bowiem miała miejsce premiera darmowego zbioru opowiadań „O, choinka! Czyli jak przetrwać święta”, w którym ukaże się moje opowiadanie „Najcenniejszy prezent” .

„O choinka” jest e-bookiem, drugą już inicjatywą – po „Halloween” – pisarzy z klubu Tfórcy. Tym razem opowieści nie będą skupiać się na grozie (choć moja – oczywiście – tak)… niemniej z tą książką przetrwanie świąt będzie o wiele łatwiejsze.

Już wkrótce na Virtualo.pl

 

Tymczasem zapraszam na naszego facebooka oraz stronę internetową:

 www.o-choinka.pl

Niedługo dalsze informacje.

 

 

Zapraszam do Krakowa na 28 Kulturkampf

 

Dnia 24 listopada 2011 roku w Krakowskiej Kawiarni Naukowej odbędzie się 28 już edycja Kulturkampfu. Tak się jakoś złożyło, że będę tam prezentował na żywo (czytaj – dukał coś nieskładnie do mikrofonu) swoją twórczość w formie opowiadania „Nagroda” opublikowanego też w 33 numerze Grabarza Polskiego.

Może się zdarzyć, że zamiast mnie opowiadanie przeczyta Krzysztof T. Dąbrowski (za co bardzo mu dziękuję). Sprawa taka, że jestem – niestety – chory i nagły atak (dajmy na to) gorączki może mi przeszkodzić.

Fragment, tak – dla apetytu:

Jakub westchnął i schylił się pod blat, sięgając po kartonowe pudła. Czas zwijać interes. Dochodził wieczór. Dziś nic już nie sprzeda. W ogóle dzisiaj prawie nic nie sprzedał.  Rano jakaś mała gówniara podeszła, próbując zamienić swojego lizaka na szklanego słonika.  Potem pojawiła się starsza pani ciągnięta przez wnuka. Przez chwilę tłumaczyła mu, że nie ma pieniędzy, potem, gdy to nie poskutkowało obiecywała paczkę chipsów (musiała przekupywać go w ten sposób bardzo często; dziesięcioletni, na oko, chłopak był gruby jak tucznik), w końcu – z wyraźną niechęcią – sięgnęła po portfel i kupiła gipsowego smoka.   Potem, zdecydowanie, odciągnęła wydzierającego się o jeszcze grubasa. Parę godzin później zjawili się jacyś państwo z małą, siedmioletnią dziewczynką. Ze Słowacji przyjechali. Jakub za młodu mieszkał na Słowacji u ciotki. Dogadali się bez problemu. Państwo byli albo bogaci, albo rozrzutni, a może jedno i drugie. On kupił tanią podróbę katany (po 150 złotych), a ona nic nie warte szklane świecidełka, za które zapłaciła cztery dychy. Dziewczynce kupili – niespodzianka! – smoka. Dużego. Za pięćdziesiąt złotych. Odeszli, szczerząc zęby, jak gdyby właśnie nadeszła gwiazdka.

Później już nie miał szczęścia. Raz myślał, że się obłowi, kiedy przed jego budą zatrzymała się chińska (albo japońska? Kie diabeł. Wszystko jedno) wycieczka. Coś tam zaszczebiotali, poględzili, pośmiali się, dotykając wszystkiego, co tylko mogli (w tym jego samego), zrobili paręset zdjęć, pstrykając swoimi aparacikami i odeszli, pomachawszy mu wesoło na pożegnanie. Pieprzone żółtki.

 

No i program części literackiej:

 

18-19 część literacka PROZA
konkurs na utwór literacki podejmujący motyw kawy i papierosów, tekst
podsyłać na cortazar_6@gazeta.pl, do wygrania kawa i papierosy
18.00-18.10 MARCIN ADAMOWICZ ( GUDRUN I INNE HISTORIE)
18.10-18.20 EWA BAUER ( W nadziei na lepsze jutro)
18.20-18.30 KAMIL CZEPIEL( GROZA W PROZIE)
18.30-18.40 KRZYSZTOF DĄBROWSKI ( ANIMAE VILIS)
18.40-18.50 DAWID KAIN ( ZA 5 REWOLTA)
18.50-19.00 KRYSTIAN KAJEWSKI ( ABCDARIA)
19.0019.10 KATARZYNA NOWAK ( KASIKA MOWKA)
19.10-19.20 MICHAŁ STONAWSKI ( GROZA W PROZIE)

Widzimy się w Krakowie! :)

Prywatnie tak [8] – BOM

 

Obiecałem kiedyś, chyba rok temu, ten wpis. Przypomniałem to sobie niedawno, kiedy w ramach jednej z akcji nagrywałem film… przedstawiający mój salon.
Nudziło mi się.
Chory niestety jestem.

W każdym razie – kogo interesuje, w jakim miejscu tworzę ja i taki jeden pad grafik (wybitnie twórcze musi to być miejsce) – zapraszam.

 

Może zaczniemy od kuchni – czyli od biurka. Za wiele tu do opisywania nie ma. Ot, laptop (dzięki pewnemu panu żyjący w tej chwili na skrawku dysku), kubek z pisadłami, głośniki.

 

Z kolei to jest chyba najważniejsze miejsce. Serce naszego domu – Boma, fotel służący tylko jednemu – dawno już chyba zapomnianej rozrywce społecznej, jaką jest czytanie. Za fotelem – plecaki, śpiwory, rzeczy do podróżowania na zimę zamknięte w oczekiwaniu na sezon.
Obok – zakładki, pisadło, karteczki do pisania. No i książki, do których łatwy dostęp.
Z kolei ciekawym artefaktem jest telewizor – nieużywany, niepodłączony do żadnej telewizji, nawet publicznej. Wkrótce zniknie, a my zyskamy dodatkowe miejsce na książki.

 

  Zaraz obok biurka – kolejne półki. A, nie powiedziałem o podziale. Widzicie, starość nie radość, albo też gorączka.
W każdym razie – Na poprzednim zdjęciu ta półka najbardziej po lewej, to książki do oddania, pożyczone. Za nimi – Trochę Pilipiuka i Mileny Wójtowicz, czekające na zwolnienie się miejsca (przecz z telewizorem!). Potem literatura popularno-naukowa (na najwyższej z półek pierwszego od lewej regału), a dalej fantastyka polska (prócz półki ostatniej, przeznaczonej na gwiezdne wojny, Serie niefortunnych zdarzeń, Lewisa…). Po prawej stronie – fantastyka zagraniczna.

Przechodząc, do zdjęcia właściwego (tego tu, po lewej) – pierwsze dwie półki to stara Sf, potem trochę horroru polskiego, fantasy, głównie zaś kryminały.

 

Jeśli jeszcze nie macie dosyć tego wylewu prywaty, zapraszam do oglądania krótkiego filmiku, jak to wygląda w wersji żywej.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=xBJkXeqjUEM[/youtube]

Polecanka Muzyczna

 

Jako,że długo mnie nie było, powinienem zacząć od tematów lekkich, takich, jak na ten przykład łagodząca obyczaje, nastroje i wzbudzająca emocje muzyka. Ale, żeby nie było zbyt lekko… skupię się na cięższych brzmieniach. Stary, dobry Metal – w nowym wykonaniu.

Nie jestem znawcą muzyki. Po prostu lubię słuchać i napawać się dźwiękami. Zresztą – kto nie? Chyba każdy z nas ma jakiś ulubiony gatunek, wykonawce, czy utwór. Problem leży w tym, by otworzyć się na coś nowego. Ja osobiście dłuuugi czas miałem z tym problemy. Jeszcze w liceum moim jedynym bożyszczem i wyznacznikiem jakości był zespół Nightwish. Żadne AC/DC, Iron Maiden, żaden Mozart czy Bocelli. Nawet Hans Zimmer ze swoimi epickimi kawałkami był daleko w tyle. W ej chwili to się zmieniło. Oczywiście, Nightwish dalej jest dla mnie czymś niesamowitym i lubię ich słuchać (dla zainteresowanych – może i bluźnię, ale lubię tak Tarję jak i Anette, byle się ich nie mieszało) ale dopuszczam, że inne zespoły mogą być tak samo dobre, albo mieć niektóre kawałki (nawet) lepsze.

Ale do rzeczy. Nie tak dawno zacząłem się rozglądać także za nowymi zespołami, o których nikt nie słyszał, a dopiero się wybijają, czy też mają to w planach. Parę ich znalazłem i muszę powiedzieć, że te małe zespoły mają urok. Choć w większości to, co grają nie jest zbyt wysokich lotów, to niekiedy ponad ten szum muzycznego żłobka wybije się jakiś dźwięk, który mnie zainteresuje bardziej, niż reszta. Bo – choć nie doskonały-  to mający w sobie coś, co mnie przyzywa. Ostatnio przyglądam się bacznie chłopakom z  IDENTITY.

Przyznam się, że ten wpis miałem w planach już od jakiegoś czasu. Ciągle jednak coś mówiło mi, bym poczekał z poleceniem czegokolwiek, aż będę wiedział, że zespół ma werwę, by walczyć o sławę, chwałę etc. I stało się tak, że niedawno taką wiedzę posiadłem, gdyż chłopaki wydali demo.

Kto bacznie obserwuje mojego bloga, ten zauważył pewnie, że jeden z członków zespołu czasami się tu udziela. Musicie mi uwierzyć na słowo, że nie jest to wpis sponsorowany, a Ashtar nic o nim nie wie. Po prostu uważam, że Identity zasługuje na uwagę. Czemu?
Pomimo pewnej niedoskonałości (głównie w dźwięku, w końcu nie nagrywają tego profesjonalnie, a w domu) ich kawałki mają w sobie ogień. Niektóre bardziej mi przypadły do gustu, inne mniej – kwestia muzycznego gustu. Faktem jest, że wszystkie są rytmiczne i bardzo ambitne – a to lubię.

Zanim skończę, od siebie polecę Wam utwór ,,Nobody”, który oczarował mnie podobnie, jak ,,When the wild wind blows” Zespołu Iron Maiden. Po prostu ma w sobie coś niesamowicie… nastrojowego.

Dobra, koniec gadania. Czas chyba posłuchać tej mojej polecanki, co?
W takim razie zachęcam do odwiedzania Strony zespołu i ściągnięcia bezpłatnego dema.

Niespodzianka

I już. Skończył się rok 2010, dla mnie czas pełen przemian takich jak własne mieszkanie, studia, nowi znajomi, praca i długo upragniony debiut literacki. Dlatego na rok 2011 patrzę z wielkim optymizmem, powoli realizując swoje plany. Ale dosyć o tym – obiecałem przecież niespodziankę!

Oto i ona:

Chciałbym zaprosić Was na… pisanie.
W przyszłym tygodniu, we wtorek środę o godzinie 21.00 za pomocą TEGO programu napiszę miniaturkę (lub coś więcej) w klimatach świątecznych, a każdy z Was będzie mógł brać w tym udział, czy to komentując na bieżąco, czy też podszeptując jakieś pomysły.

Pisanie w trybie Live? Uznałem to za dobre ćwiczenie i – najważniejsze – świetną zabawę. Dla wszystkich. Dlatego więc postaram się prowadzić taką akcję co miesiąc. Co miesiąc najaktywniejsza na tym blogu osoba będzie mogła podyktować mi na jaki temat dokładnie mam pisać w trybie live. Jak to się przyjmie? Ha, zobaczymy. Ja jestem nastawiony pozytywnie. No i miła odskocznia od pisania ,,na poważnie”.

Przejdźmy do spraw innych. Są dwie. Pierwsza to nowa recenzja – ,,Starfist: Pierwsi w boju” duetu Sherman i Cragg. Zapraszam:

Pamiętam, że będąc jeszcze małym chłopcem, marzyłem, by w przyszłości zostać prawdziwym żołnierzem. Oczywiście, nie mógł to być żołnierz byle jaki. Jako wychowanek kultury lat 90, za ideał nowoczesnego i silnego wojska uznawałem Armię Stanów Zjednoczonych. Nie bacząc więc na swoje pochodzenie, szykowałem się do wojskowej kariery pod tym właśnie kątem. No i – oczywiście – musiałem być w Marines.

Lata mijają szybko, dziecięce fantazje tracą ostrość, a ich miejsce zajmują dojrzalsze, niosące za sobą bardziej realne spojrzenie na rzeczywistość. Mimo że chęć bycia w wojsku przeszła mi dawno, to zainteresowanie takimi sprawami pozostało, łącząc mnie ze szczenięcymi latami. Moją pasją stała się literatura fantastyczna, ze szczególnym uwzględnieniem science fiction. I tu też zacząłem szukać czegoś, co połączyłoby moje dawne zainteresowania z teraźniejszymi. Tak właśnie trafiłem na ślad „Stafist: Pierwsi w boju” .

Duet autorski – David Sherman i Dan Cragg, jest dosyć znany w świecie fanów sf. Wspólnie piszą dwie książkowe sagi, pojedynczo zaś mogą pochwalić się wieloma własnymi tytułami. Obaj mają za sobą spore doświadczenie wojskowe: Cragg odsłużył ponad dwadzieścia lat w US Army, a po przejściu do cywila pracował w biurze Sekretarza Obrony USA, zdobywając tym samym cenne doświadczenie. David Sherman zaś może pochwalić się wieloma latami spędzonymi w Korpusie Marines oraz bogatym dorobkiem pisarskim.

Obaj panowie, zainteresowani literaturą sf, postanowili dołączyć do jej autorów, czego owocem jest m.in. rozpoczęty w 1997 roku cykl „Starfist”, liczący obecnie czternaście pozycji.

Do polskich księgarni duet trafił za sprawą krakowskiego wydawnictwa Dwójka bez sternika s.c., które w 2010 roku rozpoczęło wydawanie cyklu „Starfist”. Rzecz jasna, musiałem się tym zainteresować.

Kiedy dostałem książkę do rąk, nie mogłem powstrzymać zaciekawienia. Na rynku nie ma zbyt wielu książek spod znaku Space Opera, po których można by się spodziewać tak wielkiej dokładności w opisie życia żołnierza. Jeszcze nie zaczynając czytać książki, mogłem przypuszczać, że właśnie ów opis będzie jej największym atutem. Niestety, jeśli autorzy popadliby zbyt bardzo w specyficzny dla armii żargon, mogłoby się to okazać porażką…

Zaciekawiony, zabrałem się do czytania.

Duet wrzuca czytelnika od razu na głęboką wodę. Już w prologu trafiłem w środek akcji oddziału Marines, ścigającego Pancho – bandytów na jednej spośród dziesiątek planet w kosmosie. I już wtedy dało o sobie znać doświadczenie wojskowe autorów – bitwy w „Starfist: Pierwsi w boju” opisane są o wiele bardziej strategicznie, niż w innych tego typu książkach. Autorzy posługują się bez emocjonalnym, raportowym językiem, ukazując przebieg akcji trochę spoza niej, mimo że czytelnik nadal ma wrażenie, jakby był w jej środku. Może być to zarówno pozytywna, jak i negatywna cecha. Taka narracja spowalnia akcję, ale nadaje specyficznego klimatu książce.

Tekst pełny TUTAJ

Następna sprawa to pewien kawałek zespołu Hasiok i Macieja Maleńczuka. Napisałbym o tym… ale po co. Przecież tu jest wszystko. Dobitnie, że tak to ujmę.

Na ostatek coś dla humoru. Zakończmy z uśmiechem, na powagę przyjdzie jeszcze czas.

Falkon 2010

Miały być refleksje, felieton. Miały. Będą. Ale później.
Jutro, w czwartek zaczyna się Falkon 2010. Chciałbym serdecznie zaprosić Was wszystkich – jako ja, autor i – tym bardziej – jako redaktor QFANTa.
Nie mam wiele czasu do pisania w tej chwili. Mam nadzieję, że zobaczymy się na Falkonie, a przynajmniej część z nas.

Jeszcze raz zapraszam!
Aha, no i przekażcie znajomym :)

A poniżej lista atrakcji na których będę obecny… niekiedy bardziej, niż jako część ,,widowni”.

Smoki i magia

Smoki, magia, tajemnicze jaskinie, dalekie podróże – z tego wszystkiego (i nie tylko) składa się fantasy. Nie tak dawno przezywaliśmy prawdziwy boom związany ze smokami. Pojawił się Eragon, fanficki, filmy… zanim zapadł ,,Zmierzch”, fantasy było naprawdę oblegane. I dalej zresztą jest… mimo pomroczności jasnej, co się w słońcu lśni, czyli Zmierzchu właśnie.
Wielu z Was czytało pewnie Eragona. Inni oglądali, jeszcze inni tylko słyszeli. No i cóż powiedzieć – wiadomo, to zachodnie fantasy jest strasznie bajkowe, rozwodnione, biało-czarne… ale i ciekawe. A raz na czas zdarzy się ktoś taki jak Peter V. Brett, który nawet ubrudzi zwykle kryształowych bohaterów i zamiast wyręczać się Elfami, wprowadzi coś innego. Skomplikuje, wyniesie historie wyżej.

Oczywiście, mówię tu o ,,nowych” objawieniach pisarskich, bo nigdy bym się nie ośmielił generalizować, wiedząc, że tam gdzieś pisze np. taka Ursula K. Le Guin. Nie mniej… myślę, że cechą fantasy jest bajkowość, szczególnie na zachodzie. Czasem zdarza się, że ona przeszkadza, czasem… wręcz odwrotnie.

Tak jest i tutaj. Chciałbym pokazać Wam niezwykły film zrobiony przez grafików z Blender Fundation. Zaledwie wczoraj został mi on pokazany przez Vieara, a ja już… odpłynąłem.
Film nie jest długi, trwa 15 minut, ale zapewniam Was – to będzie dobrze wykorzystany czas. Tak się właśnie robi fantasy o smokach, moi drodzy!

Sintel from BULGARI on Vimeo.

Garść informacji

Kiedy wczoraj pisałem tekst na bloga, nie przypuszczałem, że tak szybko będę musiał robić to znów. Świat się jednak kręci i czas płynie, a okoliczności – zmieniają. W związku z czym, dziś krótko, ale na pewno ciekawie:

1. Na stronie kwartalnika QFANT pojawiła się zapowiedź siódmego numeru pisma, w którym to ma zaszczyt się znaleźć moje opowiadanie o tajemniczo brzmiącym tytule ,,Zabawa”, oto i ona:

Słówko „zabawa” kojarzy mi się z hulankami, napojami dla dorosłych i… pięknymi kobietami rzecz jasna (najlepsze dobrze zostawić na koniec). Zainteresował mnie fakt, że mające owy tytuł ostatnie z opowiadań Q7 jest gatunkowo… horrorem. Cóż za zabawy przygotował dla nas Michał Stonawski? Zapraszam do przeczytania fragmentu „Zabawy”:

Zosia spojrzała mu prosto w oczy. Małą rączką pogładziła po policzku.
– Nie musisz – powiedziała. Jej twarz była pusta, pozbawiona jakichkolwiek emocji. Mówiła zimnym, beznamiętnym głosem. – To mój przyjaciel – wskazała ręką na Maćka. – Mama mówi, że wymyślony – rączka przeniosła się na jego głowę. Pogłaskała go po włosach. – Muszę już iść. – Odwróciła się i podeszła do brata. Razem wyszli z pokoju. Trzasnęły drzwi.

Jego trzynastoletni syn siedział przy biurku pochylony nad zeszytem. Z głośników na półce wrzeszczał jakiś raper, klnąc co drugie słowo. Maciek potrząsał do taktu głową, prawie waląc nią w blat.
– Maciek, wychodzimy!
Nawet się nie odwrócił. Dalej kiwał głową. Marek podszedł do niego z tyłu i położył mu rękę na ramieniu. Młody odwrócił się zaskoczony. W uszach miał słuchawki. Wyjął jedną.
– Cześć, tato. […]
[…]

Wszystkie uśmiechy zgasły w jednym momencie. A potem dzieci zniknęły i w pustej klasie została sama Zosia, patrząca się na nią z twarzą bez wyrazu.
– Jest pani moją ulubioną nauczycielką – powiedziała beznamiętnym tonem.
Starsza kobieta patrzyła na nią bezrozumnie. Była jak sparaliżowana.
Zosia wykrzywiła twarz w beznamiętnym uśmiechu.
A potem znikąd nadciągnęła ciemność i stara kobieta przestała istnieć.
[…]

Marek wziął do ręki plastikowy klocek i obrócił go parę razy bezmyślnie w palcach.
– Kochanie, a gdzie jest Maciek? – zapytał.
– Kto? – zapytała, nie odrywając się od zabawy.
Przełknął ślinę. Coraz mniej mu się to podobało.
– Maciek, Zosiu. Twój rodzony brat.
– Tatusiu, ale ja nie mam brata. – Dalej przekładała klocki, z jednej kupki na drugą. Nie patrzyła się na niego.
[…]

Więcej już wkrótce…

LINK do zapowiedzi.

Mam nadzieję, że dacie się wciągnąć i zabawicie nieźle, czytając to, co udało mi się bazgrnąć. I nie tylko tutaj, bo od tego czasu będę Was straszył na wszelkie możliwe sposoby, w różnych miejscach…

2.  Na pocieszenie, postaram się Was także i trochę rozśmieszyć, a może nawet zaintrygować?  To już pewne – premiera antologii ,,Horyzonty Wyobraźni” – edycja 2009 odbędzie się 13 listopada AD 2010, a w niej – miedzy innymi – moje opowiadanie ,,Wyrok”, humoreska Sf z lekką nutą absurdu.
Mam nadzieję, że się spodoba, mimo, że ma już swoje..hm, miesiące.

3. I znów QFANT! Tak na zakończenie, zapraszam do wzięcia udziału w konkursie, w którym do zdobycia jest pięć zestawów drugiego tomu komiksów o rewolwerowcu Rolandzie, bohatera Mrocznej Wieży autorstwa S. Kinga.

Oto i LINK

4. A guzik. Jeszcze nie kończymy. Pomęczę Was troszkę. Muzycznie – Radio internetowe ,,Bez kitu”. Niedługo być może usłyszycie o nim trochę więcej, a teraz – polecam. Dla wszystkich, którzy mają dość chłamu pompowanego przez standardowe radia. Link w obrazku.

I teraz to już naprawdę koniec.
Ładną dziś mamy pogodę, prawda? :)

Luźno w piątek

Spokój. Cisza. Miło.
Piątkowy wieczór zbliża się powoli. Z kuchni dolatuje mnie zapach przygotowywanego obiadu, z głośników słychać Kaczmarskiego. W łagodnym półmroku pokoju widać cienie książek. Za oknem szumi wiatr…

Muszę jeszcze popracować. Poprawić dwa opowiadania, odpisać na parę maili. Ale to potem. Nie teraz. Tymczasem, jak przystało w taki właśnie czas, coś luźniejszego:

Na początek; jakiś czas temu, na Enklawie Magii (która stała się Enklawą Network) ukazała się moja recenzja drugiego tomu ,,Zbieracza Burz” autorstwa M. L. Kossakowskiej. Jest to mój ostatni tekst napisany dla w/w serwisu. A co dalej, powiem. Za chwilkę.
Teraz recenzja:

Światy niematerialne od zawsze fascynowały ludzkość. Ich istnienie było poddawane w wątpliwość, negowane na różne sposoby i na tyle samo bronione. Nie ma co się dziwić, że trafiły do książek, jako odbicie nurtujących cywilizację pytań. Co jednak się stanie, jeśli wypchniemy powagę za drzwi i popatrzymy na ten problem z przymrużeniem oka? Na to, oraz na inne, pytania odpowiada Maja Lidia Kossakowska.
Kiedy udało mi się dostać w swoje ręce drugi tom „Zbieracza Burz”, nie kryłem podszytego obawami zaciekawienia. Te lęki miały swoje uzasadnienie; po oszałamiającym „Siewcy Wiatru”, pierwszy tom „Zbieracza” wydał mi się pozbawiony tak intensywnej dawki humoru, a wątki fabularne odcięte od siebie. Trzymając w dłoniach tom drugi zastanawiałem się, czy i tu spotkam się z podobnymi wadami. Oczywiście, istniała tylko jedna droga, aby się przekonać. Otworzyłem książkę i zacząłem czytać.

Daimon Frey znalazł się w wybitnie kłopotliwej sytuacji. Nie dość, że dostał od Pana rozkaz zniszczenia Ziemi, to jeszcze dawni przyjaciele wszczęli za nim pościg, uznając, że postradał zmysły. W dodatku miłość jego życia, Hija, odsunęła się od niego, a jego tropem został wysłany potężny przedwieczny, demon – Apolyon, Boży Szaleniec. Tuż za nim podąża oszalały Archanioł Michał, widzący przed sobą tylko jeden cel – unicestwienie Abaddona. Na koniec należy dodać jeszcze i to, że w momencie rozpoczęcia książki Anioł Zagłady leży podziurawiony kulami i umierający, w rozpadającym się domu na Ziemi, pod opieką bezradnego opiekuna kotów – Hariela. Nie, zdecydowanie sytuacja nie należy do najlepszych. Tańczący na Zgliszczach może liczyć już tylko na cud…

Nazwisko Kossakowska już od lat jest wyznacznikiem najwyższej jakości, jeśli chodzi o fantasy z aniołami w rolach głównych. Miło mi zatem powiedzieć, że i tym razem autorka dała z siebie wszystko, a nawet więcej. W tomie drugim „Zbieracza Burz” zaskakuje spójność fabuły. O ile pierwszą część można było uznać za lekko „poszarpaną” pod tym względem, o tyle tutaj miałem do czynienia z naprawdę wieloma wątkami, zgrabnie i z wyczuciem połączonymi w jedną całość. W wielu książkach autorzy większość uwagi poświęcają tylko na wątek główny, poboczne traktując zgodnie z ich nazwą. Tu jest inaczej. Kossakowska skupiła się na całej akcji, stąd też, czytając, nie czekałem gorączkowo na następne zdania o Abaddonie, rozkoszując się historią Asmodeusza, czy też z zainteresowaniem śledząc poczynania Archaniołów.
Taki zabieg sprawia, że książkę czyta się szybko, lekko i, co najważniejsze, miło, na co z pewnością ma również wpływ występujący na jej kartach humor. I to humor wybitnie Kossakowski – delikatny, ironiczny, czasami schowany pomiędzy wersami, kiedy indziej dobitny i wyraźny, zawsze jednak z wyczuciem.

Najbardziej widoczną cechą „Zbieracza Burz„ jest akcja. Wydarzenia dzieją się szybko. Tak naprawdę nie ma zbyt wielu chwil na oddech. Lekkie pióro autorki, perfekcyjna narracja i ciekawa fabuła pociągnęły mnie do przodu niczym wierzchowiec Daimona, Piołun. Takie tempo sprzyja wzrostowi ciśnienia i, rzeczywiście, pod koniec książki czuje się wielkie napięcie. O ile wcześniej (teoretycznie) mogłem jeszcze odejść od lektury, to mniej więcej dwieście ostatnich stron sprawiło, że zostałem prawie dosłownie do niej przykuty. I musiałem wytrwać aż do nieuchronnie zbliżającego się końca.

Tym, co dodaje dodatkowych walorów tej pozycji, jest styl autorki. Kossakowska wprost uwielbia uprawiać narracje w drugiej osobie. Jeśli miałbym wskazać jakieś wady „Zbieracza Burz”, byłby to dla mnie duży problem. Przyczepić się można chyba jedynie do tego, że osoby, które wcześniej nie przeczytały „Siewcy Wiatru” mogą mieć trudność ze zrozumieniem niektórych sytuacji. Z powodu skoncentrowania się na szybkim rozwoju akcji, autorka uszczupliła opis uniwersum. Takich momentów jest jednak mało i nie przeszkadzają one w rozkoszowaniu się lekturą.

Kiedy odkładałem książkę na półkę czułem się spełniony. „Zbieracz Burz” dał mi dokładnie to, czego pragnąłem. Ani za mało, ani za dużo. Myślę, że jeszcze kiedyś powrócę do Królestwa, by przeżyć to jeszcze raz.
W moim „Rankingu Półek” tom drugi „Zbieracza Burz” ląduje na tej z napisem „Bardzo dobre”. Przekładając na język uniwersum – tuż pod Białym Tronem.

Recenzje można znaleźć TUTAJ


A teraz powrócę do przerwanego tematu. Z wielką (naprawdę!) radością informuję, że nawiązałem współpracę z kwartalnikiem fantastyczno-kryminalnym Qfant. Myślę, że będzie bardzo owocna. Ba, wiem to! Zwłaszcza po naprawdę rodzinnym powitaniu :)
I już niedługo, obiecuję, będziecie mogli przeczytać moje pierwsze teksty!
Na koniec zostawiłem trochę muzyki;

Chłopaki z zespołu Identity (któtym gorąco kibicuje) zakończyli ostatnio prace nad demem. Będzie go można niedługo ściągnąć, póki co, utworów można przesłuchać na ich stronie. Poniżej – okładka. BARDZO mi sie spodobała.
A jak Ty uważasz?


Mam nadzieję, że ten wieczór będzie dla Ciebie tak miły, jak dla mnie. Dlatego, ostatnią rzeczą jest ballada                         J. Kaczmarskiego, która mnie ostatnio obezwładniła:

Community Enklawy Magii

Będąc ciągle w klimatach wakacyjno-konwentowych, nie mogę nie napisać o tym, co dzieję się właśnie na Enklawie Magii, a właściwie… poza nią.
Od paru tygodni trwały przygotowania do wyjścia poza umowne granice serwisu. Tak się złożyło, że niżej podpisany stał się liderem działu Community i na nim właśnie spoczął obowiązek głoszenia fantastycznej nowiny w internecie. Niezwłoczne zabrałem się do roboty.
Dziś mogę ogłosić, że Community oficjalnie rozpoczyna swoją działalność. Może i nie jest to jeszcze szczyt marzeń, ale na początek wystarczy. A zaczyna się to od… YouTube, gdzie dziś w nocy (późno w nocy) miała miejsce (bardzo późno w nocy) premiera (cholernie późno w nocy…) paru filmów, które udało mi się zrobić na konwencie Dni Fantastyki 2010. Na kanale EnklawaTV można obejrzeć fragmenty z prelekcji ,,Dokąd zmierza polska groza?” z udziałem Łukasza Orbitowskiego, Roberta Cichowlasa i Dawida Kaina. Dwóch ostatnich zgodziło się pozdrowić Was na osobnych filmach.

Nasz serwis jest także dostępny na innych serwisach społecznościowych. Zapraszam!

Pióro z nowym tuszem.

Wakacje powoli się rozkręcają. Wróciłem z klasztoru Benedyktynów (relacja już niedługo!), jutro w moim domu organizowany będzie ,,Cedricon” (nieoficjalny konwencik grozy, dla przyjaciół), a już w piątek zaczynają się Dni Fantastyki… nie wspominając o rychłych wynikach maturalnych i rekrutacji na studia.
Może to więc nie wyglądać na ,,powolne” rozkręcanie, lecz – w głębi duszy – mam nadzieję, że jest. Że prawdziwy zawrót głowy dopiero mnie czeka. I być może to jest właśnie prawdą…?

Niedawno dowiedziałem się, że organizatorom ,,Horyzontów wyobraźni”, ogólnopolskiego konkursu literackiego, udało się załatwić sprawę z antologią konkursową. Skutkiem tego jest już pewne, że moje opowiadanie ,,Wyrok” ukaże się w druku gdzieś w okolicach jesieni, a co za tym idzie, pojawię się na papierze w całej (tak mi się wydaje) Polsce. Oczywiście, antologie będzie można kupić także przez Internet.
Nie muszę chyba mówić, że się cholernie cieszę? W końcu to mój papierowy debiut. A znaki na niebie i Ziemi mówią jasno, że czas niespodzianek jeszcze się nie skończył…! Co mam na myśli? Będę informował na bieżąco.

Antologia wyjdzie nakładem wydawnictwa Radwan, które zasłynęło z wydawania znanego i lubianego, a takze mile wspominanego przez fandom czasopisma literackiego ,,Fenix”.

… aż chce się pisać!

A, przy okazji. Od jakiegoś czasu kibicuję prężnie rozwijającemu się zespołowi muzycznemu ,,Identity” . Chłopaki mają i pasję i talent, to widać po tym jak śpiewają. Zachęcam do zaglądnięcia na ich stronę i przesłuchania paru kawałków (najbardziej spodobał mi się ,,Nobody”). Warto.

Page 2 of 3

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén