Kategoria: Opowiadania (Page 2 of 7)

Jak się pisze #4

Nie korzystałem z tego dzienniczka ponad dwa tygodnie – to sporo czasu, biorąc pod uwagę, co można napisać przez ten czas, nawet, jeśli nic się nie napisało. Nic nie napisałem. 

 Mazury, czy też bardziej fachowo, Pojezierze Augustowskie, to bardzo absorbujący czasowo fragment terenu i kiedy inni wykorzystywali swój urlop do pisania, ja odłożyłem pióro i po prostu oddałem się lenistwu, wesołemu żeglowaniu, kajakowaniu, zwiedzaniu i innych ciekawych sprawach, które zwykle robi się na wakacjach, takich, jak czytanie i wesoły czas z kobietą.

I jestem bardzo szczęśliwy, mimo, że skończyło się to krótko mówiąc sraczką wszech czasów i temperaturą oscylującą koło 39 stopni Celsjusza. Ci co mnie znają, wiedzą – jestem zimnolubem. 39 stopni to zdecydowanie za dużo. Tak więc dopiero teraz mogę siąść do klawiatury. Zgniłym Mazurskim rybom na pohybel.

Ale, ale – czy to znaczyło, że nie pisząc, nie pisałem? Pisarz (jeśli mogę tak nieskromnie się nazwać po tych wszystkich publikacjach) pisze zawsze, nawet, jeśli pióra nie dotyka. Wróciłem z masą nowych pomysłów, paroma poprawionymi tekstami (nie udało się do nich nie zbliżać) po 4 korektach z rzędu i oficjalnie zacząć mogę piąty już zeszyt z pomysłami. Przypomnę tylko, że jeśli chodzi o teksty publikowane – poza paroma przypadkami – nadal siedzę w pierwszym… co trochę mnie przeraża.

I tu dochodzimy do puenty, a mianowicie – publikacji. I tu chciałbym z dumą powiadomić, że opublikowana co dopiero na Niedobrych LiterkachFabryka” jest moim dwudziestym od czasu debiutu opublikowanym tekstem.

Dobrze też przy okazji powiedzieć o planach wydawniczych na przyszłość.

Moje opowiadania znajdą się jeszcze w pięciu antologiach, w tym trzech papierowych, oraz dwóch pismach – na papierze takoż. Dodatkowo najprawdopodobniej (97,9999998%) w listopadzie będzie miało premierę coś… większego. Bardzo dużego. Niezwykle ważnego. Coś, o czym mówić nie mogę, czyli Tajemniczy Projekt, o którym co jakiś czas wspominam już od roku. 

Mogę tylko podpowiedzieć, że wskazówka jest na moim oficjalnym blogu, na którejś z podstron.

I tym kończymy czwarty „Jak się pisze” – mało pisania, ale zajebiście dużo treści, nie sądzicie?

Jak się pisze #3

Depesza została nadana z Bardzo Gorącego Miejsca, w którym komputery się przegrzewają, pot leje się strumieniami, a najlepsze wiatraki mielą tylko gorące powietrze. Na termometrze – 37 stopni w cieniu.

Witamy w piekle.

Pisze się. Zarówno książka, jak i opowiadania. W niedługim czasie (a przynajmniej do jesieni) ukaże się w sumie 8, lub możliwe, że ponad 8 opowiadań. Część z nich będzie można przeczytać w sieci, część – tylko na papierze.

Wczoraj ukazały się dwa pierwsze opowiadania:

1. „Tik-Tak” na Szortalu to krótkie opowiadanie idealne na wakacje – opowieść drogi, można powiedzieć. Dosyć krótkiej, prawda. W dodatku pełna klimatu kolejarskich opowieści. Podróż z drągiem za pociągiem? Otóż nie. Jeśli macie czas, jeśli naprawdę macie czas na szorta – ZAPRASZAM

2. Na portalu literackim Ex Fabula ukazał się już po raz drugi w sieci mój tekst „Problem z głowy” – Również Szort. Zacytuję za redakcją portalu:

BOSKI PIERWIASTEK … w nieboskiej rzeczywistości, czyli „Problem z głowy” autorstwa Michała Stonawskiego. Mocne uderzenie, niezwykle krótkim, acz treściwym kawałkiem naturalizmu. Może boleć, ale warto. Gotowi? Zapraszamy do lektury, równocześnie dziękujemy Michałowi, że dołączył do grona autorów Ex Fabula.

I ja również ZAPRASZAM

I to tyle na dzisiaj. Powinienem spać – wieczorem trzeba wrócić do „Lecznicy”. A teraz?

Teraz – to jest piekło. Pierdolony Mordor.

Nie wiem, naprawdę nie wiem, kto to wymyślił.

Przypowieść o stworzeniu arbuza

 

Jadłem przed chwilą arbuza, oglądając film o duchach. I tak mi przyszło na myśl, skąd też te arbuzy się wzięły. Posłuchajcie: 

Myślę, że było to tak:

Kiedyś Adam i Ewa się pokłócili – to już nie było w raju. Ewa była w pierwszej fazie ciąży i czasem miała zmiany nastrojów. Czasem często. Czasem częściej, niż często. Mniejsza. To nie ma za wiele wspólnego z tą historią. W każdym razie byli pokłóceni. I zerknął na nich Bóg i wiedział, że nie jest to dobre.
– Muszę im coś dać, bo są tylko we dwójkę (oczywiście nie licząc tych biedaków w Ameryce i Azji, ale nikt nie musi wiedzieć) i co będzie, jeśli się rozstaną? Cały misterny plan w łeb i będę miał przedwczesny potop.
Stworzył więc Bóg Arbuza. Owoc tak pyszny, tak soczysty i wspaniały, że nikt po jego zjedzeniu nie ma ochoty na kłótnie. No i dobrze robi kobietom w ciąży. W ogóle dobrze robi.
Zszedł więc Bóg z arbuzem na Ziemię i podszedł o Ewy, siedzącej gdzieś na pniaku z obrażoną miną.
– Ewo! – zagrzmiał. – Mam dla Ciebie coś wspaniałego, coś, co…
– Zostaw mnie w spokoju! – wrzasnęła Ewa. – Nie chcę Cię słuchać, nie podoba mi się tutaj, to niebo jest zbyt niebieskie! Ziemia zbyt ziemista! W ogóle idź sobie! Ja mam swoje prawa, ja się tak nie dam wykorzystywać! Nie! Wynoś się! WON! Masz może ogórki?
– Nie mam – zagrzmiał cichutko Bóg.
– To idź sobie!
Westchnął więc Bóg nad swoim dziełem, a ponieważ nie było takie złe (a nawet całkiem ładne, choć przecież na Jego podobieństwo czasami wybuchowe [i przypomniała się Bogu Sadoma i Gomora z przyszłości Ziemi i ciągłości Jego, oraz parę  innych przypadków, kiedy ludzie go po prostu wkurzyli i ginęli miliardami] więc rozumiał po części) poszedł więc na drugi koniec małego kraiku do Adama.
– Adamie, Adamie! – zamruczał burzowo.
– Zabierzesz ją ode mnie, Panie? – zapytał z nadzieją Adam.
– Nie, Adamie. Ale mam coś dla Ciebie. Popatrz. Cóż za wspaniały owoc.
To mówiąc, zaprezentował arbuza.
– Czy my już czasem tego nie przerabialiśmy? – zapytał podejrzliwie Adam.
– Ho, ho, ho… – zaśmiał się Bóg. – Nie. To znaczy tak. W pewnym sensie. Ale teraz jest inaczej. W końcu Jestem Który Jestem, prawda?
– No… chyba tak.
– Daj ten owoc Ewie. Idź prosto do niej i zjedźcie go i pogódźcie się. Oto owoc pokoju. Nazwałem go arbuzem. Sam nie wiem, czemu.
Wziął więc Adam arbuza od Pana i poszedł ku swej połowicy. Tymczasem Bóg wrócił do Wszędzie by nie wiedzieć Wszystkiego (dla odprężenia) i bawić się w kręgle planetami, czy co tam Bóg ma robi, kiedy ma przerwę. A była to przecież niedziela.
Adam szedł tymczasem dzielnie do Ewy, a że droga była kręta i długa, odpoczął chwilę w cieniu pod drzewem i tam też się zdrzemnął, myśląc jakże to byłoby fajnie napić się czegoś, co ma bąbelki i procenty i że szkoda, że nikt jeszcze czegoś takiego nie wymyślił.
I wtedy zsunął się z drzewa Wąż.
– Nogi, czemu nogi, były ładne nogi, czemu nogi – syczał w zadumie. I wtedy wyczuł Boski zapach. I spojrzał na Owoc w ręku śpiącego Adama.
– O nie – zasyczał. – Tak się nie będziemy bawić!
Dotknął więc arbuza swym nosem, szepnął coś niewyraźnie i zadowolony z siebie znikł w trawie, prawdopodobnie udając się do piekła by napalić w kotłach.
Adam obudził się wkrótce i już bez przeszkód dotarł do Ewy. Tam wspólnie otworzyli owoc.
I wtedy ich oczom ukazał się nie wspaniały, czerwony miąższ, ale wielkie ilości pestek i choć sam arbuz był wspaniały, to pestki niszczyły cały jego potencjał, nie smakowały, było ich za dużo (a nie jedna, jak stworzył to Bóg) a ich wydłubywanie skutkowało brudzeniem się sokiem, większość więc wspaniałego soku spłynęła na ziemię tworząc Morze Czerwone.
Ewa natomiast tak się zdenerwowała, że poruszyło się dziecko w jej łonie i Kain, jak go wkrótce nazwali, urodził się odrobinę niezrównoważony. Na skutki nie trzeba było długo czekać, jak wiemy.

I tak oto do dzisiaj arbuzy są najwspanialszymi owocami, lecz skażone przed dotyk diabła zawierają makabryczne ilości twardych pestek, od zarania dziejów wkurzając ludzi do tego stopnia, że diabelską technologią stworzyli odmianę bezpestkową, ale to już inna diabelska historia.

Jak się pisze? #2

Niebo szarzeje, skończyłem pisać i zrobiłem krótki przegląd blogów przyjaciół po piórze. Nabazgrałem parę komentarzy – wiem, jakie to jest ważne i jak bardzo każdy autor potrzebuje odpowiedzi – reakcji, czasem nawet poklepania po główce i przytulenia do cyca. To naprawdę fajne – dostać komentarz, mail od fana czy krytykę. Próżnia i cisza jest najgorsza (na drugim miejscu są komentarze napisane przez trolle i hejterów, bezsensowne i nieśmieszne – ale to zawsze coś). 

Słucham sobie radia, dawno tego nie robiłem. Chyba będę tak robił po pisaniu, to trochę tak jak papieros po seksie. Fajnie usłyszeć głos spikera, fajnie posłuchać muzyki na którą nie masz wpływu. Minął chyba tydzień – czas na drugi raport z placu boju. Więc piszę, ostatnio jestem trochę bardziej aktywny blogowo. Chyba muszę się wygadać.

Jak było? Napisałem – mało. Nie mogłem się zmobilizować, czasami wstawałem dopiero popołudniem, spałem po 12 godzin. Potem pracowałem nad Krakonem – strasznie męczące. Ale pisałem – czasem pół strony, czasem jedną. A dziś rzuciłem się na klawiaturę jak wygłodniały.  Skończyłem rozdział drugi dwiema stronami, zacząłem trzeci – czterema. Przerwałem tylko raz, kiedy kotka Lamia pacnęła mnie parę razy łapką po głowie – zamiauczała, że głodna. To jej dałem. Zamiauczała, że dobre.

Jak zwykle siedzę pobudzony, euforia (po pisaniu, nie w trakcie) powoli ze mnie wycieka. I znów pojawiają się… Złe rzeczy. – Dzisiaj o nich pisałem, to cienie, które nawiedzają jednego z moich bohaterów, by go dręczyć i napawać się bólem.  Moje Złe rzeczy to wątpliwości. Powieść? Ja? Czy to aby nie za wcześnie? Ile lat temu debiutowałem? Trzy? Nie lubię wątpliwości, zadają trudne pytania – co ja w zasadzie mogę powiedzieć, o czym, w wieku 22 lat mogę powiedzieć, czym zaciekawić? Co ja tak w ogóle wiem? Czasami mam ochotę skasować to wszystko, co napisałem – jestem z tego zadowolony, ale co z tego? Kim ja w zasadzie jestem?

Googluje swoje nazwisko. To nieładnie, wiem – ale czytam te recenzje. Są dobre, czasami średnie, ale nie ma w zasadzie złych. Nie ma też w nich euforii. A to są opowiadania, coś, co robiłem zawsze. Nigdy za to nie pisałem powieści – tyle wątków, treści. Mam szkielet, swoistą mapę, mam setki notatek. Czy mogę się pogubić? A co potem – a co, jeśli wydadzą? Nawet jeśli, może to, co piszę to zwykły bełkot?

Internet nie wybacza. Tysiące ludzi zajmuje się powiedzeniem innym, że są do dupy. Jeśli nie będę perfekcyjny, dostanę po twarzy. A przecież nie będę… są więc wątpliwości. Może to dobrze?

Kiedyś paru znanych pisarzy powiedziało mi jeden po drugim, że powinienem pisać – że robię to dobrze. Dzięki jednemu z nich zyskałem wiarę w siebie. Złe rzeczy dalej mnie jednak odwiedzają.

Czasem myślę, że piszę nawet zbyt osobiście. Lecznica stała się dla mnie czymś, co pomoże mi w pewien sposób rozliczyć się z przeszłością. To chyba najbardziej osobista fikcja, jaką pisałem. Nie staram się być natchniony, gdy piszę. Ale może to wszystko jest grafomaństwo i bełkot?

Ludzie nie wybaczają, Internet nie zapomina. Jest bardzo dużo hejterstwa.

Ciągle jestem podekscytowany, wpadłem w ciąg pisania, historia się klei…

Ale trochę się też boję.

Zapraszam na KRAKON 2013

Jako organizator, twórca atrakcji i gość konwentu KRAKON 2013 chciałbym Cię serdecznie zaprosić do uczestniczenia w tym festiwalu. 

Jak widzisz, atrakcji nie zabraknie. Jako koordynator bloku horroru (w tej chwili każdy z tych bloków mógłby być już pojedynczym małym konwentem…) zapraszam nie tylko na  prelekcje, ale także pokazy filmowe, LARPy grozy, sesje RPG grozy, oraz spotkania z gwiazdami polskiego i światowego horroru, jak Stefan Darda, Kazimierz Kyrcz, Dawid Kain, Magda Kałużyńska, Robert Cichowlas (…) aż wreszcie sam Graham Masterton, który będzie także w bloku 18+ mówić o seksie. Mówić dużo. Mówić dosadnie. Mówić mądrze – jak to Masterton.

Z innych atrakcji, będzie można także spotkać osobistości polskiego fandomu, jak Lucek i Puszon z bloga Geekozaur a także znaną i lubianą Kobietę-Ślimak

Okładka Antologii "Ostatni dzień pary"

Na Krakonie będzie miała także premierę antologia „Ostatni dzień pary” – pokłosie konkursu literackiego w którym miałem zaszczyt być jurorem obok Ani Kańtoch, Romka Pawlaka i Krzysztofa Piskorskiego.

Zastanawiacie się, czyjego autorstwa jest ta okładka? Użytkownicy portalu Gram.pl przeżyją szok, ponieważ tą fenomenalną grafikę spłodził nie kto inny, jak pewien Lisek, któremu, a właściwie – której – bardzo z tego miejsca dziękuję.

Byłbym też Bardzo Złym człowiekiem, gdybym nie wymienił tutaj naszego ilustratora. I to podwójnie, bowiem człowiek ten jest winny najazdu e-zombiech na świat i Krakon, czyli grafiki z Zombiefilii, gdzie można znaleźć dwa moje teksty – oto Maciej.

A tak będzie wyglądać grafika na Krakonowych koszulkach

To może przejdziemy wreszcie do mnie, co? Znaczy, do mnie – gościa konwentu :)

Z moim udziałem odbędą się atrakcje:

Czwartek, 25 lipca, godz. 21:00: Dobranocka, czyli autorzy grozy życzą dobrych snów – Michał Stonawski, Łukasz Radecki, Michał Gacek, Krzysztof T. Dąbrowski

Piątek, 26 lipca, godz. 14:  Jak przestraszyć twórcę grozy? – Michał Stonawski, Kazimierz Kyrcz, Dawid Kain, Sylwia Błach, Emil Strzeszewski, Stefan Darda

Sobota, 27 lipca, godz. 13: Martwi ciągle żywi, czyli fenomen zombie – panel dyskusyjny” – Magdalena Maria Kałużyńska, Łukasz Radecki, Grzegorz Gajek, Sylwia Błach, Michał Stonawski, Dawid Kain, Kazimierz Kyrcz, Paweł Waśkiewicz

Na koniec zaś – zostawiam prezentację naszych gości.
Oto i oni. Pogrubionym kolorem zaznaczam tych, którzy biorą udział w Bloku Horroru.

Autorzy:

1. Graham Masterton,

Przykładowa plakietka uczestnika

2. Romuald Pawlak,
3. Krzysztof Piskorski
4. Michał Stonawski,
5. Robert M. Wegner,
6. Grzegorz Gajek,
7. Witold Jabłoński,
8. Michał Gacek,
9. Sebastian Uznański,
10. Krzysztof Dąbrowski,
11. Paweł Ciećwierz,
12. Piotr Rogoża,
13. Dawid Kain,
14. Mirosław Piotr Jabłoński,
15. Robert Cichowlas,
16. Piotr Pocztarek,
17. Jacek Komuda,
18. Maciej Parowski,

Plakietka Gościa

19. Aneta Jadowska,
20. Jakub Ćwiek,
21. Sylwia Błach,
22. Anelia Głębocki,
23. Kevin Whitelock,
24. Kazimierz Kyrcz Jr,
25. Andrzej Pilipiuk,
26. Magdalena Kozak,
27. Anna Brzezińska,
28. Grzegorz Wiśniewski,
29. Anna Kańtoch
30. Emil Strzeszewski
31. Czesław Białczyński
32. Piotr Cholewa
33. Piotr Gibowski
34. Marek Grzywacz
35. Jacek Ingot
36. Tomasz Czarny

I znów uczestnik :)


37. Michał Januszewski
38. Łukasz Malinowski
39. Krzysztof Maciejewski
40. Paweł Majka
41. Marcin Zwierzchowski
42. Wawrzyniec Podrzucki
43. Marcin Przybyłek.
44. Łukasz Radecki
45. Jacek Rodek
46. Wojciech Sedeńko
47. Stefan Darda
48. Jarek Urbaniuk
49. Aleksandra Zielińska
50. Michał Cetnarowski
51. Magdalena Kałużyńska

Naukowcy:
1.  Kinga Stanaszek-Byrc
2.  Ksenia Olkusz
3.  Małgorzata Mika
4.  Lidia Prokopowicz
5.  Ziemowit Biernat
6.  Adam Flama
7.  Adrianna Kucińska

Clown - twórca atrakcji :)

8.  Konrad Dominas
9.  Szymon Makuch
10. Adam Mazurkiewicz
11. J. Eric Starnes
12. Veronika Starnes

Redakcja wydawnictwa Mag:
Katarzyna i Jacek Rodek

Redakcja wydawnictwa Jaguar:
Joanna Wasilewska

Redakcja wydawnictwa Solaris:
Wojtek Sedeńko

Redakcja bloga Geekozaur:
Michał ‚Puszon’ Stachyra
Maciej ‚lucek’ Sabat

Blok Artystyczny:

Ilona „kobieta – ślimak” myszkowska

 

Na koniec – GARŚĆ PRZYDATNYCH LINKÓW

FP Krakonu 

PEŁNY PRORAM KONWENTU 

Bajka na sto mil

Zaskoczył mnie w nocy.

Wkradł się przez okno, choć może to zbyt wiele powiedziane. Tacy jak on nie mogą wchodzić do domu niezaproszeni. Ta zasada dotyczy naprawdę wielu stworzeń. Stanął więc na futrynie, a że mam podwójne okno przerzucił przez nie mały most. Na nim dopiero oparł się o balustradę wygodnie i prosto z mostu zapytał:
–  Masz się ochotę przejść?
Nie za bardzo wiedziałem, co mam odpowiedzieć. Gość wyglądał naprawdę przyjaźnie, ale kto z tych „przyjaznych” wygląda, jak gdyby miał zamiar włamać Ci się przez okno do domu? Albo – jak w tym przypadku – wyraźnie się naprasza na wspólny spacer. W nocy. Z obcym, uśmiechniętym wąsaczem w wielkich buciorach.
– Przepraszam, a kim pan jest? – zapytałem, chcąc zyskać na czasie.
Wyglądał na zaskoczonego moim pytaniem. Albo też grał dobrze.
– Jak to, nie pamiętasz mnie?  Jestem narratorem!
Chciałbym powiedzieć, że na te słowa otworzyła mi się jakaś klapka w umyśle i wszystko sobie przypomniałem. Najwyraźniej jednak zawiasy się jej zacięły, bo ani drgnęła. Powinienem częściej je oliwić – te zawiasy. Tyle, że nie miałem zbyt dużo oleju w głowie, a ten schodził na trybiki większych maszyn. Mało kto zawraca sobie głowę jakąś klapką. Zwłaszcza, że pięć klapek dalej jest urwana klepka, której szukają wszystkie tajne służby. Bezskutecznie.
– Nie pamiętasz narratora?! – Niemal krzyknął. – A może przynajmniej stumilowy las?!
Klapka wyleciała z zawiasów, a ja poleciałem na podłogę, z której się zresztą zaraz zerwałem.
– Och, panie narratorze! – krzyknąłem. – Kopę lat, kopę lat! Może pan wejdzie, napije się czegoś? Może wódki, winka, herbatki, kawki…
Przerwał mi kategorycznym ruchem ręki.
– Nie możemy – powiedział poważnie. – Musisz się ze mną udać do Stumilowego. To BARDZO ważne.
– Co się takiego stało, panie narratorze? Kłapouch znów zgubił ogon?
– To też. Ale stała się rzecz gorsza. Puchatek złamał łapkę, potrzebujemy kogoś, kto umie szyć i ma watę.
Muszę się Ci przyznać, że umiem szyć całkiem nieźle. A waty mam od cholery w łazience. Uśmiechnąłem się więc tylko i pobiegłem po niezbędne rzeczy. Kiedy wróciłem, pan Narrator uśmiechnął się z zadowoleniem i wyciągnął do mnie rękę. Zamiast palców miał wieczne pióra.
Z plecaka wyciągnął jeszcze siedmiomilowe buty, drugą parę – zapasową. Z doświadczenia wiem, że bez nich szybkie podróże po stumilowym lesie bywają cokolwiek uciążliwe. Kiedy już chwyciłem jego rękę (zaplamił mi dłoń atramentem), dostrzegłem nagle coś, co powinno już na starcie wzbudzić moje podejrzenia. Z tyłu jego i moich butów sterczały wielkie metki z napisem MADE IN CHINA.
–  Bardzo się zmienił Stumilowy Las? – zapytałem niepewnym głosem.
Obrócił do mnie twarz. Dopiero teraz zauważyłem wielkie wory pod oczami i nalane policzki.
– Jaki las? – wychrypiał i wypadliśmy z okna w noc.


Patrzę na dosyć spore osiedle z wielkiej płyty, przed którym ktoś kiedyś ustawił tabliczkę z napisem „Os. Stumilowe”, ale ta została wyrwana i teraz tkwi w błocie i śmieciach. Lądujemy tuż obok.
Narrator wyciąga z kieszeni paczkę fajek, zapala szluga, podnosi tabliczkę i wbija w błoto.
– Pieprzone Hefalumpy  – mruczy.
Nie pytam o nic, bo nie ma o co. Przecież mam oczy.
Przechodzimy przez osiedlowe uliczki. W jednej z nich widzę parę Hefalumpów w ortalionach, żłopią piwo pod „Pszczółką”, nawet stąd dociera do mnie zapach. Miodowe z miodem instant i małą ilością alkoholu, wedle najnowszych dyrektyw Unii. Nic dziwnego, że są wkurzone.
Na szczęście nas nie widzą. Kierujemy się w stronę jednego z dziesięciopiętrowych bloków. Kojarzę to miejsce, choć tak wiele się zmieniło.
– Tu mieszka pan Sowa? – pytam.
– Mieszkał – odpowiada. – Willa pana sowy została rozsadzona przez Maleństwo.
Zatrzymuję się jak wryty.
– To ty nic nie wiesz? – pyta.
Zaprzeczam. Zdecydowanie zaprzeczam. Nic nie wiem.
– A słyszałeś o ojcu maleństwa? Nie? Znalazł się w końcu. Mama Kangurzyca chodzi teraz w burce. Maleństwo, cóż, słyszałeś.  Zresztą, to wina Sowy. Nigdy nie chciał się podporządkować, nigdy nie był tolerancyjny. To ma za swoje. Czasem jeszcze pióra znajdujemy. No, rusz się, bo cię Hefalumpy przydybią i będzie miazga.
Ruszam się, nie wiem, co mógłbym powiedzieć. Zresztą, to on tu jest Narratorem.
Wchodzimy na cuchnącą moczem klatkę schodową, wsiadamy do windy. Staram się nie patrzeć na leżące w kącie gówno.
Wysiadamy na szóstym piętrze. Z mieszkania po lewej dobiega głośna muzyka Techno.
– To Kłapouch – wyjaśnia Narrator. – Odkąd dostał prochy na terapii ciągle zaprasza znajomych i balangują do rana. Przyznam, że te piguły naprawdę pomogły naszemu osiołkowi. Nawet brak ogona go nie martwi.
Jakby na potwierdzenie tych słów zza drzwi dobiega znajome ryczenie:
– A TERAZ WLEJ MI W DZIURĘ! AAAHAHAHAHAAA!
– Nie idziemy tam, prawda? – upewniam się.
– Nie. Puchatek mieszka po drugiej stronie klatki. Zaraz obok Krzysi i jej synka. Ich synka, w zasadzie.
Puchatek. Zanim dociera do mnie reszta tego co powiedział, w mojej głowie rodzi się straszne podejrzenie.
– Narratorze, jak Puchatek złamał łapkę? – pytam podejrzliwie.
– Zasłabł na schodach – odpowiada zdawkowo.
Stajemy przed odrapanymi drzwiami. Narrator naciska dzwonek, ale ten nie działa. Puka więc. Otwiera nam nieznajoma mi niedźwiedzica o poszarpanym, szarym futerku. Jest tak wychudła, że łatwo mógłbym pomylić ją z myszką.
– Dobrze, że jesteście – uśmiecha się, ale jakoś niemrawo.
Prowadzi nas do jednego z dwóch małych pokoi. Puchatek leży na łóżku. W jednej łapce trzyma Jointa, druga leży obok, oderwana. Gdyby nie to, nie poznałbym go. Jest brudny i wymięty. Materiał wisi na nim, jak na tyczce. Puchatek wychudł i wygląda bardziej jak strach na wróble z pola Zająca.
– Staaaaaary! – Krzyczy w moją stronę miś. – Całe wieki cię nie widziałam. Widziałem. Widzia… a niech to, kurwa, całe wieki, całe wieki! Siadaj, siadaj. Jadźka, przynieś wódkę!
Nigdzie nie widzę krzeseł, siadamy z Narratorem na podłodze. Myszko-misia wychodzi z pokoju i słyszę jak w kuchni dzwonią o siebie butelki.
– Dobrze wyglądasz – kłamię.
– Prawda? Od kiedy jestem na diecie, świat stał się zupełnie inny! Kurwa – zaczyna się śmiać. – Dieta, hahaha. Dałeś się nabrać? Z początku Jadźka na mnie wymusiła, ale potem… potem wszystko wyssała ze mnie ta kurwa.
– Jaka kurwa? – pytam i sięgam po nici. Chcę jak najszybciej skończyć zabieg i zniknąć.

– Ta… Krzysia, jebana dziwka! – warczy. –  Alimentami mnie poszczuła, uwierzysz?! A sąd jej przyznał, że samotna matka, a jaka ona samotna, skoro mieszka obok? Nawet z synem się widzieć nie mogę! To jest życie? No powiedz mi, stary, co to za życie, co to za kraj?!
Nie wiem, co odpowiedzieć i nie muszę, bo w tym momencie wchodzi Jadźka z butelką i szklankami.
– Ooo, jest moja mała myszka! – krzyczy na jej widok miś. – Jest moja słodka dziupla, mój plasterek miodku, mmmm… no daj, daj, polej gościom.
Kiedy jego żona polewa, szyję długimi ściegami, nie przejmując się zbytnio. Skończyć, uciec, skończyć, uciec…
Napełniona szklanka ląduje obok na podłodze, ale jakoś nie mam ochoty.
– A gdzie Prosiaczek? – pytam, by ciągnąć rozmowę.
– Ten pedał?! Nie wymawiaj jego imienia! Wiesz, co on mi proponował?!
– Nie, ale…
– Parady równości sobie urządza pod oknami. Niech się cieszy, że Kangury dopiero robią następnego, bo już by z niego strzępki…! Strzępki…!
– Tygrysek! TYGRYSEK! – wyję prawie, kaleczę się w palec, ale nie zważam na to.
W pokoju zapada cisza. Przerywam pracę i patrzę na poważne twarze. Jadźka odstawia szklankę i robi szybko znak krzyża.
– Nie wiesz…? – mruczy cicho miś.
– Nie wie – odpowiada za mnie Narrator.
– Tygrysek nie żyje. Wybryknął dwa lata temu z balkonu. Nie miał ubezpieczenia w NFZcie, zanim załatwiliśmy formalności… nawet Kangurzyca przyszła, chciała krew oddać, potem ten Kangur ją pobił, zanim zdążyła… jego już nie było. Zmarł w poczekalni. Królik wyprawił mu niesamowity pogrzeb. Zawsze był z tego królika kawał dobrego sukinsyna, wiesz? Zawsze…
Z guzikowych oczu płyną łzy. Wszyscy patrzą się na mnie tak, jak gdybym to ja zabił Tygryska.
Nie wytrzymuję. Ostatnim ruchem kończę szyć, zrywam się na nogi.
– Ja… muszę iść. Bo będą się martwić. Się zobaczymy, tak?
Nie czekam na odpowiedź, gnam do drzwi, a w siedmiomilowych butach to naprawdę łatwe.
– Trzymaj się, mały! – słyszę jeszcze za sobą głos Puchatka.
Biegnę przez osiedlę, w pędzie mijam zdziwioną grupę Hefalumpów (teraz już mocno podpitych) i olbrzymi bilbord z twarzą Królika (GŁOSUJCIE NA WASZEGO BUDOWNICZEGO, GŁOSUJCIE NA KRÓLIKA – WYŻSZY STANDARD, BY ŻYŁO SIĘ LEPIEJ!).
Przy znów oklapłej tabliczce wzbijam się w powietrze w siedmiomilowym skoku. Gdzieś tak w połowie skoku buty rozpadają mi się na stopach, za to na podeszwach włączają się lampki, migają a z głośniczka leci soundtrack z jakiegoś Anime.
Spadam.

Dalej nie pamiętam.

Chęć na trupa?

 

Miło mi powiadomić, iż dziś o północy martwe trupy wyszły ostatecznie ze swoich grobów i trafiły do antologii „Zombiefilia”, w której – obok innych autorów – jestem i ja ze swoimi dwoma opowiadaniami. Co ciekawe, żadne z nich nie jest horrorem.

Michał Stonawski – Druga strona medalu
Michał Stonawski – Powtórne przyjście

Odpowiednio, „Druga strona medalu” to krótki szort z gatunku Bizarro (bardzo lekkiego bizarro), zaś „Powtórne przyjście” jest dłuższym tekstem z gatunku Science Fiction.

A oto i cały spis treści:

Kazimierz Kyrcz Jr – Wstęp
Dawid Kain – Anioły zjedzą wiosnę
Magdalena Maria Kałużyńska – Die Hard
Sylwia Błach – Głód
Marcin Rojek – Jak ja ich nie cierpię
Paweł Waśkiewicz – Relikt epoki
Aleksandra Zielińska – Deus ex machina
Paulina Kuchta – Widzę cię, widzę was
Paulina Kuchta – Amanda
Artur Olchowy – Zabieg na całe ciało
Paulina J. Król – Drosera animalia
Michał Stonawski – Druga strona medalu
Michał Stonawski – Powtórne przyjście
Grzegorz Gajek – Skorupa
Karol Mitka – Aby sprawiedliwości stało się zadość
Łukasz Radecki – Trójca. Oto słowo moje.
Marcin Podlewski – Inspekcja
Robert Rusik – Gajusz
Artur Kuchta – Życie pozagrobowe
Krzysztof T. Dąbrowski – Zombiczny dla poszczątkujących
Magdalena Maria Kałużyńska – RPG
Maciej Kaźmierczak – Kto pyta, ten błądzi
Rafał M. Skrobot – Stasio
Rafał Christ – Rudy
Bartosz Orlewski – Czerń i ostrogi
Carlton Mellick III – Cytrynowe noże i karaluchy

 

Książkę można pobrać za darmo ze strony WYDAJE.PL  w formatach PDF, EPUB, MOBI.

Warto na koniec podkreślić, iż jest to pierwsza w naszym kraju antologia o Zombie.

Bizarro Bazar – aż Skóra cierpnie…

 

Obiecywałem, że jeszcze się pojawię, prawda?

No to proszę bardzo. Najbardziej pokręcona, dziwaczna i niesamowita antologia na polskim rynku literackim… i nie bójmy się tego słowa – totalnie powalona. Z genialnymi autorami, jak choćby Edward Lee, Dawid Kain, czy Kazimierz Kyrcz i kilkustronicowym udziałem niżej podpisanego, czyli niejakiego Stonawskiego.

Oto spis treści:

  • DOM (Z) KOTÓW by Jeff Burk
  • SKÓRA by Michał Stonawski
  • 144000 by Marcin Rojek
  • CZARNE GALERY by Krzysztof Maciejewski
  • WIRUJĄCA, SZARA MGŁA by Jeremy C. Shipp
  • OPCJA by Dawid Kain
  • OJCIEC ROKU by Kazimierz Kyrcz Jr.
  • LAMPIONY Z LUDZKICH GŁÓW by Paweł Waśkiewicz
  • HOMO PREGNANTUS by Jan Maszczyszyn
  • PIĘĆ PARSZYWYCH ŻYWOTÓW by Zeter Zelke
  • FUTBOLOWE MAMY I PRO-WRESTLINGOWI OJCOWIE by Bradley Sands
  • POGADKA Z… by Dariusz Barczewski
  • CIPAKABRA by Karol Mitka
  • GD-0 by Krzysztof T. Dąbrowski
  • PORNO W SIERPNIU by Carlton Mellick III
  • DUCKFUCKER by Robert Cichowlas
  • PONURE BOBRY by Cameron Pierce
  • CALEB by Bartosz Orlewski
  • RAJSKA KRAINA by Dariusz Kuchniak
  • MOJA NA ZAWSZE by Grzegorz Gajek
  • POLSKI GOTYK by Marek Grzywacz
  • PRZEJAŻDŻKA by Edward Lee
Muszę jednak ostrzec: 
Bizarro nie jest standardową literaturą – to festiwal wynaturzeń, dziwności i absurdu, festiwal na pewnym bazarze…

Bazarze Bizarro. 

Dla odważnych: TUTAJ RUSZYŁA PRZEDSPRZEDAŻ. 

Warsztaty Literackie u Stonawskiego!

 

Kiedy wczoraj udostępniłem na moim profilu autorskim informację o zbliżających się w tym tygodniu warsztatach literackich – wielu pomyślało, że to żart. Trudno się dziwić, był pierwszy kwietnia.

Dziś jednak żarty na bok.

Kiedy zaproponowano mi poprowadzenie warsztatów, byłem (i jestem wciąż) tym zmieszany. To dosyć poważne wyróżnienie, jak dla takiego pisarskiego podlotka jak ja. Z drugiej strony, to właśnie w pewnym sensie warsztatom które sam sobie robiłem (z paroma przyjaciółmi) zawdzięczam szybki rozwój, debiut i sukcesy w ostatnich dwóch latach. Więc… czemu nie.

Czemu by nie spróbować.

Jeśli jesteście chętni, dołączyć można przez facebooka  a zapisać się – u mnie, mojej partnerki w tym przedsięwzięciu, bądź też (i to chyba najlepsze wyjście) bezpośrednio u Norwida.

O, wygrałem.

Nie tak dawno posłałem jeden z moich tekstów (który mieliście okazję już przeczytać, a o czym uprzedziłem organizatorów) – „Najcenniejszy Prezent” na konkurs literacki organizowany przez portal http://paradoks.net.pl o wdzięcznej nazwie „Groźny Mikołaj„.

Jakoś tak przed chwilą mi się przypomniało, że powinienem to sprawdzić, co też zrobiłem. Okazuje się, iż mój tekst zdobył miłe bardzo trzecie miejsce w konkursie i (prócz nagród) zostanie opublikowany także i na stronie Paradoksu.

Dziękuję pięknie :)

Sprawa druga: Zapraszam Was serdecznie na 49 KULTURKAMPF organizowany w ten czwartek, czyli dnia 31 stycznia o 18:00 w Kawiarni Naukowej (Szeroka 10, 31-053, Kraków).

Będą koncerty, będzie piwo, będą autorzy. I będę też ja, czytając któryś ze swoich tekstów.

A tu część repertuaru:

19 -20 prezentacje autorskie
KRYSTIAN KAJEWSKI
MONIKA ŁOKAJ
LEA PRADZIŃSKI
MICHAŁ RZOŃCA
MICHAŁ STONAWSKI
BARTŁOMIEJ MIŁOBĘDZKI

Zapraszam serdecznie :)

Koniec już blisko

 

Jako, że dzisiaj mamy z lubą drugą rocznicę (co ja tu jeszcze robię?), zaś jutro szykuje się wielkie, całonocne świętowanie końca świata (Aporicon), już dziś chciałem Ci złożyć życzenia z okazji Końca.

Tak sobie ostatnio dyskutowaliśmy w gronie przyjaciół. 21 grudnia jest wręcz idealną datą na Armageddon. Wszyscy wiedzą, nikt nie wierzy. A jednocześnie pojawia się pytanie „A jeśli?”.
Więc, jeśli „a jeśli” się spełni i przeżyjesz, kieruj się na południe, w stronę Żywca. A kiedy dotrzesz sprawdź, gdzie biegnie kolejka :>

 Jest taka anegdota, wiesz? O francuskim generale, który zostaje obudzony w pierwszych dniach II Wojny Światowej przez swoich adiutantów. Stojąc na baczność przed łóżkiem generała meldują, iż Niemcy właśnie rozpoczęli atak. Generał, nie otwierając oczu ziewa i macha ręką w stronę półek z książkami.
– Trzecia półka po lewej stronie –  mówi. – Taka brązowa książka.
Po czym idzie spać dalej.

Można oczywiście debatować, czy w planie obrony była instrukcja jak się rozkłada białą flagę, czy też jak bezpiecznie rzucić karabinem o ziemię, niemniej planowanie i pytanie samego siebie „A co, jeśli”, przydaje się w życiu zawsze. A i zastanawianie się nad różnymi możliwościami też potrafi być przydatne.

Poniekąd moją pracą jest pytanie siebie ciągle „a co, jeśli?”. A i jest to też jedną z czynności, jakie wykonuje każdy fantasta w swoim życiu.  Myślenie, zastanawianie się, planowanie. Jeśli jesteś przygotowany na większość ewentualności, niewiele rzeczy powinno Cię zaskoczyć.

Jak się to ma do Końca Świata? Będzie. Czy jutro, tego nie wiem, ale przydarzyć się może zawsze. Wystarczy, że przejedzie mnie ciężarówka, albo któryś z Rosyjskich, Amerykańskich, czy innych wojskowych przez przypadek wciśnie nie ten przycisk…

Wszystko, co ma swój początek, ma też i koniec. Być może historia naszego gatunku skończy się równo z historią wszechświata (choć nie wiadomo, ile cywilizacji w tym czasie przeżyjemy [mała autoreklama – na końcu świata skupiłem się w opowiadaniu „Epilog” które niniejszym Ci proponuję]), być może wcześniej. Póki siedzimy na jednej tylko planecie szanse na nasze szybkie zniknięcie z kart historii są bardzo duże a to, dzięki naszym politykom, nieprędko się zmieni.

A kto wie, może to właśnie jutro?

Jakkolwiekby nie było, mam nadzieję, że czas, który Ci pozostał spędzisz tak, jakby to właśnie jutro miał nastać Koniec.

Tymczasem miła dla ucha umilająca oczekiwanie muzyczka:

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=IJNR2EpS0jw[/youtube]

Masterton i Stonawski…

 

…w jednej książce byli.

 Całkiem niedawno chwaliłem się na moim profilu autorskim na Facebooku, że tworzę opowiadanie i jeśli dam radę czasowo, będzie go można czytać na papierze. No i stało się. Dzisiaj mogę zaprezentować nową antologię wydawnictwa Replika w hołdzie Grahamowi Mastertonowi, a w dodatku ze wstępem i premierowym opowiadaniem mistrza horroru – „Obserwator„.

Wśród wielu znanych nazwisk polskiej grozy znalazło się też i moje, umieszczone gdzieś nad tytułem „POŚPIECH JEST DOBRYM DORADCĄ” (ciekawe… czyżbym wymyślił ten tytuł przez bardzo napięty deadline?)

A teraz okładka:

Więcej informacji na oficjalnym polskim blogu Mastertona – TUTAJ

Wszystkich współautorów (jeszcze nie ujawnionych oficjalnie, ale ja wiem, wiem) serdecznie pozdrawiam. A i czytaczy horroru zapraszam do śledzenia informacji na moim Facebooku autorskim, tym blogu i w subskrypcjach.

Kłaniam się, uśmiecham, oddaję głos do studia (gdziekolwiek ono jest).

Page 2 of 7

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén