Tag: Qfant (Page 1 of 2)

Przyszlość bliższa i dalsza.

 

 

Chorym, psia mać. Człowiek miał nadzieje, że to tylko chwilowe, że zaraz przejdzie. A tu nie. Za to mam więcej czasu na choćby czytanie i pożeranie dobrych filmów (ze zgrozą odkryłem, że kończy mi się lista filmów Sf. Cholera).  No i dużo czasu na pisanie, z czego się okrutnie cieszę.

No i właśnie do tego piję. Książka, zbiór opowiadań właściwie, nie moja, ale… nie całkiem obca. Przedstawiam Wam najnowszą antologię Bizarro Krzysztofa T. Dąbrowskiego „Grobbing, czyli nieludzkie stosunki międzyludzkie„. Premiera już niedługo, a tymczasem można podziwiać piękną okładkę.
A czemu polecam? Bo czytałem. Musiałem, pisząc wstęp do tej książki.

I powiadam – dobre to.

 

Zaczytani.pl

 

 

 

Ale to nie koniec. Już wkrótce każdy piszący zwolennik horrorów będzie mógł się zmierzyć z konkursem, który Qfant i strona fanów twórczości Pawła Palińskiego przygotowują/jemy razem.

A poczytać o tym możecie w zapowiedziach na stronie Trikkety -traketty -trak 


 

I rzecz ostatnia – wczoraj miała miejsce premiera „Ambitnego projektu” mojego znajomego z… zamierzchłych czasów. Jeszcze nie czytałem, ale sądząc, po jego innych tekstach, w których wykazywał zwykle bardzo oryginalne podejście do tematu – może być ciekawie.
Oto i LINK do „Pinto”.

 

Gigantyczny Grabarz pod choinką

 

Mam ostatnio jakiś taki czas dziwnych tytułów. Ciekawe, co by Freud powiedział… no, ale do tematu:

 

 

Zapraszam do pobrania nowego, 34 już numeru Grabarza Polskiego, w którym znajdziecie mój artykuł o wojnie z Empikiem. Dla niektórych może się on wydać znajomy…

Drugą rzeczą jest nowa podstrona mojego bloga. Oczywiście – tak, jak inne – trochę ukryta. Trzeba kliknąć w okładkę „O, choinki” w dziale „Teksty” i po chwili znajdziemy się… u celu, bo gdzieżby indziej?

Dla leniwych, ten jeden, jedyny raz podaję listę wszystkich podstron bloga. Zachęcam do klikania, odwiedzania, czytania, ściągania… co dusza zapragnie.

 

 

 

O, choinka – Najnowsza strona promująca zbiorek świąteczny grupy Tfórca, w którym ukazało się także moje opowiadanie „Najcenniejszy prezent

City 2 – Podstrona o zbiorku opowiadań City2, wydanym przez wydawnictwo Forma jesienią tego roku. W zbiorku także moje opowiadanie „Magiczne słówka”

Horyzonty Wyobraźni 2010 – Podstrona o książce „Horyzonty Wyobraźni”, także z moim opowiadaniem, słowo wstępne Stefana Dardy i Andrzeja Pilipiuka.

31.10: Halloween po polsku – O zbierającym laury i odnoszącym sukcesy projekcie grozy grupy Tfórca. I tu też kawałek mojej prozy.

QFANT – Podstrona poświęcona pismu Qfant, ze słowem wstępu moim oraz rednacza.

Linki – Jak sama nazwa wskazuje – przydatne sznurki do portali, blogów, programów. Polecam.

O, choinka! – W Krakowie Gryzipiórki śledzą amatora, co skrył się Pod Strzechą

 

I nie tylko oni… ale już wyjaśniam: Przez chwilę mojej – nazwijmy to – niepisalności tutaj, nazbierało się parę spraw, które nie mogą czekać. Nie lubię kolejek. Wszystko do gara!

O, choinka w Krakowie!
-Spotkanie autorskie-

 W Piątek, dnia 16 grudnia 2011 o godzinie 17:00 rozpocznie się w Krakowie spotkanie autorskie pisarzy, którzy postanowili wziąć udział w projekcie „O, choinka”. W tym, mojej skromnej osoby. Trochę się stresuję, w końcu pierwszy raz będę w ten sposób promował swoją twórczość, ale mam nadzieję, że mi w tym pomożecie – przybywając.

Oto dokładne dane i namiary:

              EXPO Cafe na Politechnice Krakowskiej, ul. Warszawska 24  (budynek Wydziału Architektury)
 Piątek, 16 grudnia 2011
Godz.17:00-22:00

Można też zameldować się na Facebooku: TUTAJ

                                                                                                                                                                                        Czekam na Was

29 Kulturkampf

Z kolei w Sobotę, 17 grudnia od godziny 18, w Chacie Pod Strzechą (Pędzichów 3) odbywał się będzie 29 już Kulturkampf. Ostatnio nie mogłem być z powodu choroby – tym razem się zjawię. Obiecuję.
I jak zwykle przeczytam jeden z moich tekstów. Który? Sam jeszcze tego nie wiem, ale – jak zwykle – postaram się, by było ciekawie.

część literacka 18-21
18.00-18.10 MARCIN ADAMOWICZ ( GUDRUN I…)
18.10-18.20 ALFABET LITERACKI ( B JAK BRETONNE)
18.20-18.30 MATEUSZ BIERNAT ( PAKIET STANDARDOWY)
18.30-18.40 KAMIL CZEPIEL ( Przedśmiertny neuroleptyk)
18.40-18.50 TOMASZ CZURYŁOWICZ ( WOLNA TRYBUNA POETYCKA)
18.50-19.00 HANNA DIKTA ( DIKTA POEZJA)
19.00-19.10KRYSTIAN KAJEWSKI ( ABCDARIA)
19.10-19.20 KAZIMIERZ KYRCZ ( nurt bizarre)
19.20-19.30 ALTEA LESZCZYŃSKA ( BRAT, groza)
19.30-19.40 KRZYSZTOF DĄBROWSKI ( ANIMAE VILIS)
19.40-19.50 MONIKA ŁOKAJ
19.50-20.10 SŁAWOMIR MATUSZ
20.10-20.20 IRENEUSZ MÓL
20.20-20.30 MICHAŁ PIĘTNIEWICZ
20.30-20.40MICHAŁ SOLANIN
20.40-20.50 MICHAŁ STONAWSKI
20.50-21.00 MIKOŁAJ ZALEWSKI

Oczywiście, zapraszam na FACEBOOKA całej akcji.

     Gryzipiórek bazgrze w sieci

Czym jest Gryzipiórek? Z definicji – nieudolnym literatem. Oczywiście, nie poczuwam się za takiego, ale chciałbym ogłosić, że pod taką właśnie nazwą wystartował w sieci blog, na którym znajdą się opowiadania, wywiady i recenzje… moje i moich kolegów po piórze.

Już teraz można przeczytać parę opowiadań. Zapraszam też do zapoznania się z innymi działami.

http://gryzipiorek.blogspot.com/

Śledztwo w rękach amatora zakończone!

Niedawno zakończył się konkurs, którego miałem zaszczyt być jurorem – Śledztwo w rękach amatora.
Jury w składzie:

Magdalena Pioruńska (redaktor naczelny Szuflady),

Piotr Dresler (redaktor naczelny QFantu),

Bartosz Szczygielski (redaktor działu recenzji Szuflady),

Michał Stonawski (zastępca redaktora naczelnego QFantu),

Robert Rusik (redaktor działu felietonów Szuflady)

dokonało subiektywnego i demokratycznego wyboru najlepszych dzieł.

Każdy z jurorów mógł przyznać jednemu opowiadaniu od 1 do 9 punktów.

Pierwsze miejsce zdobyło opowiadanie Rymowica” autorstwa Jarosława Andrasiewicza.

Drugie miejsce zdobył Szeryf z Erind” autorstwa Magdaleny Kempny.

Trzecie miejsce zdobyła Róża na ruinach” autorstwa Karoliny Kaczkowskiej.

Tuż za podium uplasowały się trzy opowiadania, które postanowiliśmy wyróżnić publikacją na łamach Szuflady.

Czwarte miejsce przypada opowiadaniu Imago” autorstwa Luizy Dobrzyńskiej.

Piąte miejsce zajmują dwie prace:

Przerwana więź” Katarzyny Damek oraz Kto zabił Czerwonego Kapturka?” Ewy Jazierskiej.

Więcej informacji na stronie Szuflady:

http://szuflada.net/?p=1715

To ja byłem i Duet dręczyłem.

 

Bo wiecie, czym byłaby groza bez odrobiny udręki? Tę zafundowałem polskiemu Duetowi Grozy – Dawidowi Kainowi i Kazimierzowi Kyrczowi Jr. Ostatnimi czasy dosłownie zadręczałem ich pytaniami o to co, jak i dlaczego… a że panowie znali odpowiedzi na te egzystencjalne pytania, ucięliśmy sobie małą pogawędkę, w efekcie której powstał ten właśnie wywiad.

Zapraszam do zapoznania się z jego kawałkiem, jeśli się Wam spodoba – zalajkujcie i idźcie dalej, po sznurku, do pełnej wersji.

 

M.S.: W pierwszym pytaniu zacząłem od strachu, teraz także chciałbym do tego tematu powrócić. Zastanowiliśmy się nad tym, czego się boją ludzie, odbiorcy. Ja się zapytam teraz trochę przewrotnie ‒ a czego się boją autorzy grozy? Są takie rzeczy, czy też piszecie właśnie o tym, co i w Was wywołuje lęk?

D.K.: Był kiedyś taki serial „Czy boisz się ciemności?”. No więc gdyby chciał przestraszyć mnie, musiałby się nazywać „Czy boisz się światła?” :-D Dla mnie przerażające są te rzeczy, które stanowią rewers powszechnych lęków. Bardzo lubię ciemność, światło nieszczególnie. Myślę, że żywi ludzie są bardziej przerażający niż duchy, demony czy żywe trupy. Absolutnie przerażająca wydaje mi się idea życia wiecznego, a prawie wszyscy wokół o tym marzą i chcą w to wierzyć. Trochę straszne wydaje mi się to, ilu jest na świecie sadystycznych idiotów, no i to, że zazwyczaj oni właśnie sprawują władzę i są na stanowiskach rządowych/sejmowych/kierowniczych. Kojące są natomiast myśli o końcu świata, rozmiarach Wszechświata i o tym, że planeta Ziemia nie jest w ostatecznym rozrachunku specjalnie istotna ;-)
K.K.J.: Niezły zbieg okoliczności z tym lękiem, bo akurat ukazuje się zbiór opowiadań, które napisałem z Łukaszem Radeckim, zatytułowany… „Lek na lęk”. Wracając jednak do Twojego pytania, muszę przyznać, że katalog moich strachów ewoluuje wraz z tym, jak przybywa mi lat. Obecnie chyba najbardziej boję się bezsilności, która potrafi nadejść niepostrzeżenie, kiedy straci się czujność. Boję się braku sensu, utraty wiary we własne siły… Człowiek potrafi być swoim największym wrogiem, więc niewiara w siebie zazwyczaj kończy się tragicznie. Zresztą podobnie jak jej nadmiar.

M.S.: Skoro jesteśmy już przy lęku, zostańmy jeszcze trochę i zastanówmy się nad kondycją polskiej grozy. Zewsząd słyszę głosy, że nie jest zbyt dobrze. To prawda ‒ przybywa autorów, ale czy czytelników? Nie widać tego w księgarniach, ani na spotkaniach autorskich… A jak to wygląda z Waszej perspektywy?

 

K.K.J.: Rynek księgarski jest u nas totalnie niestabilny. Z jednej strony nakłady większości książek są niewielkie, sprzedaż kuleje, z drugiej zaś stare mainstreamowe wydawnictwa coraz chętniej sięgają po fantastykę czy grozę, pojawiają się też nowe oficyny wydawnicze, dla których horror nie jest wcale czymś co należy omijać szerokim łukiem. No i media, o których dotąd nie rozmawialiśmy, przejawiają dużo większe zainteresowanie tego typu literaturą niż miało to miejsce pięć czy dziesięć lat temu. To pozwala mieć nadzieję, że z czasem i nasza rodzima groza wypłynie na szerokie wody. O ile oczywiście nie utonie w zdradzieckich wirach gospodarki rynkowej.
D.K.: Chociaż sytuacja polskiej grozy jest z roku na rok coraz lepsza, to nie można jeszcze powiedzieć, że ten gatunek się u nas przyjął. Wciąż jest mniej widoczny niż kryminał, thriller, fantasy czy science-fiction. Co ciekawe, choć polskich autorów science-fiction jest w tym momencie mniej niż autorów grozy, to każdy czytelnik wie, że polskie science-fiction istnieje, a o polskiej grozie wielu nie ma pojęcia. Jak nieliczni są odbiorcy tego gatunku, mogliśmy się przekonać, gdy upadały takie pisma jak „Lśnienie” czy „Czachopismo”. Więc póki co jest to nisza, do której mało kto zagląda, choć od czasu do czasu trafia się pozycja, która nieźle się sprzedaje. Jest dużo lepiej niż było np. pięć, sześć lat temu, więc możliwe, że za kolejnych pięć lat będzie już naprawdę świetnie.

M.S.: Nasz rynek w ogóle ostatnio nie ma się zbyt dobrze. Wystarczy popatrzeć na niedawne rozporządzenia, takie jak wprowadzenie pięcioprocentowego VAT-u na książki. To może mocno osłabić już i tak niezbyt szybki pęd do czytania. Czy i Wy odczuliście skutki wprowadzenia nowych przepisów? Jak duże piętno mogą odcisnąć na rynku i czytelnikach?

K.K.J.: Myślę, że te pięć procent nie stanowi jakiegoś szczególnego problemu; jeśli ktoś kupuje książki, nie przestanie tego robić dlatego, że będzie musiał zapłacić złotówkę czy dwie więcej. Gorzej, że z tą podwyżką wiąże się sporo zamieszania, przefakturowywanie starszych tytułów, przerzucania się książkami przez hurtownie, co generalnie uderza w wydawnictwa, szczególnie te mniejsze. Tym co mnie szczególnie w całej sytuacji wkurza, to krokodyle łzy wylewane przez polityków, którzy od wielu lat konsekwentnie doprowadzają do upadku czytelnictwa w Polsce. No, ale wiadomo, że głupim narodem łatwiej rządzić.
D.K.: Pięć procent nie ma wielkiego znaczenia, ale z zupełnie innych powodów sprzedaż książek bardzo spadła ‒ według niektórych aż o dwadzieścia, trzydzieści procent w porównaniu z poprzednimi latami. Kiedy wszystko drożeje, kupowanie książek schodzi na dalszy plan. Podobno już teraz połowa Polaków nie czyta niczego, nie tylko książek, ale nawet artykułów w gazetach czy w internecie, bo są za długie. Więc całkiem możliwe, że za kilka lat będzie jeszcze gorzej i procent idiotów w społeczeństwie jeszcze bardziej wzrośnie. Wtedy zdjęcie człowieka z książką będzie takim rarytasem jak zdjęcie Yeti albo Potwora z Loch Ness :-D

 

CAŁOŚĆ

Śledztwo w rękach amatora

 

Miło mi powiadomić, że QFANT, razem z magazynem „Szuflada” i wydawnictwem Prószyński i ska organizuje konkurs literacki o nazwie „Śledztwo w rękach amatora”.
Dzięki przychylnemu zbiegowi okoliczności zostałem jednym z jurorów.

Na śmiałków, chcących zmierzyć się z kryminalną intrygą, czekają atrakcyjne nagrody, w tym bon do EMPIK-u, powieść Zofii Małopolskiej „Morderstwo tuż za rogiem” a także trzy powieści od Qfantu:
Paweł Pollak „Między prawem a sprawiedliwością” , „Zemsta Saro” Lucasa Starra, oraz  „Pokuta” Olle Lönnaeus.

 

 

 

Jurorzy:

– sędzia główny: Magdalena Pioruńska(redaktor naczelny Szuflady),
– Bartosz Szczygielski(szef działu recenzji książek),
– Robert Rusik(szef działu felietonów),
– Piotr Dresler(redaktor naczelny QFant),
– Michał Stonawski (zastępca redaktora naczelnego QFant),

 

Zapraszam serdecznie do wzięcia udziału. Regulamin znajdziecie TUTAJ

 

 

 

 

Konkurs ,,Ale Jazda!”

Jakoś tak się złożyło, że zarejestrowałem się na forum (a wcześniej dołączyłem do grupy) o nazwie ,,Tfórca”. Jak sama nazwa wskazuje – dla osób tworzących… najlepiej prozę/poezję.
W tej chwili ,,Tfórca” to już Społecznościowa Agencja Literacka. Niniejszym postanowili(śmy) ogłosić konkurs dla każdego, kto chciałby się sprawdzić.

 

Piszesz prozę, bo lubisz? Potrafisz zabłysnąć perełką literacką, która zmieści się na paru stronach? Kochasz czytać i chętnie przygarnąłbyś kilka kolejnych książek? Świetnie. Społecznościowa Agencja Literacka „Tfórca”, ma dla Ciebie konkurs literacki, na małe opowiadanie o tematyce szeroko pojętego podróżowania.

Poza sławą możesz wygrać powieści ciekawych autorów oraz punkty promocyjne do wykorzystania w księgarni internetowej. Brzmi interesująco? Na co czekasz?

Zapraszamy na nasze forum: (www.tforca.civland.com) Zapoznaj się z regulaminem i weź udział.

Co prawda nie jest to konkurs rozmiarów Horyzontów Wyobraźni , ale polecam z taką samą zaciekłością. Warto!

I w sumie tyle póki co. Niedługo się odezwę z czymś, czego jeszcze na tym blogu nie było, a co skrycie przygotowuję, śmiejąc się szatańsko.

Przyszłość literek

Dyskusja na temat e-booków zapoczątkowana została już dawno temu. Dziś jednak, na skutek spadku cen czytników, staje się o wiele gorętsza. Na naszych oczach zmienia się historia. Niektórzy wieszczą już przejście książek do lamusa i absolutny tryumf e-papieru. Ekolodzy zacierają ręce, bo to oznacza spadek produkcji papieru, a tym samym – mniej wycinanych drzew. Powietrze będzie czystsze, wiewiórki i inne puchate (lub nie) zwierzątka będą miały gdzie mieszkać, a cywilizacja pogrąży się w e-błogostanie… koniec z papierem. Koniec z ciężkimi tomiszczami, koniec z bibliotekami, koniec epoki książek… szczęśliwa myśl, prawda?

A przynajmniej dla niektórych. Dla mnie to koszmar. Widzisz, nie wyobrażam sobie świata bez książek. Nazwij mnie tradycjonalistą, ale szeleszczący papier i zapach druku jest tym, co sprawia, że mruczę jak kot. Szczególnie, jeśli książka ma już swoje lata…
Patrzę teraz na ściany w salonie. Tuż za mną, po lewej zaczynają się półki. Książki pogrupowane są tematycznie. Stara Science-fiction, fantastyka zagraniczna, polska, wreszcie literatura piękna i kryminały. Próbuję wyobrazić sobie, jak to by było, gdyby półki były puste. Gdyby w pokoju został tylko (nieużywany od miesięcy) telewizor. Urodziłem się z darem(lub przekleństwem) dosyć rozbudowanej wyobraźni, więc gdy ten widok staje mi przed oczami… ogarniają mnie dreszcze.
Na szczęście to tylko wyobraźnia.

To prawda; e-booki są coraz popularniejsze na rynku. Tańsze, ładniejsze, szybsze i miłe w obsłudze. Szczerze wątpię jednak, by przyszłość została przez nie zdominowana.

Ostatnio czytnik e-booków o nazwie Kindle dostała nawet moja kobieta. Bodajże z okazji urodzin. Miałem więc okazję stanięcia oko w oko z domniemanym pogromcą książek.
Przede wszystkim Kindle jest faktycznie bardzo funkcjonalny. Może się łączyć z siecią, ma funkcje czytania na głos, bateria może trzymać nawet dwa miesiące a ekran, jako e-papier, nie męczy oka. Litery można zwiększać, zmniejszać do woli… no i mieści w sobie jakieś 15.000 książek. Luksus, prawda?
I Kindle się przydaje. Osobom z wadą wzroku, starszym ludziom, będącym w podróży czytelnikom (ileż to ja lat brałem na każdy wyjazd dwie torby – małą z ubraniami i wielką z książkami… i tak nie starczało). Jednak w domowym zaciszu, jako zupełnie normalny bibliofil, preferuję tak samo normalną książkę, z możliwością obracania stron, wąchania papieru i ważącą swoje. Jestem pewien, że wielu czytelników także myśli podobnie. 

Przyszłość książek to już inna sprawa. Trzeba rozważyć wiele opcji. Przede wszystkim – jak popularyzacja e-booków wpłynie na rynek książek? Głownie chodzi tu o piractwo. Dopóki książki są towarem materialnym, nie cyfrowym, czytelnik musi je kupować. Kiedy jednak znajdą się w sieci, a ludzie dostaną do rąk narzędzie do ich wygodnego odtwarzania… obawiam się, że wiele wydawnictw może splajtować. A wielu (i tak już źle opłacanych) autorów pójść z torbami. Sam, jako autor, patrzę na taką koncepcję z lekkim niepokojem…
Jeśliby jednak groźba została zażegnana, pozostanie nam główny  temat – wyparcie zwykłego papieru przez ten z przedrostkiem ,,e”.

Jeko fantasta, z natury myślę futurystycznie. Mogę więc pobawić się w przepowiadanie przyszłości- książki nie zostaną wyparte. Bitwa, a właściwie dążenie do stabilizacji i wyklarowanie się sytuacji potrwa jeszcze jakąś dekadę. Minimum. W tym czasie e-booki osiągną wielką popularność (może nawet przyczynią się do popularyzacji czytelnictwa?). Na pewien czas papierowe książki będą się miały  trochę gorzej. Jednak nastanie czas, kiedy ludzie przyzwyczają się do nowego stanu rzeczy. I owszem; e-booki ciągle będą popularniejsze. Papier podrożeje, jako towar o wiele trudniej dostępny, rarytas, rzekłbym. W formie książek tradycyjnych wydawać się będzie najważniejsze publikacje naukowe, czy najpopularniejszych autorów. Cała reszta dostępna będzie na e-bookach i – jeśli opanowany zostanie problem książkowego piractwa – będzie sobie całkiem nieźle radzić.
Biblioteki nie znikną. Staną się rzadsze, tak jak i księgarnie. Tryumfy święcić będą antykwariaty, gdzie książki z przełomu XX i XXI wieku będą towarem rarytasowym. Być może trafią się nawet przejściowe mody na biblioteczki w mieszkaniach, jako znak luksusu?
Oddaliliśmy się już dosyć daleko w przyszłość. Papier zyska na wartości. Stanie się czymś pożądanym. Lasy odrosną, być może kiedyś, za 100 czy 200 lat tradycyjne książki znów staną się bardziej popularne od wersji elektronicznych? W każdym razie przyszłość nie jest taka zła, jak ją niektórzy malują. Bo oto papier przetrwa i zyska nawet większą wartość a dzięki cyfrowemu zapisowi czytanie stanie się łatwiejsze dla wszystkich i wszędzie. A przecież najbardziej liczy się treść, prawda?
Proporcje zaś rozłożą się na tyle ,,ładnie”, by nie można było mówić o jakimkolwiek upadku tradycyjnych książek. I dalej będę mógł wąchać druk… bo zmiany nie nastąpią przecież aż tak szybko.

 

Ktoś może powiedzieć, że to zbyt optymistyczna wizja. Inny znów dostrzeże w tym pesymizm i pogodzenie się z losem. ,,Odpuściłeś?” – zdziwi się. – ,,Ty? Bibliofil, maniak papieru?” – nie, nie odpuściłem. Zaakceptowałem rozwój, jego plusy i staram się znaleźć kompromis. Jest możliwy, a nawet bardzo prawdopodobny.

O ile tylko nie wpadniemy w szał i w samouwielbieniu, nie zniszczymy szansy na przetrwanie papieru, o co się gorąco modlę.

 

Wszystkich zainteresowanych nowym Kindlem, zapraszam do artykułu mojego redakcyjnego kolegi, Kornela Kwiecińskiego, TUTAJ, gdzie wnikliwiej niż ja opisuje to urządzenie.

Start!

 

Miło mi powiadomić, że problemy z blogiem, które powodowały, iż nie moglem dodawać wpisów zostały rozwiązane. Przyczynił się do tego sam sprawca tychże – WordPress. Po prostu wydał kolejne uaktualnienie. Nieocenioną pomoc uzyskałem też od Fumiko i Anioua. Naprawdę – wielkie, wielkie dzięki. Wiszę Wam już chyba sto piw, poczynając od serwera, na którym jest ten blog, a na pomocy zielonemu w sprawach technicznych kończąc. Dzięki raz jeszcze! :)
Ok, przechodzimy do treści głównej.

 

 

Z przygodami, ale wystartowała trzecia już edycja konkursu literackiego Horyzonty Wyobraźni! Myślę, że wszystkich piszących powinno to zainteresować. Zanim jednak zaczniecie wysyłać swoje pracę chcę Was ostrzec. Dla tegorocznych wygranych istnieje groźba pogorszenia zdrowia, a mianowicie – mocnego nadwyrężenia kręgosłupa, spowodowanego dźwiganiem tych wszystkich nagród, które zostały przygotowane. Poczynając od repliki Colta ufundowanej przez Jacka Skowrońskiego, na piórze od naszego naczelnego kończąc. A pomiędzy pierwszym a ostatnim jest dosyć dużo nagród…
Mimo wszystko – zapraszam serdecznie do wysyłania opowiadań. Mało do stracenia – dużo do zyskania.

Skład tegorocznego Jury to:

  • Andrzej Pilipiuk
  • Jacek Skowroński
  • Kazimierz Kyrcz Jr.
  • Magdalena Zimniak
  • Piotr Dresler

 

 

A skoro już o konkursach rozmawiamy – pamiętacie ,,Wyrok”? Miło mi ogłosić, iż został nominowany, razem z wieloma innymi opowiadaniami, do tegorocznej nagrody Nautilus. Głosować można pod tym adresem. Jeśli ktoś jeszcze nie zaznajomił się z antologią ,,Horyzonty Wyobraźni 2010″ – zapraszam TUTAJ.

 


 

Na koniec coś dla lubiących czytać. Wrzuciłem jedno z moich opowiadań ,,Pięć Dusz” na forum Nowej Fantastyki. Nie jest to pisanina szczególnie rewolucyjna ani odkrywcza, ot – drobna wariacja na temat zmagań Szatan Vs. Człowiek pisana jako humoreska. Zapraszam serdecznie TUTAJ, a poniżej – fragment:

Wodne piekło skończyło się tak gwałtownie, jak się zaczęło. Mokry mężczyzna, stękając, podniósł się na klęczki i zwymiotował wodą. Krztusił się jeszcze, kiedy skórzane buty tamtego zastukały na asfalcie. Podniósł wzrok, napotykając rozbawione spojrzenie czarnych jak smoła oczu.
– Kim… – zaczął, lecz tamten podniósł rękę. Gardło mężczyzny zacisnęło się tak, że nie mógł wyksztusić ani słowa.
– Pozwolisz, że ja pierwszy się przedstawię – powiedział tamten. Z kieszeni swojego płaszcza wyjął srebrną papierośnicę, otworzył i podstawił krztuszącemu się człowiekowi. W środku znajdowały się długie, jasne papierosy o tak intensywnym zapachu, że aż zakręciło mu się w głowie.
– Zapalisz? – zapytał nieznajomy.
Mężczyzna pokręcił głową. Tamten tylko się uśmiechnął.
– Twoja strata – stwierdził i sięgnął po jednego papierosa. Z drugiej kieszeni wyjął długą, szklaną fifkę i wetknął do niej blanta. Włożył ją do ust. Końcówka papierosa zajarzyła się momentalnie sama. Starszy pan zaciągnął się dymem i spojrzał krytycznie na klęczącego u jego nóg mężczyznę.
– Podnieś się, człowieku…
Tamten poczuł, jak nogi same podnoszą go do pionu. Ze zbielałą twarzą popatrzył na nieznajomego, który ukłonił się dwornie.
– Szatan, Lucyfer, Antychryst, Książę ciemności, Mefistofeles, Urian, Czart, Belzebub, Boruta, Diabłem zwany, do usług – wyrecytował.
Zapadła cisza, w której słychać było tylko szmer deszczu, teraz jakby odległy, cichnący, choć częstotliwość opadu nie zmniejszyła się ani trochę.
– Kiedy ktoś się przedstawia, należy odpłacić mu tym samym – zachęcił.
– Ja… – wydukał mężczyzna.
– O, to już dobry początek – uśmiechnął się Szatan. – Mów dalej.
– A… Artur.
Diabeł klasnął w ręce.
– Wspaniale! – krzyknął. – Istota ludzka mówi. Wielkie, oj wielkie dzieło, aż żal niszczyć…

I just want to be your friend

 

A gdyby tak w niezbyt odległej przyszłości…
Od tego wszystko się zaczyna, prawda? Rozmyślania, pomysły, książki i nowele. Oczywiście, mówię tu o Sf, aczkolwiek powyższe pytanie ma też bliski związek ze słynnym ,,A jeśli…?” które jest już bliższe innym formom. Ale nie chcę dziś pisać odnośnie literatury, a filmu. Niedawno natknąłem się na taki, przeszukując sieć. Nazywa się Blinky. Film, a także główny bohater. Nie trwa długo i jest zwykłym shortem, a co się z tym wiąże – jest bardzo, ale to bardzo skondensowany. Zachęcam do oglądnięcia do końca. I nie zrażajcie się,że po angielsku- nie trzeba tu wysokiego poziomu wiedzy w zakresie słownictwa, by rozumieć. A i nawet bez tego można się zachwycić.
Nie przedłużając:

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=GgVq7OoMIKA[/youtube]

 

Jeszcze tylko jedno. Chciałbym serdecznie zaprosić na Krakowski konwent Kraków Game Fusion, który odbywać się będzie na Uniwersytecie Ekonomicznym w dniach 15-17 kwietnia. Będę tam uczestniczył w dwóch punktach programu:

Horror w Polsce, Polska w horrorze”
Opis: Obserwując wydarzenia, jakie codziennie rozgrywają się w naszym pięknym kraju, niejednokrotnie można odnieść wrażenie, że wszyscy żyjemy z horrorem za pan brat. Czy w związku z tym twórczość oparta na „swojskich realiach” ma rację bytu? Czym autorzy straszą rodzimych czytelników? Czy straszne są tylko miasta, skoro „wiejskiej” grozy mamy jak na lekarstwo? Czy w Polsce w ogóle jest zapotrzebowanie na literacką grozę?
Na te i inne pytania postarają się odpowiedzieć:
Kazimierz Kyrcz Jr, Dawid Kain i Krzysztof T. Dąbrowski.
Prowadzący: Michał Stonawski i Franciszek Zgliński /Qfant/.
„Straszna czytanka czyli autorzy grozy czytają swoje wcześniej nie publikowane nowizny”
Prowadzący: Kazimierz Kyrcz Jr, Dawid Kain, Krzysztof T. Dąbrowski,  Aleksandra Zielińska, Adrian Miśtak, Michał Stonawski, Rafał Kuleta, Michał Gacek.
Widzimy się na KGF, hm? :)

Grojkon 2011 – relacja (1)

 

Pamiętam ten dzień, rok temu, kiedy wszedłem przez nadesłany mi link na stronę Grojkonu, największego konwentu na Podbeskidziu. Po przeczytaniu paru newsów i przeglądnięciu programu wiedziałem, że chcę tam być. Niestety, na skutek katastrofy prezydenckiego Tupolewa, która wydarzyła się niedługo później, konwent został przesunięty, a drugi termin okazał się dla mnie nie do przyjęcia. Postanowiłem sobie wtedy, że w następnym roku zawitam do Bielska-Białej. Miło mi napisać, że obietnicy tej dotrzymałem, sam biorąc nawet na siebie ciężar przygotowywania niektórych atrakcji.

Dzień pierwszy

„Z Krakowa do Bielska droga nie jest zbyt długa” – tak mi powiedziano, kiedy zasięgałem opinii, czym dojechać. W pewnym sensie jest to prawda,  przejeżdżałem przez to miasto nie raz, jadąc z, czy też do grodu Kraka. Jak jednak powiedział kiedyś stary Ben Kenobi – „wszystko zależy od punktu widzenia”. W moim przypadku, był to też i punkt siedzenia, bowiem w piątek rano okazało się, że pasażerów chętnych na jazdę do Bielska-Białej jest więcej, niż może pomieścić autobus. Nawet, jeśli pominęłoby się mnie i moich dwóch kumpli, Maćka i Franka, z którymi wyruszyłem w trasę. Na nasze szczęście, mieliśmy już wykupione bilety, a więc i gwarancję podróży. Biada jednak tym, którzy nie byli zapobiegliwi i nie zatroszczyli się wcześniej o swoje miejscówki – tego dnia musieli poczekać na następny środek transportu.
Była chwila strachu, kiedy okazało się, że Maciek (posiadający nasze bilety) wsiadł już dawno i – moszcząc sobie miejsce na jednym z siedzeń, uśmiechał się do nas  – spóźnialskich – kpiąco. Całe szczęście opisał nas kierowcy. Na tym się jednak nasze szczęście skończyło, bowiem wyglądało na to, że resztę podróży spędzimy stojąc pomiędzy siedzeniami, przytuleni do siebie nawzajem i reszty nieszczęśników takich, jak my. Na domiar złego obdarzani co jakiś czas coraz bardziej kpiącym spojrzeniem Macieja.
Nie pozwoliliśmy oczywiście, by uśmieszek wyższości gościł na jego twarzy zbyt długo. Zbladł, gdy pokazaliśmy mu nasze atuty. On mógł mieć sobie bilety i miejsce siedzące, lecz my mieliśmy cheeseburgery.

Kiedyś, kiedy dopiero zaczynałem swoją przygodę z konwentami, usłyszałem od kogoś bardzo ładne zdanie, że konwent zaczyna się od momentu, kiedy wyjdziesz z domu. Jest to taka sama prawda, jak to, że na konwentach najważniejsze nie są prelekcje, ale możliwość spotkania podobnych sobie świrów. Obie te sentencje połączyły się jakieś dziesięć kilometrów przed celem, kiedy udało nam się wreszcie zająć miejsca siedzące i skupić nad konwentowym programem (na którym im bardziej chciałem, by w rubrykach, w których widniało moje nazwisko było napisane Stonawski, tym bardziej widniało Stanowski).

W pewnym momencie obrócił się do nas jakiś student i szybko okazało się, że nie tylko także jedzie na Grojkon, ale też zna okolice konwentu i wie – przynajmniej lepiej od nas – gdzie są szkoły, na których terenie zorganizowano całą imprezę. Resztę podróży spędziliśmy, rozprawiając o książkach i polecając sobie nawzajem nowe pozycje.

Kiedy dotarliśmy do Bielska, po tradycyjnym „głębszym wdechu” czystego powietrza, ruszyliśmy za naszym przewodnikiem. Szybko jednak okazało się, że nie jesteśmy sami. Widząc przed nami grupę ciemno ubranych ludzi z plecakami, karimatami i – nierzadko – powiewającymi piórami, dołączyliśmy do nich. I tu wkracza nasz ulubiony punkt widzenia, bowiem nasi nowi towarzysze nie mieli pojęcia, gdzie iść, więc można powiedzieć, że to oni do nas dołączyli.

Czując się już naprawdę konwentowo (brakowało nam tylko maga i paru sześciennych kości), zdobywaliśmy nowe metry chodnika, co jakiś czas dołączając do kolejnych osobników z karimatami. W końcu spotkaliśmy dwie przedstawicielki płci pięknej miejscowej, także fantastki, które obiecały nas doprowadzić do końca trasy. Tak też się stało. Obserwując stare miasto, dotarliśmy do punktu akredytacji. Kolejka? Oczywiście, była, lecz siedzący za stołami organizatorzy dawali sobie świetnie radę. Po jakiś pięciu czy sześciu minutach, na naszych piersiach pyszniły się już plakietki.

W drugiej szkole, naprzeciwko, umieszczono sleeproomy. Wejścia pilnowali groźnie wyglądający ochroniarze, domagający się identyfikatorów (później przy drzwiach pojawił się napis, informujący, że posiadanie identa daje +10 do lansu). Wydarzenia potoczyły się już szybciej – odnalezienie sali, wyrzucenie z niej szkolnych ławek, zostawienie plecaków i biegiem z powrotem. Bo oto zaczynać się miała pierwsza prelekcja.

Blok Horroru i Grozy mieścił się na parterze, prawie na końcu korytarza. Ledwo dotarliśmy i przywitaliśmy się z obecnymi już od dawna na miejscu znajomymi, zaczęło się.
Pierwszą prelekcję, na której byliśmy, prowadził Dawid Kain. Temat niepozorny, bo o literackim horrorze eksperymentalnym w USA. Treść jednak zaskoczyła wszystkich. Przykładowo, książka, w której na każdej stronie tekst zapisany jest inaczej; krzywo, inną czcionką, zachodząc na siebie, zajmując tylko mały kawałek strony, czy też alfabetem Braile’a. Kto by się też mógł spodziewać, że istnieją pozycje pod tytułem ,,Elektryczne zwłoki Jezusa”, czy też „Dobry człowiek Jezus, łotr Chrystus”. Ciekawym przypadkiem jest też „Pożeracz myśli” – książka o wymyślonym rekinie, który pływa po także wymyślonym morzu i zjada wspomnienia.

Następnym punktem programu był ,,Motyw bliźniąt w horrorze”, który poprowadził Krzysztof Maciejewski reprezentujący serwis papierowemysli.pl. Dla mnie temat bardzo interesujący, bowiem zawsze podobał mi się pomysł, by w przyszłości być ojcem bliźniąt. Nie obyło się oczywiście bez sławnych bliźniaczek z „Lśnienia” Stephena Kinga (do których jeszcze powrócę w opisie pierwszego dnia). Ponadto omówiony został motyw złego bliźniaka, czy też zagadnienie tajemnego języka bliźniąt, oraz wiele innych. Mimo swojej mrocznej otoczki, cała prelekcja była bardzo ciepła, zwłaszcza, kiedy prowadzący powrócił myślami do swoich dzieci – bliźniąt, a jakże.

Po krótkiej przerwie, w tej samej sali miało miejsce wydarzenie, jakiego obawiałem się najbardziej – „Horror w muzyce, muzyka w horrorze”, punkt programu, który wraz z Frankiem prowadziłem. Gośćmi byli Łukasz Orbitowski, Kazimierz Kyrcz, Dawid Kain i Stefan Darda. Ten ostatni, niestety nie mógł się zjawić, aczkolwiek to wcale nie zmniejszyło mojej tremy. Miałem przygotowanych zaledwie parę pytań i obawiałem się, że prelekcja może nie wyjść zbyt żwawo. Okazało się jednak, że całość nie wypadła wcale tak źle. Co prawda w pewnej chwili trącaliśmy się z Frankiem łokciami, szepcząc półgębkiem ,,Wymyśl coś!” lub „Teraz twoja kolej!”, lecz po chwilowych brakach weny zwykle nadchodziło olśnienie, pozwalające zadać kolejne pytanie, akurat, gdy było tego trzeba. Tak więc można się było dowiedzieć o muzycznych inspiracjach pisarzy, oraz czego absolutnie NIE polecają do słuchania. Nie zabrakło także pytań o najgorsze i najlepsze ścieżki dźwiękowe z filmów grozy, czy też czego dobrze słuchać przy czytaniu.

I mógłbym tu zakończyć relację z pierwszego dnia, bowiem po tym punkcie programu, prowadzący, goście i fani bloku Horroru i Grozy zniknęli z terenu konwentu. Jednak jak już powiedziałem wyżej, konwent to głównie spotkania z ludźmi. Dzień pierwszy skończył się więc późno w nocy, po spotkaniu przy wielkim stole, w barze hotelu, gdzie pokoje dostali zaproszeni pisarze. W miejscu, które idealnie pasowało do naszych upodobań. Był pokój widmo, który znalazł się tam, gdzie nikt by się tego nie spodziewał, były tajemnicze zakamarki i drabiny donikąd, aż wreszcie długie, klaustrofobiczne korytarze, w których brakowało tylko dwóch ubranych na niebiesko bliźniaczek i wylewającej się rzeki krwi. Co zaś działo się przy wspomnianym już wielkim stole, powiedzieć nie mogę. Dodam tylko, że było to wspaniałe zakończenie dnia, a kiedy wróciliśmy zmachani do sleeproomów, zasnęliśmy, sami nawet nie wiedząc kiedy. Sytuację utrudnił tylko fakt, że jakimś cudem udało mi się zgubić identyfikator i zgromiony spojrzeniem strażnika, musiałem iść po drugi. I tym razem zapłacić.

Ostatnie moje wrażenie to przyjemne uczucie, że skórzana kurtka w ramach poduszki sprawuje się wprost doskonale.

Tekst ukazał się na portalu kwartalnika QFANT

 

 

Parę linków

Krótko, parę linków zaledwie. Powód dosyć prosty – mój laptop od dłuższego czasu jest w naprawie i niestety nie mam dostępu do internetu. A że czasem trzeba dać o sobie znać – to daję. Zwłaszcza, że jest parę rzeczy, które aż się wyrywają, by je ogłosić.

Po pierwsze, zapraszam serdecznie na podstronę „Teksty„. Poklikajcie okładki, za którąś z nich kryje się mała niespodzianka… taki, hm, tunel podprzestrzenny do… no, sami zobaczcie :)

Po drugie, na portalu QFANT ukazało się parę moich recenzji. Zapraszam (jak zwykle serdecznie) do ich przeczytania:

Pamiętam, że parę lat temu – stojąc nad brzegiem morza – zadałem sobie pewne pytanie; a gdybym mógł zmienić teraźniejszość? Gdybym potrafił, działając w przeszłości, pokierować historią tak, by potoczyła się po mojej myśli? Wielka władza – i jedno z niespełnionych marzeń ludzkich: umieć kształtować rzeczywistość wedle własnego upodobania. Pamiętam, jak się wtedy uśmiechałem, snując te marzenia w świetle zachodzącego słońca i czując na stopach chłodny dotyk fal. Tego samego wieczoru leżałem w łóżku, czytając „The Bestlarium” Marcina Wolskiego.

Moje nadmorskie rozmyślania były tylko marzeniami – nie miałem możliwości wejrzenia w czas. Ani po to, by kreować rzeczywistość, ani też choćby dla zaspokojenia ciekawości. Nie mogłem więc wiedzieć, że w niedalekiej przyszłości pojawi się książka, która także i o tym będzie traktowała. Los chciał, że napisał ją nie kto inny, jak właśnie Wolski.

Kiedy dowiedziałem się, że niedawno na rynku pojawiła się najnowsza powieść autora niezapomnianego „Laboratorium nr 8”, nie mogłem tego faktu zignorować. Zwłaszcza, że w pamięci wciąż tkwiło wspomnienie „Enklawy”, „Matriarchatu” czy też „Numeru”. Niedługo później trzymałem w rękach „Wilka w owczarni”.

Dalszy ciąg TUTAJ

W życiu każdego człowieka nadchodzi taki czas, kiedy styka się on z twardą rzeczywistością. Rodzą się wtedy pytania, na które trzeba sobie odpowiedzieć, by postawić następny krok na ścieżce życia. Jedno z nich brzmi: co bym zrobił, gdyby ktoś skrzywdził moich bliskich?

Takie pytanie zadawał sobie zapewne także Clinton Gerstaecker –  szeryf miasteczka Green Doll w Kentucky. Okoliczności sprawiły jednak, że musiał sobie na nie odpowiedzieć w bardzo krótkim terminie. Dokładnie tak krótkim, jak przejście kilku kroków – od drzwi do martwego ciała żony pod ścianą. „Twórczością Adama Zalewskiego zajmuję się już od paru lat. Dokładnie od 2008 roku, kiedy pisarz zadebiutował znakomicie przyjętą powieścią „Biała Wiedźma”. Potem przyszedł czas na jeszcze lepszego „Rowerzystę”, mroczny „Cień znad jeziora” oraz zbiór opowiadań„Sześć razy śmierć”.

O nowej powieści, „Grizzly” wiedziałem już od dawna. Zniecierpliwiony, wyczekiwałem momentu, kiedy wreszcie będzie mi dane ją przeczytać. Ponieważ dobrze znałem wszystkie wcześniejsze pozycje insygnowane nazwiskiem „Zalewski„ byłem niemal pewien, że dostanę do ręki kawał dobrej, męskiej literatury. Kryła się w tym wszystkim jednak pewna groźba, której byłem całkowicie świadom: jako wytrawny bibliofil wiem, że zdarza się, iż po kilku pierwszych książkach następuje spadek formy pisarza. Czy taki proces miał miejsce i tutaj?
Niecierpliwie, acz z pewną dozą ostrożności otworzyłem książkę.

Dalszy ciąg TUTAJ

Samoloty zawsze wzbudzały emocje. Od czasu, kiedy bracia Wright przeprowadzili pierwszą udaną próbę, do dziś ludzie reagują na nie w różny sposób. Od skrajnego lęku, poprzez neutralność pomieszaną z zaciekawieniem, aż do fascynacji. Jedno jest pewne – mało jest ludzi, którzy potrafią przejść obok jakiegoś „metalowego ptaka” z całkowitym zobojętnieniem.

Samolotami zainteresowali się też twórcy. Filmy, słuchowiska radiowe i literatura chętnie korzystają z możliwości opisania niesamowitych historii dziejących się na pokładach lub w otoczeniu samolotów. Przyszedł czas, kiedy tym tematem zainteresowali się także twórcy grozy.

Parę lat temu miałem zaszczyt czytać opowiadanie „Langoilery” Stephena Kinga. Pamiętam, że zastanawiałem się, czy będę mógł kiedyś przeczytać więcej podobnych opowieści. Nie mogłem przypuszczać, że w niedalekiej przyszłości takim oczekiwaniom wyjdzie naprzeciw polski duet grozy.

Dalszy ciąg TUTAJ

A teraz najważniejsze:

Chciałbym Was serdecznie zaprosić na konwent fantastyczny Grojkon, który odbywać się będzie w dniach 11-13 marca br.
Będę tam i ja, w formie prowadzącego dwa panele. Wszystko w programie, lub na stronie Qfantu

HW 2009 – Pierwsze recenzje

Dziś krótko, bo i czasu mało.
Pojawiły się już pierwsze dwie recenzje zbiorku ,,Horyzonty Wyobraźni” z edycji 2009, strasznie mi się miło zrobiło czytając w jednej z nich nadzieję, ze kiedyś HW dorównają ,,Spotkaniom w przestworzach”. Oczywiście, to niemożliwe, ale sama nadzieja… ach.
No i oczywiście cały, długaśny, akapit poświęcony mojemu opowiadaniu. Serce mi o mało nie eksplodowało!

Dosyć ględzenia, czas na fakty:

Klik 1 Klik 2

Zapraszam do lektury.

Page 1 of 2

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén