Kategoria: Fandom (Page 2 of 2)

Komercja czy artyzm? cz.1 – Polski rynek

Pisząc mały felieton „Rzemieślnik czy Artysta” nie spodziewałem się, wyjdzie z tego dyskusja na około trzysta komentarzy i 200 „lajków”. Oczywiście, próżno ich szukać pod wpisem, w dobie FB większość spraw załatwia się tam, nad czym ubolewam, bo wnioski z samej dyskusji znikną gdzieś w otchłani „osi czasu”. Cóż, taki chyba los informacji w internecie.

Banalny temat jakim jest spór „Rzemieślnik Vs. Artysta” wyewoluował szybko w poważną (czasami) dyskusję literacką toczącą się na wielu frontach. Było o Zajdlu, o komercji, marketingu, piciu piwa na konwentach… Konrad Lewandowski perorował, jakoby Kuba Ćwiek był słabym rzemieślnikiem i tak dalej. Szybko pojawiła się też sugestia, bym napisał felieton niejako podsumowując całą dyskusję. To piszę.

Zanim jednak przejdę do głównego tematu, muszę zacząć od nakreślenia sytuacji na polskim rynku książki. Sytuacji złej, o czym się mówi… nie sądze też, bym potrafił tutaj cały temat przedstawić dogłębnie, gdyż o tym można by napisać przynajmniej jedną książkę.

Bo ludzie nie czytają!

O przyczynie słabej sprzedaży książek polskich autorów zacząłem myśleć już dawno. Pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy była banalna – polska książka się nie sprzedaje, bo ludzie nie czytają! Odkryłem Amerykę.
Prawda, jest duża część społeczeństwa, która książek nie lubi. A to dlatego, że nikt im książki nie pokazał, a to przeciwnie – w szkole wręcz im je wciskano do gardeł i teraz żadnej nie przełkną. Albo po prostu czytać nie lubią. I już. Za to kochają posłuchać sobie Mozarta, znajdują pasję gdzie indziej i nikt ich za to potępiać nie może.

Tymczasem wśród tych, którzy książek nie kupują i prawie nie czytają jest też grupa ludzi, którzy po prostu tego robić nie mogą. Sytacja finansowa wielu ludzi (także i w mojej rodzinie) jest taka, że stają przed oczywistym wyborem – dobro wyższe a chleb. I nie sądzę, by było wielu takich ciężkich zapaleńców, którzy przez cały dzień nie będą jesć, bo kupili sobie stare wydanie Davida Copperfield’a Karola Dickens’a. Poza tym – kiedy by mieli czytać? Cały dzień w biurze, odebrać dziecko z przedszkola, zrobić obiad, a wreszcie, kiedy wieczorem zostaje może godzina czasu są już zbyt zmęczeni – kładą się spać. Proza życia, banał, jak pewnie powiedziałby Konrad Lewandowski.

Nas jednak bardzoej interesują przecież ludzie, którzy czytają, lubią to robić i znajdują czas choćby na tą jedną książkę w tygodniu. Tutaj największą zorganizowaną grupą jest chyba polski fandom.

Problem e-booków.

To, czy dla książek e-książka jest problemem jest kwestią zupełnie odrębną, bo czym jest zmiana nośnika, jeśli interesuje nas treść? Osobiście sam wydawałem i będę wydawał także elektronicznie, byłoby to więc niewskazane z mojej strony, bym mówił o e-książce w złym kontekście. Niemniej, bardzo lubię czuć w ręce ciężar powieści i wąchać zapach starego papieru i druku. Nie sądzę, by pomogły mi w tym perfumy imitujące zapach książki, którymi można sobie spryskać swojego Kindla. E-booki są jednak bardzo wygodną rzeczą w podróży, wolę miec przy sobie jedno urządzenie z paroma tysiącami pozycji niż wielgachną torbę z 50 egzemplarzami książek, które łatwo mogą się w drodze zniszczyć i nie wiadomo, czy na urlopie mi ich nie braknie.

Wreszcie naświetlić można sprawę najważniejszą, jeśli chodzi o e-książkę, jaką jest piractwo. O ile bardzo trudno spiracić książkę papierową, o tyle wymiana plików elektronicznych między użytkownikami jest już bardzo łatwa. Jakkolwiek by nie były zabezpieczone. Książka spiracona nie przynosi pieniędzy. Wydawnictwo bez pieniędzy nie istnieje, a autor umiera z głodu albo idzie do pracy i nie ma czasu pisać. I choć to ekstrema, wszyscy wiemy o co chodzi.

Póki co jednak książka wciąż dzielnie się broni i nie wygląda, by miała upaść pod jażmem elektroniki.

Gdzie ci polscy autorzy?

Wreszcie docieram do sprawy która mnie osobiście wydaje się najważniejszą. Myślę, że zacznę od anegdoty:

Prowadziłem całkiem niedawno pogadankę będącą też moim spotkaniem autorskim w bibliotece we wsi koło Żywca (już dawno nie widzialem tak żywej i pełnej osób biblioteki!). Zapytałem się przybyłych osób, jakich kojażą autorów grozy. King! Ktoś wypalił. Niepewnie coś przebąknięto o Mastertonie ityle.  Ani słówka o polskich autorach.

Choć problem nie dotyczy tylko literackiego horroru, jest tutaj najlepiej widoczny. Polskich autorów, szczególnie tych młodszych po prostu nie ma. Nie istnieją. Jeśli już goszczą na półkach księgarń, to gdzieś przy poziomie podłogi, trzeba sie prawie położyć, by na nich trafić. Czasem jest to jeden, czasem pięc egzemplarzy. Oczywiście, można łatwo udowodnić, że polscy pisarze są dostępni w księgarniach. Wystarczy wejść do byle empiku i cyknąć fotkę półce (napisałem tutaj „bułce” – babol tak śmieszny, że go podkreślę ^^) z fantastyką. Jednak są to w zasadzie ciągle te same nazwiska. A nowa krew? Ta, która cały czas powinna napływac, ożywiac rynek i go powiększać? Nowa krew czasem coś usiłuje wydać ale głównie musi zarabiać na utrzymanie, bo do pisania to muszą często jeszcze z własnej kieszeni dokładać.

Czy to znaczy, że polscy autorzy piszą źle? Nie. Obecnemu stanowi rynku winne jest podejście do sprzedaży (które w głównej mierze ukształtował niestety empik), w którym książka stała się zwykłym szarym produktem. I o ile książka produktem istotnie jest, to trudno porównywać ją przecież z gwoździami czy kafelkami, prawda?

W naszej post-komunistycznej rzeczywistości natomiast ugrało się, że to, co zachodnie jest „lepsze”. O ile te piekne, błyszczące rzeczy istotnie były lepsze z PRL-u, tak teraz sami już jesteśmy bardzo „zachodni”, nasz rynek jest bogaty, ale stare trendy pozostały. Dochodzi więc do sytuacji w której książki zagraniczne to to, co polski czytelnik uwielbia. Istotnie, jest przecież za granicą dużo świetnych autorów. Polski czytelnik niestety nie jest jednak świadomy, że i w polsce jest takich autorów całe multum.

Postawmy się w roli wydawnictwa. Jeśli jest książka zagraniczna, którą łatwo wypromować, sprzedać i – co za tym idzie – zarobić, to po co inwestować w książkę polską, skoro istnieje groźba, że nikt jej nie kupi? Takie myślenie skutkuje w następujący sposób:

1. Istnieje tylko parę znanych nazwisk polskich pisarzy, którzy się przebili.
2. O nowych polskich pisarzach nikt nie wie.
3. Wydać książkę u nas jest młodym trudniej, niż gdziekolwiek indziej.
4. Nawet, jeśli zostaniesz wydany, wydawnictwo nie zainwestuje w ciebie zbyt wiele pieniędzy, o książce mało kto usłyszy, o tobie tyle samo osób. Twoja dalsza „kariera” stanie pod znakiem zapytania.
5. W księgarniach pierwsze pozycje zajmują ukochane przez czytelników (którym brak zdecydowanej alternatywy) książki zagraniczne, często typu „Zmierzch” krztałtujące ich gust.

Ponieważ znacznie lepiej jest wydać wypromowaną już na świecie powieść, niż nikomu nieznanego pisarza, a wydawnictwa groszem nie śmierdzą, mamy do czynienia z szerokim otwarciem polskiego rynku książki na pozycje zagraniczne. A to z kolei prowadzi do czystego absurdu:

Polski rynek książki szeroko otwarty jest na książki zagraniczne i zamyka się na książki polskich autorów, zaś zagraniczne rynku promują swoich autorów i zamykają się na naszych twierdząc, że przecież mają już swoich.

Rynek jest więc komercyjny i nastawiony tylko i wyłącznie na zysk. I jest to jak najbardziej w kapitaliźmie prawidłowe, szkoda tylko, że w polsce skutkuje to systematycznym niszczeniem polskiej kultury słowa.

I tu dochodzimy do głównego tematu, czyli wyboru (a może nie?) między komercją a artyzmem.
Już jutro będzie więcej o tym, czemu Kuba Ćwiek jest według Konrada Lewandowskiego nastawionym na zysk słabym rzemieslnikiem, co ma z tym wspólnego Fabryka Słów i Fabryczni autorzy, a także czy nagroda im. Janusza A. Zajdla dalej ma sens. I jeszcze więcej, a wszystko zawierające się w pytaniu „Komercja czy artyzm”, czyli pokłosie dyskusji na FB.
Zapraszam jutro :)

Wakacyjne tu i tam.

Ach, dorwałem się na chwilkę do komputera i sieci. I strasznie się nazbierało dużo… wszystkiego, podczas tej mojej nieobecności. I się nazbiera.

Ale do rzeczy – piszę, aż furczy. I trzeszczy. Klawiatura, ma się rozumieć. Opowiadania, Lecznica, bajki (?!). I taki zapowiada się cały miesiąc. Tymczasem, by umilić Ci czas na oczekiwanie mojej „orgowej” relacji z Krakonu 2012, materiał filmowy z tegoż konwentu. Nagadałem się wtedy do kamery niemiłosiernie… choć widać dukałem, bo zostało to skrócone do parunastu sekund. Ale jest też kawałek rozmowy z Ramsey’em Campbellem (super człowiek, mówię Ci!).
Zapraszam :)

[youtube]https://www.youtube.com/watch?v=Z_18GxCzVY0[/youtube]

Tymczasem na Szortalu zostały opublikowane dwa moje króciaki. Jeśli nie jesz akurat, albo nie masz tego w najbliższych planach – zapraszam i tu.

– Nie jestem teraz gotowa – tłumaczyła Marysia. – Nie jestem gotowa na dziecko, rozumiesz?

Józek siedział na kanapie z pochyloną głową. Nie odzywał się. Tylko ręką, co jakiś czas, podnosił do ust skręta. Dym drażnił dziewczynę coraz bardziej. Józek zawsze był wygadany, nikt mu nie podskoczył, to dzięki temu wyrwał ją na tamtej dyskotece. A teraz jakby mu mowę odjęło. Pieprzony, kurwa, pozer.

– Józek! – Podskoczyła do niego, wyrwała z ręki skręta. Zdeptała obcasem szpilki.

Żadnej reakcji.

Chwyciła go za koszulę. Miała ochotę przywalić mu z całej siły, wyrwać te nażelowane, sterczące na wszystkie strony włosy, obić twarz. Zamiast tego, cofnęła się o krok dysząc ciężko.

Wreszcie podniósł wzrok.

– Przecież się zabezpieczyliśmy – tłumaczył, jakby samemu sobie. Głos miał cichy, niepewny. – Miałem gumki. A ty powiedziałaś, że bierzesz pigułki. Nie rozumiem… puściłaś się z innym, tak?

Nie wierzyła w to, co słyszy. Nie potrafiła powiedzieć, ani słowa, podniosła bezradnie ręce.

– Puściłaś się z innym – powtórzył, teraz już pewniej. – Dziwko. Wiedziałem.

Wstał. Próbowała go zatrzymać, odepchnął ją, jak gdyby odganiał się od muchy. Wyszedł z pokoju, chwilę później trzasnęły wejściowe drzwi.

Problem z głowy” – część dalsza TUTAJ

Krzyczała, spadając. Uderzenie pozbawiło ją tchu, lecz pozostała przytomna. Podłoże było miękkie, zamortyzowało upadek z ośmiu metrów. Jęcząc, przewróciła się na bok, podkuliła nogi i zastygła w pozycji embrionalnej.

Płacząc, starała się pogodzić z losem. Rozsądek mówił jednak, że skoro nie zrobiła tego przez ostatnie lata, teraz też jej się nie uda.

***

Powiedzieli, że jest bohaterką. Nigdy nie chciała nią być. Urodziła się tylko po to, by umrzeć. Kiedy skończyła szesnaście lat, przyszli do jej komnaty. Mistrz ceremonii, w obecności całego dworu, dokładnie ją przebadał, świadcząc iż młoda córka księcia nie została zbrukana. Potem zabrali ją do klasztoru, przez trzy dni pościła i modliła się do boga o łaskę. Wreszcie nadszedł dzień, kiedy stanęła u wrót pieczary, obdarta z szat, ostatni raz spojrzała na słońce. Jego eminencja biskup pobłogosławił ją, nieudolnie dodając otuchy słowami o męczeństwie i wielkiej nagrodzie, przy czym jego chciwe spojrzenie cały czas wbijało się w jej nagą sylwetkę. Czuła, jakby chciał wydrzeć z niej duszę, zapamiętać jak najwięcej, zagarnąć dla siebie część gładkiego ciała. Dobrze wiedziała, co będzie robił wieczorem, w swej komnacie. Kiedy splunęła mu w twarz, własnoręcznie wepchnął ją do pieczary.

Zgromadzony tłum wiwatował.

„Dar dla bestii” – część dalsza TUTAJ

I to tyle, póki co. Aaa, bo się pochwalić muszę – zdjęcie z Ramseyem :)

Wakacyjnie pozdrawia,

Michał Stonawski

To co, widzimy się na Krakonie?

Już jutro startujemy. A w sobotę najbardziej oczekiwany Blok Horroru i Sensacji, a wystąpią u mnie:

  • Krzystof Billiński, który opowie o książce okultystycznej
  • Michał Gacek zaprezentuje swoją powieść „Endemia”
  • Łukasz Śmigiel pokaże jak popełnić zbrodnie niemal doskonałą
  • Robert Cichowlas podpowie, jak zainteresować swoją osobą wydawcę (Tam będę na pewno :))
  • Krzysztof Maciejewski przybliży wszystkim wspaniały podgatunek horroru, jakim jest Bizarro (Jeśli spodobały Ci się „Owoce wiosny”, wiesz, gdzie masz przyjść :))
  • Krzysztof T. Dąbrowski przebiegnie maraton po drabblach 
  • Krzysztof Piskorski i Paweł Paliński poprowadzą w głąb grozy miejskiej
  • Ramsey Campbell… będzie straszył :)
  • Kazimierz Kyrcz i Dawid Kain opowiedzą o horrorze ekstremalnym (będzie ostro!)
  • Wydawnictwo Sine Qua Non ogłosi konkurs (łaaadne książeczki mają)
  • Zaś na koniec ja, Krzysztof Maciejewski, Kazimierz Kyrcz, Robert Cichowlas, Dawid Kain, Krzysztof T. Dąbrowski i Michał Gacek postaramy się wszystkich postraszyć swoimi opowieściami :)

Zaś…. na sam koniec, przez całą Sobotnią noc będziemy pić, jeść i biesiadować z wyżej wspomnianymi autorami, oraz innymi oraz uczestnikami przy wielkich kamiennych grillach na AGH.

Niech poleje się krew :)

a TUTAJ cały program.

 

Stonawski w Nowinkach – podcast już dostępny!

W piątek (30.08) miałeś okazje rano i po południu posłuchać mnie, oraz Adama Ochwata w radiu. Opowiadaliśmy o Krakonie, a ja napomknąłem coś o swojej twórczości.

Trochę terma była (co słychać, czasami mi się zabełkotało), ale i tak wyszedłem stamtąd z przeświadczeniem, że nie poszło aż tak źle :)

Zapraszam do przesłuchania.

 

 

Stonawski w Nowinkach

 

Z OSTATNIEJ CHWILI:

Jutro (dzisiaj) będę opowiadał o konwencie Krakon 2012, oraz swojej beletrystyce. Opis za radiem studenckim „Nowinki” (Oj, trzeba będzie ich naprostować :)):

KRAKON!!! To zlot miłośników szeroko pojętej fantastyki, która jest zarówno częścią literatury, ale także znajduje się w grach, filmach etc. Zlot ten organizowany jest od 1993 roku. Bieżący rok jest jednak wyjątkowy, ze względu na to, że do grona miłośników fantazy, dołączają także ci, dla których manga i anima, to ważna część życia. Tymi, którzy odważyli się opowiedzieć o zlocie miłośników fantastyki „Krakon” są: Adam Ochwat- organizator zlotu, Michał Stonawski- współorganizator zlotu, pisarz, opiekun bloku Horroru i Sensacji. „Krakon” już 10-12 sierpnia, natomiast rozmowy z organizatorami można wysłuchać w najbliższy piątek (3.08) o godzinie 9:00. Zapraszamy
 Zapraszam o 9:00, dla śpiących – podobno będzie powtórka wieczorem, oraz audycja zostanie nagrana… udostępnię :)
Radia można słuchać przez internet (na ten przykład tutaj)

Powtórka audycji o godzinie 18:00. Natomiast będę jeszcze linkował do nagranego podcastu.

 

Krakon się zbliża…!

Lato w pełni. Pisanie też. Nie spałem od… wielu godzin. Piszę. To okrutne, co człowiek potrafi robić ze swoim organizmem dla pasji.
Ale do rzeczy. Może najpierw notka zgodna z nazwą bloga?

Na głównej stronie Krakonu 2012 pojawił się news o nowych gościach. I już teraz mogę zacytować, co następuje:

Stonawski Michał – najmłodszy z naszych autorów i jednocześnie współorganizator Festiwalu Krakon, który w swoim dorobku ma publikacje w takich antologiach jak 31.10: Halloween po polsku, City 2, Horyzonty Wyobraźni 2010, czy O, choinka: Czyli jak przetrwać święta. Jest twórcą opowiadań: Wyrok, Zabawa, Lalka, Mężczyzna z teczką, Jego Wola, Magiczne Słówka, Nagroda, Najcenniejszy prezent, a także Epilog.

A jako, że organizuję w sobotę, 11 sierpnia blok horroru i sensacji, można spodziewać się z mojej strony takich gości jak:

(zaczynamy z grubej rury):

  • Ramsey Campbell
  • Dawid Kain
  • Kazimierz Kyrcz Jr.
  • Konrad Staszewski
  • Katarzyna Szewczyk
  • Jacek Skowroński
  • Robert Cichowlas
  • Krzysztof Dąbrowski
  • Michał Gacek
  • Krzysztof Maciejewski

A wieczorem, razem ze wszystkimi autorami Krakonu (podanymi zaraz pod wpisem… chyba wszystkimi? Nie, jeszcze nie :>) wielkie grillowanie. Piwo, piwo, piwo, może jakieś kiełbaski.
No, wakacje, po prostu :)
Ze swojej strony obiecuję naprawdę horrorowy dzień sobotni, kryminalny dzień sobotni i szaloną sobotnio-niedzielą zabawę.

A oto lista autorów już ujawnionych, którzy zjawią się na Krakonie:

Tomasz Bochiński, Paweł Ciećwierz, Dawid Kain, Kazimierz Kyrcz Jr., Robert Cichowlas, Paweł Paliński, Ramsey Campbell, Michał Stonawski, Krzysztof Piskorski, Konrad Staszewski, Katarzyna Szewczyk, Robert Szmidt, Piotr Rogoża, Jarosław Urbaniuk, Marcin Zwierzchowski, Marcin Przybyłek, Krzysztof Dąbrowski, Dariusz Domagalski, Michał Gacek, Krzysztof Maciejewski, Jacek Skowroński, Sebastian Uznański.

Kłaniam się, piórkiem ziemię zamiatam i zapraszam serdecznie, groźnie i morderczo :>

Luźne myśli o fandomu polskiego przyszłości

 

Byłem ci ja w 2011 roku na Falkonie. Byłem też i wcześniej, lecz to prawie rok temu w Lublinie zaczyna się historia moich przemyśleń odnośnie przyszłości polskiego fandomu.

Zaczyna się ona na spotkaniu autorskim ze znanym i lubianym Jarosławem Grzędowiczem. Spotkaniu, w moim odczuciu, poprowadzonym fatalnie – tak bez znajomości tematu, jak i obycia w naszej fantastycznej rodzinie.

Oczywiście, nie zamierzam się rozwodzić nad błędami prowadzącego, bo nie dla pastwienia się piszę ten felieton. Dosyć powiedzieć, że człowiek nie wiedział, iż Maja Lidia Kossakowska jest żoną wspomnianego wyżej pisarza, a pytania były na poziomie znanych i (nie)lubianych „skąd pan czerpie inspirację”. Ale są to błędy wybaczalne i całkiem zrozumiałe, w końcu każdy jest człowiekiem i może się pomylić. Tym, co mnie zastanowiło, było nagminne używanie zwrotu „Pan”. W dodatku szybko przejęte przez znaczną część młodej widowni (czyt. młodych fantastów).

Postanowiłem na łamach Efantastyki trochę pomarudzić. O fandomie, o jego przyszłości… standardowo, jak to maruda.

I standardowo, zapraszam – o TU.

Dzieje się!

Dzieje się, a ja nie piszę? Karygodne.
„Lecznica” rośnie z dnia na dzień. No, może nie dosłownie ( mój leń walczy bardzo niehonorowo), ale mimo wszystko – rośnie. Zaczynam wierzyć, że dam radę skończyć pisanie do września, lub końca tegoż.

Z drugiej strony, nie tylko „Lecznicę” piszę. Dlatego już niedługo mogę obiecać kolejne opowiadanie umieszczone… w pewnym miejscu. Opowiadanie tak chore, że zaczynam się poważnie zastanawiać nad moją kondycją psychiczną. I jak zrobić, by była jeszcze bardziej popieprzona.
Póki co, o samym tekście wiele mówił nie będę,  dam tylko jedną podpowiedź co do jego tematyki:

Proszę bardzo :)

Ponad to wplątałem się w dwa projekty, które szalenie mnie ciągną. O jednym nie powiem nic (ale trzymajcie kciuki),  drugiemu parę zdań poświęcić mogę.

Krakon powstał i już drugi raz po przerwie gościć będzie fantastów (Tu macie stronę).  Jako jeden z organizatorów konwentu już teraz mogę obiecać Wam masę atrakcji i dużo ciekawych gości, którzy z pewnością się Wam spodobają.
Zdradzać (znowu) wiele nie mogę. Póki co podanych do informacji zostało tylko paru z naprawdę olbrzymiej liczby gości, a są to:

Cichowlas Robert – współautor: ‘W otchłani mroku’, ‘Siedliska’, ‘Sępów’, ‘Twarzy szatana’, ‘Koszmaru na  miarę’, ‘Efemerydy’, a także autor ‘Szóstej ery’,

Dąbrowski Krzysztof  – twórca takich tytułów jak: ‘Naśmierciny’, ‘Kraina bez powrotu: Opowieści niesamowite’, ‘Grobbing’, ‘Anima Vilis’, ‘Antologai Grabarza Polskiego’, a także ‘Losy Dopełnienia’,

Domagalski Dariusz – z pod Jego pióra wyszedł czterotomowy ‘Cykl Krzyżacki’, ‘Ognie na wzgórzach’, ‘‘Cherem’, ‘Vlad Dracula’, a wkrótce także wyjdą dwie nowe książki: ‘Silentium Universi’ i ‘Paradoks Elektry’,

Gacek Michał – zadebiutował ‘Kroniką koszmarów’, by później przedstawić nam ‘Endemię’,

Maciejewski Krzysztof – Jego twórczość możemy znależć m.in. w ‘City 1: Antologii polskich opowiadań grozy’, ‘City 2. Antologii polskich opowiadań grozy’, ’2011. Antologii współczesnych polskich opowiadań’, ‘Bizarro dla początkujących’, ‘Śmierć w okopach’, ’31.10. Halloween po polsku’. Wydał także swój własny zbiór opowiadań ‘Osiem‘,

Skowroński Jacek – autor powieści ‘Był sobie złodziej’ oraz ‘Mucha’, współautor opowiadania ‘Prawo ostatniej nocy’, autor ‘Kosztownego błędu’, ‘Samarytańskiego uczynku’, a także laureat konkursu na opowiadane w zbiorze opowiadań kryminalnych ‘Kot polski’. Jego inne opowiadania ukazały się na łamach Kwartalnika literacko-artystycznego ‘sZAFa’, a także Kwartalnika fantastyczno-kryminalnego ‘Qfant’,

Uznański Sebastian – twórca powieści ‘Żałując za jutro’, ‘Księgi, która wyjada oczy’, ‘Herrenvolk’, a także licznych opowiadań, m.in. ‘Nie kupujcie lalek Barbie’, ‘Życzenie śmierci’, Cerebro i elfka’, ‘Mesjanka’, ‘Pani Igieł’, ‘Lodowe łzy’, ‘Więzień upadłego ducha’, ‘Zabójcze mózgi atakują!’, a także ‘Dotyk’.

A to dopiero początek. Przy czym większość z podanych wyżej osób należy do prowadzonego przeze mnie bloku horroru i sensacji.
Oj, będzie się działo. Zapraszam na cały konwent, w szczególności na Sobotę Grozy, od rana do wieczora, późnej nocy a nawet rana.

No i jak na razie tyle. Ale zostańmy w kontakcie!

Page 2 of 2

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén